Księga Tobiasza Oto dzieje Tobiasza, syna Tobiela, syna Ananiela, syna Aduela, syna Gabaela. Pochodził Tobiasz z rodu Asjela, z pokolenia Neftalego. Za czasów króla asyryjskiego Salmanassara został on uprowadzony do niewoli z miasta Tisbe, położonego na południe od Kadesz–Neftali, w górnej Galilei, poniżej Chasor, na zachód i północ od Szefat. Przez wszystkie dni mojego życia ja, Tobiasz, szedłem drogą prawdy i sprawiedliwości. Powodowany miłosierdziem pomagałem też wiele braciom z mojego pokolenia i narodu, tym, którzy razem ze mną zostali uprowadzeni do Niniwy w Asyrii. Kiedy jeszcze jako młody człowiek przebywałem w Izraelu, na mojej ojczystej ziemi, cały mój ród wywodzący się z pokolenia Neftalego, odłączył się od domu Dawida i od Jerozolimy. Jerozolima zaś była miastem, które zostało wybrane ze wszystkich pokoleń izraelskich, aby wszystkie pokolenia tam właśnie składały swoje ofiary. Tam też była świątynia zbudowana i poświęcona dla wszystkich pokoleń na wieki jako miejsce zamieszkania Najwyższego. Wszyscy moi bracia i ci z pokolenia Neftalego składali ofiary przed posągiem cielca, którego wzniósł Jeroboam, król izraelski, w Dan na wzgórzach galilejskich. Tylko ja sam udawałem się do Jerozolimy na wszystkie święta, do czego cały Izrael jest zobowiązany wieczystym nakazem. Zawsze przynosiłem ofiarę pierwocin oraz dziesięciny z plonów ziemi i z wełny pierwszego strzyżenia owiec. Wszystko to przekazywałem kapłanom, synom Aarona, na potrzeby ołtarza. Jedną dziesiątą wszystkich płodów ziemi, zboża, wina i oliwy oraz owoców granatu, fig i innych owoców, dawałem lewitom, którzy pełnili swoją służbę w Jerozolimie. Drugą dziesiątą część zboża, oliwek, granatów, fig i innych owoców sprzedawałem, by za uzyskane pieniądze móc odbyć podróż do Jerozolimy. Trzecią dziesięcinę oddawałem sierotom, wdowom i cudzoziemcom, żyjącym wśród Izraelitów. Przekazywałem im taką daninę co trzy lata. Razem spożywaliśmy to, zgodnie z nakazami Prawa Mojżeszowego i wolą Ebory, matki Ananiela, naszego ojca. Po śmierci mojego ojca zostałem całkowitym sierotą. Kiedy stałem się już mężczyzną, wziąłem sobie za żonę Annę, która pochodziła również z rodu mojego ojca. Z czasem urodził się nam syn, któremu daliśmy na imię Tobiasz. Pozostając na wygnaniu w Niniwie, zarówno bracia z mojego pokolenia, jak i wszyscy przynależący do naszego narodu jedli to samo, co i poganie. Ja jednak starałem się unikać pogańskich potraw, gdyż całym sercem byłem wierny mojemu Bogu. Najwyższy sprawił też, że znalazłem łaskę i względy u Salamanassara, który powierzył mi aż do swojej śmierci obowiązki zaopatrywania we wszystko całego jego dworu. W związku z tym często się udawałem w podróż do Medii, gdzie pewnego razu zostawiłem na przechowanie u niejakiego Gabaela, brata Gabriego, dziesięć talentów srebra. Po śmierci Salmanassara władzę królewską objął po nim jego syn Sennacheryb. Całe jego panowanie było pełne niepokoju, tak że nie mogłem już więcej udawać się w podróż do Medii. Już w czasach Salmanassara, powodowany miłosierdziem, pomagałem wiele braciom moim z tego samego co ja narodu. Głodnym dostarczałem chleb, nagim oddawałem własne szaty. A kiedy widziałem, że wyrzucono poza mury miasta Niniwy zwłoki któregoś z moich współbraci, dokładałem starań, aby złożono je w grobie. Potajemnie pochowałem również tych wszystkich, których kazał zgładzić Sennacheryb, kiedy wrócił – niczym zbieg – z ziemi judzkiej. Wtedy to właśnie, uniesiony gniewem, kazał pomordować wielu. Gdy zaś później polecił pozbierać ciała pomordowanych, nie znaleziono już żadnego. Lecz oto zgłosił się do króla jeden z mieszkańców Niniwy i złożył zeznanie, że to ja pogrzebałem ciała zabitych. Musiałem się więc ukrywać. Kiedy się dowiedziałem, że mnie szukają i chcą mnie zgładzić, przeraziłem się i uciekłem. Zabrano mi wówczas do skarbca królewskiego całe moje mienie. Pozostała mi tylko moja żona Anna i syn Tobiasz. Ale po czterdziestu dniach Sennacheryb został zamordowany przez swoich dwóch synów. Dokonawszy tej zbrodni, musieli oni szukać schronienia w górach Araratu, a wtedy na tron królewski wstąpił trzeci jego syn, Asarhaddon. On to ustanowił Achikara, który był synem mojego brata Anaela, zwierzchnikiem wszystkich poborców podatkowych i zarządców całego kraju. Ponieważ Achikar wstawił się za mną, mogłem spokojnie wrócić do Niniwy. Za panowania Sennacheryba, króla asyryjskiego, Achikar był podczaszym, stróżem pieczęci oraz zarządcą i głównym rachmistrzem w całym kraju. Asarhaddon przyznał mu, mojemu bratankowi, drugie po sobie miejsce w całym swoim królestwie. Za rządów Asarhaddona wróciłem do domu i zamieszkałem znów razem z moją żoną, Anną, i synem, Tobiaszem. Wówczas to w dniu Pięćdziesiątnicy, to jest w dniu naszego święta Siedmiu Tygodni, przygotowano wspaniałą ucztę. Kiedy usiadłem do stołu i zobaczyłem mnóstwo najrozmaitszych potraw, powiedziałem do mojego syna Tobiasza: idź, moje dziecko, między naszych braci uprowadzonych do Niniwy i jeśli znajdziesz wśród nich jakiegoś biedaka, który pozostał wierny Panu, sprowadź go tu, żeby ucztował razem ze mną. A ja będę tu na ciebie synu mój czekał. Tobiasz poszedł szukać ubogiego spośród naszych braci. Wróciwszy powiedział: Ojcze! Pytam go: O co chodzi, dziecko? A on mówi: Ojcze! Oto jeden z naszych braci został zamordowany, leży na rynku. Niedawno go uduszono. Wybiegłem więc natychmiast, zanim cokolwiek zjadłem, zabrałem ciało zamordowanego i ukryłem je w jednym z moich pomieszczeń, czekając do zachodu słońca. Potem wróciłem, umyłem się i pogrążony w smutku, spożywałem mój posiłek. I przypomniałem sobie wtedy słowa proroka Amosa, zwrócone do mieszkańców Betel: Wasze radości świąteczne zamienią się w smutek, a pieśni weselne – w żałobne łkania. I zacząłem płakać. Po zachodzie słońca wyszedłem, żeby wykopać grób i pochować zabitego. A moi sąsiedzi szeptali złośliwie: Że też się nie boi, choć za to właśnie był już kiedyś skazany! Musiał już przecież z tego powodu uchodzić, a teraz znów grzebie zmarłych. Kiedy go pochowałem i wróciłem nocą do domu, położyłem się spać na zewnątrz, pod murem, ponieważ było gorąco. Całą twarz miałem odkrytą. Wcale nie pomyślałem o tym, że w murze gnieździ się wiele ptaków. Otóż w pewnej chwili gorące odchody tych ptaków spadły mi na oczy, które natychmiast pokryły się bielmem. Chodziłem do lekarzy, ale nie mogli mi pomóc. Od tej pory przez dwa lata opiekował się mną Achikar, zanim wyprowadził się do prowincji Elimaidy. W tym czasie moja żona Anna zajmowała się w domu tkactwem, jak to zwykły czynić kobiety. Wykonane prace oddawała tym, którzy je zamawiali. Raz zdarzyło się tak, że nie tylko zapłacono jej za wykonaną pracę, lecz podarowano nadto młodego koziołka. Kiedy przyszła do domu, koziołek zaczął beczeć. Zapytałem ją: Skąd masz tego koziołka? Czy nie został on przypadkiem skradziony? Jeśli tak, to natychmiast należy go zwrócić właścicielom. Nie wolno bowiem jeść tego, co zostało skradzione. A ona rzekła na to: Dodano mi go do mojej zapłaty. Ale ja nie uwierzyłem w to i domagałem się, żeby oddała go właścicielom. A wszystko to napawało mnie wstydem. Ona zaś mnie zapytała: A gdzież jest zapłata za twoje miłosierdzie i dobroć? Dobrze ci wiadomo, co przez nie osiągnąłeś. Bardzo się wtedy zasmuciłem, zacząłem płakać i w moim bólu tak się modliłem: Panie, Ty jesteś sprawiedliwy, a wszystkie Twoje drogi i dzieła świadczą o Twojej dobroci i prawdzie. Prawdziwe i słuszne są Twoje odwieczne wyroki. Wspomnij tedy na mnie, wejrzyj na mnie z nieba! Racz nie zsyłać na mnie kary za grzechy i wykroczenia, popełnione przeze mnie i przez moich ojców. Nie słuchali oni Twoich nakazów. Dlatego dopuściłeś na nas grabieże, niewole i zagładę. Staliśmy się pośmiewiskiem dla narodów, wśród których nas rozproszyłeś. Zsyłasz na mnie zatem zasłużone kary z powodu moich własnych występków i grzechów moich ojców. Nie słuchaliśmy bowiem Twoich nakazów i zeszliśmy z drogi Twojej prawdy. Czyń tedy ze mną, co Ci się podoba! Niech duch mój odejdzie ode mnie! Pozwól mi umrzeć i w proch się przemienić. Dla mnie bowiem lepiej będzie umrzeć niż żyć. Muszę wysłuchiwać niesłusznych zarzutów, co napełnia mnie wielkim przygnębieniem. Pozwól mi wydostać się z mojej nędzy i daj mi odpocznienie. I nie odwracaj ode mnie swojego oblicza. Tego samego dnia Sara, córka Raguela w Ekbatanie w Medii, została znieważona przez jedną ze służebnic swego ojca. Obarczano ja winą za to, że siedem razy wychodziła za mąż, ale zły duch, Asmodeusz, zabijał po kolei jej mężów, zanim jeszcze zbliżyli się do niej. Owa służebnica mówiła jej: Czy nie rozumiesz, że to ty sama jesteś przyczyną zguby twoich mężów? Miałaś ich siedmiu i oto żaden ci nie został. Dlaczego obchodzisz się z nami tak okrutnie? Jeżeli oni musieli już umrzeć, to i ty odejdź z nimi! Obyśmy nigdy nie oglądały ani twego syna, ani twej córki. Gdy Sara usłyszała te słowa, ogarnęło ją takie przygnębienie, ze chciała się powiesić. Pomyślała sobie jednak: Jestem przecież jedyną córką mojego ojca. Jeżeli to uczynię, okryję go hańbą i stanę się winna śmierci tego starego człowieka, który ze zgryzoty odejdzie z tego świata. Dlatego podeszła do okna i tak zaczęła się modlić: Błogosławiony jesteś, Panie, Boże mój! Błogosławione nie będzie Twoje święte i czcigodne imię na wieki! Niech moje oczy i moje oblicze zawsze będą zwrócone ku Tobie, o Panie! Zabierz mnie już z tej ziemi, żebym nie musiała wysłuchiwać dłużej tych wszystkich zniewag. Ty wiesz przecież, Panie mój, że nie dopuściłam się grzechu z żadnym mężczyzną. Nie splamiłam ani imienia własnego, ani imienia mojego ojca w kraju mojej niewoli. Jestem jedyną córką mojego ojca. Nie ma on innych dzieci, którym mógłby przekazać swoje dziedzictwo. Nie ma też żadnego krewnego ani syna krewnego, który by mnie wziął za żonę. Pogrzebałam już siedmiu mężów. Po co mam jeszcze żyć? Jeżeli jednak nie uznasz za słuszne uwolnić mnie już teraz od tego życia, to wejrzyj na mnie i ulituj się nade mną. Nie pozwól, żebym musiała nadal znosić te obelgi. Modlitwy tych dwojga, Tobiasza i Sary, dotarły do majestatu wielkiego Boga. Został posłany Rafael przez Boga, żeby obojgu przynieść ulgę: Tobiaszowi – uwalniając go od bielma, które pokrywało jego oczy, i przywracając mu możność widzenia światła Bożego, a Sarze, córce Raguela – dając ją za żonę Tobiaszowi, synowi Tobiasza, i odpędzając w ten sposób od niej złego ducha Asmodeusza. Tobiasz bowiem miał prawo wziąć sobie Sarę za żonę. Tobiasz wracał do swego domu dokładnie w tym samym czasie, kiedy Sara, córka Raguela, schodziła ze swojej górnej izby. W tym właśnie czasie Tobiasz przypomniał sobie o pieniądzach, które zostawił na przechowanie u Gabaela w mieście Raga w Medii. Pomyślał sobie: Dla siebie zapragnąłem już śmierci. Zanim jednak umrę, zawołam mojego syna, Tobiasza, i opowiem mu wszystko o pieniądzach. Wezwał go tedy i powiedział mu: Synu mój, kiedy umrę, pochowaj mnie jak należy! Nie zapomnij też o twojej matce. Otaczaj ją szacunkiem przez wszystkie dni jej życia. Postępuj z nią tak, żeby się radowało jej serce, i nie dopuszczaj, żeby kiedykolwiek czymś się trapiła! Pamiętaj, synu mój, że narażała się ona na wiele niebezpieczeństw, nosząc cię w swoim łonie. Gdy umrze, pochowaj ją obok mnie, w tym samym grobie! Każdego dnia myśl swoją kieruj ku Panu, Bogu naszemu, i pamiętaj, żebyś nie grzeszył łamiąc Jego przykazania. Postępuj uczciwie przez wszystkie dni twojego życia. Nie wchodź nigdy na drogę nieprawości! Będzie ci się wiodło we wszystkim, cokolwiek przedsięweźmiesz, jeśli będziesz trzymał się prawdy. Wszystkim tym, którzy żyją sprawiedliwie, okazuj miłosierdzie całym twoim mieniem. Czyniąc dobrze, nie bądź małostkowy. Nigdy nie odwracaj się obojętnie od potrzebującego, a wówczas i Bóg nie odwróci od ciebie swojego oblicza. Jeżeli będziesz miał dużo, hojnie też dziel się z innymi tym, co masz. Jeśli będziesz miał mało, nie wahaj się także dzielić z innymi. W ten sposób będziesz sobie gromadził cenne skarby na dni własnego niedostatku. Dobre uczynki chronią bowiem przed śmiercią i zejściem na drogę ciemności. Kto z litości pomaga innym, ten składa miły dar Najwyższemu. Synu mój, unikaj wszelkiej nieczystości! Za żonę weź sobie dziewczynę z pokolenia twego ojca. Nie bierz więc za żonę cudzoziemki nie należącej do narodu, z którego pochodzi twój ojciec. Wszyscy bowiem wywodzimy się od proroków. Przypomnij sobie, synu mój, Noego, Abrahama, Izaaka, Jakuba, naszych pierwszych przodków. Wszyscy oni mieli za żony kobiety pochodzące z naszego rodu, a Pan pobłogosławił ich potomstwem, które miało posiąść ziemię. Dlatego też, synu mój, kochaj swoich rodaków, nie wynoś się w duchu nad twoich krewnych ani nad synów i córki twojego ludu i nie uważaj za hańbę spośród nich wziąć sobie jakąś dziewczynę za żonę. Pycha bowiem prowadzi do zguby i do skłócenia z samym sobą, a brak mocnych zasad – do poniżenia i nędzy; próżniactwo zaś jest matką głodu. Jeżeli ktoś będzie u ciebie pracował, to nie zatrzymuj mu zapłaty aż do następnego dnia, ale wypłać należność od razu. W ten sposób służąc Bogu, sam podobnie otrzymasz zapłatę. Uważaj na siebie, synu mój, we wszystkim, co czynisz, a całym swym postępowaniem dawaj dowody dobrego wychowania. Nie czyń nikomu tego, czego sam nie znosisz. Nie upijaj się! Nawet chęć upicia się niech będzie jak najdalej od ciebie. Z głodnym podziel się twoim chlebem, nagiego przyodziej własnym płaszczem. Z wszystkiego, czego masz w nadmiarze, udzielaj jałmużny, a gdy udzielasz jałmużny – nie bądź małoduszny. Nie żałuj twojego chleba przy pogrzebie sprawiedliwego, ale niczego nie dawaj grzesznikom. Rady szukaj tylko u roztropnych, ale nie gardź żadną dobrą radą. Zawsze uwielbiaj Pana Boga! Módl się do Niego, żeby prowadził cię prostymi drogami i żeby ci się wiodło do końca we wszystkim, co będziesz czynił. Żaden naród nie jest panem swojej przyszłości. Pan sam jest dawcą wszelkiego dobra, a kogo chce, poniża. Pamiętaj, synu mój, o tych pouczeniach i nigdy nie pozwól wyrwać ich sobie z serca. Na koniec pragnę ci jeszcze coś powiedzieć: U Gabaela, syna Gabriego, w mieście Raga w Medii zostawiłem na przechowanie dziesięć talentów srebra. Nie bój się więc, synu mój, że popadliśmy w biedę. Będziesz miał wielkie bogactwa, jeśli tylko zechcesz żyć w bojaźni Bożej i unikać wszelkiego grzechu, a czynić to, co się podoba Panu, Bogu twojemu. Odpowiedział na to Tobiasz: Pragnę uczynić tak, jak mi nakazałeś, mój ojcze. Ale jak będę mógł odzyskać pieniądze? Przecież ani on mnie nie zna, ani ja nie znam jego. Co mam mu pokazać na dowód, żeby mnie rozpoznał i zwrócił mi pieniądze? Poza tym nie znam drogi do Medii. Odpowiedział Tobiasz swojemu synowi: Złożyliśmy podpisy na pokwitowaniu, które ja podzieliłem na dwie części. Jedną zatrzymałem przy sobie, a drugą dałem z pieniędzmi. Powiedz, że przekazałem te pieniądze przed dwudziestu laty. A teraz, synu, weź kogoś poważnego ze sobą w tę podróż. Zapłacę mu za to, kiedy powrócisz. Ruszaj zatem w drogę i przywieź te pieniądze. Szukając jakiegoś towarzysza podróży, Tobiasz spotkał Rafaela. Rafael był aniołem, ale Tobiasz tego nie wiedział. I zapytał Rafaela: Skąd ty jesteś, przyjacielu? Anioł odpowiedział: Jestem jedynym spośród twoich braci Izraelitów. Przyszedłem tu szukać jakiejś pracy. Wtedy Tobiasz rzekł: Czy znasz drogę do Medii? A tamten odpowiedział: Tak. Byłem tam wiele razy i wszystkie drogi znam na pamięć. Nieraz bywałem w Medii i mieszkałem u Gabaela, jednego z naszych współbraci, mieszkających w Raga, w Medii. Z Ekbatany do Raga – to dobre dwa dni zwykłego marszu. Raga leży na wzgórzu, a Ekbatana na samym środku doliny. Powiedział tedy Tobiasz: Poczekaj tu chwilę młodzieńcze, powiem tylko mojemu ojcu, że chcę, byś poszedł ze mną, i że ci za to zapłacę. Anioł zaś na to: Idź, ale zaraz wracaj. Poszedł więc Tobiasz, żeby powiedzieć, że znalazł kogoś wśród współbraci Izraelitów. Rzekł na to ojciec: Zawołaj go tu! Chciałbym się dowiedzieć, z jakiego jest on rodu i pokolenia i czy jest na tyle godny zaufania, aby mógł iść z tobą. Wyszedł tedy Tobiasz i powiedział: Przyjacielu, mój ojciec chce cię widzieć. Kiedy anioł wszedł do środka, Tobiasz pierwszy go pozdrowił, a on odpowiedział życząc szczęścia Tobiaszowi. A Tobiasz na to: Czy ja mogę jeszcze w ogóle zażywać jakiegoś szczęścia? Jestem ślepcem! Nie dla mnie już blask nieba. Jestem pogrążony w ciemnościach, jestem jak umarli, do których już nie dociera światło. Jestem jakby pogrzebany za życia. Słyszę głosy ludzkie, ale nikogo nie widzę. Wtedy rzekł anioł: Nie trać nadziei! Pan Bóg na pewno cię uzdrowi. Tylko miej ufność! Tobiasz powiedział: Mój syn, Tobiasz, udaje się do Medii. Czy chcesz pójść z nim jako przewodnik? Za wszystko ci zapłacę, mój bracie. Anioł odpowiedział: Tak, chętnie z nim pójdę. Znam dobrze wszystkie drogi. Byłem wiele razy w Medii, przemierzyłem wszystkie doliny i wzgórza, znam wszystkie ścieżki. Tobiasz rzekł: Powiedz mi, z jakiego pochodzisz pokolenia i rodu? A Rafael zapytał: A po cóż ci wiedzieć, z jakiego jestem pokolenia? Na to odrzekł Tobiasz: Chciałbym wiedzieć, czyim jesteś synem i jak masz na imię. Wtedy odpowiedział Rafael: Nazywam się Azariasz i jestem synem wielkiego Ananiasza, jednego spośród twoich braci z tego samego pokolenia. A Tobiasz na to: Witaj, mój bracie! Nie gniewaj się, że tak wypytywałem o twoje pokolenie i ród. Widzę teraz, że jesteś moim krewnym i że pochodzisz z dobrego i szlachetnego rodu. Poznałem kiedyś Ananiasza i Natana, synów wielkiego Szemajasza. Odbywaliśmy razem pielgrzymkę do Jerozolimy, aby pomodlić się tam do Pana i złożyć Mu ofiarę z pierwocin oraz dziesięciny naszych plonów. Obaj oni nie dali się sprowadzić na manowce nawet wtedy, kiedy nasi bracia odeszli od Boga. Masz bardzo szlachetnych przodków, mój bracie. Witam cię z radością. Ale powiedz mi, jakiej zapłaty spodziewasz się ode mnie? Czy zgodzisz się na jedną drachmę za każdy dzień i całodzienne utrzymanie? Tyle dostaje także mój syn. Dorzucę jeszcze coś do tego, kiedy wrócicie cali i zdrowi. I tak doszli do porozumienia. Wtedy powiedział Tobiasz do swojego syna: Przygotuj się do drogi. Życzę ci szczęśliwej podróży. A kiedy syn był już gotowy, powiedział mu jego ojciec: Ruszaj zatem razem z twoim towarzyszem. A Bóg, który ma swoje mieszkanie na niebiosach, będzie miał was w swojej opiece. Niech was prowadzi i ma w swej opiece Jego anioł. Tobiasz, nim wyruszył w drogę, uściskał swego ojca i matkę. Anna zaś, matka Tobiasza, płacząc zapytał swego męża: Dlaczego wysłałeś w tę podróż naszego syna? Czyż nie był on dla nas podporą na starość, gdy wychodził od nas i wracał do domu? Przecież my wcale nie potrzebujemy tych pieniędzy. Nie znaczą one nic w porównaniu z życiem naszego syna. Wystarczy nam tego, co otrzymujemy od Pana do życia. Rzekł na to Tobiasz: Nie martw się, siostro! Wróci on cały i zdrów i znów będziesz się cieszyć jego widokiem. Towarzyszy mu bowiem dobry anioł, tak że jego wyprawa na pewno zakończy się szczęśliwie. Z pewnością wróci cały i zdrów. Wtedy dopiero przestała płakać. I wyruszył w drogę Tobiasz z aniołem. Za nimi podążał pies. Pod wieczór obaj wędrowcy doszli do rzeki Tygrys, gdzie też przenocowali. Kiedy Tobiasz wszedł do rzeki, aby się wykąpać, nagle pojawiła się wielka ryba i chciała go chwycić za nogę. Tobiasz zaczął krzyczeć z przerażenia, ale wtedy anioł zawołał do niego: Chwyć ją! Pochwycił zatem chłopiec rybę i wyrzucił ja na brzeg. Wtedy powiedział anioł do niego: Rozpłataj brzuch tej ryby, wyjmij z niego i zachowaj serce, wątrobę i żółć. Żółć, serce i wątroba są doskonałym lekarstwem. Rozpłatał tedy Tobiasz rybę i wyjął z jej wnętrza żółć, serce i wątrobę. Potem upiekł kawałek ryby na posiłek, a resztę zostawił do posolenia. I ruszyli obaj w dalszą drogę aż do Medii. Zapytał Tobiasz anioła: Azariaszu, bracie drogi, na co jest lekarstwem serce, żółć i wątroba ryby? Odpowiedział Rafał: Kiedy jakiegoś mężczyznę albo kobietę zacznie nękać demon lub zły duch, wówczas należy spalić w pobliżu tych ludzi serce i wątrobę ryby, a zły duch od nich na zawsze odstąpi. A gdyby komuś bielmem zaszły oczy, wystarczy przyłożyć trochę żółci do oczu i dmuchnąć na nie, a bielmo zniknie. Kiedy znaleźli się już w Medii i dotarli do miasta Ekbatany, rzekł anioł do Tobiasza: Tobiaszu, bracie. A on odpowiedział: Słucham. Na to anioł: Dziś będziemy już nocowali u Raguela, który jest twoim krewnym. Ma on córkę imieniem Sara. Oprócz niej nie ma ani syna, ani innej córki. Otóż ty jesteś jej najbliższym krewnym. Ona należy się w pierwszej kolejności tobie i ty masz prawo do odziedziczenia wszystkiego po jej ojcu. Dziewczyna zaś jest mądra, odważna i bardzo miła, a ojciec kocha ją niezmiernie. Zgodnie z prawem ty powinieneś wziąć ją za żonę. Posłuchaj, mój bracie! Porozmawiam o tej dziewczynie z jej ojcem jeszcze tego wieczora i poproszę, żeby została dana za narzeczoną. Kiedy zaś powrócimy z Raga, odbędą się zaślubiny. Wiem, że Raguel nie ma prawa odmówić jej tobie, a oddać za żonę komuś innemu. Groziłaby mu za to śmierć zgodnie z przepisami księgi Mojżesza. Wiadomo przecież, że z racji pokrewieństwa tobie przed wszystkimi innymi należy się jego córka. Więc posłuchaj, mój bracie: dziś wieczór porozmawiamy o tej dziewczynie i przedstawimy prośbę o zezwolenie na jej małżeństwo z tobą. A powróciwszy z Raga zabierzemy ją ze sobą do twojego domu. Na to rzekł Tobiasz do Raguela: Azariaszu, bracie mój. Słyszałem, że dziewczyna ta już siedem razy była wydawana za mąż, ale wszyscy jej mężowie pomarli, jeden po drugim, jeszcze w komnacie nowożeńców. Ludzie mówią, że to zły duch ich zabijał. Tak więc ja się boję. Jej samej zły duch nie wyrządza żadnej krzywdy, a zabija każdego, kto tylko do niej się zbliży. Ja jestem jedynym synem mojego ojca i nie chciałbym tak marnie zginąć. A żal z powodu mojej śmierci wpędziłby do grobu mojego ojca i moją matkę. Nie miałby ich nawet kto pogrzebać, bo ja jestem ich jedynym dzieckiem. Powiedział mu na to anioł: Czy zapomniałeś już, co powiedział twój ojciec? Powinieneś sobie wziąć za żonę dziewczynę z twojego narodu. Dlatego też posłuchaj mnie teraz, mój bracie, i weź tę kobietę za żonę. Zanim wejdziesz do komnaty nowożeńców, weź trochę żaru z kadzielnicy, połóż na niego rybie serce, trochę wątroby, zniknie natychmiast i nigdy już nie powróci. Nim zbliżysz się do niej, powstańcie i pomódlcie się oboje do miłosierdzia Boga. Na pewno pośpieszy wam z pomocą i okaże swoje miłosierdzie. Nie obawiaj się więc niczego! Dziewczyna ta od początku była przeznaczona dla ciebie. To ty właśnie wybawisz ją z jej utrapienia. Ona chętnie pójdzie z tobą i urodzi ci synów, którzy będą dla ciebie jak prawdziwi bracia. Bądź więc spokojny. Słuchając tych słów Rafaela, Tobiasz dowiedział się, że Sara była rzeczywiście jego krewną ze strony ojca. I pokochał ją bardzo, a jego serce już na zawsze przylgnęło do niej. Kiedy zbliżali się do Ekbatany, Tobiasz powiedział: Azariaszu, bracie mój, zaprowadź mnie prosto do naszego brata Raguela. A kiedy przyszli do domu Raguela, zobaczyli samego Raguela siedzącego w bramie, która prowadziła na dziedziniec. Pierwsi go pozdrowili, na co on odpowiedział: Pozdrawiam was, bracia, witam całym sercem. I wprowadził ich do domu. Potem powiedział do swojej żony, Edny: Jakże ten młodzieniec jest podobny do mojego krewnego, Tobiasza! Edna zapytała: Skąd jesteście, drodzy bracia? A oni odpowiedzieli: Jesteśmy spośród synów Neftalego, którzy żyją na wygnaniu w Niniwie. Zapytała ich tedy: A czy znacie brata naszego, Tobiasza? Oni na to: Tak, znamy! Zaczęła więc pytać dalej: Jak mu się powodzi? Oni odpowiedzieli: Żyje i jest zdrów. A Tobiasz dodał: To jest mój ojciec. Wtedy zerwał się Raguel i płacząc uściskał go. I tak mówił dalej: Niech cię Bóg błogosławi, mój chłopcze! Masz wspaniałego ojca. Jakież to nieszczęście, ze człowiek tak prawy i dobry dla wszystkich utracił wzrok. Płakała także jego żona Edna i córka ich, Sara. Potem zabito barana i przygotowano wspaniałą ucztę. Kiedy się już umyli, wykąpali i zasiedli do stołu, Tobiasz zapytał Rafaela: Bracie Azariaszu, poprosisz Raguela, żeby mi dał moją siostrę Sarę za żonę? Słowa te usłyszał także Raguel i natychmiast rzekł do młodzieńca: Jedz i pij spokojnie i bądź dobrej myśli. Nikt prócz ciebie, bracie mój, nie ma prawa wziąć mojej córki Sary za żonę. Ja sam nie mam już prawa oddać jej komuś innemu za żonę, ponieważ ty właśnie jesteś jej najbliższym krewnym. A teraz, mój drogi, muszę ci wyznać całą prawdę. Dawałem moją córkę za żonę już siedmiu mężom, spośród naszych braci, ale każdy z nich umierał, gdy pierwszej nocy zbliżał się do niej w jej komnacie. Lecz ty, synu mój, jedz i pij spokojnie, Pan nie odmówi wam swojej łaski i pokoju. Na to odrzekł Tobiasz: Nie chcę słyszeć ani o jedzeniu, ani o piciu, dopóki nie dowiem się, jaka jest twoja względem mnie wola. Wtedy Raguel odpowiedział: Wyrażam zgodę. Ponieważ według przepisów prawa Mojżeszowego tobie ona się należy, oznacza to, że niebiosa przeznaczają ją dla ciebie. Przekazuję ci więc twoją siostrę. Od tej chwili ty jesteś jej bratem, a ona twoją siostrą. Dzisiaj staje się twoją na zawsze. Pan, Władca niebios, niech okaże wam tego wieczoru, mój synu, swoją dobroć, niech was obdarzy swoją łaską i pokojem. Potem kazał Raguel zawołać swą córkę, Sarę, ujął ją za rękę i przekazał Tobiaszowi, mówiąc: Daję ci ją. To prawo zapisane w księdze Mojżesza przyznaje ci ją za żonę. Weź ją ze sobą i zaprowadź spokojnie do domu twego ojca. A Pan, Władca niebios, niech będzie z wami w drodze. Następnie matce polecił przynieść zwój papirusowy. Spisano umowę małżeńską na mocy której oddawał on swoją córkę Tobiaszowi za żonę, zgodnie z przepisami prawa Mojżesza. Dopiero wtedy usiedli do posiłku. W pewnej chwili zawołał Raguel swoją żonę, Ednę, i powiedział do niej: Siostro moja, przygotuj jedną z izb i wprowadź do niej Sarę. A ona uczyniła, co jej nakazał, i wprowadziła do przygotowanej izby Sarę. Edna zaczęła płakać, a potem, ocierając łzy powiedziała: Bądź dobrej myśli, córko. Niech Pan twój smutek przemieni w radość. Ufaj, córko. I wyszła od niej. Kiedy skończyli jeść i pić, postanowili udać się na spoczynek. Odprowadzono więc młodzieńca do wskazanej izby. Tobiasz przypomniał sobie wtedy rady, których mu udzielił Raguel. Wziął więc podróżną torbę i wydobył z niej serce i wątrobę ryby, i położył je na rozżarzonych węglach w kadzielnicy. Zapach ryby sprawił, że demon uszedł i został uniesiony w powietrzu aż do Egiptu. Rafael ścigał go cały czas, po czym związał go obezwładnionego zostawił na polu. Kiedy rodzice wyszli już z izby zamykając za sobą drzwi, Tobiasz podniósł się z łóżka i powiedział do Sary: Wstań, siostro moja! Pomodlimy się razem do naszego Pana, żeby nam okazał swą łaskę i miał nas w swojej opiece. Gdy zaś ona wstała, zaczęli się modlić o Bożą opiekę. Modlili się tak: Błogosławiony jesteś, Boże ojców naszych, i błogosławione jest imię Twoje po wszystkie wieki wieków. Niech Cię błogosławią niebiosa i wszystkie stworzenia na wieki! To Ty stworzyłeś Adama i jego małżonkę, Ewę, aby była mu pomocą i wsparciem, i z tych dwojga powstał cały ludzki rodzaj. To Ty powiedziałeś: Niedobrze jest mężczyźnie być samemu, stwórzmy mu podobną do niego pomoc. I ja też biorę mą siostrę za żonę nie dla zaspokojenia żądz, lecz z czystej miłości. Miej litość nad nią i nade mną i pozwól nam pozostać razem aż do starości. I powiedzieli razem: Amen. Amen. A potem położyli się spać. Tymczasem Raguel wstał i zawołał swoje sługi żeby przyszli wykopać grób. Tak sobie bowiem myślał: Żeby on tylko nie umarł, bo narazilibyśmy się na pośmiewisko i wstyd. A kiedy grób już był gotów, wrócił Raguel do domu, zawołał swoją żonę i powiedział: Poślij którąś ze służebnic do ich izby, żeby zobaczyła, czy Tobiasz żyje. Jeśliby się okazało, że umarł, to zostanie natychmiast pochowany tak, że nikt tego nie zauważy. Gdy przyszła służebnica, zapalono lampę, otwarto drzwi, a służebnica weszła do środka i zobaczyła ich, jak oboje spali snem głębokim. Wycofała się więc i powiedziała szeptem: Żyje, wszystko jest dobrze. Wtedy Raguel tak począł wielbić Boga, Władcę niebios: Bądź uwielbiony, Boże mój, uwielbieniem najczystszym, uwielbiony bądź po wszystkie czasy. Bądź uwielbiony za to, żeś mnie uradował, bo nie zesłałeś na nas tego, czego się lękałem, ale okazałeś niezmierzoną łaskawość Twoją. Bądź uwielbiony za to, żeś się ulitował nad tym synem jedynym i nad jedyną córką. Miej ich, o Panie, w swej dobroci i pieczy i spraw, niech żyją w radości i w Twej łasce! I nakazał swoim sługom, żeby jeszcze przed świtaniem zasypali grób. A potem polecił żonie, żeby napiekła cały piec chleba, sam zaś wziął dwa woły oraz cztery barany, przyprowadził je do kuchni i kazał wszystko przygotować. Następnie zawołał Tobiasza i oświadczył mu: Nie ma mowy, żebyś się stąd ruszył przed upływem czternastu dni. Zostaniesz tu, będziesz jadł i pił u mnie. Mojej córce, po wszystkich jej utrapieniach, sprawisz tym wielką radość. Potem weźmiesz sobie stąd połowę mojej majętności i wrócisz spokojnie do twego ojca. A kiedy my już umrzemy, ja i moja żona, weźmiecie sobie i drugą połowę wszystkiego. Zaufaj mi, mój chłopcze. Ja jestem twoim ojcem, a Edna jest twoją matką. Jesteśmy już na zawsze krewnymi tak twoimi, jak i twojej siostry. Ufności, mój synu. Tobiasz powiedział do Rafaela: Bracie Azariaszu! Przygotuj sobie czterech służących oraz dwa wielbłądy i udaj się do Raga. Odnajdziesz tam Gabaela, pokażesz mu pokwitowanie, odbierzesz od niego pieniądze i poprosisz go, żeby przybył na moje gody weselne. Wiesz przecież, że mój ojciec liczy każdy dzień, a ja w niczym nie mogę mu sprawić zawodu. Wiesz również, do czego Raguel się zobowiązał. Jego przysięga mnie również zobowiązuje. Udał się tedy Rafael – z czterema sługami i dwoma wielbłądami – do Raga w Medii. Odnaleźli Gabaela, pokazali mu pokwitowanie i opowiedzieli o małżeństwie Tobiasza, syna Tobiasza, i przekazali zaproszenie na gody weselne. Gabael przystąpił natychmiast do liczenia worków z nienaruszonymi pieczęciami. Wszystko załadowali na wielbłądy i wczesnym rankiem ruszyli, by zdążyć na gody weselne. Kiedy przybyli do Raguela, zastali tam właśnie Tobiasza zasiadającego przy stole. Powstał szybko i przywitał Gabaela, a ten rozpłakał się i powiedział: O mężu wspaniały, synu szlachetnego ojca, człowieka prawego i dobrego dla wszystkich! Niech Pan obdarza błogosławieństwem niebios ciebie, twoją małżonkę oraz twego ojca i jej matkę! Niech będzie uwielbiony Bóg za to, że pozwolił mi oglądać żywy obraz mojego krewnego Tobiasza. Tymczasem ojciec Tobiasza niecierpliwie liczył każdy dzień przewidziany na jego podróż tam i z powrotem. A kiedy nadszedł już czas, w którym powinni byli wrócić, a ich wciąż jeszcze nie było, pomyślał sobie: Może zatrzymano ich tam albo może Gabael umarł i nie było nikogo, kto mógłby zwrócić Tobiaszowi pieniądze? I bardzo się martwił. A jego żona Anna powiedziała: Mojemu synowi zapewne przydarzyło się coś złego. Już nie wróci. I zaczęła go już opłakiwać, mówiąc: Nic mnie już nie cieszy, moje dziecko, od chwili, kiedy pozwoliłem ci, światłości moich oczu, udać w tę podróż. Powiedział do niej Tobiasz: Uspokój się, siostro moja! Co też przychodzi ci do głowy. Wszystko jest dobrze. Pewnie mają tam jakieś trudności. Ma przecież przewodnika, który jest poważnym człowiekiem i jednym z naszych braci. Nie martw się, moja siostro. On na pewno nadejdzie lada chwila. Lecz ona odrzekła: Nie mów nic i nie próbuj mnie oszukiwać. Mojego syna już z pewnością spotkało jakieś nieszczęście. I wychodziła każdego dnia na drogę, którą on kiedyś wyruszył z domu. I nie wierzyła już nikomu. Gdy tylko słońce zaszło, wracała do domu i przez całe noce płakała i rozpaczała nie mogąc wcale zasnąć. Kiedy już upłynął czternasty dzień godów weselnych, urządzonych zgodnie z obietnicą, jaką Raguel dał swej córce, Tobiasz powiedział: Pozwól mi już wracać do domu, bo inaczej mój ojciec i moja matka stracą nadzieję, że jeszcze kiedykolwiek mnie zobaczą. Proszę cię więc bardzo, ojcze, pozwól mi wrócić do mojego ojca. Mówiłem ci już przecież, w jakim stanie go zostawiłem. Ale Raguel powiedział do Tobiasza: Synu mój, zostań ze mną. Poślemy kogoś do twojego ojca, żeby opowiedział wszystko o tobie. Tobiasz rzekł: Nie, proszę cię bardzo pozwól mi wrócić do mojego ojca. Niezwłocznie tedy Raguel pozwolił mu wziąć Sarę, jego małżonkę. Przekazał Tobiaszowi połowę wszystkiego, co posiadał, ze sług i służebnic, wołów, owiec, osłów, wielbłądów, ubrań, pieniędzy i wszelkiego sprzętu. I tak uszczęśliwieni mogli już ruszyć w drogę. Na pożegnanie usłyszał Tobiasz takie słowa: Zdrowia, mój synu, i szczęśliwej podróży. Niech Pan niebios okazuje swoją łaskawość tobie i twojej małżonce, Sarze. Mam nadzieję, że jeszcze przed śmiercią będę mógł zobaczyć wasze dzieci. Do Sary zaś, swojej córki, powiedział: Idź do twojego teścia. Od tej pory oni są twoimi rodzicami tak samo jak ci, od których otrzymałaś życie. Idź w pokoju, moja córko! Ufam, ze jak długo będę żył, będą mnie dochodziły tylko dobre wieści o tobie. Potem pożegnał ich i tak się rozstali. A Edna powiedziała do Tobiasza: Synu mój i bracie drogi! Oby Pan raczył znów cię tu sprowadzić! Obyż dane mi było, nim umrę, zobaczyć wasze dzieci, twoje i mojej córki Sary. W obecności Pana oddaję moją córkę pod twoją opiekę. Nigdy, przez całe twoje życie nie zrób jej żadnej krzywdy. Idź w pokoju, synu mój! Od tej chwili ja jestem twoją matką, a Sara jest twoją siostrą. Obyśmy wszyscy mogli cieszyć się podobnym szczęściem przez wszystkie dni naszego życia. I ucałowała ich oboje, pozwalając im, uszczęśliwionym, ruszyć w drogę. I tak opuścił Tobiasz dom Raguela. Był szczęśliwy i wielbił Pana, władcę nieba i ziemi i króla wszechświata za to, że tak udana była jego wyprawa. Do Raguela zaś i Edny powiedział: Oby dane mi było szczęście, bym mógł wspominać was ze czcią przez wszystkie dni mojego życia. Kiedy w drodze powrotnej znaleźli się blisko Kaserin naprzeciw Niniwy, powiedział Rafael do Tobiasza: Pamiętasz, w jakim stanie zostawiliśmy twego ojca, kiedy wyruszyliśmy w tę drogę? Chodź, wyprzedzimy twoją żonę i przygotujemy cały dom na jej przyjęcie. I poszli obaj. Przedtem Rafael polecił zabrać żółć a za nimi biegł pies. Anna siedziała w tym czasie przy drodze i wypatrywała swojego syna. Gdy zobaczyła, że nadchodzą, zawołała do swego męża: Wraca twój syn oraz ten, który udał się z nim w drogę. A Rafael, zanim jeszcze doszli do ojca, powiedział do Tobiasza: Jestem pewien, że twój ojciec odzyska wzrok. Potrzyj tylko żółcią rybią jego oczy. Zapiecze go to, co prawda, ale gdy przetrze potem oczy, zniknie z nich bielmo i znów będzie mógł widzieć. W tej chwili nadbiegła Anna. Rzuciła się swemu synowi na szyję i zawołała: A jednak jeszcze cię zobaczyłam, mój synu! Teraz mogę już spokojnie umierać. I bardzo się rozpłakała. Także Tobiasz wstał, potknął się, ale zdołał wyjść na dziedziniec. Podbiegł mu wówczas naprzeciw syn. Trzymając w ręku żółć rybią dmuchnął w stronę oczu ojca i trzymając go w objęciach, powiedział: Ufaj, ojcze! Potem przyłożył lekarstwo do oczu i tam je przytrzymał, a następnie obydwiema rękami usunął bielmo z kątów oczu. Wtedy ojciec rzucił mu się na szyję i płacząc zawołał: Widzę cię, synu mój, światłości oczu moich! A potem dodał: Błogosławiony niech będzie Bóg, błogosławione niech będzie na wieki Jego wielkie imię! Błogosławieni niech będą wszyscy Jego święci aniołowie! Błogosławione niech będzie Jego wielkie imię wśród nas. Błogosławieni niech będą wszyscy aniołowie po wszystkie czasy. Ukarał mnie, lecz znów okazał swoje miłosierdzie, gdyż pozwolił mi oglądać mego syna Tobiasza. Potem młody Tobiasz wszedł do domu i pełen radości głośno wielbił Boga. Następnie opowiedział ojcu o swojej bardzo szczęśliwej podróży, o odzyskaniu pieniędzy i o poślubieniu córki Raguela, Sary, która idzie tuż za nimi i jest już niedaleko bram Niniwy. Wyszedł tedy ojciec aż do bram Niniwy na spotkanie swojej synowej. Cieszył się i wielbił Boga. Kiedy mieszkańcy Niniwy zobaczyli go, jak bez trudu porusza się i spieszy ile sił, bez żadnego przewodnika, nie mogli wyjść z podziwu. A Tobiasz oznajmiał wszystkim, że Bóg ulitował się nad nim i wzrok mu przywrócił. Kiedy zaś już spotkał się z Sarą, małżonką swego syna, Tobiasza pobłogosławił ją i tak do niej przemówił: Bądź pozdrowiona, moja córko! Niech będzie błogosławiony Bóg za to, iż sprawił, żeś przybyła do nas, moja córko. Niech będzie błogosławiony twój ojciec i niech będzie błogosławiony mój syn, Tobiasz, i ty, córko moja, bądź błogosławiona. Czuj się dobrze u siebie, życzę ci radości i Bożego błogosławieństwa. Wejdź, córko moja! I stał się ten dzień świętem dla wszystkich Żydów mieszkających w Niniwie. Przybyli także Achikar i Nadab, krewni Tobiasza, aby przeżywać wspólną z nim radość. Pod koniec godów weselnych Tobiasz zawołał swo-jego syna Tobiasza i powiedział mu: Synu mój, nie zapomnij zapłacić człowiekowi, który ci towarzyszył w podróży. Dołóż mu też coś do umówionej zapłaty. A on zapytał: Ojcze, ile powinienem mu dać za jego trudy? Nie będę stratny, jeśli dam mu połowę tego, cośmy razem przynieśli. Przyprowadził mnie przecież całkiem bezpiecznie, opiekował się moją żoną, pomagał mi dostarczyć pieniądze i w końcu ciebie uzdrowił. Ile więc mam mu dać za to wszystko? A Tobiasz odpowiedział: Rzeczywiście synu, zasługuje on na to, by otrzymać połowę z tego, co przyniósł. Zawołał więc syn swego przewodnika i powiedział: Zatrzymaj sobie połowę tego, co przyniosłeś, jako zapłatę za twoje trudy i wracaj spokojnie do domu. Wtedy Rafael wziął ich obydwu na stronę i odezwał się do nich w te słowa: Chwalcie Boga, wysławiajcie Go! Cześć Mu oddawajcie i ogłaszajcie wszystkim ludziom to, co wam uczynił. Wysławiajcie Boga, uwielbiajcie Jego święte imię. Opowiadajcie wszystkim ludziom o dziełach Bożych, bo są tego godne, i nie przestawajcie Bogu dziękować. Strzec tajemnic jakiegoś króla – to rzecz piękna, ale o dziełach Bożych trzeba opowiadać wszystkim. Dziękujcie Bogu, bo jest tego godzien. Czyńcie to, co dobre, a nie spotka was żadne nieszczęście. Lepiej jest modlić się poszcząc i świadczyć miłosierdzie wedle sprawiedliwości niż być bogatym za cenę bezprawia. Lepiej dawać jałmużnę niż gromadzić złoto. Jałmużna chroni bowiem przed śmiercią i uwalnia od wszelkiego grzechu. Ci, co dają jałmużnę, długo żyją. Ci, którzy popełniają grzechy i zło czynią, samym sobie szkodzą. Chcę ujawnić przed wami całą prawdę, niczego nie będę ukrywał. Już wam powiedziałem, że strzec tajemnic jakiegoś króla - to rzecz piękna, ale o dziełach Bożych trzeba opowiadać wszystkim. Otóż wiedzcie, że kiedyście oboje, ty i Sara, trwali na modlitwie, ja zanosiłem wasze błagania przed Majestat Pański. I były przyjmowane. To samo czyniłem, gdy ty grzebałeś zmarłych. Kiedy ty, nie wahając się ani chwili, wstawałeś od stołu, żeby wypróbować twoją wiarę. Mnie również posłał Bóg w tym samym czasie, żeby uzdrowić zarówno ciebie, jak i twoją synową Sarę. Ja jestem Rafael, jeden z tych siedmiu aniołów, którzy są zawsze gotowi, by stanąć przed Majestatem Pańskim. Usłyszawszy to przerazili się obaj i drżąc ze strachu upadli na twarze. Ale on powiedział do nich: Nie bójcie się! Pokój niech będzie z wami! Wychwalajcie Boga na wieki. To, że byłem z wami, zawdzięczacie nie mnie, lecz woli samego Boga. To Jego trzeba wysławiać i wielbić na wieki. Patrząc na mnie, byliście przekonani, że jadłem. Ale w rzeczywistości tak nie było. Tak więc wysławiajcie Pana na ziemi i Bogu składajcie dziękczynienie. Ja zaś wracam do Tego, który mnie posłał. Opiszcie to wszystko, co się wam przydarzyło. I zniknął. Kiedy powstali z miejsca, już go nie widzieli. I zaczęli wysławiać Boga: śpiewali na Jego cześć hymny i dziękowali Mu za to, że tak wielkie rzeczy uczynił dla nich i że anioł Boży im się ukazał. Rzekł Tobiasz starszy: Niech będzie uwielbiony Bóg, który żyje na wieki, a Jego królowanie trwa po wszystkie czasy. On bowiem karze, ale i przebacza, On strąca w otchłanie piekielne, ale i wyprowadza z najgorszej zagłady i nikt nie zdoła się uchronić przed Jego ręką. Wysławiajcie Go wobec wszystkich narodów wy, Izraela synowie! Bo jeśli was rozproszył między narodami, to tam właśnie okazał wam wielkość swoją. Wywyższajcie Go ponad wszystko, co żyje, bo On jest naszym i Panem, i Bogiem. On jest naszym Ojcem i Bogiem na wieki. Jeśli was ukarał za nieprawości wasze, to znów wam miłosierdzie okaże, zgromadzi was spośród wszystkich narodów, wśród których byliście rozproszeni. A kiedy nawrócicie się do Niego całym sercem i całą duszą waszą, aby wobec Niego w prawdzie postępować, to i On ku wam się zwróci i nie będzie krył przed wami swojego oblicza. Pamiętajcie więc o tym, co wam uczynił, i za wszystko głośno Mu dziękujcie. Wysławiajcie Pana sprawiedliwości i wychwalajcie Króla wszystkich wieków. A ja wysławiam Go na ziemi mego wygnania, grzesznikom mówię o Jego wielkości i mocy. Grzesznicy, wróćcie do Niego i postępujcie przed Nim sprawiedliwie, to, być może, okaże wam swą łaskawość i znów zlituje się nad wami. A ja wysławiam mego Boga, dusza moja raduje się w Królu Niebieskich Przestworzy. Niech na ustach wszystkich będzie Jego wielkość, niech Go wychwala Jerozolima. I Jeruzalem, miasto święte, ukarał cię Bóg za dzieła rąk synów twoich, lecz ulituje się nad synami prawych. Wysławiaj jak należy Pana i wychwalaj króla wieków, by odbudowano twą świątynię z radością; by szczęścia doznali w tobie wszyscy wygnańcy, by Pan miłował w tobie nieszczęśliwych przez wszystkie pokolenia na wieki. I światłość prawdziwa rozbłyśnie aż po krańce ziemi. Z daleka przybędą rozliczne ludy, przybędą ze wszystkich odległych krańców ziemi, aby być blisko imienia Pańskiego. I przyniosą w swych rękach dary dla Króla Niebieskich Przestworzy. W tobie radować się będą przyszłe pokolenia, a imię Wybranej trwać będzie na wieki. Przeklęci niech będą, którzy by ci bluźnili, niech będzie przeklęty, kto chciałby cię zniszczyć, mury twoje zburzyć albo wieże zniszczyć, lub twoje domy spalić. Błogosławiony niech będzie ten, kto zechce cię odbudować. Będziesz się tedy odbudowywać i radować z powodu twych synów sprawiedliwie żyjących, bo znowu zgromadzą się wszyscy, by błogosławić Pana waszych czasów. Szczęśliwi ci, co cię miłują i cieszą się z twego pokoju. Szczęśliwi ci, co się smucą z powodu ucisków twoich. Oni kiedyś uradują się w tobie i oglądać będą twoją przyszłą chwałę. Uwielbiaj, duszo moja, Pana, potężnego króla, bo znów będzie odbudowana Jerozolima i dom Jego już po wszystkie czasy. Szczęśliwi będą ci, co zostaną z mego pokolenia bo ujrzą twoją chwałę i sławić będą Króla Niebios. Bramy Jerozolimy znowu odbudują z szafiru i ze szmaragdu i wszystkie twoje mury z kosztownych kamieni. Wieże Jerozolimy wzniosą ze złota i wały ochronne ze szczerego kruszcu. Ulice Jerozolimy będą wyłożone rubinami i kamieniami z Ofiru, w bramach Jerozolimy będą śpiewać radośnie, we wszystkich domach wołać będą: Alleluja! Błogosławiony niech będzie Bóg Izraela! I wielbić będą w tobie święte imię po wszystkie wieki wieków! Na tym zakończył Tobiasz swoje pieśni uwielbienia. Umierając spokojnie Tobiasz miał sto dwanaście lat. Został pochowany bardzo uroczyście w Niniwie. Kiedy stracił wzrok, miał sześćdziesiąt dwa lata. Po uzdrowieniu żył w dobrobycie, wspierał ubogich jałmużną i nie przestawał wielbić Boga i wysławiać Jego wielkość. Tuż przed śmiercią zawołał do siebie swojego syna, Tobiasza, i udzielił mu takich oto wskazań: Synu mój, zabierz swoje dzieci i uchodź stąd do Medii, bo ja jestem przekonany, że spełni się to wszystko, co Bóg przez proroka Nahuma powiedział o Niniwie. Wypełni się wszystko, sprawdzi się to, co prorocy izraelscy wysłani przez Boga przepowiadali przeciwko Asyrii i Niniwie; nie zostanie pominięte żadne ich słowo. Wszystko się spełni w swoim czasie. O wiele bezpieczniej będzie w Medii niż w Asyrii i Babilonii. Ja wiem, jestem przekonany, że spełni się wszystko, co Bóg przepowiedział; żadne słowo z Jego proroctw nie pozostanie niespełnione. Bracia nasi mieszkający na ziemi izraelskiej wszyscy zostaną spisani i wywiezieni daleko ze swej pięknej ojczyzny. Cały Izrael zamieni się w pustynię. Pustynią będzie także Samaria i Jerozolima. Dom Boży będzie spustoszony i przez jakiś czas będzie pozostawał spalony. A potem Bóg znów okaże swoje miłosierdzie i sprowadzi wszystkich na ziemie izraelskie. Zostanie odbudowany Jego dom, ale nie będzie już tak piękny jak pierwszy: trzeba będzie poczekać, aż nadejdzie czas właściwy. A kiedy już wszyscy powrócą z wygnania, odbudują Jerozolimę w całym blasku jej wspaniałości, zostanie też odbudowany w Jerozolimie dom Boży, tak jak to zapowiedzieli prorocy izraelscy. I nawrócą się wszystkie narody świata, i będą żyć w bojaźni Bożej i w prawdzie. Wszyscy odwrócą się od bogów fałszywych i od tych, którzy sprowadzili ich kiedyś na bezdroża. I będą wielbić Boga przez wszystkie wieki, żyjąc sprawiedliwie. A wszyscy Izraelici, którzy ocaleją aż do dni tamtych, będą wspominać Boga ze szczerością prawdziwą. Będą się gromadzić w Jerozolimie, żyjąc od tego czasu w pokoju na ziemi Abrahama, która stanie się ich własnością na zawsze. I będą się radować wszyscy, którzy dopuszczają się grzechów i nieprawości. A teraz, dzieci moje, nakazuję wam, żebyście służyli Bogu w prawdzie i czynili zawsze to, co Jemu się podoba. Nakażcie dzieciom waszym, by strzegły sprawiedliwości i jałmużną wspierały ubogich. Niech zawsze pamiętają o Bogu; niech wysławiają nieustannie Jego imię w prawdzie i ze wszystkich sił swoich. Masz więc, synu mój, opuścić Niniwę. Nie zostawaj tu! Jak tylko pochowasz obok mnie twoją matkę, ruszaj w drogę tego samego dnia, bez względu na to, jaki to będzie dzień. Nie chciej żyć w tym kraju, gdzie panują bezwstyd, podstęp i bezprawie. Przypomnij sobie, synu mój, co uczynił Nadab Achikarowi, swojemu ojcu i żywicielowi. Przecież prawie żywcem o mało co nie zakopał go do ziemi. Ale Bóg wynagrodził mu tę śmiertelną krzywdę: Achikar okrył się blaskiem chwały, a Nadab znalazł się w ciemnościach wiecznych za to, że chciał się targnąć na życie Achikara. Dzięki swym dobrym uczynkom Achikar uniknął śmiertelnej zasadzki, którą przygotował na niego Nadab sam znalazł w niej swą zgubę. Same więc widzicie, moje dzieci, do czego prowadzi rozdawanie jałmużny, a do czego – mianowicie do śmierci – nieprawość życia. Ale już brak mi tchu. Położyli go na posłaniu. I umarł. I został pochowany bardzo uroczyście. Kiedy zmarła także matka Tobiasza, została pochowana obok męża. Wtedy Tobiasz udał się razem z żoną i dziećmi do Medii. Zamieszkał w Ekbatanie u swego teścia Raguela. Swoimi teściami opiekował się Tobiasz troskliwie w ich starości, a gdy zmarli, pochował ich w Ekbatanie, w Medii. I odziedziczył cały majątek po Raguelu, tak jak przedtem po swym ojcu, Tobiaszu. I umarł doznając zewsząd czci, gdy miał sto siedemnaście lat. Jeszcze za jego życia doszło do zburzenia Niniwy i widział mieszkańców tego miasta uprowadzanych jako niewolnicy do Medii na rozkaz Achiacharosa, króla Medii. I wysławiał Boga za to, co uczynił Niniwitom i Asyryjczykom. Cieszył się jeszcze przed śmiercią, ze taki los spotkał Niniwę, i wielbił Boga nieustannie.