Księga Mądrości Ukochajcie sprawiedliwość, wy, co sądzicie ziemię, ze czcią rozmyślajcie o Panu, szukajcie Go w prostocie serca, albowiem znajdują Go ci, którzy Go nie kuszą, ukazuje się zaś tym, którzy w Niego wierzą. Przewrotne myśli oddalają od Boga, a Moc wystawiana na próbę karci niemądrych. Nie zstąpi bowiem mądrość do duszy zło czyniącej i nie zamieszka w ciele poddanym grzechowi. Albowiem Święty Duch karności będzie unikał podstępu i odejdzie od niemądrych zamysłów, i usunie się, kiedy nadejdzie nieprawość. Mądrość bowiem jest duchem, który miłuje człowieka, lecz nie folguje bluźniercy z powodu ust jego, gdyż Bóg jest świadkiem jego nerek i stróżem prawdziwym jego serca, i Tym, który słyszy mowę jego. – Albowiem Duch Pański napełnił ziemię, a Ten, który podtrzymuje wszystko, rozpoznaje brzmienie głosu. Nie ukryje się przeto nikt, kto mówi nieprawości, nie ominie też nikogo karząca sprawiedliwość. Będą bowiem zbadane zamiary bezbożnika, a brzmienie słów jego odejdzie do Pana ku pokaraniu nieprawości jego. Albowiem wszystko posłyszy ucho Zazdrosnego i nie ukryją się przed Nim nawet najcichsze głosy szemrania. Wystrzegajcie się próżnego szemrania i zachowujcie język wasz od czczej gadaniny, gdyż nie ujdzie bezkarnie lekkomyślne słowo, a usta, które kłamią, zabijają duszę. Nie starajcie się tak usilnie o śmierć na bezdrożu waszego życia i nie ściągajcie na siebie zguby przez dzieła rąk waszych, gdyż Bóg nie jest sprawcą śmierci i nie raduje Go zagłada żyjących. Stworzył bowiem wszystko ku istnieniu i pożyteczne są stworzenia tego świata, i nie masz w nich jadu zatracenia ani królestwa Hadesu na ziemi. Nieśmiertelna bowiem jest sprawiedliwość. Bezbożni zaś zwabiali śmierć ku sobie rękami i słowami i uważając ją za przyjaciółkę tęsknili za nią, i przymierze z nią zawierali; godni bowiem są tego, aby ona w nich cząstkę swoją miała. Mówili sobie myśląc przewrotnie: Krótkie jest i pełne smutku nasze życie, a gdy przyjdzie koniec człowieka, nie masz dlań żadnego ratunku i nie jest znany ktoś taki, kto by uwolnił kogokolwiek z Hadesu. Narodziliśmy się bowiem przypadkiem i potem znów będziemy tak, jakby nas nie było. Bo dymem jest dech w nozdrzach naszych, a myśl iskrą powstałą od poruszeń serca naszego. Gdy ona zgaśnie, w popiół zamieni się ciało, a duch uleci jak lekki podmuch wiatru. Imię nasze pójdzie z czasem w zapomnienie i nikt nie będzie pamiętał czynów naszych. I tak przeminie życie nasze jako ślad obłoku, rozpłynie się jak mgła, rozproszona promieniami słońca i jego gorącem skroplona. Przemija nasz czas jak cień, nasz koniec się zbliża nieodwracalnie. Pieczęć bowiem została przyłożona i nikt już nie wraca. Dalejże przeto! Używajmy dóbr, póki są, i z zapałem jak w młodości korzystajmy z tego, co stworzone. Upajajmy się winem drogim i wonnościami: i niech nas nie ominie żaden kwiat wiosny. Przystrójmy się w wieńce z róż, zanim zwiędną. Nikogo z nas nie zabraknie w uciechach; zostawiajmy wszędzie oznaki rozkoszy, bo taka jest cząstka nasza i taki jest nasz los. Rzućmy się na biedaka sprawiedliwego, wdów nie oszczędzajmy, nie zważajmy na siwiznę starca sędziwego. A prawem sprawiedliwości niech będzie nasza siła, bo to, co słabe, za niepożyteczne uchodzi. Uczyńmy przeto zasadzkę na sprawiedliwego, bo nie mamy z niego pożytku, sprzeciwia się naszym czynom, wyrzuca nam przekroczenia prawa i oskarża nas o sprzeniewierzanie się naszej nauce. Przechwala się znajomością Boga i nazywa się dzieckiem Pana. Stał się wyrokiem potępiającym nasze myśli, nawet gdy nań patrzymy, jest dla nas ciężarem. Inaczej żyje niż inni, chodzi innymi drogami. Jesteśmy według niego samą nieprawością, unika dróg naszych jako nieczystych, a błogosławi rzeczy ostateczne sprawiedliwych i chełpi się, iż Bóg jest jego Ojcem. Zobaczymy, czy prawdziwe są słowa jego, zbadajmy to, co będzie przy jego końcu. Jeśli bowiem sprawiedliwy jest synem Bożym, Bóg ujmie się za nim, i zostanie on wyrwany z rąk nieprzyjaciół. Wypróbujmy go obelgami i cierpieniem, abyśmy mogli poznać jego łagodność i przekonać się o jego cierpliwości. Skażmy go na śmierć haniebną, skoro według słów jego przyjdzie nań wybawienie. Takie rzeczy knuli. I pobłądzili, albowiem złość ich zaślepiła. Nie zrozumieli tajemnic Bożych, nie liczyli na zapłatę za prawość i nie przypuszczali, że dusze niewinnych otrzymają nagrodę. Bóg bowiem stworzył człowieka ku niezniszczalności, uczynił go na podobieństwo natury swojej. Lecz poprzez nienawiść diabła śmierć przyszła na świat i doświadczają jej ci, co są z nim związani. Dusze zaś sprawiedliwych są w ręku Boga i nie dosięgnie ich udręczenie. W oczach nierozsądnych uchodzą za umarłych, a ich odejście uznano za poniżenie i rozstanie się z nami za unicestwienie. Lecz one są w pokoju. I chociaż w oczach ludzi cierpią udręki, nadzieja ich pełna jest nieśmiertelności. I tak niewielkie utrapienia zniósłszy, wielką otrzymają zapłatę, gdyż Bóg ich wypróbował i uznał za godnych siebie, doświadczał ich jak złoto w piecu i przyjął ich do siebie jak ofiarę całopalenia. I zajaśnieją, kiedy nadejdzie ich czas nawiedzenia, rozsypią się jako iskry po ściernisku. Będą sędziami narodów i władcami ludów, a Pan będzie im królował na wieki. Ci, zaufali Jemu, posiądą prawdę, a ci, co wytrwali w miłości, przy Nim pozostaną, bo łaska i miłosierdzie są dla świętych Jego i zatroskanie Pana nad wybranymi Jego. Bezbożnych zaś za ich zamysły spotka kara, bo nie uszanowli sprawiedliwego i odstąpili od Pana. Nieszczęśliwy bowiem jest ten, kto gardzi mądrością i pouczeniem; próżna jest takich nadzieja i bezowocne są trudy, i bez pożytku ich uczynki. Niewiasty ich są bez rozumu i dzieci niegodziwe, a ród ich przeklęty. Szczęśliwa niepłodna, nieskalana, ta, która nie poznała grzesznego łoża; wyda bowiem owoc w czas nawiedzenia dusz. I trzebieniec, który swą ręką nie czynił nieprawości ani nie zamyślał zła przeciwko Panu, za swą wierność otrzyma szczególną łaskę i lepszą cząstkę w Pańskiej świątyni. Chwalebny bowiem jest owoc zbożnych trudów i niezniszczalny korzeń mądrości. A synowie cudzołożników nie osiągną swego cele i zaniknie nasienie przewrotnego łoża. I nawet choćby długo żyli, za nic uważani będą, a na koniec ich starości żadnej czci nie zazna. A gdyby rychlej pomarli, nie będą mieć nadziei ani pociechy w dzień sądu. Zły bowiem jest koniec nieprawego plemienia. Lepsza jest bezdzietność, byle z cnotą, pamięć jej bowiem nieśmiertelna, gdyż znajduje poszanowanie u Boga i u ludzi. Idą jej śladem ludzie, gdy jest obecna, a za nieobecną – wzdychają. Na wieki uwieńczona triumfuje, odniósłszy zwycięstwo w bojach nienagannie stoczonych. Nie przyniesie zaś pożytku mnóstwo bezbożnych, a potomstwo z cudzych szczepów zrodzone nie zapuści korzenia głęboko ani nie znajdzie mocnego podłoża. I choć gałązkami na pewien czas zakwitnie, to jednak, słabo tkwiąc w ziemi, zostanie wyrwane przez wichry. Wiotkie gałęzie zostaną połamane, owoc ich jest nieużyteczny, cierpki w smaku i do niczego się nie nadaje. Albowiem dzieci, ze snów nieprawych zrodzone, w rozsądzaniu rodziców świadczą przeciwko ich przewrotności. Sprawiedliwy zaś, nawet gdyby przedwcześnie umarł, znajdzie odpoczynek. Starością czcigodną nie ta jest, co trwa długo, ani się liczbą lat mierzy, ale pełnią lat jest dla ludzi mądrość, a wiekiem sędziwym – życie nieskalane. Ponieważ stał się miłym Bogu, Bóg go umiłował, a że żył między grzesznikami, został pośród nich zabrany. Wziął go Bóg, aby złość nie odmieniła jego umysłu i aby przewrotność nie uwiodła jego duszy. Urok marności zasłania bowiem to, co dobre, a napór pożądania odmienia ducha prawego. Stawszy się doskonałym w krótkim czasie, przeżył czasów wiele. Ponieważ dusza jego podobała się Bogu, zabrał ją wcześnie spośród nieprawości. A narody patrzyły i nie pojmowały, i nie brały sobie tego do serca, że łaska i miłosierdzie jest w wybranych Jego, a piecza nad świętymi Jego. Sprawiedliwy zaś umarły potępia bezbożnych żywych, a młodość, co szybko minęła, wydaje wyroki na długowieczną starość niesprawiedliwego. Będą bowiem patrzeć na koniec mądrego, ale nie zrozumieją, co mu przeznaczone i dlatego Pan otoczył go opieką. Będą patrzeć i wzgardę okazywać, a Pan będzie się z nich naśmiewał. A potem zamienią się w trupa wzgardzonego i ku pohańbieniu na wieki wśród umarłych zostaną, bo strąci ich głową w dół, i głosu nie wydadzą, i poruszy ich od podstaw, i będą wyniszczeni aż do ostatniego. I będą wzdychać, a pamięć po nich zaginie. Do rachowania grzechów swoich przybędą w bojaźni, a nieprawości ich przeciwko nim skarżyć będą. Wtedy stanie sprawiedliwy z ufnością wielką w obliczu tych, co go uciskali i okazywali pogardę trudom jego. Patrząc, będą oni przejęci strachem wielkim i zdumieniem ich napełni nieoczekiwane zbawienie. Będą mówić między sobą, pokutę czyniąc, i w ucisku ducha wzdychać będą i wołać: Oto ten, który był dla nas pośmiewiskiem i którego mieliśmy za wzgardzonego, my, niemądrzy! Uznaliśmy za szaleństwo jego życie i za pozbawiony czci koniec jego. Jakże więc został policzony między synów Bożych, a dziedzictwo jego jest między świętymi? Tak przeto zeszliśmy z drogi prawdy, nie oświeciła nas światłość sprawiedliwości i nie wzeszło dla nas słońce. Syciliśmy głód nasz na drogach nieprawości i zatracenia i chodziliśmy po pustynnych bezdrożach, a nie znaliśmy Pańskiej drogi. Cóż nam pomogła wyniosłość i co nam przyniosły bogactwo i duma? Wszystko to jak cień minęło, jak wieść, co szybko znika, jak statek płynący po wzburzonej wodzie: gdy przjdzie, nie można znaleźć śladu ani odkryć bruzdy na falach pociętych dnem jego; albo jak ptak przeszywający powietrze: nie zostaje żaden ślad po jego locie, tylko lekkie powietrze smagane uderzeniami piór i przecinane przejmującym szumem trzepoczących skrzydeł, a potem nie znajduje się żaden ślad po jego przelocie. Albo jak kiedy po strzale wypuszczonej do celu, przecięte powietrze natychmiast znów się zamyka, tak iż nie zna się drogi, którą przebyła – tak też i my, narodziwszy się, przestaliśmy istnieć, i nie mogliśmy wykazać się żadnym znakiem cnoty, aleśmy zginęli w naszej przewrotności. (15) Albowiem nadzieja bezbożnego, jak plewa wiatrem niesiona, jak dym przez wiatr rozlewany i jak lekka piana burzą rozpędzona, a ginie jak pamięć po jednodniowym gościu. (16) Sprawiedliwi zaś żyją na wieki, w Panu jest ich zapłata i piecza o nich u Najwyższego. (17) Dlatego otrzymają koronę wspaniałości i wieniec piękności z rąk Pana: prawicą bowiem swoją będzie ich bronił i swym ramieniem będzie ich osłaniał. (18) Za zbroję weźmie swą zazdrosną miłość i uzbroi stworzenie ku odparciu wrogów. (19) Przywdzieje jako pancerz sprawiedliwość i nałoży jako przyłbicę sąd nieomylny. (20) Weźmie świętość jako tarczę niezwyciężoną (21) i wyostrzy jako miecz gniew srogi, a świat będzie z nim współwalczył przeciw niemądrym. (22)Pomkną celne strzały błyskawic i jak z dobrze napiętego łuku obłoków polecą do celu. (23)I jak od miotającego kamienie posypią się grady pełne zagniewania. Wzburzy się przeciw nim woda morza, rzeki zaś gwałtownie będą spływać. (24)Powstanie przeciw nim duch mocy i rozproszy ich jak huragan. Nieprawość spustoszy całą ziemię, a złość podstępna wywróci trony panujących. (2)Posłuchajcie przeto, królowie, i zrozumiejcie. Uczcie się, którzy sądzicie krańce ziemi. (3) Nadstawcie uszu, wy, którzy panujecie nad narodami i jesteście dumni z mnóstwa ludów. (4) Od Pana bowiem jest wam dana władza, a moc od Najwyższego, który będzie badał uczynki wasze i przejrzy wasze zamiary. (5) Jakże, będąc ministrami królestwa Jego, nie sądziliście sprawiedliwie i nie strzegliście prawa, i nie postępowaliście według woli Bożej? (6) Groźnie i rychło się wam ukaże gdyż najsroższy sąd będzie nad tymi, którzy mają władzę. (7) Albowiem maluczki godzien jest miłosierdzia, a możni męki cierpieć będą wielkie. (8) A Pan wszystkiego nie będzie zważał na osobę ani się nie ulęknie wielkości, bo On stworzył małego i wielkiego i podobnie troszczy się o wszystkich. (9) Ale możnym dotkliwsza grozi męka. (10) Do was przeto, królowie, są skierowane słowa moje, abyście się nauczyli mądrości i nie upadli. (11) Ci bowiem, którzy święcie strzegą świętości, będą uświęceni, ci zaś, którzy się jej nauczą, znajdą obronę. (12) Pożądajcie tedy słów moich, umiłujcie je, a będziecie pouczeni. (13) Wspaniała i niewiędnąca jest mądrość i łatwo ją dostrzegają ci, co ją miłują, a znajdują ci, którzy jej szukają. (14) Wychodzi sama naprzód, aby się ukazać tym, którzy jej pożądają. (15) Kto wstaje dla niej wczesnym rankiem, nie będzie się trudził, lecz znajdzie ją siedzącą u drzwi swoich. (16) Albowiem rozmyślanie o niej jest szczytem roztropności, a ten, kto czuwa dla niej, rychło będzie od utrapień wolny. (17) Tych bowiem, którzy są jej godni, ona sama, chodząc dokoła, szuka, ukazuje się im radośnie na drogach i jest przy nich w każdym ich zamyśle. (18) Jej początkiem najbardziej prawdziwym jest pragnienie tego, by być pouczanym. (19) Pożądanie zaś pouczenia jest umiłowaniem mądrości, a miłość jest zachowaniem jej praw, troska zaś o prawa zapewnia niezniszczalność. (20) A niezniszczalność sprawia, że jest się blisko Boga. (21) Tak przeto pragnienie mądrości prowadzi do królestwa. (22) Jeżeli więc w tronach i berłach znajdujecie upodobanie, o królowie ludów, szanujcie mądrość, abyście królowali na wieki. (24) A czym jest mądrość i jak powstała, opowiem, i nie zakryję przed wami tajemnic, lecz od początku jej narodzenia będę szedł jej śladem, wiedzę o niej na światło wystawię i w niczym nie pominę prawdy. (25) Nie pójdę w drogę z żarłoczną zazdrością, bo ona z mądrością nie ma nic wspólnego. (26) Wielu mądrych – zbawieniem świata, król zaś roztropny – ostoją ludu. (27) Tak więc pozwólcie się pouczyć słowom moim, a odniesiecie korzyść. Ja również jestem człowiekiem śmiertelnym, do wszystkich podobnym, potomkiem zrodzonego z ziemi protoplasty i utworzonym w łonie matki ciałem. Przez czas dziesięciu miesięcy we krwi zakrzepłem, z nasienia męża, z rozkoszy ze spaniem złączonej. I ja, urodziwszy się, tym samym, co wszyscy, odetchnąłem powietrzem i znalazłem się na podobnie uczynionej ziemi, i pierwszy głos, jaki wydałem – tak jak wszyscy – był łkaniem płaczem. Od pieluszek w staraniach byłem wychowany. I żaden z królów nie miał innego początku istnienia. Jedno bowiem jest dla wszystkich wejście w życie i wyjście z niego takie samo. Dlatego też modliłem się i została mi dana roztropność, prosiłem i przyszedł na mnie duch mądrości. Postawiłem ją ponad berła i trony i w porównaniu z nią za nic miałem bogactwa. I nie przyrównywałem do niej drogiego kamienia, gdyż wszystko złoto jest w jej obliczu odrobiną piasku, a srebro wobec niej będzie poczytane za błoto. Ukochałem ją ponad zdrowie i piękność i wolałem mieć ją zamiast światła, gdyż blask jej nigdy nie zasypia. I przyszły mi z nią razem wszelkie dobra, a przez jej ręce bogactwa niezliczone. Radowałem się z wszystkiego, bo wszystkiemu mądrość przewodziła, a nie wiedziałem, że ona jest rodzicielką wszystkiego. To, czego się nauczyłem, bez obłudy, bez zazdrości innym przekazuję, bogactwa jej chowam dla siebie . Jest bowiem nieprzebranym skarbcem dla ludzi, a ci, którzy zeń korzystali, zapewnili sobie przyjaźń z Bogiem, umiłowani z powodu darów umiejętności. Mnie zaś niech Bóg pozwoli mówić rozsądnie i czuć to, co jest godne otrzymanych darów. On bowiem jest przewodnikiem mądrości i mądrych nauczycielem! W Jego rękach my i mowy nasze, mądrość wszelka i wszelka w działaniu sprawność. On też dał mi wiedzę niezawodną o tym, co istnieje, abym poznał urządzenie świata i moce żywiołów, początek i koniec, i środek czasów, zmiany układów słońca i następstwo pór roku, cykl roczny i gwiazd położenie, naturę zwierząt oraz instynkty dzikich bestii, moce duchów i zamysły ludzi, różnorodność roślin i siły korzeni. Wszystko, co tylko było ukryte i jawne, poznałem. Nauczyła mnie bowiem tego Mądrość, Sprawczyni wszystkiego. Albowiem jest w niej duch rozumny, święty, jedyny, wieloraki, delikatny, ruchliwy, przenikliwy, nieskalany, jasny, przykrości nie sprawiający, dobro miłujący, bystry, nie dający się powstrzymać, dobrze czyniący, ludzi miłujący, zdecydowany, niezawodny, beztroski, wszechpotężny, nad wszystkim czuwający i wszystkie duchy rozumne, czyste i wzniosłe przenikający. Mądrość jest bowiem prędsza nad wszystko, co się porusza, osiąga i przenika wszystko dzięki swej czystości. Jest tchnieniem Bożej mocy i lśniącym wylewem chwały Wszechmocnego. Dlatego też nie przenika jej nic, co skalane. Jest bowiem odblaskiem światłości przedwiecznej i Bożego działania zwierciadłem bez skazy, i Jego dobroci obrazem. Jedyną będąc, wszystko może, i chociaż sobą pozostaje, odnawia wszystko i poprzez pokolenia do dusz świętych zstępuje, czyniąc z ludzi przyjaciół Boga i proroków. Nikogo bowiem Bóg nie miłuje, jak tylko tego, kto z mądrością przebywa. Ta zaś jest piękniejsza nad słońce i ponad cały gwiazdozbiór, i w porównaniu ze światłem okazuje się pierwsza, bo po nim noc następuje, a mądrość zło nie zwycięża. Od krańca do krańca sięga potężnie i w sposób pełen dobroci wszystkim rządzi. Umiłowałem ją i poszukiwałem jej od młodości mojej, i pragnąłem wziąć ją sobie za oblubienicę, i stałem się miłośnikiem jej piękna. A ona ciesząc się zażyłością z Bogiem, uroku dodaje swemu szlachetnemu urodzeniu; i ukochał ją Pan wszechrzeczy. Jest bowiem wtajemniczona w naukę Bożą; jest tą, która wyrokuje o dziełach Boga. A jeśli bogactwo jest w życiu dobrem godnym pożądania, to cóż jest cenniejszego nad mądrość, która stwarza wszystko? Jeśli zaś do roztropności należy działanie, to ze wszystkiego, co istnieje, któż większym jest od Mądrości twórcą? I jeśli ktoś kocha sprawiedliwość, to jej dziełami są cnoty; uczy bowiem umiarkowania i roztropności, i sprawiedliwości, i męstwa, tych cnót, ponad które nie ma nic w życiu pożyteczniejszego dla ludzi. A jeśli ktoś rozległej wiedzy pożąda, ona zna to, co było od początku, i o tym, co będzie, wyrokuje. Rozumie utarte przysłowia i zna rozwiązania zagadek, i rozpoznaje naprzód znaki i cuda, i następstwa epok i czasów. Postanowiłem przeto wziąć ją sobie za towarzyszkę życia, wiedząc, że mi doradzi w dobrym i pocieszycielką będzie w kłopotach i w smutku. Dzięki niej będę miał sławę u ludu i nawet jako młodzieniec – u starszych poszanowanie. Okażę się bystrym w sądzie, a w obliczu nawet najmocniejszych będę podziwiany. Na mnie, gdy zamilknę, czekać będą bym mówił, a mówiąc będą się przysłuchiwać; gdy będę w pełni wywodów, położą na ustach swoich ręce. Dzięki niej posiądę nieśmiertelność i pamięć wieczną zostawię tym, którzy będą po mnie. Będę rządził ludami i narody będą mi poddane. Będą się mnie lękać, słysząc o mnie, królowie straszliwi. Okażę się dobrym wśród ludu, a mężnym na wojnie. Wszedłszy do domu mego z Mądrością będę współodpoczywał, albowiem jej towarzystwo nie sprawia przykrości, a przebywanie z nią nie przynosi goryczy, jeno wesele i radość. Tak rozmyślając sam w sobie i rozważając w sercu moim to, że nieśmiertelność polega na przebywaniu z Mądrością, a przyjaźń z nią daje szlachetną radość, w dziełach zaś rąk jej bogactwo niewyczerpane i roztropnością jest przebywanie w jej towarzystwie, a chwałą – jedność z nią na rozmach – chodziłem wszędzie szukając, jak by ją wziąć do ciebie. A byłem dziecięciem szlachetnym, obdarzonym dobrą duszą; albo raczej będąc dobrym, wszedłem do nieskalanego ciała. Wiedząc zaś, że nie inaczej będę silny, jak tylko gdy mi to będzie dane od Boga – a już to było oznaką roztropności: wiedzieć, czyj to jest dar – zwróciłem się do Pana i modliłem się doń, i wołałem z całego serca mego: Boże ojców i Panie miłosierdzia – Ty, któryś uczynił wszystko swoim słowem i mądrością swoją ustanowiłeś człowieka, aby panował nad stworzeniami przez Ciebie uczynionymi i aby rządził światem w świętości i sprawiedliwości, i wyroki wydawał w prostocie serca – daj mi Mądrość, która trwa przy tronach Twoich, i nie usuwaj mnie spośród dzieci swoich. Bo ja jestem sługa Twój i syn służebnicy Twojej, człowiek słaby i krótkowieczny, i za mały, by pojąć sąd i prawa Twoje. A gdyby był ktoś doskonały między narodzonymi z ludzi, za nic będzie uchodził, skoro tylko mu zabraknie mądrości Twojej. Ty mnie wybrałeś królem ludu Twego i sędzią synów Twoich i córek. I powiedziałeś, abym zbudował przybytek na świętej górze Twojej i ołtarz w mieście zamieszkania Twego na wzór namiotu świętego, któryś przygotował od początku. A z tobą jest Mądrość Twoja, znająca Twoje dzieła, i która była przy Tobie, kiedy świat stwarzałeś, Ona wie, co miłe oczom Twoim i co jest zgodne z przykazaniami Twymi. Ją ze świętych niebios ześlij, wyślij ją od tronu chwały Twojej, aby będąc przy mnie, ze mną się trudziła, i abym poznał, co jest Tobie miłe. Ona bowiem wie wszystko i rozumie, i pokieruje mną roztropnie w poczynaniach moich, i będzie mnie strzegła w chwale swojej. I będą miłe czyny moje, i sprawiedliwie będę sądził lud Twój, i będę godzien tronu ojca mojego. Któż bowiem z ludzi pozna wolę Bożą albo kto odgadnie, czego pragnie Pan? Nieśmiałe są bowiem myśli śmiertelników i wątpliwe przewidywania nasze, gdyż poddane zniszczeniu ciało obciąża duszę, a myśl wielu sprawami zajętą krępuje ziemskie mieszkanie. I z trudnością wyobrażamy sobie wszystko, co jest na ziemi, i nawet to, co mamy pod ręką, z mozołem odnajdujemy. A któż dopiero zbada to, co jest w niebie? A któż pozna wolę Twoją, jeśli ty nie udzielisz mądrości i nie ześlesz świętego Ducha Twojego z wysoka? I tak oto zostały wyprostowane ścieżki tych, co są na ziemi, a ludzie nauczyli się tego, co Tobie miłe, i zostali przez Mądrość zbawieni. Ona to chroniła najpierw stworzonego ojca świata, kiedy istniał jako jedyne stworzenie, i wydobyła go z upadku jego. Dała mu moc panowania nad wszystkimi rzeczami. A odstąpiwszy od niej, niesprawiedliwy w gniewie swoim, zginął sam wskutek bratobójczych zawiści. Z jego powodu zalewaną falami ziemię ocaliła znowu mądrość, ratują sprawiedliwego za pomocą marnego drzewa. Ona też, gdy mieszały się narody we wspólnocie złości, rozpoznała sprawiedliwego i zachowała go bez skazy dla Boga, i pozwoliła przetrwać w męstwie przez okazanie miłosierdzia względem jego syna. Sprawiedliwego, który uciekał przed bezbożnymi, gdy szli na zagładę, ona wybawiła, kiedy na pięć miast ogień zstępował. Na świadectwo ich przewrotności zostały: ziemia dymem zasnuta i opustoszała i rośliny wydające owoce przed czasem, i słup soli sterczący jako grób niedowierzającej duszy. Ci bowiem, co zlekceważyli Mądrość, nie tylko upadli, dobra nie poznając, lecz także zostawili żyjącym dowód swej głupoty, ażeby to, czym zgrzeszyli, nie mogło być ukryte. Wybawiła zaś Mądrość z utrapień tych, którzy ją szanują. Ona też drogami prostymi prowadziła sprawiedliwego, gdy uchodził przed gniewem brata. Ukazała mu królestwo Boże i udzieliła wiedzy o rzeczach świętych, i wspomogła go w trudach, i rozmnożyła w owocach dzieła jego. Gdy podstępnie czyhali na niego, była przy nim i bogatym go uczyniła. Obroniła go przed nieprzyjaciółmi i uchroniła przed spiskującymi, i w trudnym boju dała mu zwycięstwo, aby wiedział, że ponad wszystko mocniejsza jest pobożność. Sprawiedliwego, gdy był sprzedany, nie opuściła, lecz wybawiła go od grzechu. Zstąpiła z nim do więzienia i kiedy był w kajdanach, także go nie opuściła, aż przyniosła mu królewskie berło i władzę nad tymi, którzy go uciskali, i dowiodła, że kłamią ci, którzy go znieważali, a jemu dała wieczną sławę. Lud święty i nasienie bez zmazy od narodów ucisk sprawiających ona uwolniła. I weszła do duszy tego, co czci Pana, i przez znaki i cuda stawiła czoło straszliwym królom. Dała sprawiedliwym zapłatę za ich trudy, poprowadziła ich przedziwną drogą i stała się im za dnia osłoną, a gwiazd światłością w nocy. Przeprawiła ich przez Morze Czerwone i przeprowadziła przez wodę głęboką. Nieprzyjaciół zaś ich zalała i wyrzuciła ich z przepastnych otchłani. Dlatego sprawiedliwi bezbożnych złupili i uwielbili, o Panie, Twoje święte imię, i chwałę oddali zwycięskiej prawicy Twojej. Bo mądrość niemym usta otworzyła, a języki niemowląt wymownymi uczyniła. Sprzyjała ich poczynaniom szczęśliwie ręka proroka świętego; przemierzyli pustynię nie zamieszkaną i zbudowali namioty w miejscach niedostępnych. Czoło stawili wrogom, odparli nieprzyjaciół. Odczuwając pragnienie, Ciebie na pomoc wezwali, i była im dana woda z wysokiej skały, i z twardego kamienia ugasili pragnienie. I z tego, w skutek czego nieprzyjaciele ich cierpieli, (6) oni w utrapieniu brali pokrzepienie. (7) Zamiast źródła nigdy nie wysychającego potoku krwi z błotem, (8) jako kary za dzieciobójczy wyrok, im dałeś niespodziewanie obfitą wodę, (9) pokazując przez owo pragnienie, jak ukarałeś ich nieprzyjaciół. (10) Kiedy bowiem byli doświadczani, odbierając w miłosierdziu pouczenie, zrozumieli, jak cierpieli bezbożni, gdy w zagniewaniu karani byli. (11) Albowiem tych, jako ojciec upominając, doświadczałeś, a tamtych, jak władca srogi sądząc, potępiłeś. (12) Obecni, tak jak nieobecni, podobnie byli męczeni. (13) Ogarnął ich bowiem podwójny smutek i wzdychanie na pamięć o rzeczach minionych. (14) Kiedy słyszeli, że wskutek ich ukarania tamci dobra doznają, wspomnieli na Pana. (15) Tego zaś, którego ongiś odtrącili, wyśmiewając jako wzgardzonego, przy końcu rzeczy podziwiali, trawieni nie takim jak sprawiedliwi pragnieniem. (16) Za niemądre wymysły ich niesprawiedliwości, w których błądząc czcili nieme płazy i pospolite, budzące odrazę stwory, mnóstwo nierozumnych zwierząt zesłałeś im na ukaranie, (17) ażeby poznali, że przez co się grzechy popełnia, przez to się też jest karanym. (18) Nie była bowiem bezsilna Twa wszechmocna ręka, co z bezkształtnej materii cały świat stworzyła, aby zesłać na nich mnóstwo niedźwiedzi albo lwy drapieżne (19) lub jakieś nowo stworzone, nieznane, pełne złości bestie, czy to ognistym tchem zionące, czy to duszącego dymu zapach wydające, czy też buchające z oczu iskrami strasznymi. (20) One to nie tylko jednym draśnięciem mogłyby ich zatracić, ale mogłyby ich zabić swym straszliwym wejrzeniem. (21) Lecz nawet i bez nich mogli paść od jednego tchnienia, od sprawiedliwości cierpiąc udręczenie, rozproszeni przez ducha mocy Twojej: lecz Ty według miary i liczby, i wagi wszystko urządziłeś. (22) Albowiem zawsze możesz uczynić wszystko, a mocy ramienia Twego któż się oprze? (23) Bo cały świat wobec Ciebie – bo jak pyłek na szali wagi , albo jak kropla porannej rosy spadającej na ziemię. (24) Ty jednak litujesz się nad wszystkim, ponieważ wszystko możesz, przebaczasz grzechy ludziom, byle tylko pokutowali. (25) Miłujesz wszystko, co istnieje, a z tego co uczyniłeś, niczego nie masz w nienawiści, bo gdybyś nienawidził, czyżbyś coś uczynił? (26) I czyż mogłoby coś trwać w istnieniu, gdybyś Ty tego nie chciał? Albo czy mogłoby być zachowane, gdyby nie było powołane przez Ciebie? (27) Wszystkiemu przebaczasz, bo wszystko jest Twoje, władny miłośniku życia. We wszystkim bowiem jest Twoje niezniszczalne tchnienie. Dlatego też upadających napominasz delikatnie, a przypominając to, czym grzeszą, nakazujesz, aby zła zaniechali i uwierzyli w Ciebie, Panie. Albowiem dawnych mieszkańców świętej ziemi Twojej znienawidziłeś za ich dopuszczenie się obrzydliwości, czarodziejstw i bezbożnych obrzędów, tych bezlitosnych zabójców własnych dzieci, tych, co ucztując jedli wnętrzności ludzkich ciał i pili krew wtajemniczonych podczas uczty krwawej, i rodziców własnoręcznie mordujących bezbronne istoty. Postanowiłeś ich wytracić rękami ojców naszych, ażeby ziemia najbardziej Ci ze wszystkich droga była mieszkaniem godnym Bożych dzieci. Ale nawet Ty przebaczyłeś, jako że są ludźmi, i wysłałeś szerszenie, zwiastunów wojska Twego, aby ich wytracały powoli. Nie dlatego jakobyś nie mógł w zbrojnym starciu oddać bezbożnych w sprawiedliwe ręce lub sprawić by w oka mgnieniu rozszarpały ich dzikie zwierzęta, albo żeby byli wytraceni nieubłaganym słowem, lecz dlatego, że powoli wymierzając karę, dawałeś możność pokutowania, chociaż dobrze wiedziałeś, że przwrotni są od urodzenia, że złość ich jest przyrodzona i że na wieki myśl ich się nie zmieni. Nasieniem bowiem byli przeklętym od początku. Lecz ty nie z obawy przed kimkolwiek wybaczyłeś im ich wykroczenia. Któż ci bowiem powie: "Coś uczynił?" Albo kto się przeciwstawi wyrokowi Twemu? Kto będzie cię oskarżał o to, że zginęły narody, które Ty stworzyłeś? Albo kto powstanie przeciwko Tobie jako obrońca niesprawiedliwych ludzi? Nie masz bowiem innego boga oprócz Ciebie, który się troszczysz o wszystko, i nie potrzebujesz nikogo przekonywać, że nie wydajesz wyroków niesprawiedliwie. Ani król, ani żaden możnowładca nie będzie się sprzeciwiać Tobie z powodu tych, których ukarałeś. Będąc bowiem sprawiedliwym, wszystko sprawiedliwie urządzasz, uważając za rzecz niegodną Twojej mocy wbrew sprawiedliwości potępiać tego, kto nie powinien być karany. Moc Twoja jest początkiem sprawiedliwości, a to, żeś Panem wszystkich, sprawia, że wszystkim przebaczasz. Moc bowiem okazujesz, gdy Cię nie uznają za pełnego mocy, a zuchwałość karzesz w tych, którzy poznali Twą siłę. Ty jednak pełen mocy, z łagodnością wyroki sprawujesz, i rządzisz nimi z miłosierdziem wielkim. Bo jeśli tylko chcesz, jesteś potężny. I przez takie to czyny lud Twój pouczyłeś, że sprawiedliwy winien być łaskawy dla ludzi, i błogą nadzieją synów Twych napełniłeś, gdyż po grzechach dajesz nawrócenie. Jeżeli bowiem nieprzyjaciół sług Twoich i ludzi śmierci winnych z tak wielką pobłażliwością i miłosierdziem karałeś, dając czas i możność, aby zła zaniechali, to z jakąż troskliwością sądziłeś synów Twoich, których ojcom dałeś przysięgi i przymierza, pełne dóbr obiecanych. Tak więc, gdy nas pouczasz, nieprzyjaciół naszych karcisz z umiarkowaniem, abyśmy wydając wyroki, o Twej dobroci pamiętali, a na Twe miłosierdzie liczyli, kiedy sami będziemy sądzeni. Dlatego też tym, co wiedli życie nieroztropne i niesprawiedliwe, zadałeś cierpienia przez to, co czcią otaczali. Albowiem po błędnych drogach zaszli zbyt daleko, za bogów biorąc to, co najpodlejsze pośród zwierząt, uwiedzeni na sposób nierozumnych dzieci. Dlatego też jak na nierozumne dzieci karę na nich, ku pośmiewisku, zesłałeś. Ci zaś, których nie odmieniły ośmieszające chłosty, poznają sąd godny Boga. To bowiem, przez co cierpiąc, unosili się gniewem, i to, co jak bóstwa czcili, to właśnie stało się narzędziem ich kary. Patrząc na Tego, którego nie chcieli kiedyś uznać, zobaczyli w Nim Boga prawdziwego. Dlatego też przyszło na nich najwyższe potępienie. Głupi zaś z gruntu są wszyscy ludzie, którzy nie znają Boga i z rzeczy dobrych, które wiedzą, nie potrafią poznać Tego, który jest, ani nie rozpoznają Twórcy przypatrując się stworzeniom, lecz już to ogień, już to wiatr, już to szybkie powietrze albo gwiazd układy, albo wzburzona wodę lub światła niebieskie uznali za bogów rządzących światem. Jeżeli urzeczeni ich pięknem uznali rzeczy te za bóstwa, to niechże pomyślą, o ile piękniejszy jest ponad nie wszystkie ich Władca. On, Twórca piękna, stworzył to wszystko. Jeśli zaś moc i działanie podziwiają, to przecież niech dzięki nim zrozumieją, że o wiele bardziej potężny jest Ten, który je stworzył. Albowiem z wielkości i z piękności stworzeń można przez porównanie poznać ich Stwórcę. Lecz mimo wszystko oni ponoszą mniejszą winę; błądzą bowiem, Boga jednak szukają i znaleźć Go pragną. Obracając się wśród dzieł Jego, zbadać je usiłują i ufają wzrokowi, bo piękne jest to, co widzą. Lecz znowu ci także nie są wolni od winy. Jeśli bowiem tyle już potrafili pojąć, że są w stanie wszechświat zbadać, to czemuż tym bardziej nie znaleźli Pana wszechrzeczy? Nieszczęśliwi zaś są ci, i między martwymi przedmiotami nadzieje tych, którzy bogami nazwali dzieła rąk człowieczych; złoto i srebro, wytwór sztuki, podobizny zwierząt lub kamień nieużyteczny, dzieło starożytnej ręki. Oto jakiś cieśla, wyciąwszy odpowiednie drzewo, obłupia je starannie z całej kory i sztuką swoją zgrabnie sporządza pożyteczne naczynie ku posłudze życia. A odpadków tego dzieła używszy do gotowania potraw, głód swój zaspokoił. Pozostałą zaś do niczego nie nadającą się resztę, drzewo pokrzywione, i pełne sęków wziął do rzeźbienia, korzystając z czasu wolnego, i dzięki znajomości swego rzemiosła, nadał mu kształt upodobniający je do wyobrażenia człowieka. Albo uczyni z niego jakieś pospolite zwierzę, powlekając minią lub farbą zabarwił na czerwono. Zatarł na nim wszelką skazę. Uczynił mu godne jego mieszkanie, zawiesił na ścianie i przytwierdził żelazem, żeby nie spadło. Troszczył się o nie, wiedząc, że nie jest w stanie sam sobie poradzić. Jest bowiem obrazem i potrzebuje pomocy. Modląc się w sprawie swego dobytku i małżeństw, i dzieci, do tego, co bezduszne, nie wstydzi się przemawiać, i prosi to, co bezsilne, o zdrowie. Domaga się życia od tego, co martwe, i na pomoc wzywa to, co bezsilne, a o szczęśliwość na drogę prosi to, co nawet poruszać się nie może. O zarobek, o pracę, o pomyślność dla rąk swoich i o sprawność prosi to, co ma ręce najbardziej niesprawne. Inny znowu myśląc o morskiej podróży, gdy zamierza pokonywać groźne bałwany, prosi o pomoc drewno bardziej kruche od czółna, które go unosi i które obmyśliła chęć zysku, a rzemieślnik dzięki swej mądrości zbudował. Ale Twoja, Ojcze, Opatrzność nim kieruje, bo Ty i na morzu drogę uczyniłeś, bezpieczne przejście między falami, pokazując, że z wszystkiego możesz wybawić, nawet gdyby ktoś bez umiejętności pływania wszedł na statek. Chcesz bowiem, aby nie były bezużyteczne dzieła mądrości Twojej. Dlatego też nawet: gdy marnemu kawałkowi drewna ludzie powierzają swe dusze, przepływając fale na tratwie, ratują swe życie. Tak też na samym początku, gdy ginęli zarozumiali giganci, to nadzieja wszechrzeczy, szukając schronienia na tratwie kierowanej Twoją ręką, zostawiła światu nasienie potomstwa. Błogosławione drzewo, przez które staje się sprawiedliwość! Przeklęte zaś jest tamto drzewo ręką obrobione, ono samo i ten, kto je obrobił; ten, ponieważ je wyrzezbił, ono zaś samo, bo choć rzecz marna, uchodzi za boga. Tak samo bowiem nienawidzi Bóg bezbożnika, jak i bezbożności jego. Tak więc to, co zostało uczynione, poniesie karę wspólnie ze swym twórcą. Dlatego też sąd będzie i nad pogańskimi bożkami, gdyż wśród Stworzeń Bożych stały się obrzydliwością i zgorszeniem dla dusz ludzkich i dla nóg ludzi głupich ich zasadzką. Pomysł stworzenia bożków stał się początkiem cudzołóstwa, a ich wynalezienie zwyrodnieniem życia. Nie było bowiem ich od początku i nie będą też trwać na wieki. Przez ludzką głupotę przyszły na świat i dlatego czeka je rychły koniec. Ojciec, pogrążony w przedwczesnym żalu, uczyniwszy sobie podobiznę tak rychło zabranego dziecka, kiedyś zmarłego człowieka teraz czci jako boga i ustanawia wśród poddanych wtajemniczenia i ofiary. Później utrwalony z czasem bezbożny zwyczaj zaczął być jako prawo przestrzegany i na rozkaz władców posągi były czczone. Ludzie, ponieważ daleko mieszkali, nie mogli czcić ich osobiście; odtwarzali przeto podobiznę z daleka, sporządzając sobie wielki obraz króla, aby gorliwością swoją uwielbiać nieobecnego jakby był obecny. I nawet nic nie rozumiejących zwabiała do pomnażania kultu żądza sławy rzemieślnika. Ten bowiem, może pragnąć przypodobać się władcy, sztuką swą usiłował jak najpiękniej obraz wykonać. A tłum, przyciągnięty pięknem dzieła, uznał tego, którego do niedawna jako człowieka szanował, za godnego czci bożej. I właśnie zgubą dla życia stało się to, że ludzie, stając się ofiarami nieszczęścia lub władzy kamieniom i drzewom dali imię, którego nikomu nie powinno się dawać. I nie wystarczyło, że błądzili w znajomości Boga, lecz żyjąc w wielkim zamęcie braku rozeznania, tak liczne i wielkie zła nazywali pokojem. Albo ofiary ze swych dzieci składają, albo dokonują skrytych wtajemniczeń, albo wyprawiają orgiastyczne uczty podczas niezwykłych obrzędów. Nie troszczą się o czystość ani życia, ani związków małżeńskich; jeden drugiego albo podstępnie zabija, albo cudzołóstwem zasmuca. Wszystko tam pomieszane: krew, zabójstwo, kradzież, podstęp, zepsucie, niewierność, gwałt, krzywoprzysięstwo. Niebezpieczeństwem dla dobrych jest zapomnienie o dobrodziejstwach, znieprawienie dusz, wypaczenie natury, nietrwałość małżeństw, nierząd i nieczystość. Albowiem kult bałwanów, pozbawionych imion, jest wszelkiego zła początkiem, przyczyną i szczytem. I tak albo radując się popadają w szaleństwo, albo fałszywie prorokują, albo żyją nieuczciwie, albo zbyt łatwo składają przysięgi. Zaufawszy bowiem bezdusznym bałwanom nie sądzą, że spotka ich kara, kiedy fałszywie przysigają. Przyjdzie przeto na nich podwójna sprawiedliwość: za to, że źle myśleli o Bogu, lgnąc do bałwanów, i za to, że w przewrotności przysięgali fałszywie, wzgardziwszy świętością. Albowiem nie tych moc, na których się przysięgają, lecz kara należna grzesznikom jest zawsze następstwem wykroczenia niesprawiedliwych. Lecz Ty, Boże nasz, łaskawy jesteś i prawdziwy, cierpliwy i wszystko przenikający w miłosierdziu. I jeśli nawet zgrzeszymy, Twoimi jesteśmy, znając potęgę Twoją, lecz nie będzemy grzeszyli wiedząc, że będziesz nas uważał za swoich. Albowiem poznanie Ciebie jest pełnią dobra, a zrozumienie mocy Twojej jest korzeniem nieśmiertelności. Nie uwiódł nas bowiem ludzki marny pomysł rzemiosła ani bezowocny trud malarzy: obraz ubarwiony różnymi farbami, których oglądanie sprowadza pożądliwość na niemądrego, tak że, darzy on miłością bezduszny kształt z martwej podobizny. Jako miłośnicy zła powinni by w takich rzeczach nadzieję pokładać zarówno ci, którzy je wykonują, jak i ci, którzy je kochają i cześć im składają. A oto i garncarz, formując starannie miękką ziemię, każde naczynie oddzielnie kształtuje do naszego użytku. Lecz z tej samej gliny ulepił naczynie mające służyć czystym sprawom i przeciwne im: wszystkie w jednakowy sposób. Rzemieślnik zaś sam decyduje, do czego każde będzie służyło. Tak też, trudząc się bezbożnie, z tej samej gliny lepi kruche bóstwo ten, który niedawno sam powstał z ziemi i niebawem obróci się w to, z czego powstał, gdy będzie musiał zwrócić dług swojej duszy. On jednak nie myśli o tym, że musi umrzeć, ani o tym, że bliski jest kres jego życia, lecz idzie w zawody ze złotnikami i odlewnikami srebra i przechwala się tym, że naśladuje brązowników lepiąc z gliny przedmioty złudne. Popiołem bowiem jest serce jego, nadzieja jego bardziej znikoma od pyłu, a życie jego podlejsze niż glina. Nie poznał bowiem Tego, który go utworzył i który tchnął weń działającą duszę, i napełnił go duchem życia. Lecz jako igraszkę traktował żywot nasz, szukaniem zysku było dlań istnienie nasze, z wszystkiego bowiem należy ciągnąć – jak mówią – korzyść nawet ze zła. Zapewne, bardziej niż kto inny wie, że grzeszy, ten, kto z tej samej materii ziemi tworzy kruche naczynia i posągi bogów. Albowiem najbardziej nierozumni i biedniejsi od duszy dziecka są wszyscy nieprzyjaciele ludu Twego, ci, co nim władają. Za bogów bowiem poczytali wszystkie bałwany pogańskie, które ani oczu nie mają do patrzenia, ani nozdrzy do wdychania powietrza, ani uszu do słuchania, ani palców rąk do dotykania, a nogi ich nieskore są do chodzenia, Uczynił ich przecież człowiek, ulepił ich ten, który sam został obdarzony duchem. A żaden człowiek nie może stworzyć podobnego do siebie boga. Sam będąc śmiertelnym, to, co martwe, czyni grzesznymi rękami. Nawet sam lepszy jest od tych, którym cześć oddaje. On przynajmniej żyje, a tamci nigdy nie żyli. I najpodlejszym nawet zwierzętom cześć oddają, a w porównaniu z innymi, te czcią otoczone przez swą głupotę, są gorsze od innych. Nie masz w nich nic pięknego, co mogłoby przyciągać wzrok, omija je pochwała i błogosławieństwo Boże. Dlatego to przez podobne zwierzęta słusznie zostali ukarani i byli dręczeni przez mnóstwo zwierząt. Zamiast takiej kary ludowi Twemu okazałeś swą dobroć i aby zaspokoić jego łaknienie, przygotowałeś mu na pożywienie przepiórki, ażeby tamci, szukając pożywienia, na odrażający widok tego, co im zostało zesłane, stracili nawet naturalną chęć jedzenia a ci, na krótki niedostatek skazani, aby niezwykły pożywali pokarm. Trzeba było bowiem, ażeby na tamtych tyranów przyszła nieuchronna zagłada, tym zaś należało tylko pokazać, jak ich wrogowie zostali ukarani. Gdy bowiem dotknął ich jad dzikich zwierząt, choć ginęli od ukąszeń wijących się wężów, to jednak zagniewanie Twoje nie trwało do końca. Dla upomnienia na krótko zostali ukarani mając równocześnie znak wybawienia ku przypomnieniu nakazu prawa Twojego. A ten, który się ku niemu zwracał, był zbawiony nie przez to, na co spoglądał, jeno przez Ciebie, Zbawicielu wszystkich. Przez to bowiem przekonałeś nieprzyjaciół naszych, że to Ty właśnie wybawiasz od zła wszelkiego. Podczas gdy tamtych ukąszenia szarańczy i much wytraciły i nie było lekarstwa na ratowanie ich życia, gdyż zasłużyli, by takich owadów męki cierpieć, to synów Twoich nie pokonały nawet zęby jadowitych potworów. Miłosierdzie Twoje wyszło im naprzeciw i ich uleczyło. To miało bowiem przypomnieć im o słowach Twoich, i rychło zostali uleczeni, aby, nie spychając słów Twoich w głęboką niepamięć, nie musieli być pozbawieni Twoich dobrodziejstw. Nie uzdrowiły ich bowiem ani zioła, ani okłady, a tylko Twoje, Panie,wszystko uzdrawiające słowo. Ty bowiem masz władzę nad życiem i śmiercią, przywodzisz do bram Hadesu i zeń wyprowadzasz. Człowiek zaś wskutek swej złości zabija, ale ducha, który uleciał, ponownie nie sprowadza i duszy zabranej z powrotem nie przywołuje. Nie można jednak ujść przed ręką Twoją. Bezbożni, odmawiający uznania Ciebie, ukarani zostali mocą prawicy Twojej, byli doświadczeni ulewami gradem, i falami nieubłaganymi, i ogniem byli pożerani. A najdziwniejsze to, że w wodzie, która wszystko gasi, ogień jeszcze się wzmagał. Żywioł mści się bowiem za sprawiedliwych. Czasami zaś przygasał płomień, aby nie spłonęły zwierzęta, zesłane na bezbożnych, lecz aby oni sami patrząc zrozumieli, że są doświadczani wyrokiem Boga. A niekiedy buchał ponad wody potężniejszy od siły zwykłego ognia, aby zniszczyć płody niesprawiedliwej ziemi. Tymczasem Ty lud swój nasyciłeś pokarmem anielskim i bez jego wysiłku dałeś mu chleb z nieba gotowy, mający w sobie wszelką rozkosz i przyjemmość wszelkiego smaku. Dar Twój bowiem ukazywał Twą słodycz względem Twoich synów, a poddany upodobaniu spożywającego, przemieniał się w to, czego kto zapragnął. A śnieg i lód wytrzymywały ogień i nie topniały, aby widzieli, jak zbiory nieprzyjaciół niszczy ogień wśród gradu i jak pochłania je pośród ulewy. A znowu przeciwnie, zapominał ogień o swojej mocy, aby sprawiedliwi byli nakarmieni. Albowiem natura poddana jest Tobie, Stwórco; rozpala się gniewem, aby ukarać niesprawiedliwych, i łagodnieje, aby dobrze czynić tym, którzy w Tobie nadzieję złożyli. Dlatego też i wówczas, przemieniana do gruntu, łasce Twej, żywicielce wszystkich, służyła według pragnienia tych, którzy byli w potrzebie, aby pojęli synowie Twoi, których umiłowałeś, Panie, że to nie różne rodzaje plonów karmią człowieka, lecz słowo Twoje zachowuje tych, którzy w Ciebie wierzą. To bowiem, czego nie zniszczył ogień, roztapiało się zwyczjnie rozgrzane, słabym promieniem słońca, aby wiadome było, że trzeba uprzedzać słońce w błogosławieniu Ciebie i modlić się do Ciebie już przy wschodzie światła. Nadzieja zaś niewdzięcznika roztopi się jako lód zimowy i rozpłynie się jako bezużyteczna woda. Wielkie są bowiem i niezbadane wyroki Twoje i dlatego pobłądziły nieoświecone dusze. Bezbożni sądząc, że zapanują nad ludem świętym, zostali skrępowani więzami ciemności i nocy długiej; legli, jako ci, co się uchylili od wiecznej Opatrzności – uwięzieni pod dachem. Przekonani, że się schowają ze swymi ukrytymi grzechami i że spowije ich mrok zapomnienia, teraz oto zostali zatrwożeni straszni jakimiś zjawami. Albowiem nawet jaskinia, w ktorej się schronili, nie ustrzegła ich od przerażenia. Drżeniem napełniały ich odgłosy rozlegające się dokoła i ukazywały się im zjawy o zastraszających obliczach. I żadna siła ognia nie mogła dać światła, oślepiające promienie gwiazd nie potrafiły rozjaśnić owej strasznej nocy. Ukazywał się im tylko ogień samopłonący i pełen grozy. Zdjęci przeto strachem wielkim na widok owej nie rozpoznanej zjawy, za jeszcze coś gorszego poczytywali to, co widzieli. Bezsilne okazały się zabiegi magicznej sztuki i ukarane zostało haniebnie przechwalanie się mądrością. Ci bowiem, którzy obiecywali odsunąć od duszy cierpiącej bojaźń i niepokoje, ci właśnie padali w śmiesznym przelęknieniu, choć bowiem nic przerażającego nie napełniało ich strachem, to samym przechodzeniem zwierząt i syczeniem wężów byli przelęknieni. Pełni drżenia ginęli i nie chcieli nawet spojrzeć na powietrze, którego w żaden sposób uniknąć nie można. (10) Zło bowiem, ponieważ jest bojaźliwe, samo na siebie wydaje wyrok potępienia, udręczone sumienie zaś zawsze przewiduje to, co najgorsze. (11) A bojaźń nie jest niczym innym, jak pozbawieniem się pomocy rozumu. (12) Gdy od wewnątrz mniejszą ma się nadzieję ocalenia, to za większą uchodzi nieznajomość przyczyny sprawiającej cierpienie. (13) Ci zaś, którzy w ową noc prawdziwie bezsilną, przybyłą z głębin bezsilnego Hadesu, tym samym snem posnęli, (14) byli bądź to wstrząsani strasznymi zjawami, bądź obezwładnieni upadkiem na duchu, gdyż ogarnęło ich niezwykłe i niespodziewane przerażenie. (15) Tak więc, każdy padał tam gdzie się znajdował, pozostając na tym miejscu jakby w nie zamkniętym więzieniu. (16) i tak, czy to był oracz, czy pasterz, czy robotnik na pustkowiu oddany pracom – każdy, pochwycony, znosił nie dającą się uniknąć udrękę. (17) Tym samym bowiem łańcuchem ciemności wszystko skrępowane było: czy to wicher świszczący, czy wdzięczny śpiew ptaków między splątanymi gałęziami, czy szum wody potężnie spadającej, (18) lub groźny łoskot obsuwających się kamieni, albo niedostrzegalna gonitwa rozbawionych zwierząt, albo przeszywający głos ryczących bestii, albo wracające od najwyższych gór echo – wszystko to wprowadzało ich, strachem przejętych, w omdlenie. (19) A cały świat był wypełniony światłem i zajęty bez przeszkód swoimi sprawami. (20) I tylko nad nimi noc ciężka zawisła, obraz ciemności, które na nich przyjść miały. Sami zaś sobie byli jeszcze większym ciężarem niż ciemność. A dla Twoich świętych bardzo wielka światłość była. Głosy ich wprawdzie słysząc, lecz postaci nie widząc, Egipcjanie błogosławionymi ich Izraelitów nazywali, że nie tak jak oni sami Egipcjanie cierpieli. Dzięki składali, że nie srożyli się ci, co przedtem byli znieważani, i prosili o przebaczenie swej wrogości. A za ciemności owe dałeś im słup ognisty, jako przewodnika na nieznaną drogę i jako słońce nieszkodliwe na wędrówkę chwalebną. Tamci zaś zasłużyli na to, by nie mieć światła i aby być więźniami ciemności, za to, że w więzieniach trzymali synów Twoich, przez których miała być dana światu nieprzemijająca światłość Prawa. Kiedy postanowili wytracić niemowlęta sprawiedliwych i gdy już jedno dziecko było porzucone – ale zostalo ocalone – dla ukarania ich zabrałeś im mnóstwo ich synów, a ich samych wygubiłeś podobnie w ogromnej wodzie. Noc owa była zapowiedziana już przedtem ojcom naszym, aby byli dobrego ducha i zrozumieli niezawodnie, jakim zawierzyli obietnicom. Było więc przez lud Twój oczekiwane wybawienie sprawiedliwych, a zatracenie niesprawiedliwych. W czym bowiem ukarałeś nieprzyjaciół, w tym nas, przywoławszy ku sobie, chwałą obdarzyłeś. Albowiem sprawiedliwi synowie dobrych potajemnie składali ofiary i ustanowili zgodnie prawo świętości, że święci będą jednakowo uczestnikami dóbr i niebezpieczeństw. I już śpiewali pieśni ojców. A tymczasem rozbrzmiewały skłócone głosy nieprzyjaciół i dochodziło żałosne opłakiwanie zamordowanych dzieci. Tę samą karę cierpiał sługa na równi z panem, te same męki znosił poddany i król. Podobnie wszyscy, od uderzenia jednej śmierci, mieli niezliczoną ilość umarłych i nawet nie starczyło żywych do grzebania umarłych, gdyż w jednym okamgnieniu zgięło ich bardzo wielu. Z powodu czarów nie chcieli w nic wierzyć, dopiero gdy przyszła zagłada na ich pierworodnych, wyznali, że lud jest dzieckiem Bożym. Gdy bowiem wszystko trwało w spokojnej ciszy, a noc przebyła połowę swej drogi, wszechmocne słowo Twoje, pogromca nieubłagany, z niebios od królewskich tronów zstąpiło w sam środek ziemi zmierzającej ku zagładzie. Jako miecz ostry, niosący Twój nieodwołalny rozkaz, zatrzymawszy się, śmiercią napełniło wszystko i dosięgło samych niebios krocząc po ziemi. A wtedy przeraziły ich od razu wizje snów niedobrych i zstąpiły na nich niespodziewane trwogi. I upadłszy jeden tu, drugi tam, na pół umarli, odkrywali przyczynę, dla której ginęli. Sny ich przerażające już wcześniej im to ukazały, aby nie zginęli nie wiedząc, dlaczego zło cierpią. Lecz także i sprawiedliwych spotkała próba śmierci, wielu zginęło na pustyni od plagi, ale Twój gniew nie trwał długo. Rychło bowiem począł nalegać mąż bez skazy, niosąc jako oręż swego posługiwania modlitwę i przebłagalne ofiary. Stawił czoło gniewowi i położył kres nieszczęściu, pokazując, że jest przyjacielem Twoim. Pokonał wszystko nie mocą ciała swego ani potęgą oręża, lecz słowem zwyciężył dręczyciela, wspominając ojców przysięgi i przymierza. Gdy bowiem gromadami już jedni na drugich bez życia padali, stanął po środku, złość powstrzymał i zagrodziłdo jej drogę żyjących. Bo na długiej szacie jego widniał cały waszechświat i chwalebne ojców imiona na czterorzędzie rzeźbionych kamieni, i Twój majestat na koronie jego głowy. Przed tym cofnął się Niszczyciel i był tym przerażony, albowiem sama próba gniewu wystarczyła. A nad bezbożnymi trwał aż do końca gniew bez miłosierdzia, bo przewidział Bóg ich rzeczy przyszłe. Chociaż bowiem pozwolili im odejść i wyprawiali ich nawet z pośpiechem, to przecież zmieniwszy zdanie, w pogoń się rzucili. Jeszcze mając żałobę na rękach i przy grobach umarłych lamentując, wpadli na inną myśl niemądrą: jako zbiegów ścigali tych, których się pozbyli prosząc żeby wyszli. Albowiem sprawiedliwe przeznaczenie pchało ich ku tej ostateczności, a niepamięć ogarniała to, co się już stało, aby dopełnili kary, której plagi nie mogły dopełnić, i aby lud Twój cudownie przeprawy dokonał, a oni, aby nową znaleźli zagładę. Całe bowiem stworzenie w rodzaju swym ponownie ukształtowane zostało poddane Twoim rozkazom, aby Twoje dzieci były zachowane bez skazy. Obłok osłaniał ich obóz, a pośród istniejącej od dawna wody ukazało się przejście po suchej ziemi, z Morza Czerwonego – droga bez przeszkód, a z fal otchłani – zielona równina. Przez nią przeszedł lud cały, Twoją osłaniany prawicą, godne podziwu oglądając cuda. Albowiem paśli się jak konie i radowali się jak jagnięta, wychwalając Ciebie, Panie, Wybawiciela swego. Jeszcze bowiem pamiętali o tym, co się w ich domu działo: jak to zamiast rodzić inne żywe stworzenia, ziemia muchy wydała, a zamiast ryb rzeka mnóstwo żab wyrzuciła. Ujrzeli wreszcie nowy sposób pojawienia się ptactwa, gdy żądzą poruszeni, wyszukanych potraw żądali. Przeto ku pocieszeniu przeleciały im od morza przepiórki. A na grzeszników przyszły udręki, nie bez znaków ukazanych przedtem mocą błyskawic. Albowiem słusznie cierpieli za własne nieprawości, okazali bowiem obrzydliwą niegościnność. Tamci nieznajomych przybyszów przyjąć nie chcieli, ci zaś do niewoli wzięli gości– dobroczyńców. (14) I co więcej! To również będzie tamtym policzone, że niechętnie obcych podejmowali, (15) a ci przyjmując ich radością i uczestnikami tych samych praw czyniąc, okrutnymi cierpieniami krzywdzili. (16) Zostali przeto dotknięci ślepotą jak tamci u drzwi Sprawiedliwego; kiedy ich nagła ciemność ogarnęła, każdy szukał drogi do drzwi własnych. (17) Żywioły zaś zmieniają się między sobą, podobnie jak na harfie zmieniają nazwę tonu głosy, w tej samej melodii zawsze jednak trwają, co można dostrzec przypatrując się dokładnie temu, co zaszło: (18) oto ziemne istoty w wodne się zmieniły, a wodne stworzenia na ląd wychodziły. (19) Ogień umacniał się w wodzie ponad własną siłę, a woda zapominała o swej gaszącej mocy. (20) Płomienie natomiast nie niszczyły chodzących wśród nich ciał istot słabych ani nie roztapiały pokarmu jak lód topliwego, smacznego w swoim rodzaju. We wszystkim zaś, Panie, lud Twój wyniosłeś i chwałą okryłeś, i na każdym miejscu i w każdym czasie przy nim byłeś.