Ewangelia według świętego Łukasza Wielu już usiłowało opowiedzieć rzeczy, które się wśród nas wydarzyły, tak jak je przekazali nam ci, co byli ich naocznymi świadkami i posługiwali słowu. Dlatego też i ja, dostojny Teofilu, postanowiłem zbadać dokładnie wszystko i opisać ci według kolejności, żebyś poznał całą prawdę pouczeń, których ci udzielono. Za czasów Heroda, króla Judei, żył pewien kapłan, imieniem Zachariasz, z klasy kapłańskiej Abiasza. Żona jego pochodziła z rodu Aarona i miała na imię Elżbieta. Oboje byli sprawiedliwi wobec Boga, przestrzegając gorliwie wszystkich przykazań i przepisów Pańskich. Nie mieli jednak dzieci, ponieważ Elżbieta była niepłodna; zresztą oboje byli już podeszli w latach. I oto stało się, że gdy w przypadającej dla jego klasy kolejności Zachariasz pełnił służbę kapłańską przed Bogiem, zgodnie ze zwyczajem, który był praktykowany wśród kapłanów, na niego padł los, by wszedł do świątyni Pańskiej i nałożył kadzidła. Cała rzesza ludzi modliła się w czasie kadzenia na zewnątrz świątyni. I ukazał się mu anioł Pański po prawej stronie ołtarza kadzenia. Na jego widok przeraził się Zachariasz i lęk go ogarnął. I powiedział do niego anioł: Nie bój się, Zachariaszu! Modlitwa twoja została wysłuchana. Oto Elżbieta, żona twoja, porodzi ci syna, któremu dasz imię Jan. Sam będziesz się cieszył i radował, i wielu innych będzie się weselić z powodu jego narodzenia. Będzie on bowiem wielki w oczach Pana. Nie będzie pił ani wina, ani sycery. Od łona matki będzie pełen Ducha Świętego i wielu spośród Izraela nawróci do Pana, Boga ich. Sam będzie szedł przed Nim w duchu i w mocy Eliasza, aby zwrócić serce ojców ku ich synom, a niewierzących – ku rozsądkowi sprawiedliwych, i by przygotować Panu lud doskonały. A Zachariasz rzekł do anioła: Po czymże to poznam? Ja jestem już przecież stary a moja żona także podeszła w latach. Odpowiadając tedy anioł rzekł do niego: Ja jestem Gabriel, który stoi przed Bogiem. Zostałem posłany, aby mówić z tobą i by donieść ci tę dobrą nowinę. Lecz ty sam staniesz się niemy i nie będziesz mógł mówić aż do dnia, w którym się to wszystko stanie, ponieważ nie uwierzyłeś słowom moim, które się wypełnią we właściwym czasie. A lud oczekiwał na Zachariasza i dziwił się że tak długo zostaje w świątyni. Kiedy zaś wyszedł, nie mógł do nich nic powiedzieć. Wtedy zrozumieli, że miał jakieś widzenie w świątyni. A on tylko dawał im znaki i pozostał niemową. Kiedy zaś skończył się czas jego służby, wrócił do swego domu. Potem żona jego Elżbieta poczęła i pozostawała w ukryciu przez pięć miesięcy. Tak oto uczynił mi Pan – mówiła – w tych dniach, kiedy to raczył zdjąć ze mnie hańbę wobec ludzi. W szóstym zaś miesiącu anioł Gabriel został posłany przez Boga do miasta galilejskiego Nazaret, do dziewicy poślubionej człowiekowi imieniem Józef, z pokolenia Dawidowego. Dziewica zaś miała na imię Maryja. I wszedłszy do niej anioł powiedział: Bądź pozdrowiona, pełna łaski! Pan z tobą, (błogosławiona jesteś między niewiastami). A ona przelękła się usłyszawszy te słowa i myślała sobie, co miałoby znaczyć to pozdrowienie. Wtedy rzekł do niej anioł: Nie bój się, Maryjo, bo znalazłaś łaskę u Boga. Oto poczniesz w swym łonie i porodzisz syna, i nadasz Mu imię Jezus. Stanie się On wielkim i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu stolicę ojca Jego, Dawida. I będzie panował nad domem Jakuba na wieki, i królestwo Jego nie będzie mieć końca. A Maryja powiedziała do anioła: Jakże się to stanie? Przecież ja nie znam męża. Odpowiadając jej anioł rzekł: Duch Święty zstąpi na ciebie i osłoni cię moc Najwyższego. Dlatego też Święte, to, co się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. Oto Elżbieta, krewna twoja, również poczęła dziecię w swej starości. Teraz jest już w szóstym miesiącu ta, którą nazywają niepłodną. Nic bowiem nie jest niemożliwe u Boga. I rzekła na to Maryja: Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego. Wtedy odszedł od niej anioł. A Maryja wybrała się w tym czasie i wyruszyła z pośpiechem w góry do pewnego miasta przynależącego do pokolenia Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. A gdy pozdrowienie Maryi usłyszała Elżbieta, poruszyło się dziecię w jej łonie, ona zaś, napełniona Duchem Świętym, zawołała w uniesieniu wielkim. Jesteś błogosławiona wśród niewiast, błogosławiony także owoc twojego łona. Skądże mi to szczęście, że oto sama Matka Pana mojego przychodzi do mnie? Gdy tylko zabrzmiał w uszach moich głos twojego pozdrowienia, poruszyło się radośnie dziecię w moim łonie. O, błogosławiona jesteś za to, żeś uwierzyła w spełnienie się wszystkiego, co Pan ci powiedział. A Maryja odrzekła: Uwielbia dusza moja Pana i duch mój rozradował się w Bogu, Zbawicielu moim, bo wejrzał na małość sługi swojej. Oto teraz będą mnie nazywać błogosławioną wszystkie narody. Bo wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny i święte jest imię Jego. Jego miłosierdzie zaś z pokole–nia na pokolenie względem tych, którzy się Go boją. Ramieniem swoim moc okazał, rozproszył tych, co się wynosili w swym sercu. Możnych usunął z ich tronów,a pokornych wywyższył. Głodnych napełnił dobrami,bogaczy zaś z niczym odprawił. Wejrzał na Izraela, swego sługę, przypominając dawne miło–sierdzie swoje, jak to powiedział ojcom naszym o Abrahamie i o potomstwie jego na wieki. I pozostała z nią Maryja około trzech miesięcy, a potem wróciła do swego domu. Dla Elżbiety zaś nadszedł czas jej rozwiązania i porodziła syna. I dowiedzieli się jej sąsiedzi i krewni o tym, jak to Pan okazał jej swoje miłosierdzie. I cieszyli się wspólnie z nią. A dnia ósmego przyszli, by obrzezać chłopca i nadać mu imię ojca jego, Zachariasza. Lecz matka jego odpowiedziała: Żadną miarą! Będzie się nazywał Jan. Wtedy powiedziano jej, że nikt w jej rodzinie nie nosi tego imienia. I pytali na migi jego ojca, jak chciałby go nazwać. A on, poprosiwszy o tabliczkę, napisał: Jan jest jego imię. I dziwili się wszyscy. Zaraz też otworzyły się jego usta i rozwiązał się język, i mówił wielbiąc Boga. A wszystkich sąsiadów ich ogarnęło przerażenie i opowiadano o tym po wszystkich górskich okolicach. A wszyscy, którzy tego słuchali, byli prawdziwie przejęci i pytali: Kim też będzie to dziecko? Bo ręka Pańska była nad nim. Zachariasz zaś, ojciec jego, napełniony Duchem Świętym, prorokował mówiąc: Niech będzie uwielbiony Pan, Bóg Izraela za to, że wejrzał na lud swój i wybawił go. I wzbudził nam potęgę zba–wienia w domu sługi swego, Dawida, jak to zapowiedział od dawna przez usta świętych proroków swoich: wybawienie od naszych nie–przyjaciół i uwolnienie z rąk wszystkich, którzy nas nienawidzą; aby okazać miłosierdzie ojcom naszym i przypomnieć swe święte przymierze: przysięgę, jaką złożył ojcu naszemu Abrahamowi, że za sprawą Jego wyrwani z mocy nieprzyjaciół bez lęku służyć Mu będziemy w świętości i sprawiedliwości wobec Niego przez wszystkie dni naszego życia. A ty, dziecko, będziesz nazwa–ne prorokiem Najwyższego; pójdziesz bowiem przed obli–czem Pana żeby przygotować drogi dla Niego i nieść Jego ludowi wieść o zbawieniu przez odpuszczenie mu grze–chów, dzięki litości serdecznej Boga naszego. Przez nią to wejrzał na nas Ten, co wschodzi z wysoka, aby oświecić pozostającychw ciemności i w mrokach śmierci i skierować nasze kroki na drogę pokoju. A dziecię rosło i umacniało się na duchu, i pozostawało na pustkowiu aż do czasu ukazania się Izraelowi. W owym czasie wyszedł de– kret od cesarza Augusta, aby spisano mieszkańców całego państwa. Odbył się ten pierwszy spis wtedy, gdy rządy w Syrii pełnił namiestnik Kwiryniusz. Szli tedy wszyscy, każdy do swego miasta, aby się zapisać. Wyruszył też i Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do Judei, do Betlejem, miasta Dawidowego – był bowiem z domu i z pokolenia Dawida – żeby się zapisać razem z Maryją, zaślubioną mu, brzemienną. A kiedy się tam znajdowali, nadszedł dla niej czas rodzenia. I wydała na świat Syna pierworodnego, owinęła Go w pieluszki i złożyła w żłobie, bo zabrakło dla nich miejsca w gospodzie. Byli zaś w tej okolicy pasterze, czuwający nocą w polu nad swymi trzodami. I oto anioł Pański zjawił się wśród nich: jasność Pana opromieniła ich, a oni bardzo się przelękli. Anioł zaś powiedział do nich: Nie bójcie się! Oznajmiam wam bowiem wielką radość zgotowaną całemu narodowi: W mieście Dawidowym narodził się wam dziś Zbawiciel, który jest Mesjaszem i Panem. A oto znak dla was: Znajdziecie niemowlę owinięte w pieluszki i złożone w żłobie. I natychmiast przyłączyło się do anioła mnóstwo zastępów niebieskich, które wielbiły Boga mówiąc: Chwała Bogu na wysoko–ściach, a na ziemi pokój ludziom, w których sobie Bóg upodo–bał. A kiedy aniołowie odeszli od nich do nieba, pasterze mówili między sobą: Chodźmy do Betlejem i zobaczmy to, co się stało i co nam Pan okazał. I spiesząc się przybyli, i znaleźli Maryję i Józefa, i Dziecię złożone w żłobie. A gdy Je ujrzeli, poczęli opowiadać, co im było objawione o tym Dzieciątku. Wszyscy zaś, którzy ich słuchali, dziwili się temu, co mówili pasterze. A Maryja zachowywała wszystkie te słowa, rozważając je w swym sercu. I wrócili pasterze wychwalając i wielbiąc Boga za wszystko, co słyszeli i widzieli tak, jak im to zostało powiedziane. A po ośmiu dniach, gdy obrzezano Dziecię, nadano Mu imię Jezus, wskazane przez anioła, nim jeszcze było poczęte w łonie. Gdy zaś nadszedł dzień poddania ich, zgodnie z Prawem Mojżesza, oczyszczeniu, zanieśli Go do Jerozolimy, aby był ofiarowany Panu, według tego, co jest napisane w Prawie Pańskim: Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu. Mieli również złożyć ofiarę zgodną z tym, co jest powiedziane w Prawie Pańskim: parę synogarlic lub dwa gołąbki. A był wówczas w Jerozolimie człowiek imieniem Symeon, mąż sprawiedliwy i pobożny, oczekujący pociechy dla Izraela. Duch Święty przebywał w nim. Otrzymał on zapewnienie od Ducha Świętego, że nie umrze, dopóki nie zobaczy Mesjasza Pańskiego. On to, dzięki Duchowi Świętemu, przybył do świątyni, a gdy Dziecię Jezus było tam wnoszone przez rodziców, aby uczynić zadość Prawu, wziął Je na swe ręce i uwielbiając Boga, powiedział: Teraz, Panie, puszczasz sługę Twego w pokoju, według Twego słowa. Widziały już bowiem moje oczy zbawienie Twoje, któreś przygotował wobec wszystkich narodów: Światłość na oświecenie pogan i chwałę dla ludu Twego, Izraela. A ojciec Jego i matka dziwili się wszystkiemu, co o Nim mówiono. Symeon zaś błogosławił im, a potem rzekł do Maryi, matki Jego: Oto Ten położony jest na zgubę i na podźwignięcie się wielu w narodzie izraelskim, i na znak, któremu będą się sprzeciwiać. Twoją zaś duszę przeszyje miecz, aby wyszły na jaw zamysły serc wielu. A była tam również Anna prorokini, córka Fanuela z pokolenia Asera, bardzo już podeszła w latach. Żyła ze swym mężem siedem lat od czasu panieństwa, a teraz, jako wdowa, mając już lat osiemdziesiąt cztery, nie opuszczała świątyni, postami i modlitwą służąc Bogu we dnie i w nocy. Właśnie o tej samej godzinie weszła, wielbiąc Boga i mówiąc o Nim tym wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jerozolimy. A kiedy dopełnili już wszystkiego zgodnie z Prawem Pańskim,wrócili do Galilei, do ich miasta – Nazaretu. Dziecko zaś rosło i umacniało się, będąc pełne mądrości, a łaska Boża była w Nim. A rodzice Jego chodzili co roku do Jerozolimy na święto Paschy. Gdy Jezus miał lat dwanaście, również udali się tam, zgodnie ze zwyczajem świątecznym. Po upływie uroczystości, gdy oni znajdowali się w drodze powrotnej, Jezus – jeszcze dziecko – został w Jerozolimie, o czym nie wiedzieli Jego rodzice. Sądząc, że jest On wśród pielgrzymujących, uszli dzień drogi, szukając Go wśród krewnych i znajomych. Nie znalazłszy Go jednak, wrócili do Jerozolimy, poszukując Go. I oto po trzech dniach znaleźli Go w świątyni: siedział pośrodku między nauczycielami, słuchał ich i zadawał im pytania. A wszyscy ci, którzy Go słuchali, byli pełni podziwu dla Jego rozsądku i dla samych odpowiedzi. I zobaczywszy Go, zdziwili się. A Matka powiedziała do Niego: Synu, cóżeś nam uczynił? Oto ojciec Twój i Ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie. A On rzekł do nich: Czemuście Mnie szukali? Czyż nie wiedzieliście, że byłem zajęty sprawami mego Ojca? Lecz oni nie zrozumieli tego, co im powiedział. Potem wyruszył z nimi i wrócił do Nazaretu, i był im posłuszny. Matka zaś Jego zachowywała wszystkie te słowa w swym sercu. Tymczasem Jezus wzrastał w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u Stało się to w piętnastym roku panowania Tyberiusza cesarza. Poncjusz Piłat był wtedy namiestnikiem Judei, Herod – tetrarchą Galilei, a jego brat Filip – tetrarchą Iturei i ziemi Trachonu, Lizaniasz zaś tetrarchą Abileny. Arcykapłanami byli Annasz i Kajfasz. Wtedy to właśnie przemówił Bóg do Jana, syna Zachariasza, na pustyni. I obchodził wszystkie okolice nad Jordanem, głosząc chrzest pokuty na odpuszczenie grzechów, jak to jest napisane w księdze mów Izajasza proroka: Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę dla Pana, prostymi czyńcie ścieżki Jego. Każda dolina będzie wypeł–niona, a każda góra i wzniesienie zostaną zrównane. Drogi kręte będą wyprosto–wane, a wyboiste zostaną wygładzo–ne. I każdy człowiek ujrzy zbawie-nie Boże. A do tłumów, które przyszły, by przyjąć chrzest od niego, wołał: Plemię żmijowe, kto wam powiedział, że zdołacie uniknąć zbliżającego się gniewu? Zatroszczcie się tedy o to, żeby wydawać owoce godne nawrócenia. I nie zaczynajcie wmawiać w siebie: Mamy przecież ojca Abrahama. Zapewniam was bowiem, że Bóg z tych oto kamieni może sobie powołać do życia synów Abrahama. Siekiera jest już przyłożona do korzeni drzew: każde drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i wrzucone do ognia. Pytano go tedy z tłumu: Cóż więc mamy robić? A on odpowiedział im: Kto ma dwa ubrania, niech da temu, który nic nie ma; kto ma jedzenie, niech uczyni podobnie. Przyszli też i celnicy, aby się ochrzcić. I pytali go mówiąc: Nauczycielu, co mamy czynić? A on odpowiedział im: Nie czyńcie nic ponad to, co do was należy. Pytali go też i żołnierze: A my co mamy robić? I odpowiedział im: Nikomu nie dokuczajcie, nikogo nie wykorzystujcie, lecz poprzestańcie na własnym żołdzie. Ponieważ zaś lud trwał w niepewności, a wszyscy snuli różne domysły na temat Jana przypuszczając, że może jest Mesjaszem, tedy Jan oświadczył wobec wszystkich: Ja chrzczę was wodą, lecz przyjdzie mocniejszy ode mnie, Ten, któremu ja nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. On to będzie was chrzcił w Duchu Świętym i ogniu. Ma On w ręku wiejadło, którym oczyści to, co zostanie wymłócone: ziarno zgromadzi do spichlerza, a plewy spali w ogniu, którego nic już nie ugasi. I do wielu innych rzeczy nawoływał, głosząc ludowi Ewangelię. Tymczasem Herod tetrarcha otrzymawszy naganę z powodu Herodiady, żony swego brata, i z powodu innych jeszcze złych uczynków, których się dopuścił, do wszystkiego dorzucił także i to, że wtrącił Jana do więzienia. A kiedy ochrzcił wszystkich ludzi i udzielał chrztu Jezusowi, który w tym czasie się modlił, otworzyło się niebo, a Duch Święty, w postaci cielesnej niby gołębica, zstąpił na Niego. Z nieba zaś słychać było głos: Tyś jest moim najmilszym synem, w Tobie mam upodobanie. A Jezus sam miał około trzydziestu lat, gdy rozpoczynał swoją działalność. Był, jak sądzono, synem Józefa, syna Helego, syna Mattata, syna Lewiego, syna Melchiego, syna Jannaja, syna Józefa, syna Matatiasza, syna Amosa, syna Nahuma, syna Chesliego, syna Naggaja, syna Maata, syna Matatiasza, syna Semei, syna Josecha, syna Jody, syna Jana, syna Resy, syna Zorobabela, syna Salatiela, syna Neriego, syna Melchiego, syna Addiego, syna Kosama, syna Elmadana, syna Hera, syna Jezusa, syna Eliezera, syna Jorima, syna Mattata, syna Lewiego, syna Symeona, syna Judy, syna Józefa, syna Jony, syna Eliakima, syna Meleasza, syna Menny, syna Mattata, syna Natana, syna Dawida, syna Jessego, syna Jobeda, syna Booza, syna Sali, syna Naassona, syna Aminadaba, syna Admina, syna Arniego, syna Esroma, syna Faresa, syna Judy, syna Jakuba, syna Izaaka, syna Abrahama, syna Tarego, syna Nachora, syna Serucha, syna Raaua, syna Faleka, syna Ebera syna Sali, syna Kainama, syna Arfaksada, syna Sema, syna Noego, syna Lamecha, syna Matusali, syna Enocha, syna Jareta, syna Maleleela, syna Kainama, syna Enosa, syna Seta, syna Adama, który pochodził od Boga. Jezus, pełen Ducha Świętego, powrócił znad Jordanu. Był następnie wodzony przez Ducha po pustyni przez czterdzieści dni i kusił Go diabeł. W ciągu tego czasu nic nie jadł, tak że pod koniec już odczuwał głód. Wtedy powiedział do Niego diabeł: Jeżeli jesteś Synem Bożym, to powiedz, żeby ten kamień stał się chlebem. A Jezus odrzekł: Napisane jest, że człowiek żyje nie samym chlebem. I zaprowadził Go diabeł na górę, w jednej chwili pokazał Mu wszystkie królestwa całego świata i powiedział: Dam Ci całą tę potęgę z jej przepychem, mnie bowiem zostało powierzone wszystko i komu chcę, mogę to oddać. Wszystko zatem będzie Twoje, jeśli tylko upadłszy oddasz mi pokłon. A Jezus odpowiadając mu rzekł: Jest napisane: Pana Boga twego czcić będziesz i tylko Jemu służyć będziesz. Wtedy zaprowadził Go do Jerozolimy, umieścił na gzymsie świątyni i powiedział Mu: jeżeli jesteś Synem Bożym, rzuć się na dół. Jest przecież napisane: Rozkazał swoim aniołom, żeby Cię strzegli. I gdzie indziej: Poniosą Cię na rękach, żebyś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień. A Jezus odpowiadając rzekł mu: Powiedziane jest: Nie będziesz kusił Pana Boga twego. Tak tedy skończywszy całe kuszenie, odstąpił od Niego diabeł aż do czasu. Potem wrócił Jezus, pełen mocy Ducha, do Galilei i wieść o Nim rozeszła się po całej okolicy. On sam zaś nauczał w synagogach tamtejszych i był wysławiany przez wszystkich. I przyszedł do Nazaretu, gdzie się wychowywał. Według swego zwyczaju, wstąpił w szabat do synagogi i stanął, aby czytać. Podano Mu księgę proroka Izajasza. Otworzył księgę i znalazł miejsce, w którym było napisane: Duch Pana spoczął na mnie, gdyż namaścił mnie. I posłał mnie, abym głosił ubogim dobrą nowinę, bym uwięzionym przepowiadał wolność, a niewidomym możność widzenia; abym uciśnionych puszczał na wolność, ogłaszając rok łaskawości Pańskiej. A potem zamknąwszy księgę oddał ją słudze i usiadł. A oczy wszystkich, którzy się znajdowali w synagodze, były zwrócone na Niego. On zaś tak zaczął do nich mówić: Oto dziś spełniły się dopiero co usłyszane przez was słowa Pisma. I przyświadczali Mu wszyscy, podziwiając wdzięk, który się krył w słowach przez Niego wypowiadanych. I mówili: Czyż nie jest to syn Józefa? Wtedy On im powiedział: Z pewnością przypomnicie Mi to przysłowie: Lekarzu, ulecz samego siebie. Dokonaj i w swojej ojczyźnie tego, co uczyniłeś, jak słyszeliśmy, w Kafarnaum. I powiedział dalej: Zaprawdę mówię wam, iż żaden prorok nie jest przyjmowany dobrze w swojej ojczyźnie. Wiele wdów – mówię wam szczerze – było w Izraelu za czasów Eliasza, kiedy to niebo zamknęło się na okres trzech lat i sześciu miesięcy i głód zapanował na całej ziemi. A jednak do żadnej z nich nie był posłany Eliasz, tylko do wdowy z Sarepty pod Sydonem. I wielu również było trędowatych w Izraelu za czasów proroka Elizeusza, lecz żaden z nich nie został oczyszczony, tylko Naaman Syryjczyk. Usłyszawszy to, wszyscy w synagodze zapłonęli gniewem, potem zerwali się, wywlekli Go poza miasto, aż na sam szczyt góry, na której było zbudowane ich miasto – aby Go stamtąd strącić w przepaść. Lecz On przeszedłszy pośród nich oddalił się.Jezus w synagodze w Kafarnaum. A potem przyszedł do Kafarnaum, miasta w Galilei, i tam nauczał ich w szabat. I podziwiali wszyscy Jego naukę, bo towarzyszyło jej poczucie mocy. Był raz w synagodze człowiek mający ducha nieczystego, który wykrzykiwał donośnym głosem. Co Tobie do nas, Jezusie Nazareński? Przyszedłeś nas zgubić? Wiem, kim jesteś, Święty Boży. A Jezus skarcił go mówiąc: Zamilcz i wyjdź z niego! Wtedy zły duch, powaliwszy go na ziemię, wyszedł z niego i nie wyrządził mu żadnej krzywdy. A wszystkich ogarnęło zdumienie i mówili między sobą: A cóż to za słowa, że z taką powagą i siłą wydaje nimi rozkazy złym duchom, i te wychodzą? I rozchodziła się wieść o Nim po całej okolicy. Tymczasem Jezus, opuściwszy synagogę, przyszedł do domu Szymona. A matka żony Szymona cierpiała wskutek wielkiej gorączki. Prosili Go więc o pomoc w jej sprawie. Wtedy On stanął nad nią, rozkazał gorączce, i opuściła ją. Zaraz też wstała uzdrowiona i usługiwała im. A kiedy już słońce zaszło, wszyscy, którzy mieli cierpiących na jakieś dolegliwości, przyprowadzali ich do Niego. A On na każdego z osobna wkładał ręce i uzdrawiał ich. I z wielu wychodziły czarty krzycząc: Ty jesteś Synem Bożym! A On, karcąc ich, nie pozwalał im przyznawać się, iż wiedzą, że On jest Mesjaszem. A gdy nastał dzień, wyszedłszy udał się na miejsce odosobnione. Tymczasem tłumy szukały Go. I przyszli aż do Niego, i zatrzymywali Go, żeby nie odchodził od nich. A On im powiedział: Również i w innych miastach muszę głosić dobrą nowinę o królestwie Bożym. Po to przecież zostałem posłany. I nauczał po synagogach galilejskich. Pewnego razu, gdy tłumy cis– nęły się ku Niemu, aby słuchać słowa Bożego, On stał nad jeziorem Genezaret. I oto zobaczył dwie łodzie przy brzegu jeziora. Rybacy z nich wyszli i płukali sieci. Wstąpiwszy do łodzi, która była Szymona, kazał mu odpłynąć trochę od brzegu. A potem, usiadłszy, nauczał rzesze z łodzi. A gdy tylko skończył nauczać, powiedział do Szymona: Wypłyń na głębię i zarzućcie wasze sieci na połów. Lecz Szymon odpowiedział: Mistrzu, przez całą noc pracując niceśmy nie złowili, ale na Twoje słowo zarzucę sieci. A kiedy tylko to uczynili, złowili bardzo dużo ryb, tak że sieci im się rwały. Dali tedy znak towarzyszom, którzy byli w innej łodzi, żeby im pomogli. A gdy przybyli, napełnili obydwie łodzie, tak że się prawie zanurzały. Widząc to Szymon Piotr upadł Jezusowi do kolan i powiedział: Panie, odejdź ode mnie, bo ja jestem grzesznym człowiekiem. Osłupiał bowiem ze zdziwienia on i wszyscy, którzy z nim byli, z powodu takiego mnóstwa złowionych ryb. Podobnie zdumieni byli Jakub i Jan, synowie Zebedeusza, towarzysze Szymona. A Jezus powiedział do Szymona: Nie bój się, odtąd bowiem będziesz łowił ludzi. A potem wyciągnąwszy łodzie na ląd, zostawili wszystko i poszli za Nim. A gdy znalazł się w jednym z miast, oto pewien człowiek, cały pokryty trądem, zobaczywszy Jezusa, upadł przed Nim na twarz i prosił Go mówiąc: Panie, gdybyś chciał, mógłbyś mnie oczyścić. Wtedy Jezus, wyciągnąwszy rękę, dotknął go i powiedział: Chcę, bądź oczyszczony! I natychmiast trąd ustąpił z niego. Potem polecił mu, żeby nikomu o tym nie mówił, lecz żeby poszedł, przedstawił się kapłanowi i złożył ofiarę za swe oczyszczenie – jak to nakazał Mojżesz na świadectwo dla nich. I coraz szerzej rozchodziła się Jego sława. Coraz liczniejsze tłumy przychodziły też do Niego, aby Go słuchać i doznawać od Niego ulgi w różnych dolegliwościach. A On oddalał się na miejsca samotne i trwał na modlitwie. Pewnego dnia, gdy On nauczał, siedzieli również faryzeusze i uczeni w Prawie, którzy przybyli z wszystkich osad Galilei, Judei i Jerozolimy. A w Niego wstąpiła moc Pańska, tak że mógł uzdrawiać. A oto jacyś ludzie przynieśli na łóżku paralityka i zastanawiali się, jak by go wnieść i położyć przed Nim. Nie wiedząc jednak, w jaki sposób mogliby przecisnąć się przez tłum, weszli na dach i poprzez otwór w suficie spuścili go na noszach w sam środek, tuż przed Jezusa. A On, gdy zobaczył ich wiarę, powiedział: Człowieku, odpuszczają ci się twoje grzechy. Wtedy uczeni i faryzeusze zaczęli szemrać między sobą mówiąc: Kimże On jest, że pozwala sobie na takie bluźnierstwa? Kto może odpuszczać grzechy, jeśli nie sam Bóg tylko? A Jezus, rozpoznawszy ich myśli, rzekł do nich: A cóż to za myśli wypełniają wasze serca? Co jest łatwiej powiedzieć: Odpuszczają ci się grzechy twoje czy: Wstań i chodź? Nie zapominajcie jednak, że Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów; Do paralityka zaś powiedział: Rozkazuję ci: wstań, weź twe nosze i idź do domu. I natychmiast zerwał się na oczach ich, wziął nosze, na których leżał, i poszedł do domu wielbiąc Boga. A wszystkich ogarnęło zdumienie i wysławiali Boga, i mówili przerażeni: Widzieliśmy dziś rzeczy niezwykłe. A potem wyszedł i zobaczył celnika, imieniem Lewi, jak siedział na cle. I rzekł do niego: Pójdź za Mną! A on, zostawiwszy wszystko, wstał i poszedł za Nim. W swym domu zaś przygotował Lewi wielką ucztę dla Niego. Był tam cały tłum celników i innych, którzy razem z nimi zasiedli do stołu. Faryzeusze zaś oraz ich uczeni w Piśmie poczęli szemrać, mówiąc do Jego uczniów: Dlaczego wy jecie i pijecie z celnikami i grzesznikami? A Jezus odpowiadając im rzekł: Lekarza potrzebują chorzy, a nie ci, którzy się dobrze czują. Nie przyszedłem, by nawoływać do pokuty sprawiedliwych, lecz grzeszników. Oni zaś rzekli Mu na to: Dlaczego uczniowie Jana poszczą często i odprawiają różne modły, podobnie zresztą jak uczniowie faryzeuszów, a Twoi jedzą i piją? A Jezus odpowiedział im: Czy możecie nakazać gościom weselnym, żeby pościli, gdy jeszcze jest wśród nich pan młody? Przyjdą dni, gdy pan młody będzie zabrany spośród nich. Wtedy zaczną pościć. Powiedział im też posługując się porównaniem: Nikt nie odcina części ubrania nowego i nie przyszywa jej jako łaty do starego ubrania, bo przecież zmarnowałby nowe ubranie. Zresztą nie zwykło się do starego ubrania przyszywać części z ubrania nowego. Nikt też nie wlewa młodego wina do starych bukłaków, bo przecież młode wino porozrywa stare bukłaki: samo wtedy wyciecze, a bukłaki będą do wyrzucenia. Młode wino należy wlewać do nowych bukłaków. Nikt też po wypiciu starego wina nie żąda zaraz młodego. Raczej powie: Stare jest lepsze A pewnego szabatu, gdy prze– chodził pomiędzy zbożami, uczniowie zrywali kłosy i wykruszając je rękoma, jedli ziarna. Wtedy niektórzy z faryzeuszy mówili: Dlaczego robicie to, czego nie wolno robić w szabat? A Jezus odpowiadając im rzekł: Czyż nie czytaliście o tym, co uczynił Dawid, gdy był głodny? On sam i ci, którzy z nim byli? Jak to wszedł do domu Bożego, wziął chleby pokładne, jadł je sam i dawał tym, którzy z nim byli, te chleby, które wolno spożywać tylko kapłanom? I powiedział im także: Syn Człowieczy jest Panem nawet szabatu. W inny szabat wszedł również do synagogi, żeby nauczać. A był tam człowiek z uschłą prawą ręką. Uczeni w Piśmie zaś i faryzeusze pilnowali Go, czy przypadkiem nie będzie uzdrawiał w szabat. Mieliby wówczas o co Go oskarżyć. Tymczasem On, rozpoznawszy ich myśli, powiedział do człowieka z uschłą ręką: Wstań i przyjdź tu na środek. Podniósł się tedy i stanął pośrodku. A Jezus powiedział do nich: Pytam was, co godzi się czynić w szabat: dobro czy zło? Ocalić życie czy zgubić je? Potem, rozejrzawszy się dokoła po wszystkich, powiedział do owego człowieka: Wyciągnij rękę. Kiedy to uczynił, została przywrócona władza jego ręce. A oni wpadli we wściekłość i zastanawiali się między sobą, co by uczynić Jezusowi. W tym też czasie wyszedł Jezus na górę, żeby się modlić, i spędził całą noc na modlitwie. A kiedy nastał dzień, zwołał swoich uczniów i wybrał z nich dwunastu, i nazwał ich apostołami. Byli to: Szymon, którego nazwał Piotrem; jego brat Andrzej; Jakub i Jan; Filip i Bartłomiej; Mateusz i Tomasz; Jakub, syn Alfeusza, i Szymon, zwany Gorliwym; Juda, syn Jakuba, oraz Judasz Iskariota, który okazał się później zdrajcą. A potem zeszedłszy z nimi, zatrzymał się na równinie. Było tam wielu Jego uczniów i mnóstwo ludzi z Judei i Jerozolimy, z okolic nadmorskich, z Tyru i z Sydonu. Przybyli, żeby Go posłuchać i doznać ulgi w rożnych dolegliwościach. I ci, których dręczyły złe duchy, również wracali do zdrowia. Każdy z owego tłumu pragnął przynajmniej dotknąć Go. Wychodziła bowiem z Niego moc i uzdrawiała wszystkich. On zaś, patrząc na swoich uczniów, począł mówić: Błogosławieni ubodzy, albowiem wasze jest królestwo Boże. Błogosławieni wy, którzy teraz głód cierpicie, albowiem będziecie nasyceni. Błogosławieni wy, którzy teraz płaczecie, albowiem śmiać się będziecie. Błogosławieni będziecie, gdy ludzie zaczną was nienawidzić, gdy was wyłączą ze wspólnoty, gdy was będą znieważać i pozbawiać dobrego imienia dla Syna Człowieczego. Cieszcie się wtedy i bądźcie pełni radości. Jakże bowiem wielka jest wasza zapłata w niebie! Tak samo przecież ich ojcowie czynili prorokom. A wam, bogacze, biada! Już bowiem doznajecie waszej pociechy. Biada wam, którzy teraz jesteście syci, albowiem będziecie głód cierpieć. Biada wam, którzy się teraz śmiejecie, albowiem będziecie smucić się i płakać. Biada wam, gdy wszyscy ludzie poczną was otaczać pochlebstwami. Tak samo przecież ich ojcowie czynili kiedyś fałszywym prorokom. Lecz mówię wam wszystkim, którzy Mnie słuchacie: Kochajcie waszych nieprzyjaciół; czyńcie dobrze tym, którzy was nienawidzą. Błogosławcie tym którzy wam złorzeczą, módlcie się za tych, którzy wam złorzeczą, módlcie się za tych, którzy was oczerniają. Temu zaś, który cię uderzył w jeden policzek, nadstaw i drugi, a temu, kto ci zabierze płaszcz, nie zabraniaj wziąć także ubrania. Nie odmawiaj, gdy cię ktoś o coś prosi, i nie domagaj się zwrotu tego, co ci ktoś zabrał. W ogóle postępujcie z ludźmi tak, jak chcielibyście, żeby ludzie postępowali z wami. Jeśli bowiem kochacie jedynie tych, którzy was miłują, jakież w tym z waszej strony dobrodziejstwo? Czyż i grzesznicy nie okazują miłości tym, którzy ich kochają? A jeżeli dobrze czynicie tylko tym, którzy i wam dobrze czynią, to cóż to za dobrodziejstwo z waszej strony? Przecież grzesznicy tak samo postępują. Lub jeżeli pożyczacie tylko tym, o których wiecie, że wam dług oddadzą, to cóż za dobrodziejstwo z waszej strony? Przecież grzesznicy także pożyczają grzesznikom, żeby tyle samo otrzymać. Raczej miłujcie waszych nieprzyjaciół, czyńcie dobrze i pożyczajcie, niczego w zamian nie spodziewając się, a wtedy wielka będzie wasza zapłata i będziecie synami Najwyższego, bo On również okazuje swoją łaskawość niewdzięcznikom i złym. Bądźcie tedy miłosierni, bo i Ojciec wasz jest miłosierny. I nie sądźcie też innych, to i sami nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, to i wy nie będziecie potępieni. Przebaczajcie innym, to i wam będzie przebaczone. Dawajcie innym, to i wam będzie dane: dadzą wam w zanadrza wasze miarę sprawiedliwą, ubitą, potrzęsioną i pełną po same brzegi. Bo jaką miarą wy mierzycie, taką i wam odmierzą. Powiedział im też taką oto przypowieść: Czy może ślepy prowadzić ślepego? Czy nie wpadną obaj do tego samego dołu? Zazwyczaj uczeń nie jest wyższy od mistrza; w swej doskonałości niech każdy będzie jak jego nauczyciel. Jakże to jest, że widzisz w oku brata małą zadrę, a we własnym oku nie dostrzegasz całej belki? I jakże ty możesz mówić do twego brata: Bracie, pozwól mi wyjąć zadrę z twego oka – kiedy sam we własnym oku belki nie widzisz? Obłudniku, usuń wpierw belkę z własnego oka, a potem będziesz mógł zobaczyć, jak usunąć zadrę z oka brata twego. Nie jest dobre to drzewo, które rodzi złe owoce; nie jest też złe to drzewo, które rodzi owoce dobre. Każde drzewo poznaje się po jego owocach. Nie zbiera się fig z cierni ani winnych jagód z głogu. Dobry człowiek z dobrego skarbca swojego serca dobywa rzeczy dobre, a zły człowiek ze złego skarbca – złe. Z obfitości serca mówią bowiem jego usta. Czemu to mówicie do Mnie: Panie, Panie! – a jednak nie czynicie tego, co nakazuję? Pokażę wam, do kogo podobny jest ten, który przychodzi do Mnie, słucha słów moich i wprowadza je w czyn. Podobny jest do człowieka, który budując dom zrobił najpierw głęboki wykop i położył fundament na twardym gruncie. Gdy przyszła ulewa, wezbrana rzeka spłynęła na ten dom, lecz nie mogła go poruszyć, był bowiem mocno zbudowany. Kto zaś nie wprowadza w czyn tego, co słyszy, podobny jest do człowieka, który stawia swój dom na ziemi bez żadnego fundamentu: uderza weń fala, a on zapada się natychmiast i ulega zniszczeniu bez reszty. A gdy skończył nauczanie, którego lud pilnie słuchał, wszedł do Kafarnaum, gdzie sługa pewnego setnika, bardzo ceniony przez swego pana, był ciężko chory i miał niedługo skonać. Usłyszawszy o Jezusie, posłał setnik do Niego starszych żydowskich z prośbą, żeby przyszedł i uzdrowił jego sługę. Gdy tedy przyszli do Jezusa, usilnie Go prosili mówiąc: Naprawdę zasługuje na to, byś go wysłuchał. Darzy bowiem życzliwością nasz naród i nawet sam zbudował nam synagogę. Poszedł tedy z nimi Jezus. A gdy byli już niedaleko domu, setnik posłał do Niego swoich przyjaciół ze słowami: Nie trudź się, Panie! Nie jestem godzien, żebyś przyszedł do mojego domu. Dlatego też i siebie nie uważałem za godnego na tyle, bym się odważył przyjść do Ciebie. Powiedz tylko słowo, a już odzyska zdrowie mój sługa. Przecież ja też jestem człowiekiem postawionym pod władzą; mam również pod sobą żołnierzy i gdy jednemu z nich mówię: "Idź" – to pójdzie; a drugiemu: "Chodź" – to przychodzi; a słudze mojemu: "Zrób to "to zrobi. Gdy Jezus to usłyszał, zdziwił się, a potem odwróciwszy się do idących za Nim rzesz powiedział: Mówię wam, nawet w Izraelu nie spotkałem tak wielkiej wiary. A ci, którzy byli posłani, wróciwszy do domu, znaleźli sługę zupełnie zdrowego. A potem udał się do miasteczka Naim. Szli z Nim uczniowie Jego i wielki tłum ludzi. Kiedy już zbliżył się do bramy miasta, wynoszono pewnego zmarłego, który był jedynym synem kobiety wdowy. Towarzyszył jej wielki tłum ludzi z miasta. Jej widok wzruszył Pana do głębi. Powiedział tedy do niej: Nie płacz! A gdy podszedł i dotknął mar, ci, co je nieśli, zatrzymali się. On zaś powiedział: Młodzieńcze, rozkazuję ci, wstań! Wtedy zmarły usiadł i począł mówić. I oddał go jego matce. Wszystkich zaś ogarnęło przerażenie. I chwalili Boga mówiąc: Jakiś wielki Prorok pojawił się wśród nas! Bóg nawiedził swój lud! I rozeszła się ta wieść o Nim po całej Judei i po całej tamtejszej okolicy. Janowi zaś donieśli o tym wszystkim uczniowie jego. Wezwał tedy Jan dwu spośród swoich uczniów i posłał ich do Pana z zapytaniem: Czy to Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy na innego czekamy? Gdy tedy przybyli do Niego ci ludzie, powiedzieli: Jan Chrzciciel przysłał nas do Ciebie z zapytaniem: Czy to Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy na innego czekamy? A właśnie w tym czasie uzdrowił Jezus wielu z różnych chorób i dolegliwości i uwolnił od złych duchów. Wielu też niewidomym wzrok przywrócił. Odpowiadając im rzekł: Idźcie i donieście Janowi, coście widzieli i słyszeli: ślepi widzą, kulawi chodzą, trędowaci bywają oczyszczeni, głusi słyszą, umarli zmartwychwstają, ubogim jest opowiadana dobra nowina. A błogosławiony jest ten, kto się ze Mnie nie zgorszy. Gdy zaś odeszli już wysłannicy Jana, począł mówić do tłumów o Janie: Coście wyszli oglądać na pustyni? Trzcinę chwiejącą się na wietrze? Coście wyszli widzieć? Człowieka ubranego w miękkie szaty? Ci, co noszą kosztowne szaty i żyją w rozkoszach, zajmują pałace królewskie. Lecz coście wyszli zobaczyć? Proroka? O tak, zapewniam was, nawet więcej niż proroka. Oto ten, o którym napisano: Posyłam mojego wysłannika przed Tobą, aby przygotował drogę dla Ciebie. A ja wam powiadam, że wśród narodzonych z niewiasty nie ma większego od Jana. Lecz i od niego większy jest ten, kto jest najmniejszy w królestwie Bożym. A wszystek lud, gdy to słyszał, podobnie zresztą i celnicy, przyznali słuszność Bogu, przyjmując chrzest Jana. Natomiast faryzeusze i uczeni w Prawie odrzucili zamiary Boże względem siebie, nie przyjmując od niego chrztu. Do kogóż więc mam przyrównać ludzi tego pokolenia? Do kogo są podobni? Podobni są do dzieci siedzących na rynku i mówiących sobie nawzajem: Przygrywaliśmy wam na flecie, a wyście nie tańczyli, zawodziliśmy żałośnie, lecz wyście nie płakali. Przyszedł Jan Chrzciciel. Nie jadł chleba i nie pił wina. I powiedzieliście: czarta ma. Przyszedł Syn Człowieczy: jadł i pił. Wtedy powiedzieliście: Oto żarłok i winopijca, przyjaciel celników i grzeszników. Lecz mądrości przyznały słuszność jej dzieci. Pewien faryzeusz prosił Go kiedyś, by zasiadł wspólnie z nim do stołu. Wszedłszy tedy do domu faryzeusza, zasiadł do stołu. I oto pewna kobieta, znana w tej miejscowości ze swych grzechów, skoro się dowiedziała, że Jezus gości w domu faryzeusza, przyniosła w naczyniu alabastrowym wonny olejek, a potem, stanąwszy za Nim płacząc przy Jego stopach, zaczęła je obmywać łzami; potem wycierała je własnymi włosami, całowała i namaszczała olejkiem. A faryzeusz, który zaprosił Go, widząc to mówił sam do siebie: Gdyby On był prorokiem, to wiedziałby zapewne, kim i jaka jest ta kobieta, która Go dotyka; wiedziałby że jest grzesznicą. Jezus zaś rzekł do niego: Szymonie, mam ci coś do powiedzenia. A on na to: Mów, Nauczycielu! – pewien wierzyciel miał dwu dłużników: jeden był mu winien pięćset denarów, a drugi pięćdziesiąt. Ponieważ nie mieli z czego oddać, darował obydwom. Który kochał go za to więcej? Szymon odpowiadając rzekł: Sądzę, że ten, któremu darował więcej. I odrzekł Jezus: Słusznie osądziłeś. A zwróciwszy się w stronę kobiety, powiedział do Szymona: Widzisz tę kobietę? Gdy wszedłem do twego domu, nie podałeś Mi wody do nóg, a ona łzami obmyła Mi nogi i własnymi włosami je otarła. Ty Mi nie dałeś pocałunku, a ona, gdy tylko wszedłem, nie przestała całować Mi stóp. Nie namaściłeś Mi głowy nawet oliwą, a ona wonnym olejkiem namaściła moje stopy. Dlatego mówię ci: Są jej darowane liczne grzechy, bo okazała wielką miłość. Komu zaś mniej jest darowane, to znaczy, że zdobył się na mniejszą miłość. Do kobiety zaś powiedział: Odpuszczają ci się grzechy twoje. A ci, co siedzieli razem przy stole, poczęli mówić między sobą: Kimże On jest, że nawet grzechy odpuszcza? Tymczasem On powiedział do kobiety: Zbawiła cię wiara twoja, idź w pokoju. A potem obchodził miasta i osiedla, nauczając i głosząc dobrą nowinę o królestwie Bożym. Chodziło z Nim Dwunastu oraz kilka niewiast, uwolnionych od złego ducha i od chorób: Maria, zwana Magdaleną, z której wyszło aż siedem czartów; Joanna, żona Chuzy, zarządcy majątków Heroda; Zuzanna i wiele innych, które im służyły tym, co posiadały. A kiedy rzesze wielkie zbiegły się do Niego ze wszystkich miast, powiedział im taką oto przypowieść: Wyszedł siewca, aby zasiać swe ziarno. A kiedy rzucał ziarno, jedno upadło obok drogi, zostało zdeptane, a potem ptaki niebieskie wydziobały je. A inne padło na skałę: wzeszło i uschło, bo nie miało wilgoci. Jeszcze inne upadło wśród cierni: razem z nim wzrastały ciernie i zagłuszyły je. Jeszcze inne wreszcie upadło na dobrą ziemię: to wzrosło i wydało plon stokrotny. Mówiąc to wołał: Kto ma uszy do słuchania, niech słucha. A uczniowie pytali Go, co by ta przypowieść mogła znaczyć. Wtedy im powiedział: Wam dane jest poznać wprost tajemnice królestwa Bożego, innym zaś w przypowieściach, żeby patrząc nie widzieli i słuchając nie rozumieli. A oto, co oznacza przypowieść: Ziarnem jest słowo Boże. Ci, co są obok drogi, to ludzie, którzy słuchają słowa Bożego, lecz potem przychodzi szatan, zabiera z ich serc słowo, ażeby nie byli przez wiarę zbawieni. Ci, co są na skale, to ludzie, którzy usłyszawszy słowo, przyjmują je z radością, ale brak im korzeni: wierzą do pewnego czasu, a gdy przyjdą pokusy, odstępują. To zaś, co padło między ciernie, oznacza ludzi, którzy usłuchali słowa Bożego, lecz odchodząc, przez troski, bogactwa i rozkosze życia są niejako zduszeni i nie wydają owocu. To wreszcie, które się znalazło na dobrej ziemi, oznacza ludzi o dobrym i szlachetnym sercu. Ci, usłyszawszy słowo, zatrzymują je i wydają owoc w cierpliwości. Nikt nie zapala światła po to, by je zaraz przykryć jakimś naczyniem lub postawić pod łóżkiem Umieszcza je raczej na świeczniku, ażeby ci, co wchodzą, widzieli światło. Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie miało być ujawnione, lub tajemnego, co by nie miało być poznane i ujawnione. Uważajcie więc na to, w jaki sposób słuchacie słowa Bożego: kto bowiem ma, temu będzie dane; kto zaś nie ma, temu zabiorą to, co, jak mu się wydaje, ma. I oto przyszli, by Go zobaczyć, Matka i bracia Jego, lecz poprzez tłum nie mogli się do Niego docisnąć. Wtedy doniesiono Mu: Matka Twoja i bracia są na zewnątrz i pragną Cię zobaczyć. A On odpowiedział im: Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je. Pewnego zaś dnia wsiadł do łodzi razem ze swymi uczniami i powiedział do nich: Przepłyńmy na drugi brzeg jeziora. I wypłynęli. Gdy wiosłowali, On zasnął. I oto zerwała się na jeziorze wichura, tak że już ich zalewało i byli w niebezpieczeństwie. Przystąpili więc do Niego i obudzili Go, mówiąc: Nauczycielu, Nauczycielu, giniemy! Wówczas On, podniósłszy się, upomniał wicher i wzburzoną wodę, a one uległy i zapanowała cisza. Ich zaś zapytał: A gdzież jest wasza wiara? Tymczasem oni, pełni przerażenia, dziwili się, mówiąc między sobą: Kimże On jest, że rozkazuje wichrom i morzu, a te ulegają Mu? I tak dopłynęli do krainy Gerazeńczyków, położonej naprzeciw Galilei. A skoro tylko wyszedł na ląd, przybiegł do Niego z miasta pewien człowiek, który był owładnięty przez czarty. Nie nosił on już od dłuższego czasu żadnego ubrania i nie mieszkał w domu, lecz przesiadywał w grobowcach. Zobaczywszy Jezusa, krzyknął, upadł przed Nim i zawołał głośno: Czego chcesz ode mnie, Jezusie, Synu Boga Najwyższego? Proszę Cię, nie dręcz mnie! On bowiem rozkazywał duchowi nieczystemu, żeby wyszedł z tego człowieka, na którego już wiele razy się rzucał, a którego krępowano łańcuchami i różnymi pętami; lecz ten rwał więzy i był wiedziony przez złego ducha na pustynię. Zapytał go tedy Jezus mówiąc: Jak ci na imię? A on rzekł: Legion – bo rzeczywiście wiele złych duchów w niego wstąpiło. I prosiły Go, żeby im nie kazał zginąć w przepaści. A była tam wielka trzoda świń, pasących się na wzgórzu. Prosiły Go złe duchy, żeby im pozwolił wstąpić w nie. I pozwolił im. Wyszły więc złe duchy z człowieka i wstąpiły w świnie. I runęła cała trzoda po urwistym zboczu do jeziora, i utonęła. A pasterze, gdy zobaczyli, co się stało, uciekli i opowiedzieli o tym wszystkim w mieście i po wsiach. Wyszli tedy ludzie, żeby zobaczyć, co się stało; przyszli do Jezusa i zobaczyli człowieka, z którego wyszły złe duchy: siedział u Jego stóp, w odzieniu i przy zdrowych zmysłach. Wtedy ogarnęło ich przerażenie. A ci, którzy wszystko widzieli, opowiedzieli, w jaki sposób został uzdrowiony ów opętany. Wtedy wszyscy ludzie z okolic Gerazy prosili Go, żeby odszedł od nich. Byli bowiem bardzo przerażeni. Wstąpiwszy zatem do łodzi, odpłynął z powrotem. A człowiek, z którego wyszły złe duchy, prosił Go, żeby mógł pozostać z Nim. Lecz Jezus odesłał go, mówiąc: Wracaj do swego domu i opowiedz, ile to dobrego uczynił ci Bóg. Poszedł więc rozpowiadając po całym mieście, co uczynił mu Jezus. A kiedy Jezus wrócił, przyjął Go cały tłum; wszyscy bowiem czekali na Niego. I oto przyszedł człowiek, imieniem Jair, przełożony pewnej synagogi. Upadł Jezusowi do stóp i prosił Go, aby przybył do jego domu. Miał bowiem córkę, jedynaczkę, w wieku lat około dwunastu, która była już prawie konająca. A kiedy tam szedł napierany przez tłumy, oto pewna kobieta chora od lat dwunastu na upływ krwi – wydała na lekarzy już cały swój majątek i żaden jej nie wyleczył – podeszła z tyłu i dotknęła się skraju Jego płaszcza. I natychmiast ustał krwotok. A Jezus zapytał: Kto Mnie dotknął? Gdy zaś nikt się nie przyznawał, odezwał się Piotr: Nauczycielu, całe tłumy napierają zewsząd i ściskają Cię. Jezus jednak powiedział: Dotknął Mnie ktoś, bo poczułem, jak wyszła ze Mnie moc. Wówczas kobieta owa widząc, że się nie ukryje, przyszła; drżąc cała, upadła Mu do nóg i powiedziała, wobec wszystkich ludzi, czemu się Go dotknęła i jak natychmiast po dotknięciu została uleczona. Jezus zaś rzekł do niej: Córko, wiara twoja uzdrowiła cię. Idź w pokoju. A kiedy On jeszcze to mówił, przybiegł ktoś od przełożonego synagogi i powiedział: Twoja córka umarła, nie trudź już Nauczyciela. Usłyszawszy to Jezus powiedział do ojca dziewczyny: Nie bój się, uwierz tylko, a będzie uratowana. Gdy zaś przyszedł do domu, pozwolił wejść ze sobą do środka tylko Piotrowi, Jakubowi, Janowi oraz ojcu i matce dziewczynki. Wszyscy płakali i żałowali jej. A On powiedział: Nie płaczcie! Dziewczynka nie umarła, tylko śpi. Poczęli się tedy naśmiewać z Niego, bo wiedzieli, że umarła. A On, ująwszy ją za rękę, powiedział głośno: Dziewczynko, wstań! I ponownie wstąpił w nią duch. I zaraz powstała. A On polecił, żeby jej dano jeść. Wtedy rodzice jej osłupieli ze zdumienia. On zaś nakazał im, żeby nikomu nie mówili o tym, co się stało. Zwoławszy Dwunastu dał im moc i władzę, by panowali nad wszystkimi duchami i aby leczyli ludzkie słabości. I posłał ich, aby głosili królestwo Boże i uzdrawiali chorych. Powiedział do nich przy tym: Nic nie bierzcie ze sobą w drogę: ani laski, ani torby podróżnej, ani chleba, ani pieniędzy, ani dwu ubrań. Do jakiegokolwiek domu wstąpicie, zostańcie w nim, dopóki stamtąd nie będziecie odchodzić. A jeśli was gdzieś nie przyjmą, wyjdźcie z tego miasta otrząsając pył z waszych stóp na świadectwo przeciw nim. Wyruszywszy tedy, chodzili po wsiach, głosząc wszędzie Dobrą Nowinę i uzdrawiając chorych. O wszystkim, co się dokonywało przez Niego, usłyszał także tetrarcha Herod. I ogarnął go niepokój, ponieważ jedni mówili, że to Jan zmartwychwstał, inni – że objawił się Eliasz, a jeszcze inni, że zmartwychwstał któryś z dawnych proroków. Powiedział tedy Herod: Jana ja ściąłem. Kimże jest więc Ten, o którym tyle słyszę? I chciał Go zobaczyć. Apostołowie zaś, wróciwszy, opowiedzieli Mu wszystko, czego dokonali. A On, wziąwszy ich na osobność, zaprowadził do miasta zwanego Betsaidą. A gdy się o tym dowiedziały tłumy, ruszyły za Nim. On je przyjął, mówił im o królestwie Bożym i uzdrawiał tych, którzy potrzebowali opieki. Ponieważ zaś dzień się miał już ku wieczorowi, przyszło Dwunastu i powiedzieli do Niego: Roześlij ludzi po najbliższych wsiach i domostwach, by mogli znaleźć odpoczynek i coś do jedzenia, bo tu jesteśmy przecież na pustkowiu. On zaś rzekł do nich: Wy im dajcie jeść! Lecz oni odpowiedzieli: Nie mamy nic więcej oprócz pięciu chlebów i dwu rybek; chyba że mielibyśmy pójść i zakupić żywności dla tych wszystkich ludzi. Było zaś samych mężczyzn około pięciu tysięcy. Rzekł tedy do uczniów: Każcie ludziom usiąść w grupach po mniej więcej pięćdziesięciu. Tak też uczynili: usadowili wszystkich. A On, wziąwszy pięć chlebów i dwie ryby, podniósł oczy ku niebu, potem błogosławił, łamał i rozdzielał uczniom, aby kładli przed ludźmi. Jedli tedy wszyscy do syta, a z ułomków, które zostały, zebrano dwanaście pełnych koszy. A kiedy pewnego razu modlił się na osobności i byli z Nim Jego uczniowie, wtedy ich zapytał: Za kogo Mnie uważają rzesze? Oni odpowiadając rzekli: Za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, a jeszcze inni sądzą, że to jeden z dawnych proroków zmartwychwstał. Powiedział im tedy: A wy sami za kogo Mnie uważacie? I odpowiedział Piotr: Za Mesjasza Bożego. Wtedy On nakazał im surowo, żeby nikomu o tym nie mówili. I oświadczył: Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć; będzie odrzucony przez starszych, arcykapłanów i uczonych w Piśmie i będzie skazany na śmierć, lecz trzeciego dnia zmartwychwstanie. A potem mówił do wszystkich: Jeśli ktoś chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech bierze krzyż swój na każdy dzień i niech Mnie naśladuje. Kto by bowiem pragnął ocalić swoje życie, straci je, kto by zaś stracił swoje życie dla Mnie, ocali je. Bo cóż człowiekowi z tego, jeśli nawet cały świat weźmie w posiadanie, lecz zatraci siebie samego i w ten sposób krzywdę sobie wyrządzi? Kto bowiem wstydzi się Mnie i mojej nauki, tego również będzie się wstydził Syn Człowieczy, gdy przyjdzie w chwale własnej oraz w majestacie Ojca i świętych aniołów. A Ja was zapewniam, iż wśród obecnych tu są tacy, którzy nie zaznają śmierci, dopóki nie ujrzą królestwa Bożego. Gdy już upłynęło około ośmiu dni od wygłoszenia tych nauk, wziął ze sobą Piotra, Jana i Jakuba i poszedł z nimi na górę, aby się modlić. A kiedy trwał na modlitwie, zmienił się wygląd Jego twarzy, a Jego odzienie stało się lśniąco białe. Rozmawiało z Nim dwóch mężów. Byli to Mojżesz i Eliasz. Ukazali się w blasku i rozprawiali o Jego odejściu, które miało nastąpić w Jerozolimie. Piotra zaś i jego współtowarzyszy ogarnęła senność. Kiedy się ocknęli, zobaczyli Jego majestat oraz dwu mężów, którzy byli z Nim. Gdy zaś ci już odchodzili od Niego, powiedział Piotr do Jezusa: Mistrzu, dobrze nam tu być. Postawmy tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza. Nie zdawał sobie sprawy z tego, co mówi. A kiedy jeszcze to mówił, pojawił się obłok i zasłonił ich. I przerazili się, widząc, jak znikają w obłoku. Z obłoku zaś dały się słyszeć słowa: Oto mój Syn umiłowany. Jego słuchajcie. Gdy jeszcze brzmiał ten głos, Jezus pozostał sam. A oni wszyscy milczeli. Nikomu nie powiedzieli wówczas nic o tym, co widzieli. Gdy dnia następnego zstępował z góry, wielka rzesza ludzi wyszła Mu na spotkanie. Nagle jakiś człowiek z tłumu zawołał: Nauczycielu, proszę Cię bardzo, spojrzyj na mojego syna. To mój jedynak! Oto duch nieczysty chwyta go, a wtedy krzyczy rozpaczliwie. Rzuca nim tak, że się pianą pokrywa, i niechętnie odchodzi, dopiero kiedy go już bardzo umęczy. Prosiłem Twoich uczniów, żeby go wyrzucili, lecz nie mogli. A Jezus odpowiadając rzekł: Plemię niewierne i przewrotne! Jak długo mam być jeszcze z wami i znosić was? Przyprowadź twojego syna. A kiedy się przybliżał, pochwycił go zły duch i powalił na ziemię, targając nim gwałtownie. Lecz Jezus skarcił ducha nieczystego, uzdrowił chłopca i oddał go jego ojcu. I wszystkich zdumiewała wielkość Boga. Kiedy tak wszyscy trwali w podziwie dla wszystkich Jego czynów, On rzekł do uczniów: Zachowajcie sobie dobrze w waszych sercach te oto słowa: Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi. Lecz oni nie zrozumieli tych słów; były zakryte przed nimi, tak że nic nie pojęli, a bali się zapytać Go o nie. Pewnego razu zaczęli się zastanawiać nad tym, który też z nich jest największy. A wtedy Jezus, znając dobrze ich ukryte pragnienia, wziął dziecko, kazał mu stanąć koło siebie, a potem rzekł do nich: Kto przyjmuje takie oto dziecko w imię moje, Mnie samego przyjmuje. A kto Mnie przyjmuje, przyjmuje Tego, który Mnie posłał. Kto jest bowiem najmniejszy wśród was wszystkich, ten jest naprawdę wielki. Wtedy odezwał się Jan: Mistrzu, widzieliśmy, jak ktoś w imię Twoje wyrzucał złe duchy. I zakazaliśmy mu, bo nie chodzi z nami. A Jezus powiedział do niego: Nie zabraniajcie mu tego, kto bowiem nie jest przeciwko wam, jest z wami. A gdy już nadchodziły dni wzięcia Go z tego świata, zdecydował się nieodwołalnie iść do Jerozolimy. Wyprawił tedy przed sobą posłańców, a ci udali się do pewnego miasta w Samarii, aby Mu tam przygotować miejsce. Lecz nie przyjęto Go tam, jako że kierował się ku Jerozolimie. Wówczas Jakub i Jan, uczniowie Jego, widząc to, powiedzieli: Panie; jeśli chcesz, to powiemy, żeby ogień zstąpił z nieba i pochłonął ich. Lecz On, zwróciwszy się ku nim, skarcił ich. I odeszli do innej osady. Gdy byli w drodze, powiedział ktoś do Niego: Pójdę za Tobą, dokąd tylko się udasz. Lecz Jezus powiedział do niego: Lisy mają swoje nory, a ptaki gniazda. Tylko Syn Człowieczy nie ma gdzie głowy skłonić. A do drugiego rzekł: Chodź za Mną! Lecz ten odpowiedział: Panie, pozwól mi wpierw pójść i pogrzebać mego ojca. A Jezus na to: Zostaw umarłym grzebanie umarłych Ty zaś idź i głoś królestwo Boże. Wówczas ktoś inny powiedział: Pójdę z Tobą, Panie, lecz pozwól mi wpierw pożegnać się z tymi, którzy pozostali w domu. Lecz Jezus powiedział do niego: Nie jest godzien królestwa Bożego ten, kto uchwyciwszy pług, ogląda się do tyłu. A potem wyznaczył Pan jeszcze innych siedemdziesięciu dwóch i wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, którą sam miał nawiedzić. I mówił im: Żniwo co prawda wielkie, ale robotników mało. Proście przeto Pana żniwa, żeby posłał robotników do swego żniwa. Idźcie, oto posyłam was jak owce między wilki. Nie bierzcie ze sobą ani trzosu, ani torby podróżnej, ani sandałów i nikogo nie pozdrawiajcie po drodze. A gdy będziecie wchodzić do jakiegokolwiek domu, powiedzcie najpierw: Pokój temu domowi. Jeżeli tam będzie człowiek godny pokoju, spocznie na nim wasz pokój, a jeśli nie, to wróci do was. Macie też pozostawać w tym samym domu, jedząc i pijąc to, co wam dadzą. Wart jest bowiem robotnik zapłaty swojej. Nie przenoście się z domu do domu. A gdy wejdziecie do jakiegoś miasta i przyjmą was tam, jedzcie, co przed wami położą. Troszczcie się też o chorych tego miasta i mówcie im: Zbliżyło się do was królestwo Boże. A gdy wejdziecie do jakiegoś miasta i nie przyjmą was tam, to wychodząc na jego ulice powiedzcie: Nawet pył z miasta waszego, który przylgnął do naszych stóp, strząsamy wam. Wiedzcie jednak, iż mimo to przybliżyło się królestwo Boże. A zapewniam was, że Sodomie w ów dzień lżej będzie niż temu miastu. Biada tobie, Korozain! Biada tobie, Betsaido! Gdyby bowiem w Tyrze i Sydonie działy się takie cuda, jakie miały miejsce wśród was, to już dawno pokutowałyby owe miasta we włosiennicy i popiele. Dlatego w chwili sądu Tyrowi i Sydonowi lżej będzie niż wam. A ty, Kafarnaum? Czy sądzisz, że będziesz wyniesione aż pod niebiosa? Aż do piekła będziesz strącone! Kto was słucha, Mnie słucha, a kto wami gardzi, Mną gardzi. Kto zaś Mną gardzi, gardzi również Tym, który Mnie posłał. I wróciło siedemdziesięciu dwóch, i mówili z radością: Panie, nawet złe duchy są nam uległe ze względu na imię Twoje. A On im powiedział: Widziałem, jak szatan spadał z nieba na kształt błyskawicy. Oto dałem wam władzę stąpania po wężach i skorpionach, i po wszelkiej potędze przeciwnika. I nic wam nie zaszkodzi. Lecz nie cieszcie się z tego, że duchy wam są posłuszne. Radujcie się raczej z tego, że imiona wasze zapisane są w niebie. W tym też czasie Jezus, pełen radości w Duchu Świętym, powiedział: Uwielbiam Cię, Ojcze, Panie niebios i ziemi, za to, że zakryłeś to wszystko przed mędrcami i uczonymi, a objawiłeś prostaczkom. Tak, Ojcze, tak bowiem podobało się Tobie. Wszystko zostało Mi przekazane przez mego Ojca i nikt nie wie, kim jest Syn, jak tylko Ojciec; nikt też nie wie, kim jest Ojciec, jak tylko Syn i ten, komu Syn chce to objawić. A potem zwróciwszy się do swoich uczniów powiedział: Błogosławione oczy, które widzą, co wy widzicie. Mówię wam bowiem, że wielu proroków i królów pragnęło widzieć to, co wy widzicie, lecz nie widzieli, i usłyszeć, co wy słyszycie, lecz nie usłyszeli. A oto jakiś znawca Prawa powstał i próbując Go podejść, powiedział: Nauczycielu, co mam czynić, żeby osiągnąć życie wieczne? A On odpowiedział: Co jest napisane w Prawie? Jak czytasz? Ten zaś odpowiadając rzekł: Będziesz miłował Pana, Boga twego, całym twoim sercem, całą duszą twoją, wszystkimi siłami twymi i całym umysłem twoim, a bliźniego twego jak siebie samego. Rzekł mu tedy: Dobrześ odpowiedział. Czyń to, a będziesz żył. On zaś, chcąc się usprawiedliwić, powiedział do Jezusa: A któż jest moim bliźnim? Wtedy Jezus podejmując pytanie rzekł: Pewien człowiek szedł z Jerozolimy do Jerycha i wpadł między zbójców. Ci obrabowali go, pobili dotkliwie i zostawiwszy na pół żywego, odeszli. I zdarzyło się, że przechodził tamtędy pewien kapłan. Zobaczywszy go, poszedł jednak dalej. Podobnie i pewien lewita, choć był koło tego miejsca i widział go, poszedł dalej. Aż oto pewien Samarytanin, odbywając podróż, gdy był już obok niego i zobaczył go, ulitował się nad nim. Zbliżył się do niego, opatrzył jego rany, zwilżając je oliwą i winem, a potem, usadowiwszy go na swoim zwierzęciu, zawiózł go do gospody i opiekował się nim. Następnego dnia wydobył dwa denary, wręczył je właścicielowi gospody i powiedział: Opiekuj się nim, a jeśli wydasz coś ponadto, wszystko ci oddam, gdy będę wracał. Jak ci się wydaje: Któryż z tych trzech okazał się bliźnim tego, co wpadł między zbójców? Odpowiedział: Ten, który okazał mu miłosierdzie. Idąc dalej, wszedł do pewnego miasta, gdzie przyjęła Go w swym domu kobieta imieniem Marta. Miała ona siostrę, której było na imię Maria. Ta siedząc u stóp Pana wsłuchiwała się w Jego słowa. A Marta, krzątając się koło różnych posług, zatrzymała się wreszcie i powiedziała: Panie, czyż nic Cię nie obchodzi to, że siostra mnie samej zostawiła całą posługę? Powiedz jej, żeby mi pomogła! Lecz Pan odpowiedział jej: Marto, Marto, zabiegasz i martwisz się o zbyt wiele. A tylko jedno jest potrzebne. Maria wybrała najlepszą cząstkę: taką, która nie będzie jej odjęta. A kiedy Jezus przebywał w pewnej miejscowości na modlitwie, powiedział do Niego jeden z uczniów, gdy On już przestał się modlić: Panie, naucz nas modlić się, tak jak Jan nauczał swoich uczniów. A On powiedział im: Kiedy się modlicie, mówcie: Ojcze, niech się święci Imię Twoje, niech przyjdzie królestwo Twoje. Chleba naszego powszednie–go daj nam dziś. I odpuść nam nasze grzechy, bo i my odpuszczamy każde–mu, kto wobec nas zawinił. I nie wystawiaj nas na poku–szenie. Powiedział do nich także: Oto ma ktoś z was przyjaciela, idzie do niego o północy i mówi mu: Przyjacielu, pożycz mi trzy chleby, bo mój przyjaciel wrócił z podróży i nie mam mu co dać. A on odpowie z wewnątrz: Zostaw mnie w spokoju. Drzwi już zaryglowane, dzieci moje są już ze mną w łóżku. Nie mogę teraz wstać, żeby ci coś dać. Zapewniam was, choć nie wstanie i nie da mu dlatego, że jest przyjacielem, to jednak, powodowany jego natarczywością, wstanie i da mu tyle wszystkiego, ile będzie potrzebował. Mówię wam tedy: Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; stukajcie, a otworzą wam. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a stukającemu otwierają. Jeśli ktoś z was prosi ojca swego o chleb, czyż poda mu kamień? Albo gdy będzie prosił o rybę, czyż poda mu zamiast ryby węża? Lub gdy poprosi o jajo, czy poda mu skorpiona? Jeżeli więc wy, choć jesteście źli, potraficie dawać to, co dobre, synom waszym, to o ileż bardziej Ojciec wasz niebieski da Ducha Świętego tym, którzy będą Go o to . Wyrzucał kiedyś czarta z człowieka, który był niemy. A gdy wyrzucił złego ducha, niemy przemówił. Wprawiło to tłumy w podziw. Niektórzy zaś z obecnych powiedzieli: On wyrzuca złe duchy przez Belzebuba, władcę czartów. A inni, usiłując Go podejść, żądali od Niego znaku z nieba. Jezus zaś, poznawszy ich myśli, powiedział: Każde królestwo podzielone samo w sobie będzie zniszczone i zwali się w nim jeden dom na drugi. Jeżeli szatan jest w niezgodzie ze sobą samym, to jakże będzie mogło przetrwać jego królestwo? A wy przecież mówicie, że Ja przez Belzebuba wyrzucam złe duchy. Lecz jeżeli Ja wyrzucam złe duchy przez Belzebuba, to wasi synowie przez kogo je wyrzucają? I dlatego oni właśnie będą was sądzić. Ale jeśli Ja palcem Bożym wyrzucam złe duchy, to królestwo Boże z pewnością już do was przyszło. Gdy jakiś człowiek silny i uzbrojony pilnuje swego domu, bezpieczne jest wtedy wszystko, co ma. Lecz kiedy nadejdzie ktoś jeszcze potężniejszy i zwycięży go, to zabierze mu całe uzbrojenie w którym taką ufność pokładał, i rozdzieli zdobyte na nim łupy. Kto nie jest ze Mną, przeciwko Mnie jest; a kto nie zbiera ze Mną, rozprasza. Gdy duch nieczysty wyjdzie z człowieka, krąży po miejscach bezwodnych i szuka odpoczynku, aż wreszcie, nie znajdując, mówi: Wrócę do tego domu, z którego wyszedłem. Przyszedłszy zaś tam, znajduje go umiecionym i uporządkowanym. Wtedy idzie, bierze ze sobą siedmiu innych duchów, gorszych niż on sam, i wszedłszy mieszkają tam razem. A wówczas ostatnie rzeczy człowieka stają się jeszcze gorsze od pierwszych. A gdy On to jeszcze mówił, jakaś kobieta z tłumu zawołała donośnym głosem: Błogosławione łono, które Cię nosiło i piersi, któreś ssał. On zaś odpowiedział: Raczej ci są błogosławieni, którzy słuchają słowa Bożego i strzegą go. A do rzesz, które się gromadziły coraz liczniej, począł mówić: To plemię jest plemieniem przewrotnym. Domagają się znaku, lecz nie będzie im dany żaden inny znak, prócz znaku Jonasza. Albowiem jak Jonasz był znakiem dla Niniwitów, tak też Syn Człowieczy będzie znakiem dla tego pokolenia. Królowa z Południa powstanie na sądzie z ludźmi tego plemienia i potępi ich. Bo ona przyszła z krańców ziemi żeby usłyszeć mądrość Salomona, a oto tu jest coś więcej niż Salomon. Mieszkańcy Niniwy powstaną na sąd razem z tym pokoleniem i potępią je. Bo oni czynili pokutę, gdy ich pouczał Jonasz, a oto tu jest coś więcej niż Jonasz. Ktokolwiek zapala świecę, nie zostawia jej w ukryciu ani nie wkłada pod korzec lecz umieszcza na świeczniku, ażeby ci co wchodzą, widzieli światło. Światłem twojego ciała jest twoje oko. Jeżeli oko twoje jest zdrowe, to i całe ciało jest w światłości, a jeśli jest chore, to całe ciało twoje jest w ciemności. Uważaj więc, ażeby światłość, która w tobie jest, nie zamieniła się w ciemności. Jeśli zaś całe ciało twoje jest w światłości i nie ma w nim nic z mroków, pozostanie całe w jasności i rozświetli cię tak, jakby cię oświetliła jasność pochodni. A kiedy to jeszcze mówił, poprosił Go pewien faryzeusz do siebie na posiłek. Wszedłszy tedy do niego, zasiadł do stołu. A faryzeusz dziwił się, zauważywszy, że nie dokonał obmycia przed jedzeniem. Wtedy powiedział mu Pan: Wy, faryzeusze, dbacie właśnie o to, co jest na zewnątrz kielicha i misy i to obmywacie, wewnątrz was zaś pełno ździerstw i nieprawości. O niemądrzy, czyż Ten, który stworzył to, co jest na zewnątrz, nie uczynił także i tego, co wewnątrz jest? Lecz tylko przeznaczcie na jałmużnę to, co jest wewnątrz, a zaraz wszystko będzie dla was czyste. Ale biada wam, faryzeusze! Dajecie bowiem dziesięciny z mięty i ruty, i wszelkich ziółek, a wcale nie dbacie o sprawiedliwość i miłość Bożą. A przecież i jedno trzeba było czynić, i drugiego nie zaniedbywać. Biada wam, faryzeusze. Lubicie pierwsze miejsca w synagogach i pozdrowienia na rynku. Biada wam, bo jesteście jak groby ukryte: ludzie chodzą po nich i nic nie wiedzą. A wtedy jeden z biegłych w Prawie powiedział do Niego: Nauczycielu, mówiąc to, również i nas obrażasz. A On rzekł: Biada i wam, uczonym w Prawie! Nakładacie bowiem na ludzi takie ciężary, że nie mogą ich udźwignąć, a sami nawet palcem tych ciężarów nie tkniecie. Biada wam, którzy budujecie grobowce dla proroków, a przecież to ojcowie wasi zgładzili ich. I tak oto świadczycie o czynach waszych ojców i pochwalacie je: oni ich zabili, a wy budujecie zabitym grobowce. Dlatego to już Mądrość Boża powiedziała: Poślę do nich proroków i apostołów, a oni jednych zabiją, innych będą prześladować. I tak zostanie pomszczona na tym pokoleniu krew wszystkich proroków, przelana od początku świata, od krwi Abla aż do krwi Zachariasza, który zginął między ołtarzem a przybytkiem. Tak, zapewniam was, dokona się zemsta na tym pokoleniu. Biada wam, uczeni w Prawie! Wzięliście klucz poznania, lecz sami nie weszliście i tym, którzy chcieli wejść, też nie pozwoliliście. A kiedy stamtąd wychodził, uczeni w Piśmie i faryzeusze tłoczyli się ku Niemu i zasypywali Go różnymi pytaniami. Próbowali Go przy tym podejść i pochwycić na jakimś słowie. A gdy tysięczne tłumy cisnęły się do Niego, tak że jedni po drugich deptali, począł mówić do swoich uczniów: Strzeżcie się kwasu faryzeuszy, to jest obłudy. Nic bowiem nie jest zakryte, co nie miałoby być objawione; nic nie jest tak tajemne, żeby nie miało stać się znane. To bowiem, co powiedzieliście w ciemności, będzie opowiadane przy pełnym świetle, co szeptaliście w izbie na ucho, będzie rozpowiadane na dachach. A Ja, przyjaciele moi, mówię wam: Nie lękajcie się tych, którzy zabijają ciało, a potem już nic więcej nie mogą uczynić. Pokażę wam, kogo macie się bać: bójcie się Tego, który, pozbawiwszy was życia, jest w mocy posłać was także na wieczne zatracenie. Tak, mówię wam, tego się bójcie! Czyż bowiem nie sprzedają pięciu wróbli za dwa miedziaki? A jednak żaden z nich nie jest zapomniany przez Boga. Co więcej, nawet wszystkie włosy na waszych głowach są policzone. Nie bójcie się więc. Jesteście warci więcej od wielu wróbli. Zapewniam was także, iż Syn Człowieczy przyzna się wobec aniołów Bożych do każdego, kto wyzna Go wobec ludzi, nie przyzna się zaś wobec aniołów Bożych do tego, kto wyprze się Go przed ludźmi. I każdemu, kto mówi coś przeciwko Synowi Człowieczemu, będzie darowane, ale temu, kto bluźni przeciwko Duchowi Świętemu, nie będzie darowane. Kiedy będą was prowadzić po synagogach, stawiać przed sądy i władze, to nie martwcie się, jak i co będziecie odpowiadali albo co w ogóle będziecie mówili. Duch Święty nauczy was, co w takiej chwili trzeba będzie mówić. A oto nagle ktoś z tłumu powiedział: Nauczycielu, powiedz mojemu bratu, żeby się podzielił ze mną spadkiem. Lecz On odrzekł: Człowieku, a któż Mnie ustanowił sędzią albo rozjemcą nad wami? I rzekł do nich: Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości. Niczyje bowiem życie nie zależy od obfitości tego, co kto posiada. Potem powiedział im taką oto przypowieść: Pewnemu bogatemu człowiekowi pole jego przyniosło obfite plony. Zaczął się więc zastanawiać: Co ja teraz zrobię? Nie mam gdzie złożyć moich plonów. W końcu powiedział sobie: Zrobię tak: zburzę moje obecne spichlerze i zbuduję większe. Tam właśnie złożę to, co mi się urodziło, i cały mój majątek. I powiem sobie: Zgromadziłeś wielkie bogactwa, starczą ci na długie lata. Odpoczywaj sobie teraz, jedz, pij, zażywaj rozkoszy. Ale Bóg powiedział mu: O niemądry! Jeszcze tej nocy zażądają od ciebie twojej duszy i dla kogóż zostanie to, co sobie przygotowałeś? Oto co dzieje się z człowiekiem, który gromadzi sobie skarby, lecz nie jest bogaty w oczach Boga. A do uczniów swoich powiedział: Dlatego mówię wam: Nie troszczcie się o życie wasze, o to, co będziecie jedli, ani o ciało, czym je przyodziejecie. Bo dusza warta przecież więcej niż jedzenie, a ciało więcej niż odzież. Popatrzcie na kruki: nie sieją ani nie zbierają czasu żniwa; nie mają piwnic ani spichlerzy, a jednak Bóg je żywi. O ileż więcej niż owe ptaki jesteście warci wy. A któż z was przemyśliwaniem usilnym może choć o trochę przedłużyć swoje życie? Jeżeli więc wobec tak małej rzeczy jesteście bezsilni, to po co się macie troszczyć o inne? Popatrzcie na lilie polne: Nie pracują i nie przędą, a mówię wam, że nawet Salomon, przy całym przepychu swoim, nie był ubrany tak jak którakolwiek z nich. Jeśli tedy zwykłe ziele, które jest dziś na polu, a jutro wrzuca się je do pieca, Bóg tak przyodziewa, to o ileż bardziej was, małej wiary? Nie pytajcie tedy, co będziecie jeść albo pić, i nie popadajcie w trwogę. Tego wszystkiego bowiem szukają poganie. Wasz Ojciec wie, że wam to potrzebne. Raczej szukajcie królestwa Jego, a to będzie wam dodane. Nie bój się, mała trzódko, gdyż podobało się waszemu Ojcu dać wam królestwo. Sprzedajcie, co posiadacie, i rozdajcie zapłatę jako jałmużnę. Uczyńcie sobie trzosy, które się nie starzeją, skarb nie przemijający w niebie, gdzie ani złodziej się nie wkradnie, ani mól nie niszczy. Gdzie jest bowiem skarb wasz, tam jest i serce wasze. Niech będą przepasane wasze biodra i pochodnie zapalone, sami zaś bądźcie podobni do ludzi oczekujących na swojego pana, który ma wracać z pewnej uczty, żeby otworzyć mu natychmiast, skoro tylko nadejdzie i zapuka. Błogosławieni ci słudzy, których pan, przychodząc, zastanie na czuwaniu. Zaprawdę mówię wam, że przepasze się, każe im usiąść i obchodząc będzie im posługiwał. A gdy nadejdzie o drugiej albo o trzeciej straży nocnej i tak samo ich zastanie, to zaprawdę błogosławieni będą ci słudzy. Pamiętajcie zaś o tym: gdyby ojciec rodziny wiedział, kiedy przyjdzie złodziej, z pewnością czuwałby i nie pozwoliłby włamać się do swego domu. I wy też bądźcie gotowi, bo Syn Człowieczy przyjdzie wtedy, kiedy nie będziecie się Go spodziewać. A Piotr zapytał Go: Do nas tylko skierowałeś tę przypowieść czy do wszystkich? Pan zaś odpowiedział: Jak ci się wydaje, kto to jest ów wierny i roztropny szafarz, którego pan postawił nad całą swoją rodziną, aby jej dostarczał pożywienia w czasie wyznaczonym? Błogosławiony sługa, którego pan przychodząc zastaje tak czyniącego. Zaprawdę mówię wam, że odda mu władzę nad wszystkimi dobrami swoimi. Lecz jeśli sługa ów powie sobie: "Pan mój jeszcze długo nie wróci" – i zacznie bić sługi i służebnice, jeść i pić, i upijać się, to właśnie pan nadejdzie wtedy, kiedy nie będzie się spodziewał ani nie będzie nic wiedział; każe go wychłostać i wyznaczy mu miejsce między niewiernymi. Tego sługę, który poznał wolę pana, lecz niczego nie przygotował i nie postępował zgodnie z jego wolą, ukarze bardzo surowo. Ten zaś, kto nie znał woli pana i dopuszczał się rzeczy godnych chłosty, będzie ukarany mniej surowo. Od każdego, któremu wiele dano, wiele też będzie się wymagać; a jeszcze więcej będzie się wymagać od tego, któremu wiele powierzono. Przyszedłem wzniecić ogień na ziemi i niczego więcej nie pragnę, jak tego tylko, żeby ogień zapłonął. Mam być ochrzczony, lecz jakąż udrękę odczuwam, zanim się to stanie! Czy myślicie, że przychodzę po to, by ustanowić pokój na ziemi? O nie, mówię wam – raczej skłócenie. Od tego bowiem momentu, gdy będzie gdzie w domu pięcioro, to troje zacznie występować przeciwko dwojgu, a dwóch przeciwko trzem: Ojciec przeciwko synowi, syn przeciwko ojcu, matka przeciwko córce, córka przeciwko matce, teściowa przeciwko synowej, synowa przeciw teściowej. A potem mówił do rzesz: Kiedy widzicie tworzącą się na zachodzie chmurę, to zaraz mówicie: Będzie deszcz. I tak też bywa. A kiedy wieje wiatr południowy, przepowiadacie: Będzie gorąco. I tak też bywa. O, wy, obłudnicy! Umiecie prorokować z wyglądu nieba i ziemi, a czemuż nie potraficie rozpoznać znaczenia tego czasu? Czemuż to sami nie uznajecie tego, co słuszne? Gdy z nieprzyjacielem twoim idziesz do tego, który ma władzę, to choć już jesteś w drodze, jeszcze staraj się dojść do zgody, żeby cię nie postawił przed sędzią, bo sędzia wyda cię dozorcy, a dozorca zamknie cię w więzieniu. A stamtąd, zapewniam cię, nie wyjdziesz, dopóki nie oddasz ostatniego szelążka. W tym samym czasie przyszli do Niego z wieścią o Galilejczykach, których krew zmieszał Piłat z krwią ich ofiar. A On odpowiedział: Czy myślicie, że ci Galilejczycy, którzy tyle wycierpieli, gorsi byli od wszystkich pozostałych Galilejczyków? Zapewniam was, że nie! Jeżeli nie będziecie pokutowali, wszyscy podobnie zginiecie. Albo czy sądzicie, że owych osiemnastu, na których runęła wieża w Siloe i zabiła ich, bardziej zawiniło niż wszyscy pozostali mieszkańcy Jerozolimy? Zapewniam was, że nie. Jeżeli nie będziecie pokutowali, wszyscy podobnie zginiecie. Powiedział im też taką przypowieść: Pewien człowiek, mając drzewo figowe, zasadzone w swej winnicy, przyszedł kiedyś i szukał na nim owoców, lecz nie znalazł. Powiedział tedy do tego, który uprawiał winnicę: Już od trzech lat przychodzę i szukam owocu na tej fidze, ale nic nie znajduję. Wytnij ją, po co ma tylko marnować ziemię? Lecz on, odpowiadając, rzekł : Panie, zostaw ją jeszcze na ten rok; okopię ją i obłożę nawozem. Może wyda owoc, a jeśli nie, to wtedy ją Pewnego razu nauczał w jednej z synagog w szabat. A była tam kobieta, która od lat osiemnastu miała ducha niemocy: bardzo pochylona, nie mogła w ogóle spojrzeć w górę. Zobaczywszy ją Jezus przywołał ją ku sobie i powiedział do niej: Niewiasto, jesteś uwolniona od twej niemocy. I włożył na nią ręce, a ona natychmiast wyprostowała się i poczęła wychwalać Boga. A przełożony synagogi, mając Jezusowi za złe to, że w szabat dokonał uleczenia, powiedział do tłumu: Jest sześć dni, podczas których należy pracować. Wtedy przychodźcie i leczcie się, a nie w szabat. Jezus zaś odpowiadając mu rzekł: Obłudnicy, czyż każdy z was nie odwiązuje w szabat wołu albo osła od żłobu i nie wyprowadza go do wodopoju? Czyż więc nie należało uwolnić w dzień szabatu tej oto córki Abrahama, którą szatan więził przez osiemnaście lat? A gdy to mówił, czerwienili się wszyscy Jego przeciwnicy, lud zaś cały radował się z powodu wszystkich chwalebnych czynów, których dokonywał. Powiedział tedy: Do czego podobne jest królestwo Boże? Do czego mam je przyrównać? Podobne jest do ziarna gorczycy, które wziąwszy człowiek zasiał na swym polu. A ono wzrosło i stało się wielkim drzewem, tak że ptaki powietrzne nadlatywały i odpoczywały na jego gałęziach. I mówił dalej: Do czegóż jeszcze mam przyrównać królestwo Boże? Podobne jest do kwasu, który wziąwszy kobieta włożyła w trzy miary mąki, aż wszystka się zakwasiła. I tak chodził po miastach i osiedlach, nauczając i przybliżając się do Jerozolimy. I oto zapytał Go ktoś: Panie, czy rzeczywiście niewielu jest takich, którzy będą zbawieni? A On odpowiedział im: Starajcie się wchodzić wąską bramą, bo mówię wam, że wielu będzie usiłowało wejść, lecz nie będą mogli. Kiedy zaś ojciec rodziny wstanie i zamknie drzwi, wy zostaniecie na zewnątrz i będziecie do drzwi kołatać, wołając: Panie, otwórz nam! A On odpowie wam: Nie znam was! Skąd jesteście? Wy zaś zaczniecie mówić: Przecież jadaliśmy i piliśmy na Twoich oczach, a Ty sam nauczałeś na naszych ulicach. A On wam powie: Nie wiem, skąd jesteście; odejdźcie ode Mnie wszyscy, którzy dopuszczacie się nieprawości. I będzie płacz i zgrzytanie zębów, gdy zobaczycie Abrahama i Izaaka, i Jakuba, i wszystkich proroków w królestwie Bożym, z którego wy będziecie wyrzuceni na zewnątrz. Przybędą ze wschodu i z zachodu, z północy i z południa i zasiądą w królestwie Bożym. Oto ostatni, którzy będą pierwszymi, lecz są też i pierwsi, którzy będą ostatnimi. Właśnie wtedy przyszło do Niego kilku faryzeuszy i powiedziało Mu: Odejdź stąd i uchodź, bo Herod chce Cię zabić. A On odrzekł: Idźcie i powiedzcie temu lisowi: Oto wyrzucam złe duchy, dokonuję uzdrowień dziś i jutro, i dopiero trzeciego dnia znajdę się u kresu. Potrzeba jednak, abym jeszcze dziś i jutro, i następnego dnia odbywał moją podróż. Nie wypada bowiem, żeby prorok zginął poza Jerozolimą. Jeruzalem, Jeruzalem! To ty zabijasz proroków i kamienujesz tych, którzy są posłani do ciebie! Ileż, razy chciałem przygarnąć twoich synów, tak jak kokosz przykrywa skrzydłami swoje pisklęta, aleś nie chciało. Oto opustoszeje wasz dom. Mówię zaś wam, że już Mnie nie zobaczycie, aż nadejdzie dzień, kiedy powiecie: Błogosławiony, który przychodzi w imię Pańskie Gdy Jezus wszedł raz w szabat do domu pewnego przywódcy faryzeuszy, aby spożywać chleb oni Go śledzili. A oto znalazł się przed Nim pewien człowiek chory na puchlinę wodną. Rzekł tedy Jezus do uczonych w Prawie i faryzeuszy: Czy wolno leczyć w szabat, czy nie? Ale oni milczeli. Wtedy, dotknąwszy go, uzdrowił i odesłał. Zwracając się zaś do nich powiedział: Jeżeli komuś z was wpadnie do studni syn albo wół, to czyż nie wyciągniecie go natychmiast nawet w dzień szabatni? I nie mogli Mu na to nic odpowiedzieć. Patrząc zaś, jak zaproszeni zajmowali pierwsze miejsca, opowiedział im taką oto przypowieść: Gdy będziesz zaproszony na ucztę, nie zasiadaj na pierwszym miejscu. Bo może się zdarzyć, że zostanie zaproszony ktoś godniejszy od ciebie, a wówczas ten, który ciebie i jego zaprosił, przechodząc powie ci: Ustąp temu twoje miejsce. A wtedy musiałbyś ze wstydem zająć miejsce ostatnie. Lecz ty, gdy będziesz zaproszony, idź i zajmij ostatnie miejsce, aby gdy przyjdzie ten, który cię zaprosił, mógł ci powiedzieć: Przyjacielu, posuń się wyżej! Wtedy okryjesz się chwałą w oczach współbiesiadników. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony. Do tego zaś, który Go zaprosił, powiedział: Gdy urządzasz obiad albo wieczerzę, nie zapraszaj przyjaciół ani braci, ani krewnych, ani sąsiadów zamożnych, żeby z kolei oni zaprosili ciebie i odpłacili ci się w ten sposób. Lecz ty, gdy urządzasz ucztę, zwołaj ubogich, ułomnych, kulawych i ślepych. I będziesz szczęśliwy, bo oni nie mają z czego odwdzięczyć się tobie. Otrzymasz bowiem zapłatę w chwili zmartwychwstania sprawiedliwych. Jeden ze współbiesiadników, gdy to usłyszał, powiedział: Szczęśliwy ten, kto będzie pożywał chleb w królestwie Bożym. Wtedy Jezus rzekł do niego: Pewien człowiek wyprawił wielką ucztę i zaprosił na nią wielu. Posłał też swego sługę, gdy nadszedł czas uczty, aby powiedział zaproszonym, żeby przyszli, bo już wszystko gotowe. A oni wszyscy poczęli się wymawiać. Jeden powiedział: Kupiłem pole, muszę przecież pójść i zobaczyć je. Proszę cię, miej mnie za wytłumaczonego. Drugi zaś rzekł: Zakupiłem pięć par wołów; idę je wypróbować. Proszę cię, miej mnie za wytłumaczonego. A jeszcze inny oświadczył: Żonę pojąłem i dlatego nie mogę przyjść. Powróciwszy tedy, sługa doniósł to wszystko swemu panu. Wówczas rozgniewał się pan i powiedział do swego sługi: Wyjdź zaraz na ulice i zaułki miast i przyprowadź tu ubogich, ułomnych, ślepych i kulawych. A sługa ów rzekł: Panie, już uczyniono, jak rozkazałeś, lecz jeszcze jest miejsce. Wtedy powiedział pan do sługi: Wyjdź na drogi i ścieżki i usilnie nakłaniaj do wejścia, tak aby zapełnił się mój dom. Zapewniam was bowiem, że żaden z owych ludzi, którzy byli zaproszeni, nie zakosztuje mojej uczty. A szły z Nim wtedy liczne rzesze. Zwróciwszy się do nich powiedział: Jeżeli ktoś przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca, matki, żony, synów, braci i sióstr, i nawet siebie samego, to nie może być moim uczniem. Kto nie dźwiga swego krzyża i nie idzie za Mną, również nie może być moim uczniem. Któż bowiem z was, chcąc zbudować wieżę, nie siada wpierw i nie oblicza wydatków i nie zastanawia się, czy będzie miał na wykończenie? Inaczej bowiem gdyby położył fundamenty, a nie mógł skończyć budowli, wszyscy patrząc na to poczęliby drwić z niego mówiąc: Oto człowiek, który rozpoczął budowę, lecz nie potrafił jej skończyć. Albo jakiż król, wybierając się na wojnę przeciwko innemu królowi, nie usiądzie wpierw i nie zastanowi się, czy ze swymi dziesięcioma tysiącami ludzi będzie w stanie oprzeć się temu, który idzie przeciw niemu z dwudziestoma tysiącami? Jeżeli nie będzie w stanie, wyprawi poselstwo, gdy tamten będzie jeszcze daleko, prosząc go o warunki pokoju. Tak więc nikt z was nie może być moim uczniem, jeśli się nie wyrzeknie wszystkiego, co posiada. Sól jest dobra, lecz jeśli nawet sól straci swą moc, to czym się ją zaprawi? Nie nadaje się już ani do ziemi, ani jako nawóz. Wyrzuca się ją na zewnątrz. Kto ma uszy do słuchania, niech słucha. Przychodzili też do Niego, żeby Go posłuchać, wszyscy celnicy i grzesznicy, faryzeusze zaś i uczeni w Piśmie, widząc to, szemrali: On przyjmuje grzeszników i jada z nimi. Wtedy opowiedział im taką oto przypowieść: Jeżeli ktoś z was ma sto owiec, to gdy mu zginie jedna z nich, czy nie zostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustyni i nie idzie za tą, która zginęła, tak długo, aż ją znajdzie? Kiedy zaś ją odnajdzie, bierze z radością na ramiona, a wróciwszy do domu zwołuje przyjaciół i sąsiadów i mówi do nich: Cieszcie się ze mną, bo oto znalazłem owcę, która była zaginiona. Mówię wam, że w niebie będzie większa radość z powodu jednego grzesznika czyniącego pokutę niż z powodu dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują pokuty. Albo: Jeśli jakaś kobieta ma dziesięć drachm, to gdy straci jedną drachmę, czyż nie zapala światła i nie wymiata całego domu, i nie poszukuje tak długo, aż ją znajdzie? A kiedy znajdzie, zwołuje przyjaciółki i sąsiadki i mówi do nich: Cieszcie się ze mną, bo oto znalazłam drachmę, którą straciłam. Mówię wam, iż tak samo wielka będzie radość wśród aniołów Bożych z powodu pokuty jednego grzesznika. A potem powiedział: Pewien człowiek miał dwu synów. I oto młodszy z nich rzekł do ojca: Ojcze, daj mi tę część majątku, która na mnie przypada. Podzielił tedy między nich majątek. A po niewielu dniach młodszy syn, zabrawszy ze sobą wszystko, ruszył w podróż do dalekiej krainy, gdzie też, żyjąc rozrzutnie, roztrwonił cały swój majątek. A kiedy już wszystko wydał, powstał straszny głód w owym kraju. I on też znalazł się w nędzy. Ruszył tedy z miejsca i zgodził się na służbę u jednego z mieszkańców tej krainy. Ten zaś posłał go do swojego majątku, żeby pilnował świń. Tam bardzo pragnął zaspokoić głód przynajmniej łupinami, którymi karmiono świnie, ale i tego nikt nie chciał mu dać. Zastanowiwszy się tedy nad sobą, powiedział: Tylu służących w domu mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja przymieram tu głodem. Wstanę, pójdę do mojego ojca i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem wobec nieba i przeciwko tobie. Nie jestem już godzien nazywać się twoim synem, lecz uznaj mnie za jednego z twoich służących. I powstawszy ruszył do swego ojca. A gdy był jeszcze daleko, zobaczył go ojciec, ulitował się nad nim, przybiegł do niego, wziął go w swe objęcia i ucałował go. Wtedy rzekł do niego syn: Ojcze, zgrzeszyłem przeciwko niebu i przeciwko tobie! Już nie jestem godzien nazywać się twoim synem. Lecz ojciec powiedział do swoich służących: Przynieście natychmiast najlepszą szatę i włóżcie na niego. Załóżcie mu też pierścień na palec i sandały na nogi. Przyprowadźcie tłuste cielę i zabijcie je. Będziemy jeść i radować się, bo oto mój syn był już umarły, a teraz znów żyje; był zaginiony i oto znów odnalazł się. I zaczęli ucztować. A starszy jego syn był w tym czasie na polu. Kiedy zaś wracał i był blisko domu usłyszał muzykę i tańce. Zawołał tedy jednego ze służących i wypytywał, co to wszystko znaczy. A ten powiedział: Wrócił twój brat. Zabił przeto ojciec jedno tłuste cielę z radości, że odzyskał go w zdrowiu. A on oburzył się na to i nie chciał wejść do domu. Wyszedł tedy ojciec i począł go prosić. On zaś odpowiadając rzekł do ojca: Oto już tyle lat służę ci, nigdy nie wykroczyłem przeciwko twoim nakazom, a jednak nie dałeś mi nawet koźlęcia, żebym się zabawił z moimi przyjaciółmi. Lecz kiedy zjawił się twój syn, ten, który roztrwonił swój majątek z rozpustnicami, zabiłeś dla niego tłustego cielca. A on odpowiedział mu: Synu, ty zawsze jesteś ze mną, i wszystko, co ja mam, do ciebie należy. Przecież należało się weselić i radować, że oto ożył na nowo twój brat, ten, co był już umarły, i że odnalazł się ten, który był zaginął. Do swoich uczniów zaś powiedział: Był pewien bogaty człowiek. Miał on rządcę, o którym mu doniesiono, że marnuje jego majątek. Zawołał go zatem i rzekł mu: Cóż to słyszę o tobie? Zdaj mi sprawę z twojego zarządzania, już bowiem nie będziesz mógł zarządzać moimi dobrami. Wtedy pomyślał sobie rządca: Co ja zrobię, gdy mój pan odbierze mi władzę zarządzania? Kopać nie mogę, wstydzę się żebrać. Wiem już, co zrobię, żeby mnie inni przyjęli do swoich domów, gdy będę pozbawiony zarządzania. Zwoławszy tedy wszystkich dłużników swego pana, powiedział do pierwszego: Ile jesteś dłużny mojemu panu? A on odpowiedział: Sto beczek oliwy. Rzekł mu: Bierz twój zapis, siadaj szybko i pisz: pięćdziesiąt. Potem mówił do drugiego: A ty ile jesteś winien? Sto korcy pszenicy – odpowiedział. Tedy rzekł mu: Bierz twój wykaz długów i napisz: osiemdziesiąt. I pochwalił pan nieuczciwego rządcę za to, że rozsądnie postąpił. Bo synowie tego świata roztropniejsi są wśród podobnych sobie niż synowie światłości. A Ja mówię: Zjednujcie sobie przyjaciół nawet przez niegodziwe pieniądze, aby przyjęto was do wiecznych przybytków, kiedy już wszystko opuścicie. Każdy bowiem, kto jest wierny w rzeczach małych, jest też wierny i w rzeczach największych; a kto jest niegodziwy w małych rzeczach, również i w wielkich pozostaje niegodziwcem. Jeżeli nie byliście wierni w zarządzaniu niegodziwą mamoną, to któż wam powierzy prawdziwe dobro? A jeśli w zarządzaniu tym, co cudze, nie byliście wierni, to któż zleci wam to, co wasze? Żaden sługa nie może dwom panom służyć, bo albo będzie miał jednego w nienawiści miłując jednocześnie drugiego, albo do jednego przylgnie, a drugim wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i mamonie. Przysłuchiwali się zaś temu faryzeusze, znani z chciwości, i drwili sobie z Niego. Powiedział im tedy: Ukazujecie przed ludźmi waszą sprawiedliwość, lecz Bóg zna wasze serca; to zaś, co jest wzniosłe w oczach ludzi, za obrzydliwość uchodzi wobec Boga. Prawo i Prorocy sięgają aż do Jana, później zaś jest głoszona Dobra Nowina o królestwie Bożym, które każdy pragnąłby zdobyć siłą. Lecz niebo i ziemia wpierw przeminą, nim choćby jedna kreska z Prawa przepadnie. Każdy, kto rozchodzi się ze swoją żoną i bierze inną, cudzołoży. I ten, który opuszczoną bierze za żonę, również cudzołoży. Był kiedyś pewien bogaty człowiek. Ubierał się w purpurę i bisior i ucztował hucznie każdego dnia. A przed bramą jego domu leżał biedak, imieniem Łazarz, cały pokryty wrzodami. Jakże chętnie posiliłby się on choćby okruchami ze stołu bogacza! Lecz tylko psy przychodziły i lizały jego rany. I oto umarł żebrak. Wtedy pojawili się aniołowie i zanieśli go na łono Abrahama. Potem umarł także bogacz i został pochowany. A znajdując się w Otchłani i cierpiąc bardzo, podniósł oczy, zobaczył w oddali Abrahama i Łazarza na jego łonie. I zawołał: Ojcze Abrahamie, zlituj się nade mną i przyślij Łazarza, żeby choć umoczył koniec swojego palca w wodzie i zwilżył mi język, bo strasznie cierpię w tym ogniu. Abraham zaś powiedział: Synu, przypomnij sobie, jakie to wielkie dobra otrzymałeś za życia swego, podczas gdy Łazarz doznawał równie wielkiej nędzy. Teraz jest na odwrót: on doznaje pociechy, a ty cierpisz męki. Istnieje przy tym ogromna przepaść między nami i wami, tak że ci, którzy chcieliby stąd przejść do was – nie mogą, ani stamtąd nikt nie może tu przybyć. Wtedy tamten powiedział: Proszę cię tedy, ojcze, poślij go do domu mojego ojca, gdzie mam pięciu braci. Niech ich przestrzeże, żeby i oni nie dostali się przypadkiem na to miejsce męki. Lecz Abraham odrzekł: Mają przecież Mojżesza i Proroków! Niech ich słuchają. A on na to: Nie, ojcze Abrahamie! Gdyby ktoś z umarłych poszedł do nich, to by pokutowali. Lecz on rzekł: Jeżeli nie słuchają Mojżesza i Proroków, to nawet przez kogoś powstałego z martwych nie dadzą się przekonać. I powiedział do swoich uczniów: Nie jest możliwe, żeby nie przyszły zgorszenia, lecz biada temu, przez którego przychodzą. Lepiej by mu było, gdyby mu uwiązano kamień młyński u szyi i rzucono go do morza, niż żeby miał zgorszyć jednego z tych maluczkich. Miejcie się na baczności. Jeżeli twój brat dopuści się czegoś przeciw tobie, upomnij go: jeśli będzie żałował swego czynu, przebacz mu. I jeśli nawet siedem razy w ciągu dnia zawini przeciwko tobie, lecz potem siedem razy zwróci się do ciebie i powie: żałuję – to też mu przebacz. Powiedzieli apostołowie do Pana: Spraw, żeby nasza wiara była większa. A Pan odpowiedział: Jeżeli będziecie mieli wiarę nawet taką tylko, jak ziarnko gorczycy, to gdy powiecie temu oto drzewu sykomory, żeby wyszło stąd z korzeniami i przeniosło się do morza, to was usłucha. Jeśli ktoś z was ma sługę zajmującego się orką lub pilnowaniem stada, to gdy ten wróci z pola, czy mówi do niego: Chodź szybko i siadaj do stołu? Czy nie powie raczej: Przygotuj mi coś na kolację, ubierz się i posłuż mi, aż się najem i napiję, a potem ty zjesz coś i napijesz się? Albo czy będzie okazywał jakąś wdzięczność swojemu słudze za to, że zrobił wszystko, co mu polecił? Tak też i wy, gdy czynicie to wszystko, co wam nakazano, mówcie sobie: Jesteśmy sługami nieużytecznymi. Zrobiliśmy to, co powinniśmy byli zrobić. A gdy był w drodze do Jerozolimy, przechodził środkiem pomiędzy Samarią i Galileą. A kiedy wchodził do pewnej osady, zabiegło Mu drogę dziesięciu trędowatych. Zatrzymali się opodal i zaczęli wołać podniesionym głosem: Jezusie, Nauczycielu, zmiłuj się nad nami! A On, zobaczywszy ich, powiedział: Idźcie i pokażcie się kapłanom. Kiedy byli w drodze, zostali oczyszczeni. Wtedy jeden z nich, gdy spostrzegł, że jest oczyszczony, wrócił, wysławiając całym głosem Boga. Potem upadł Mu do nóg i dziękował. A był to Samarytanin. Jezus zaś odpowiadając rzekł: Czyż nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest jeszcze dziewięciu? Nie znalazł się nikt, kto by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec? A do niego powiedział: Wstań i idź! Uzdrowiła cię twoja wiara. Zapytany zaś przez faryzeuszy, kiedy nadejdzie królestwo Boże odpowiedział: Królestwo Boże nie przyjdzie w sposób dający się zauważyć. I niech wam nie mówią: Oto tu jest lub tam. Królestwo Boże jest bowiem w was. Powiedział też do swoich uczniów: Przyjdą czasy, kiedy będziecie pragnęli zobaczyć choć jeden dzień Syna Człowieczego, lecz nie zobaczycie. I będą wam mówić: Oto tu jest lub tam. Nie chodźcie tam nie naśladujcie ich. Jak błyskawica ukazując się na niebie oświetla całe niebo, tak też będzie z Synem Człowieczym w dniu Jego. Lecz wpierw musi wiele wycierpieć i być odrzuconym przez to plemię. I jak było w czasach Noego, tak też będzie za dni Syna Człowieczego: jedli, pili, żenili się, wychodziły za mąż – aż do chwili, kiedy to Noe wszedł do arki. Potem przyszedł potop i zniszczył wszystkich. Podobnie zresztą działo się za czasów Lota: jedli, pili, kupowali, sprzedawali, uprawiali pola i budowali. Tego dnia zaś, kiedy to Lot wyszedł z Sodomy, spadły z nieba ogień i siarka i wytraciły wszystkich. Tak też będzie wtedy, kiedy pojawi się Syn Człowieczy. Gdy ktoś będzie się znajdował w owym czasie na dachu, mając jeszcze swoje rzeczy wewnątrz domu, niech nie wraca, żeby je zabrać. Podobnie też gdy ktoś będzie się znajdował na polu niech nie wraca. Przypomnijcie sobie żonę Lota. Ktokolwiek usiłuje ocalić swoje życie, straci je; ten zaś, kto by je stracił, znów będzie żył. Mówię wam, że nocy owej będą dwaj na tym samym posłaniu: jeden będzie zabrany, a drugi zostanie. Dwie kobiety będą obracały żarna: jedną zabiorą, a druga pozostanie. (36) Gdzie, Panie? – zapytali Go. A On powiedział: Gdziekolwiek będzie ciało, tam też zgromadzą się i sępy. Mówił im też za pomocą przypowieści, że ciągle należy się modlić i nie ustawać. Sędzia pewien – mówił – był w jednym mieście; nie lękał się Boga i wcale nie zważał na ludzi. I żyła w tym mieście również pewna wdowa. Przychodziła do niego i mówiła: Weź mnie w obronę przed moim przeciwnikiem. Przez długi czas jednak nie chciał. W końcu powiedział sobie: Chociaż nie boję się Boga i nie zważam na ludzi, to jednak, ponieważ tak mnie ta wdowa nachodzi, będę jej bronił. Bo wreszcie przyjdzie jeszcze i spoliczkuje mnie. Pan zaś rzekł: Rozważcie dobrze, co powiedział ów niesprawiedliwy sędzia. Czyż wobec tego Bóg nie weźmie w obronę swoich wybranych, gdy wołają doń we dnie i w nocy, i czy będzie odkładał ich sprawę? Zapewniam was, że zaraz weźmie ich w obronę. Lecz czy Syn Człowieczy, przychodząc, znajdzie jeszcze na ziemi wiarę? Tym zaś, którzy byli zadufani w sobie i pogardzali innymi, powiedział taką oto przypowieść: Dwaj ludzie weszli do świątyni, żeby się modlić: jeden faryzeusz, a drugi celnik. Faryzeusz, stojąc, tak się modlił w duszy: Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie: jak złodzieje, nieuczciwi, cudzołożnicy, jak na przykład ten celnik. Poszczę dwa razy w tygodniu, oddaję dziesięcinę ze wszystkiego, co mam. A celnik, stojąc z daleka, nie śmiał nawet oczu podnieść w górę; bił się tylko w piersi i mówił: Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu. Mówię wam, ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten. Bo każdy, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony. Przynoszono także do Niego niemowlęta, żeby się ich choć dotknął, lecz uczniowie, widząc to, zabraniali im. Ale Jezus przywołał je do siebie i powiedział: Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie zabraniajcie im. Takich jest bowiem królestwo Boże. Zaprawdę mówię wam: Jeśli ktoś nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, to nie wejdzie do niego. I oto zapytał Go pewien dostojnik: Nauczycielu dobry, co mam czynić, żeby osiągnąć życie wieczne? A Jezus powiedział do niego: Dlaczego nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, prócz jednego Boga. Znasz przecież przykazania: Nie cudzołóż, nie zabijaj, nie kradnij, nie dawaj fałszywego świadectwa, czcij ojca swego i matkę. A on odpowiedział: Przestrzegałem tego wszystkiego od samej młodości. Usłyszawszy to Jezus powiedział: Jednego jeszcze ci brak. Sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj pieniądze ubogim. A będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną. Lecz on, gdy to usłyszał, zasmucił się, bo był bardzo bogaty. Wtedy Jezus, widząc jego smutek, powiedział: Jakże trudno będzie wejść do królestwa Bożego tym, którzy mają pieniądze. Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogaczowi wejść do królestwa Bożego. A ci, którzy słuchali tych słów, mówili: Czy wobec tego w ogóle może się ktoś zbawić? A On rzekł im: To, co niemożliwe dla ludzi, jest możliwe u Boga. Piotr zaś powiedział: Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą. Lecz On na to: Zaprawdę mówię wam, iż nie ma takiego, który opuściwszy dla królestwa Bożego swój dom albo żonę, braci, rodziców lub dzieci, nie otrzymałby o wiele więcej już na tym świecie i życia wiecznego w przyszłości. Wziąwszy ze sobą Dwunastu powiedział do nich Jezus: Oto idziemy do Jerozolimy. Wypełni się wszystko, co napisali prorocy o Synu Człowieczym. Będzie wydany poganom, będą zeń drwić, znieważą Go i oplują. A po ubiczowaniu zabiją Go, lecz On zmartwychwstanie dnia trzeciego. Ale oni nic z tego nie rozumieli. Zakryte były przed nimi te słowa Nie pojęli tego, co im mówił. A kiedy już przybliżał się do Jerycha, zobaczył, jak jakiś niewidomy siedział przy drodze i żebrał. Ten, gdy usłyszał, że obok przechodzi tłum, zapytał, co to jest. Powiedziano mu, że to Jezus z Nazaretu przechodzi. Wówczas on zawołał: Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną! A ci, którzy szli na przedzie, upominali go, żeby zamilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: Synu Dawida, ulituj się nade mną! Zatrzymał się tedy Jezus i kazał go przywołać do siebie. Kiedy zaś był już blisko, zapytał go mówiąc: Co chcesz, żebym ci uczynił? Odpowiedział: Panie, żebym przejrzał. A Jezus powiedział mu: Przejrzyj, uzdrowiła cię twoja wiara. I natychmiast przejrzał i ruszył za Nim, wychwalając Boga. A wszystek lud, widząc to, oddawał chwałę Bogu. Wszedłszy do Jerycha, przechodził przez miasto. Pewien zaś człowiek, imieniem Zacheusz, przełożony celników, człowiek zamożny, chciał zobaczyć Jezusa i dowiedzieć się, kim jest, lecz z powodu tłumu nie mógł, bo był bardzo małego wzrostu. Podbiegłszy tedy wdrapał się na drzewo sykomory, żeby Go zobaczyć, ponieważ miał tamtędy przechodzić. A kiedy Jezus przyszedł na to miejsce, zobaczył go i powiedział: Zacheuszu, zejdź szybko, bo muszę dziś znaleźć się w twoim domu. Zszedł więc szybko i przyjął Go z radością. A wszyscy, patrząc na to, mieli Mu za złe, że przestaje z grzesznikami. Zacheusz zaś powstawszy powiedział do Pana: Panie, połowę mojego majątku oddaję na ubogich, a jeśli kiedykolwiek kogoś skrzywdziłem, wynagrodzę to czterokrotnie. A Jezus rzekł mu na to: Dziś dokonało się zbawienie dla tego domu, gdyż i on jest potomkiem Abrahama. Syn Człowieczy przyszedł po to, by szukać i ratować to, co było zaginione. Gdy oni przysłuchiwali się tym słowom – był zaś już blisko Jerozolimy, a oni sądzili, że wkrótce nadejdzie królestwo Boże – opowiedział im jeszcze taką oto przypowieść: Pewien wysokiego rodu człowiek udał się do odległego kraju. Miał tam objąć władzę nad pewnym królestwem, a potem wrócić. Zwołał tedy dziesięciu swoich sług, dał im dziesięć min mówiąc: Obracajcie nimi aż do mego powrotu. A poddani jego nienawidzili go. Posłali tedy zaraz za nim delegację ze słowami: Nie chcemy, żeby on nami rządził. Kiedy zaś on wrócił po objęciu królestwa, kazał zwołać swoje sługi, tych, którym dał pieniądze, żeby się dowiedzieć, jak każdy nimi obracał. Przyszedł tedy pierwszy i powiedział: Panie, twoja mina przysporzyła dziesięć nowych min. A on rzekł do niego: Dobrze, sługo sumienny! Ponieważ byłeś wierny w rzeczach małych, będziesz miał władzę nad dziesięcioma miastami. Potem przyszedł drugi i powiedział: Panie, twoja mina przysporzyła pięć innych min. A on rzekł do niego: I ty będziesz miał władzę nad pięcioma miastami. Wreszcie jeszcze inny przyszedł i powiedział: Panie, oto mina twoja. Miałem ją schowaną w chustce. Bałem się bowiem ciebie, bo jesteś człowiekiem surowym: bierzesz stamtąd, gdzie nie położyłeś, i zbierasz tam, gdzie nie zasiałeś. Rzekł mu tedy: Sługo niegodziwy, będę cię sądził według tego, co wyszło z twych własnych ust. Otóż wiedziałeś, że jestem człowiekiem surowym, że biorę stamtąd, gdzie nie położyłem, zbieram tam, gdzie nie zasiałem. Czemuż tedy nie oddałeś moich pieniędzy do wspólnej kasy, żebym, gdy wrócę, mógł je podjąć z zyskiem? Do obecnych zaś tam powiedział: Zabierzcie mu jego minę i dajcie temu, który ma dziesięć min. A oni powiedzieli: Panie, ma już przecież dziesięć min. Mówię wam, że każdemu, kto ma, będzie dodane, żeby miał w obfitości. Temu zaś, który nie ma, będzie zabrane nawet to, co już ma. Nieprzyjaciół zaś moich, tych, którzy nie chcieli, żebym nimi rządził, przyprowadźcie tu i zabijcie na moich oczach. To powiedziawszy ruszył w dalszą drogę, zmierzając do Jerozolimy. A kiedy już zbliżył się do Betfage i do Betanii położonej na górze, która się zwie Oliwną, wysłał dwóch spośród swoich uczniów mówiąc im: Idźcie do osady, która znajduje się naprzeciw was. U wejścia do niej znajdziecie oślątko na uwięzi. Nikt z ludzi jeszcze nie zasiadał na nim. Odwiążcie je i przyprowadźcie tu. A gdyby was ktoś zapytał, czemu je odwiązujecie, to odpowiedzcie mu tak: Pan go potrzebuje. Poszli tedy ci, których posłał, i znaleźli, tak jak im powiedział. A kiedy odwiązywali oślątko, jego właściciele zapytali: Dlaczego odwiązujecie to oślątko? A oni na to: Bo Pan go potrzebuje. I przyprowadzili je do Jezusa. A potem, położywszy na nie swe szaty, usadowili Jezusa. Gdy zaś już jechał, rozścielali swoje okrycia na drodze. A kiedy schodzili z Góry Oliwnej, całe rzesze uczniów, radując się, poczęły donośnym głosem wielbić Boga z powodu wszystkich cudów, jakie widziano. Wołali: Błogosławiony Król, który przychodzi w imię Pańskie. Pokój na niebie, chwała na wysokościach. Niektórzy zaś spośród faryzeuszy wołali do Niego z tłumu: Nauczycielu, uspokój Twoich uczniów. On zaś rzekł do nich: Zapewniam was, że jeśli oni zamilkną, kamienie będą wołać. A kiedy się zbliżył i zobaczył miasto, zapłakał nad nim i powiedział: Gdybyś i ty poznało w tym dniu to, co jest dla twego pokoju, lecz jest teraz zakryte przed twoimi oczyma! Przyjdą dla ciebie dni, kiedy to nieprzyjaciele twoi otoczą cię wałem i oblegną cię, i ścisną zewsząd, i na ziemię powalą ciebie i twoich synów, którzy w tobie są. I nie zostawią w tobie kamienia na kamieniu, dlatego żeś nie rozpoznało czasu nawiedzenia twego. A kiedy wszedł do świątyni, począł wyrzucać tych, co tam sprzedawali. Mówił im przy tym: Napisane jest przecież: Mój dom jest domem modlitwy, a wyście zeń uczynili jaskinię zbójców. I nauczał co dzień w świątyni. Arcykapłani zaś i uczeni w Piśmie usiłowali Go zgładzić. Tego samego chcieli przywódcy ludu. Nie wiedzieli jednak, co mogliby Mu zrobić, bo cały lud słuchał Go z zachwytem. Pewnego dnia, gdy nauczał głosząc w świątyni Dobrą Nowinę, zeszli się arcykapłani z uczonymi w Piśmie i starszymi i pytali Go: Powiedz nam, jakim prawem to czynisz? Albo kto Ci dał taką władzę? A Jezus odpowiadając rzekł: Ja też zapytam was o coś: Powiedzcie Mi, chrzest Jana pochodzi z nieba czy od ludzi? Poczęli się tedy zastanawiać między sobą mówiąc: Jeżeli powiemy, że z nieba, to zapyta nas: Dlaczegoście mu nie uwierzyli? Jeżeli zaś powiemy, że od ludzi, to cały lud rzuci się na nas z kamieniami. Są bowiem przekonani, że Jan jest prorokiem. Powiedzieli zatem, że nie wiedzą, skąd. Wtedy Jezus rzekł im: To Ja też nie powiem wam, jakim prawem to czynię. A potem opowiedział ludziom taką oto przypowieść: Pewien człowiek założył sobie winnicę i oddał ją w dzierżawę rolnikom, a sam wyjechał na dłuższy czas. W odpowiednim zaś momencie posłał swojego sługę do dzierżawców, żeby mu dali należną część z owoców winnicy. Lecz oni, pobiwszy go, odesłali z niczym. Posłał tedy innego sługę. Lecz oni i tego również pobili, obrzucili obelgami i odesłali z niczym. Posłał trzeciego, a oni go pokaleczyli i wyrzucili od siebie. Wtedy właściciel winnicy powiedział sam do siebie: Co mam zrobić? Poślę mojego ukochanego syna. Jego chyba uszanują. Lecz dzierżawcy, skoro tylko go ujrzeli, pomyśleli sobie: On jest dziedzicem. Zabijmy go, a wówczas dziedzictwo nam przypadnie w udziale. I wyrzuciwszy go poza winnicę, zabili. Co im za to zrobi właściciel winnicy? Przyjdzie sam, wytraci owych dzierżawców; a winnicę powierzy innym. Lecz oni, usłyszawszy to, powiedzieli: Nigdy. Wtedy On patrząc na nich rzekł: Cóż wobec tego znaczy to, co jest napisane: Kamień odrzucony przez budowniczych stał się kamieniem węgielnym? Każdy, kto upadnie na ten kamień, rozbije się; gdy zaś na kogoś kamień spadnie, też zmiażdży go. Uczeni w Piśmie i arcykapłani dokładali tedy wszelkich starań, ażeby Go właśnie zaatakować, lecz bali się ludu. Zrozumieli bowiem, że to do nich skierował to podobieństwo. Pilnując Go tedy, wysłali szpiegów, którzy udawali ludzi pobożnych po to, by pochwycić Go w mowie, a potem wydać w ręce zwierzchności i władzy namiestnika. Postawili Mu takie oto pytanie: Nauczycielu, wiemy, że słusznie mówisz i nauczasz. Nie szukasz niczyich względów, lecz nauczasz prawdziwej drogi Bożej. Czy wolno płacić podatek cesarzowi, czy nie? Lecz On, odkrywszy ich podstęp, powiedział: Pokażcie Mi denara. Czyja to jest podobizna i napis? A oni odpowiedzieli: Cesarza. Tedy rzekł im: Oddajcież więc to, co jest cesarskie, cesarzowi, a to, co Boże – Bogu. I nie mogli publicznie pochwycić Go na żadnym słowie. Pełni podziwu dla Jego odpowiedzi, zamilkli. I przyszło do Niego kilku spośród saduceuszy, którzy odrzucają zmartwychwstanie, i zapytali Go mówiąc: Nauczycielu, Mojżesz napisał nam tak: Jeżeli umrze ktoś żonaty a bezdzietny, to jego żonę powinien pojąć brat i zrodzić z niej potomstwo swemu bratu. Otóż było siedmiu braci. Pierwszy pojął żonę i umarł bezpotomnie. Wziął ją następny, potem trzeci, w podobny sposób siedmiu wzięło ją za żonę i nie zostawiwszy potomstwa – pomarło. W końcu zmarła także i owa kobieta. Czyją tedy będzie ona żoną w chwili zmartwychwstania? Siedmiu bowiem miało ją za żonę. A Jezus rzekł do nich: Żyjąc na tym świecie, ludzie żenią się i wydają za mąż, lecz ci, którzy okażą się godnymi przyszłego świata i zmartwychwstania, nie będą się ani żenić, ani wychodzić za mąż, ani nawet nie będą już mogli umrzeć. Są bowiem podobni do aniołów, są synami Boga, jako zrodzeni w zmartwychwstaniu. Że zaś umarli zmartwychwstaną, to już Mojżesz dał do zrozumienia, kiedy mówiąc o krzaku nazwał Pana Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba. A Bóg nie jest przecież Bogiem umarłych, lecz żywych. Wszyscy bowiem żyją dla Niego. W odpowiedzi na to niektórzy spośród uczonych w Piśmie przyznali: Dobrze powiedziałeś, Nauczycielu! I nie mieli już odwagi pytać Go o coś jeszcze. Powiedział tedy do nich: Jak można twierdzić, że Mesjasz jest synem Dawida? Przecież sam Dawid mówi w Księdze Psalmów: Rzekł Pan do Pana mego: zasiadaj po prawicy mojej, aż położę twych nieprzyjaciół jako podnóżek dla stóp twoich. Jeśli Dawid nazywa Go Panem, to jakże może On być jego synem? A potem, gdy cały lud słuchał, powiedział do swoich uczniów: Strzeżcie się uczonych w Piśmie! Lubią bowiem przechadzać się w pięknych szatach, pragną żeby ich pozdrawiano na rynku, wybierają pierwsze rzędy w synagogach i najzaszczytniejsze miejsca na ucztach; ograbiają domy wdów, udając przy tym, że odmawiają długie modlitwy. Spotka ich największa zagłada. A potem spojrzawszy zobaczył bogaczy, którzy wrzucali swe ofiary do skarbony. Widział też, jak pewna wdowa, bardzo uboga, wrzuciła do niej dwa malutkie pieniążki. I powiedział: Zapewniam was, że ta uboga wdowa wrzuciła więcej niż wszyscy inni. Wszyscy ci bowiem z tego złożyli Bogu ofiarę, co im zbywało, a ona ofiarowała ze swojego niedostatku, z wszystkiego, co miała do życia. A kiedy niektórzy mówili o świątyni, że jest przyozdobiona pięknymi kamieniami i ofiarowanymi klejnotami, On rzekł: Przyjdą dni, że z tego, co widzicie, nie pozostanie kamień na kamieniu; wszystko będzie zwalone. Zapytali Go tedy: Nauczycielu, kiedy się to stanie, i co będzie znakiem, że już się zaczyna? On zaś rzekł: Uważajcie, żeby was ktoś nie uwiódł. Przyjdzie bowiem wielu (rzekomo) w imię moje i będą mówić, że to Ja jestem i że czas już nadszedł. Nie idźcie za nimi! Gdy usłyszycie odgłosy bitew i przewrotów, nie bójcie się. Musi się to najpierw stać, ale jeszcze nie zaraz będzie koniec. Mówił do nich wtedy: Powstanie naród przeciwko narodowi i królestwo przeciwko królestwu. Będą się zdarzały trzęsienia ziemi, a w niektórych okolicach zaraza i głód dotkliwy. Na niebie pojawią się przerażające widma i cudowne znaki. Lecz jeszcze przedtem wystąpią przeciwko wam, będą was prześladować, wydawać synagogom i wtrącać do więzień, wodzić przed królów i namiestników z powodu mojego imienia. Jednak to będzie o was dobrze świadczyć. Postanówcie sobie też w waszych sercach nie myśleć o tym, jak macie odpowiadać. To Ja bowiem ześlę wam dar mowy i mądrość taką, że nie będą się mogli jej oprzeć nawet wszyscy nieprzyjaciele wasi. Będą zaś wydawać was w ręce nieprzyjaciół nawet wasi rodzice, bracia, krewni i przyjaciele i niektórych spośród was pozbawią życia. Z powodu mojego imienia wszyscy będą was mieć w nienawiści. Lecz nawet jeden włos z głowy waszej nie przepadnie. Dzięki swej wytrwałości ocalicie wasze dusze. A gdy będziecie widzieli, jak Jerozolima jest otaczana przez wojsko, to wiedzcie, że bliskie jest już jej zniszczenie. Wówczas ci, co są w Judei, niech uciekają w góry; ci, co są wewnątrz miasta, niech wyjdą na wieś, ci zaś, co są na wsi, niech nie idą do wewnątrz miasta. Będą to bowiem dni pomsty, aby się wypełniło wszystko, co jest napisane. Biada zaś brzemiennym i karmiącym w dni owe. Nastanie bowiem wielki ucisk na ziemi i gniew straszny objawi się przeciwko temu ludowi. I tak będą padać od miecza i uprowadzą ich w niewolę po wszystkich narodach. Jerozolimę zaś będą deptać poganie, dopóki nie przeminą czasy pogańskie. Ukażą się też znaki na słońcu i księżycu, i gwiazdach, ludzi zaś na ziemi ogarnie trwoga i bezwład z powodu szumu morza i wód wzburzonych. Kiedy zaś ludzie mdleć będą ze strachu i niepewności oczekiwania na to, co może się jeszcze zdarzyć – bo przecież moce niebieskie będą poruszone – wtedy zobaczą Syna Człowieczego, przychodzącego na obłoku z wielką potęgą i w chwale. A gdy to się zacznie dziać, umocnijcie się i podnieście wasze głowy, bo zbliża się wasze odkupienie. Powiedział im też taką oto przypowieść: Popatrzcie na figi i na wszystkie inne drzewa. Gdy wypuszczają pączki, to widząc je poznajecie, że już blisko jest lato. Tak też i wy: gdy zobaczycie, jak się to wszystko zacznie dziać, wiedzcie, że już blisko jest królestwo Boże. Zaprawdę mówię wam, nie przeminie to pokolenie, aż się to wszystko stanie. Niebo i ziemia przeminą, ale moje słowa nie przeminą. Uważajcie zatem na siebie! Niech serc waszych nie obciąża ani obżarstwo, ani pijaństwo, ani zbytnia troska o to życie, żeby nie spadł na was ów dzień niespodziewanie. Bo uchwyci on jak w potrzask tych wszystkich, którzy żyją na tej ziemi. Czuwajcie tedy modląc się bez przerwy, żebyście mogli uniknąć tego wszystkiego, co ma przyjść, i stanąć przed Synem Człowieczym. W tym czasie w ciągu dnia nauczał w świątyni, a na noc wychodził i przebywał na górze zwanej Oliwną. A cały lud od samego rana zbierał się przy Nim, aby Go słuchać w świątyni. Zbliżało się już święto Przaśników, zwane Paschą. Arcykapłani zaś i uczeni w Piśmie zastanawiali się, jak by zabić Jezusa. Bali się bowiem ludu. A oto szatan wstąpił w Judasza, zwanego Iskariotą, jednego z Dwunastu. Poszedł on i powiedział arcykapłanom oraz przełożonym straży, jak może Go im wydać. A oni ucieszyli się i zgodzili się dać mu pieniądze. I dał im słowo. Odtąd szukał już tylko sposobności, żeby Go wydać, ale nie na oczach tłumu. Nadszedł wreszcie dzień Przaśników, kiedy to należało ofiarować Paschę. Posłał tedy Piotra i Jana mówiąc: Idźcie i przygotujcie wszystko, żebyśmy mogli spożyć Paschę. A oni zapytali: Gdzie chcesz, żeby Ci ją przygotować? On zaś rzekł im: Gdy będziecie wchodzili do miasta, wyjdzie wam naprzeciw człowiek niosący dzban wody. Idźcie za nim aż do domu, do którego on wejdzie. I powiedzcie gospodarzowi domu: Nauczyciel pyta ciebie, gdzie jest takie miejsce, w którym mógłby spożyć Paschę ze swoimi uczniami. Wtedy on pokaże wam salę położoną na górze, przybraną. Tam przygotujcie Paschę. Poszedłszy tedy znaleźli wszystko tak, jak im powiedział, i przygotowali Paschę. A gdy nadeszła godzina, zasiadł do stołu i dwunastu apostołów z Nim. Wtedy powiedział do nich: Tak bardzo pragnąłem spożywać z wami tę Paschę, zanim zacznę cierpieć. Bo mówię wam, że już nie będę jej pożywał, aż się dopełni w królestwie Bożym. A potem wziął kielich, odmówił modlitwę dziękczynną i powiedział: Weźcie go i podzielcie między siebie. Bo mówię wam, że odtąd już nie będę pił z owocu winnego szczepu, dopóki nie przyjdzie królestwo Boże. A potem wziąwszy chleb, odmówił dziękczynienie, połamał i rozdał go im mówiąc: To jest ciało moje wydane za was. Czyńcie to samo na moją pamiątkę. Podobnie po wieczerzy wziął kielich i powiedział: Ten kielich jest Nowym Przymierzem we krwi mojej, która będzie za was wylana. Lecz oto jest na stole razem ze Mną ręka tego, który Mnie zdradzi. Syn Człowieczy wprawdzie odchodzi zgodnie z tym, co zostało postanowione, lecz biada człowiekowi, przez którego będzie wydany. A oni zaczęli się zastanawiać między sobą, który z nich miałby się tego dopuścić. Powstał też między nimi spór, który z nich jest największy. On zaś powiedział im: Królowie narodów panują nad nimi, a ci, co mają władzę, nazywają się dobroczyńcami. Wy jednak postępujcie inaczej: Kto jest wśród was większy, niech się stanie mniejszym, a kto jest przełożonym, niech się zachowuje jak sługa. Któż jest bowiem większy: ten, który zasiada przy stole, czy ten, który usługuje? Czyż nie ten, który zasiada przy stole? Ja jestem właśnie wśród was jako ten, który usługuje. To wy wytrwaliście przy Mnie podczas wszystkich przeciwności moich. Dlatego Ja przekazuję królestwo wam, tak jak Mnie przekazał je mój Ojciec. Żebyście mogli jeść i pić przy moim stole w moim królestwie i zasiadać na tronach, sądząc dwanaście pokoleń Izraela. Szymonie, Szymonie! Oto szatan domagał się, żeby mógł was przesiać jak pszenicę. Lecz Ja prosiłem za tobą, żeby się nie załamała wiara twoja. Ty zaś, nawróciwszy się raz, umacniaj twoich braci. A on odpowiedział: Panie, z Tobą gotów jestem pójść do więzienia i nawet na śmierć. On zaś rzekł na to: Piotrze, a Ja ci mówię, że jeszcze dziś, nim kur zapieje, ty aż trzykrotnie wyprzesz się tego, że Mnie znasz. I powiedział im: Kiedy posłałem was bez trzosu na pieniądze, bez torby podróżnej i bez sandałów, to czy brakowało wam czegokolwiek? A oni odpowiedzieli: Niczego. Powiedział im tedy: Teraz jednak, jeśli ktoś ma trzos na pieniądze, niech go weźmie ze sobą; podobnie i torbę podróżną. Kto zaś nie ma pieniędzy, niech sprzeda płaszcz i kupi sobie miecz. Mówię wam bowiem, że musi się wypełnić na Mnie to, co jest napisane: Postawiono Go na równi ze złoczyńcami. Oto jak dobiega do końca wszystko, co dotyczy Mnie. A oni powiedzieli: Panie, oto są dwa miecze. Lecz On odpowiedział: Dość już! Wyszedłszy zaś, udał się według zwyczaju na Górę Oliwną, a za Nim poszli także Jego uczniowie. Gdy zaś przyszedł już na miejsce, powiedział do nich: Módlcie się, żebyście nie ulegli pokusie. Wtedy sam oddalił się od nich na rzut kamienia i upadłszy na kolana, modlił się mówiąc: Ojcze, jeśli chcesz, weź ode Mnie ten kielich, lecz niech się dzieje Twoja wola, nie moja. Wówczas ukazał się anioł z nieba i umacniał Go na duchu. A gdy tak zmagał się z samym sobą, jeszcze usilniej się modlił. I wystąpił na Jego ciało pot, który jak krople krwi spływał na ziemię. A potem wstał od modlitwy i przyszedł do swoich uczniów, którzy ze smutku posnęli. I powiedział im: Czemu śpicie? Wstańcie i módlcie się, żebyście nie ulegli pokusie.Pojmanie Gdy On jeszcze to mówił, oto nadszedł tłum, a z nim jeden z Dwunastu, zwany Judaszem; ten poprzedzał innych zbliżających się do Jezusa, żeby Go pocałować. A Jezus powiedział do niego: Judaszu, pocałunkiem zdradzasz Syna Człowieczego. Ci zaś, którzy byli koło Niego, widząc, na co się zanosi, zapytali: Panie, czy mamy chwycić za miecz? I jeden z nich uderzył sługę arcykapłana, odcinając mu prawe ucho. A Jezus rzekł na to: Dajcie spokój, dosyć! A potem dotknąwszy ucha, uzdrowił go. Do tych zaś, którzy przyszli, to znaczy do arcykapłanów, urzędników świątynnych i starszych ludu, powiedział: Jak do zbója wyszliście z mieczami i kijami? Gdy co dzień przebywałem wśród was w świątyni, nie podnosiliście na Mnie ręki. Teraz nadeszła jednak godzina wasza i ujawniła się moc ciemności. Potem pochwyciwszy Go zabrali i zaprowadzili do pałacu arcykapłana. Piotr szedł za Nim z daleka. Rozpaliwszy ognisko na środku dziedzińca, siedli wokoło. Wśród nich był także Piotr. Gdy go zobaczyła pewna służąca, jak ogrzewał się przy ogniu, przyjrzała mu się dokładnie i powiedziała: I ten był z Nim! Lecz on wyparł się, mówiąc: Kobieto, nie znam Go. Chwilę potem ktoś inny, spostrzegłszy go, powiedział: Ty też jesteś jednym z nich. Lecz Piotr odrzekł: Człowieku, nie jestem. Po upływie około godziny ktoś inny począł twierdzić: Rzeczywiście, ten też z Nim był, bo jest Galilejczykiem. Piotr zaś powiedział: Człowieku, nie wiem, co mówisz. I natychmiast, gdy on jeszcze to mówił, kur zapiał. A Pan odwróciwszy się popatrzył na Piotra. I przypomniał sobie Piotr słowa Pana, który powiedział: Dziś jeszcze, nim kur zapieje, wyprzesz się Mnie trzy razy. I wyszedłszy na zewnątrz, zapłakał gorzko. A ci, co Go pilnowali, wyśmiewali się z Niego i bili Go. A potem, zakrywszy Mu twarz, pytali Go: Prorokuj nam, kto Cię uderzył? Wiele też innych bluźnierstw wypowiadali przeciwko Niemu. Z nastaniem dnia zebrali się starsi ludu, arcykapłani i uczeni w Piśmie i postawili Go przed swoim sądem. I powiedzieli: Jeżeli Ty jesteś Mesjaszem, to powiedz nam to. A On im odrzekł: Jeśli nawet wam powiem, nie uwierzycie Mi. Jeżeli zaś wam postawię pytanie, to Mi nie odpowiecie. Od tej chwili Syn Człowieczy będzie siedział po prawicy mocy Bożej. Na to zawołali wszyscy: Więc Ty jesteś Synem Bożym? On zaś odpowiedział: Sami mówicie, że jestem. A oni zawołali: Po cóż nam jeszcze jakiś dowód? Słyszeliśmy sami zeznanie z Jego własnych ust. A potem całe zgromadzenie powstało i zaprowadzili Go do Piłata. Zaczęli Go oskarżać mówiąc: Spotkaliśmy Go, jak podburzał nasz naród, zakazywał płacić podatki cesarzowi i mówił, że jest Mesjaszem–Królem. Zapytał Go tedy Piłat: Czy Ty jesteś królem żydowskim? A On odpowiadając rzekł: Ty mówisz. Oznajmił tedy Piłat arcykapłanom i tłumom: Nie znajduję żadnej winy w tym człowieku. Lecz oni nastawali coraz bardziej, wołając: Podburza lud głosząc swe nauki po całej Judei, poczynając od Galilei aż dotąd. A Piłat, skoro tylko posłyszał o Galilei, zapytał, czy ten człowiek jest Galilejczykiem. Stwierdziwszy tedy, że ma nad Nim władzę Herod, odesłał Go do Heroda, który właśnie bawił w Jerozolimie. A Herod bardzo się ucieszył, gdy zobaczył Jezusa. Od dawna bowiem już pragnął Go zobaczyć, ponieważ wiele o Nim słyszał i miał nadzieję, że zobaczy jakiś cud zdziałany przez Niego. I zadawał Mu bardzo wiele pytań. Lecz On na żadne nie odpowiadał. Stali zaś tam arcykapłani i uczeni w Piśmie i oskarżali Go gwałtownie. Wtedy i Herod wspólnie z żołnierzami naśmiewał się z Niego, a potem kazał Go ubrać w biały płaszcz i tak odesłał Go z powrotem do Piłata. I stali się przyjaciółmi tego dnia Herod i Piłat, choć przedtem byli wrogami. Zwoławszy tedy arcykapłanów, urzędników i lud, Piłat powiedział do nich: Przyprowadziliście do mnie tego człowieka oskarżając Go o podburzanie tłumu, tymczasem ja, badając Go w waszej obecności, nie znalazłem w Nim nic z tego, o co Go oskarżacie. Podobnie i Herod nie znalazł w Nim winy, skoro odesłał Go do nas. Nie dopuścił się On niczego, co byłoby godne śmierci. Każę Go ubiczować i puścić na wolność. A powinien był wypuścić kogoś na wolność z okazji święta. Wykrzykiwał tedy cały tłum tymi słowy: Zabierz Tego, a uwolnij nam Barabasza. Barabasz był uwięziony za to, że podczas pewnego rozruchu w mieście dopuścił się zabójstwa. Po raz drugi przemówił tedy do nich Piłat, pragnąc uwolnić Jezusa. Lecz oni nastawali wołając: Ukrzyżuj Go, ukrzyżuj Go! Wtedy on po raz trzeci zapytał ich: A cóż On złego uczynił? Nie znajduję w Nim nic, co by zasługiwało na śmierć. Każę Go tylko ubiczować, a potem Go wypuszczę. Lecz oni nalegali, domagając się natarczywymi krzykami, aby Go ukrzyżowano. Ich wrzaski stawały się coraz donośniejsze. Zdecydował się zatem Piłat zadośćuczynić ich wołaniu. Uwolnił im przeto tego, który pozostawał w więzieniu z powodu zabójstwa i rozruchów. Jego się domagali. Jezusa zaś wydał im w ich ręce. A gdy Go już prowadzili, pochwycili niejakiego Szymona Cyrenejczyka, gdy wracał z pola. Włożyli mu krzyż na barki i kazali nieść za Jezusem. Szło też za Nim mnóstwo ludzi – między innymi kobiety, które płakały i lamentowały nad Nim. Ale Jezus, zwróciwszy się do nich, powiedział: Córki Jerozolimy, nie płaczcie nade Mną. Nad sobą raczej płaczcie i nad dziećmi waszymi. Przyjdą bowiem dni, kiedy to będą mówić: Błogosławione niepłodne i łona, które nikogo na świat nie wydały, i piersi, które nikogo nie karmiły Wtedy poczną wołać do gór: Upadnijcie na nas, a do pagórków: Pokryjcie nas. Bo jeśli na zielonym drzewie tak czynią, to cóż będzie na suchym? Prowadzono też z Nim na zabicie dwu złoczyńców. A kiedy przyszli na miejsce zwane Czaszką, ukrzyżowali Jego i dwu złoczyńców, jednego po prawej, drugiego po lewej stronie. Jezus zaś mówił: Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią. Potem rozdzielając Jego szaty, rzucili losy. A lud stał gapiąc się, arcykapłani zaś szydzili zeń mówiąc: Innych zbawiał, niech więc uwolni i siebie samego, jeśli jest Mesjaszem, wybranym Boga. Drwili też z Niego i żołnierze, którzy podchodząc podawali Mu ocet, i mówili: Jeżeli jesteś królem żydowskim, uwolnij się. A nad Nim był napis po grecku, po łacinie i po hebrajsku: To jest król żydowski. Jeden zaś z wiszących złoczyńców ubliżał Mu mówiąc: Jeżeli jesteś Mesjaszem, to ratuj siebie i nas. W odpowiedzi na to drugi skarcił go mówiąc: Nawet ty nie boisz się Boga, choć cierpisz wskutek tego samego skazania. My – słusznie, bo otrzymaliśmy zapłatę godną naszych czynów, a On przecież nic złego nie uczynił. I powiedział: Jezu, pamiętaj o mnie, gdy będziesz już w Twoim królestwie. A Jezus odrzekł: Zaprawdę mówię ci, jeszcze dziś będziesz ze Mną w raju. Była już prawie godzina szósta, gdy ciemności ogarnęły całą ziemię i trwały aż do godziny dziewiątej. Słońce się zaćmiło, a zasłona świątyni rozdarła się przez sam środek. Jezus zaś zawołał donośnym głosem: Ojcze, w ręce Twoje oddaję moją duszę. I powiedziawszy to, skonał. A setnik widząc, co się stało, oddał cześć Bogu mówiąc: To był naprawdę sprawiedliwy człowiek. Podobnie cały tłum ludzi, który zeszedł się na to widowisko, widząc, co się stało, wracał bijąc się w piersi. Wszyscy zaś znajomi Jego stali z daleka, razem z kobietami, które Mu towarzyszyły od samej Galilei. I przypatrywali się. A był tam człowiek imieniem Józef, członek Wysokiej Rady, mąż dobry i sprawiedliwy. Nie zgadzał się on ani z ich uchwałą, ani z czynami. Pochodził z miasta żydowskiego Arymatei i oczekiwał również przyjścia królestwa Bożego. On to właśnie udał się do Piłata i poprosił o ciało Jezusa. Zdjąwszy je z krzyża, owinął w prześcieradło i złożył w grobowcu wykutym w skale. Nikt w nim nie był jeszcze złożony. Był to dzień Przygotowania i zaczynał się już szabat. Towarzyszyły mu kobiety, które przyszły z Nim z Galilei. Zobaczyły grobowiec i jak zostało złożone Jego ciało. Wróciwszy, przygotowały wonności i olejki. Lecz w szabat, zgodnie z przykazaniem, zachowywały spoczynek. A pierwszego dnia tygodnia bardzo wczesnym rankiem przyszły do grobu, przynosząc wonności, które przygotowały. Zobaczyły też, że kamień był odwalony od grobu. Wszedłszy zaś do środka, nie znalazły ciała Pana Jezusa. I kiedy z tego powodu nie wiedziały, co robić, oto dwaj mężczyźni w lśniących szatach stanęli obok nich. A gdy one, lękając się, spuściły głowy, ci powiedzieli do nich: Dlaczego szukacie żywego między umarłymi? Nie ma Go tu, zmartwychwstał Przypomnijcie sobie, co wam powiedział, gdy jeszcze przebywał z wami w Galilei. Syn Człowieczy musi być wydany w ręce grzeszników, musi być ukrzyżowany, by trzeciego dnia zmartwychwstał. Wtedy przypomniały sobie Jego słowa. Wróciwszy od grobowca, opowiedziały wszystko Jedenastu i pozostałym. Były to: Maria Magdalena, Joanna i Maria matka Jakuba. Inne również opowiadały razem z nim to samo apostołom. Lecz im słowa te wydawały się urojeniami i nie uwierzyli w nie. Piotr jednak wyruszył, przybiegł do grobu i pochyliwszy się zobaczył same tylko bandaże. I wrócił nie mogąc się nadziwić temu, co zaszło. Lecz oto dwaj spośród nich poszli tego samego dnia do miasteczka Emaus, które było odległe o sześćdziesiąt stadiów od Jerozolimy. I rozmawiali o tym wszystkim, co się wydarzyło. A kiedy tak rozprawiali i zastanawiali się wspólnie, przyłączył się do nich sam Jezus i szedł z nimi. Lecz ich oczy były niejako zakryte, żeby Go nie rozpoznali. On zaś rzekł do nich: Cóż to za rozmowy prowadzicie idąc? A oni zatrzymali się i byli przy tym smutni. Wtedy jeden z nich, ten, któremu było na imię Kleofas, powiedział: To ty mieszkasz w Jerozolimie i nie wiesz, co się tam stało w ciągu ostatnich dni? A On zapytał: A cóż takiego? Wtedy Mu powiedzieli: Nie słyszałeś o Jezusie Nazareńskim, który był prorokiem potężnym w czynie i w słowach wobec Boga i całego ludu? I o tym jak najwyżsi kapłani i przywódcy nasi skazali Go na karę śmierci i jak Go ukrzyżowali? A myśmy się tak spodziewali, że On wyzwoli Izraela. Lecz oto dziś mija trzeci dzień od czasu, jak się to wszystko stało. A niektóre z naszych kobiet jeszcze bardziej nas przeraziły. Były bowiem już przed świtem przy grobowcu i nie znalazłszy Jego ciała, przybiegły i powiedziały, że widziały aniołów, którzy im oznajmili, że On żyje. Poszli tedy niektórzy z naszych do grobu i zastali wszystko tak, jak mówiły kobiety. Lecz Jego samego nie znaleźli. Wtedy On powiedział do nich: O niemądrzy! Jakże trudno uwierzyć wam w to wszystko, co mówili prorocy. Czyż nie tak właśnie miał cierpieć Mesjasz, żeby potem wejść do swej chwały? I rozpoczynając od Mojżesza, poprzez wszystkich proroków wyjaśniał im, co było o Nim we wszystkich Pismach. I tak znaleźli się już blisko miasteczka, do którego szli. On zamierzał – jak się wydawało – iść dalej. Lecz oni nastawali na Niego mówiąc: Zostań z nami; zbliża się wieczór, dzień się już kończy. Wyszedł tedy, by zostać z nimi. A kiedy siadł z nimi do stołu, wziął chleb, pobłogosławił i połamał go, a potem podawał im. Wtedy otworzyły się im oczy i rozpoznali Go. Lecz On znikł z ich oczu. Poczęli tedy mówić do siebie: Czyż nie płonęło w nas serce, gdy przemawiał do nas w drodze i wyjaśniał nam Pisma? I powstawszy, jeszcze tej samej godziny wrócili do Jerozolimy, gdzie znaleźli Jedenastu zgromadzonych razem z tymi, którzy z nimi byli. I ci powiedzieli, że Pan rzeczywiście zmartwychwstał i ukazał się Szymonowi. Oni zaś opowiadali o tym, co im się przydarzyło podczas podróży i jak Go rozpoznali w czasie łamania chleba. I kiedy jeszcze to mówili, oto stanął pośrodku nich Jezus i powiedział: Pokój wam! A oni przerazili się i byli przekonani, że widzą ducha. Powiedział im tedy: Czemuż jesteście tak przerażeni i różne domysły cisną się wam do serca? Popatrzcie na moje ręce i nogi! To Ja jestem! Dotykajcie i przyglądajcie się! Przecież duch nie ma ciała ani kości, a Ja je mam. To powiedziawszy, pokazał im ręce i nogi. Gdy zaś oni nadal nie dowierzali i dziwili się pełni radości, powiedział im: Czy macie tu coś do jedzenia? Podali Mu tedy kawałek pieczonej ryby, a On, wziąwszy jadł na ich oczach. A potem rzekł do nich: Oto słowa, które powiedziałem do was kiedy jeszcze byłem z wami: Musi się wypełnić wszystko, co jest napisane o Mnie w Prawie Mojżeszowym, u Proroków i w Psalmach. Wtedy też oświecił ich umysły tak, aby mogli zrozumieć Pisma. I powiedział im: Tak jest napisane i dlatego Mesjasz musiał cierpieć i zmartwychwstać dnia trzeciego. W Jego imię trzeba też głosić wszystkim ludom, rozpoczynając od Jerozolimy, pokutę i odpuszczenie grzechów. Wy zaś macie świadczyć o tym wszystkim. A ja zsyłam na was obietnicę mojego Ojca. Pozostańcie w mieście aż do czasu przyodziania się w moc z góry. I wyprowadził ich poza miasto do Betanii. Tam, wzniósłszy swoje ręce, błogosławił ich. I tak, udzielając im błogosławieństwa, odszedł od nich i został zabrany do nieba. A oni, oddawszy Mu pokłon, wrócili do Jerozolimy radując się. I pozostawali ciągle w świątyni wielbiąc i wychwalając Boga.