Księga Judyty Działo się to w dwunastym roku panowania Nabuchodonozora, który zasiadał na tronie w wielkim mieście Niniwie jako król Asyryjski. W tym samym czasie w Ekbatanie rządził Arfaksad jako król Medów. To właśnie Arfaksad kazał otoczyć Ekbatanę murem z kamieni ciosanych, szerokich na trzy łokcie, a długich na sześć łokci. Wysokość muru wynosiła siedemdziesiąt łokci, a szerokość – pięćdziesiąt łokci. Wieże obronne przy bramach miejskich wznosiły się na wysokość stu łokci, ich podstawy zaś miały sześćdziesiąt łokci szerokości. Bramy miasta były wysokie na siedemdziesiąt łokci, a szerokości miały aż czterdzieści łokci, żeby poszczególne oddziały wojowników na koniach oraz piechotą mogły swobodnie wchodzić i wychodzić. Otóż w owym czasie król Nabuchodonozor prowadził wojnę z królem Arfaksadem. Do starcia doszło na rozległej równinie w okolicach Ragau. Do Arfaksada przyłączyli się mieszkańcy gór, a także ci wszyscy, którzy mieli swoje osiedla nad Eufratem, Tygrysem i Hydaspesem oraz na nizinie podległej Ariochowi, królowi Elimajczyków. Na pole walki ściągnęło wiele narodów wywodzących się od Cheleuda. Król asyryjski Nabuchodonozor rozesłał swoich gońców do wszystkich mieszkańców Persji oraz do tych, którzy mieszkali na zachodzie, zwłaszcza w okolicach Cylicji oraz Damaszku, a także wszystkich ludów Libanu i Antylibanu, do mieszkańców wybrzeża, Karmelu, Gileadu, górnej Galilei i Wielkiej równiny Ezdrelon, do zamieszkania w Samarii i w poszczególnych jej miastach, do tych, co mieszkali po drugiej stronie Jordanu, aż do Jerozolimy, do mieszkańców Batanei, Chelus i Kadesz oraz aż po Rzekę Egipską, Tafnes, Ramses, całą ziemię Goszan i dalej aż po Tanis, Memfis, do wszystkich mieszkańców całego Egiptu, po granice z Etiopią. Tymczasem nikt na całej ziemi nie posłuchał wezwania Nabuchodonozora, króla asyryjskiego. Nikt nie poszedł z nim na wojnę, gdyż nikt się go nie obawiał. W oczach ludzkich był on człowiekiem opuszczonym przez wszystkich. Dlatego obeszli się surowo z jego posłańcem i kazali im odejść z pustymi rękami. Rozgniewał się tedy Nabuchodonozor na wszystkie owe krainy i poprzysiągł na swój tron oraz na całe swoje królestwo, że zemści się szczególnie na Cylicji, Damaszku i Syrii. Postanowił zgładzić mieczem wszystkich Moabitów, Ammonitów, mieszkańców Judei oraz Egiptu aż po tereny położone nad obydwoma morzami. W siedemnastym roku swego panowania zaatakował razem ze swoim wojskiem króla Arfaksada i odniósł zwycięstwo, rozbijając całą jego konnicę i wszystkie rydwany. Zdobywał po kolei jego miasta i tak dotarł aż do Ekbatany. Opanował wieże obronne miasta, spustoszył wszystkie jego domy i zrównał je z ziemią. Samego Arfaksada dopadł w górach Ragu, przeszył go strzałami i raz na zawsze położył koniec jego panowaniu. Wtedy wrócił do Niniwy ze swoim wojskiem, złożonym z bardzo wielu wojowników. Upojony zwycięstwem ucztował z całym swym wojskiem przez sto dwadzieścia dni. W osiemnastym roku, dwudziestego drugiego dnia pierwszego miesiąca panowania króla asyryjskiego Nabuchodonozora w pałacu królewskim zaczęto sobie przekazywać wiadomość, że król ma zamiar spełnić swoją wcześniejszą groźbę zemsty na wszystkich mieszkańcach ziemi. Zebrał on wszystkich swoich urzędników i dowódców, odbył z nimi tajną naradę i postanowił zgładzić wszystkich mieszkańców ziemi. Jego doradcy również byli zdania, że należy wymordować wszystkich tych, którzy by nie usłuchali głosu króla. Kiedy król asyryjski Nabuchodonozor skończył naradę, wezwał do siebie Holofernesa, naczelnego dowódcę swoich oddziałów wojskowych i drugiego po sobie męża w całym królestwie, i powiedział mu tak: Oto, co mówi wielki król, pan całej ziemi: Wyruszysz stąd, zabierając ze sobą sto dwadzieścia tysięcy pieszych wojowników, ludzi pewnych swoich sił, oraz oddział liczący dwanaście tysięcy koni i jeźdźców. Udasz się do wszystkich krajów położonych na zachodzie, bo to ich mieszkańcy nie usłuchali mojego głosu. Wydasz im rozkaz, żeby mieli przygotowane ziemię i wodę, bo ja w swoim zagniewaniu ruszam na nich. Uprzedź ich, że stopy moich wojowników pokryją całą ziemię, a wszystko, co posiadają, padnie łupem moich ludzi. Ich doliny będą wyrównane ciałami rannych; każdy strumyk i każda rzeka wypełnią się trupami. Wziętych do niewoli uprowadzę aż na krańce ziemi. Ruszaj zatem w drogę i zdobądź dla mnie wszystkie krainy. Wszystkich zaś którzy się tobie poddadzą, zachowaj przy życiu aż do dnia, w którym zostaną ukarani. Natomiast wszystkich tych, którzy będą stawiali opór, wyniszczysz – nie oszczędzając nikogo – a ich mienie złupisz, gdziekolwiek by się znajdowało w twoim królestwie. Poprzysięgam na moje życie i na całą potęgę mojego królestwa, że wypełnię to, co powiedziałem. A ty nie waż się przekroczyć nawet najdrobniejszego polecenia twojego pana. Wypełnisz wszystko, co ci rozkazałem; wykonasz wszystko bezzwłocznie! Holofernes, odszedłszy od swojego pana, zgromadził wszystkich starszych ludu, dowódców wojskowych i znakomitszych wojowników asyryjskich i wybrał – zgodnie z poleceniem króla – najdzielniejszych mężów. Było ich razem sto dwadzieścia tysięcy pieszych wojowników oraz dwanaście tysięcy łuczników na koniach. Wszystkich uformował w oddziały bojowe. Do przenoszenia sprzętu wojennego przygotowano ogromną liczbę wielbłądów, osłów i mułów. Na wyżywienie całego wojska przeznaczono niezliczone stada owiec, wołów i kóz. Zabrano też wiele żywności dla wszystkich, a z pałacu królewskiego dużo złota i srebra. I tak ruszył w drogę razem z całym swoim wojskiem wyprzedzając króla Nabuchodonozora, aby z pomocą swych rydwanów, jeźdźców i doborowych oddziałów zająć wszystkie kraje na zachodzie. Dołączały też do nich gromady spośród ludów sprzymierzonych tak liczne jak szarańcza albo jak piasek na pustyni. Nikt nie był w stanie tego wszystkiego policzyć. Wyszedłszy z Niniwy, wędrowali przez trzy dni i dotarli do równiny Bektilet, gdzie też – w pobliżu góry leżącej w północnej części Cylicji – rozbili swój obóz. Stamtąd, zebrawszy uprzednio całe swoje wojsko, wszystkich pieszych, konnicę i rydwany, udał się Holofernes w okolice górzyste. Zdobył miasta Fud i Lud, ograbił ze wszystkiego Rassitów oraz Izmaelitów, mieszkających na skraju pustyni, w południowej części Cheledonu. Potem przeprawił się przez Eufrat i przemierzył całą Mezopotamię; następnie zburzył wszystkie warownie wzdłuż rzeki Abrana, aż do wybrzeża morskiego. Zajął obszar całej Cylicji, a wszystkich, którzy mu stawiali opór, wycinał w pień. I tak dotarł aż do granic Jafetu, położonego na południu, niedaleko Arabii. Następnie okrążył Madianitów, spalił ich namioty i zabrał im bydło. Z nadejściem żniw pszennych przeniósł się na równinę Damaszku. Po drodze palił dojrzewające zboża, wybijał stada owiec i bydła, łupił miasta, niszczył uprawne pola, a wszystkich młodych ludzi zabijał mieczem. Strach i przerażenie spadły na mieszkańców osiedli przybrzeżnych, Tyru i Sydonu, Sur i Okiny i na ludność żyjącą w Jamnii. Przelękli się go także bardzo mieszkańcy Aszdodu i Aszkelonu. Wysłali więc do niego swoich ludzi, żeby go pozdrowili i przemówili do niego tak: Padamy ci do nóg, my, słudzy wielkiego króla Nabuchodonozora. Uczyń z nami, co chcesz. Czyń także, co chcesz, z naszymi domostwami, całymi osiedlami, polami uprawnymi, stadami zwierząt małych i dużych, z naszymi namiotami i obozowiskami. Rób z tym wszystkim, co ci się podoba. Oddają ci się także nasze miasta ze swymi mieszkańcami. Przychodź i czyń z nimi, co uznasz za słuszne. Takie to słowa przekazali owi wysłannicy Holofernesowi. A on tymczasem przybył ze swoim wojskiem do okolic nadmorskich, zajął wszystkie miasta warowne, a spośród ich mieszkańców wybrał sobie najdzielniejszych wojowników i wzmocnił nimi własne oddziały. Mieszkańcy zarówno tych miast, jak i całego kraju przyjmowali go z kwiatami, tańcząc przy odgłosach bębnów. Mimo to kazał poniszczyć wszystkie ich miejsca kultu na wyżynach i wyciąć święte gaje. Otrzymał bowiem polecenia zburzenia posągów wszystkich bożków na całej ziemi. Od tej chwili wszystkie narody miały czcić tylko Nabuchodonozora, wszystkie pokolenia ludzkie tylko do niego miały się zwracać jak do boga. I tak dotarł on aż do Ezdrelonu, niedaleko miasta Dotaja, położonego na początku długiego pasma gór judzkich. Rozbił swoje namioty pomiędzy Gaibal a Scytopolis i pozostał tam przez cały miesiąc, aż się zgromadziły wszystkie tabory jego wojska. Izraelici, którzy mieszkali w Judei, również słyszeli o tym wszystkim, co Holofernes, naczelny dowódca wszystkich wojsk króla asyryjskiego Nabuchodonozora, uczynił innym narodom, jak złupił i zniszczył ich świętości. Ogarnęło ich zatem wielkie przerażenie. Obawiali się szczególnie o los Jerozolimy oraz świątyni ich Pana Boga. Nie upłynęło przecież jeszcze zbyt wiele czasu od ich powrotu z wygnania. Nie tak dawno zgromadzili się wszyscy mieszkańcy Judei, aby uczestniczyć w poświęceniu naczyń przybytku, ołtarza i całej świątyni po jej zbezczeszczeniu. Rozesłali tedy swoich ludzi po całej Samarii i Kona, do Bet–Choron, Belmain, Jerycha, Choba i Esora oraz w dolinę Salem, obsadzili wszystkie najwyższe wzniesienia górskie, umocnili swoje osiedla i zaopatrzyli je w żywność na czas wojny, bo na polach dopiero co zakończono żniwa. Joakim, który był wtedy najwyższym kapłanem w Jerozolimie, napisał do mieszkańców Betulii oraz Baitomestaim, miast położonych naprzeciw Ezdrelonu w pobliżu równiny Dotain, żeby obsadzili wszystkie przejścia górskie, gdyż przez nie można było przedostać się do Judei. Tam też łatwiej było powstrzymać natarcie nieprzyjaciół, bo szlaki górskie były tak wąskie, że dwaj ludzie z trudnością mogli się na nich wyminąć. Uczynili więc Izraelici wszystko tak, jak im nakazali najwyższy kapłan Joakim i starsi Izraela z Jerozolimy. Poza tym wszyscy mężowie izraelscy zanosili nieustanne modły do Boga i czynili pokutę, poszcząc bardzo surowo. W wory pokutne przyodziali nie tylko samych siebie, swoje żony i dzieci, lecz ponakrywali nimi także zwierzęta i kazali w nich chodzić także wszystkim cudzoziemcom, którzy wśród nich mieszkali, robotnikom najemnym i niewolnikom. Wszyscy mieszkańcy Jerozolimy, ich żony i dzieci, padali na twarz przed świątynią, posypywali sobie głowy popiołem i przywdziewali szaty pokutne. Nawet ołtarze nakryli pokutnym worem. Wszyscy też razem natarczywie wołali do Boga Izraela, prosząc Go żeby nie dopuścił do zabrania im dzieci, żeby ich żony nie wpadły w ręce wroga i żeby nie uległy zniszczeniu miasta, które dostali w dziedzictwie, żeby nie została zbezczeszczona i spustoszona świątynia, stając się powodem drwin dla wszystkich pogan. I słyszał Pan ich wołanie, i widział całą ich nędzę. A lud pościł przez wiele dni w całej Judei i w Jerozolimie przed przybytkiem Pana Wszechmogącego. Szaty pokutne przywdzieli również: najwyższy kapłan Joakim, wszyscy kapłani pełniący służbę w świątyni, a także pozostali słudzy Pańscy. Tak przyodziani składali codzienne całopalenie oraz ofiary, o których złożenie prosił cały lud. Głowy okryte zawojami posypywali popiołem i ze wszystkich sił wołali do Pana, aby raczył się ulitować nad całym domem Izraela. Holofernes, naczelny dowódca wojsk asyryjskich, dowiedział się wkrótce, że Izraelici przygotowują się do wojny, że już zamknęli wszystkie przejścia górskie, że umocnili wszystkie szczyty, a w dolinach poustawiali zapory. Na wieść o tym rozgniewał się bardzo i wezwał do siebie wszystkich książąt moabeskich, ammonickich przywódców wojskowych, a także zarządców okolic nadmorskich, i powiedział im tak: Powiedzcie mi, synowie Kanaanu, co to są za ludzie, którzy mieszkają w górach? Jak się nazywają zamieszkane przez nich miasta? Ilu mogą oni mieć wojowników i w czym tkwi ich moc oraz siła? Kto jest ich królem, kto dowodzi ich wojskami? Dlaczego spośród wszystkich ludów zachodnich tylko oni jedni nie wyszli mi na spotkanie? Odpowiedział mu na to Achior, przywódca Ammonitów: Racz, panie mój, wysłuchać tego, co pragnie ci powiedzieć twój sługa. Chcę powiedzieć ci całą prawdę o ludziach, którzy zamieszkują pobliskie góry. Ani jedno fałszywe słowo nie wyjdzie z ust twego sługi. Ludzie ci są potomkami Chaldejczyków. Osiedlili się oni początkowo w Mezopotamii, ponieważ nie chcieli już dłużej służyć bogom swych ojców na ziemi chaldejskiej. Odstąpili od wiary swoich przodków i zaczęli czcić Boga zastępów niebieskich, którego uznali za swego Boga. Dlatego również Chaldejczycy usunęli ich z ziemi bogów chaldejskich. Znaleźli oni schronienie w Mezopotamii, gdzie też zatrzymali się na pewien czas. Ale ich Bóg nakazał im pozostawić ich osiedla i udać się do Kanaanu, gdzie też się osiedlili. Z czasem zdobyli znaczne bogactwa w postaci złota, srebra i licznych stad zwierząt. Ponieważ jednak Kanaan nawiedziła klęska głodu, udali się do Egiptu i pozostawali tam tak długo, na jak długo starczyło im pożywienia. Tam też stali się tak liczni, że nikt nie był już w stanie ich zliczyć. Wystąpił tedy przeciwko nim król Egiptu i powziął chytry zamiar wytracenia ich ciężką pracą przy wyrobie cegieł. Gnębił ich i traktował jak zwykłych niewolników. Wtedy zaczęli błagać o pomoc Boga. I nawiedził Bóg cały Egipt różnymi plagami, przed którymi nie było żadnego ratunku. Dlatego wypędzili ich Egipcjanie ze swojego kraju. Bóg zaś osuszył przed nimi Morze Czerwone, przywiódł ich do góry Synaj i aż do Kadesz-Barnea, usuwając z ich drogi wszystkich mieszkańców pustyni. Potem osiedlili się w kraju Amorytów i ostrzem mieczy swoich wojowników wytracili wszystkich mieszkańców Cheszbonu. Następnie przeprawili się przez Jordan i zajęli całą górzystą część kraju, usuwając po drodze Kananejczyków, Peryzzytów, Jebuzytów, Sychemitów oraz wszystkich Girgaszytów. Przez dłuższy czas pozostawali na ich ziemiach. Wiodło im się dobrze, dopóki nie zaczęli grzeszyć przeciwko swemu Bogu. Bóg, który się nimi opiekował, nie znosi bowiem żadnej nieprawości. Kiedy więc zaczęli schodzić z drogi wskazanej im przez Boga, wielu z nich zginęło w coraz to liczniejszych wojnach, a w końcu, wielu musiało pójść jako wygnańcy do niewoli, która ich czekała w obcym kraju. Świątynia ich Boga została zrównana z ziemią, a wszystkie ich miasta dostały się w ręce wrogów. Ale potem znów żebrali o pomoc swego Boga i wrócili do ojczyzny spośród obcych ludów, między którymi zostali rozproszeni. Ponownie zamieszkali Jerozolimę, w której znajduje się ich świątynia, i osiedlili się na nowo w opuszczonych kiedyś okolicach górskich. Teraz zatem, panie mój i władco, jeśli ciąży na tym ludzie jakaś wina, jeśli dopuścił się jakiegoś grzechu przeciwko swemu Bogu, to będziemy wiedzieli, że sam stał się winien swojego nieszczęścia. Sami też wejdziemy na góry i sprowadzimy na nich zagładę. Gdyby się jednak okazało, że lud jest bez winy, to racz poniechać o mój panie. Jeśli bowiem wystąpisz przeciw nim, ich Pan Bóg mógłby pośpieszyć im z pomocą, a my stalibyśmy się pośmiewiskiem dla całej ziemi. Usłyszawszy te słowa Achiora wszyscy zebrani wokół namiotu zaczęli głośno szemrać. Dowódcy wojskowi Holofernesa, a także wszyscy mieszkańcy nadbrzeżnych okolic oraz Moabici domagali się, żeby zgładzono Achiora. Mówili bowiem: Wcale nie lękamy się Izraelitów. Są to ludzie, którzy nie potrafią i nie mają siły stawić czoła w walce. Dlatego pozwól nam, władco Holofernesie, ruszyć w góry i ich zaatakować, a na pewno wszyscy legną u twoich stóp. Kiedy już nieco osłabło wzburzenie mężów tworzących radę wojenną, Holofernes, naczelny wódz wojsk asyryjskich, tak przemówił do Achiora i wszystkich Moabitów, a jego słowa słyszał także wielki tłum cudzoziemców: A kimże ty jesteś, Achiorze, co oznacza obecność tu tylu najemników Ammona? Cóż to za proroctwa wygłaszasz dzisiaj twierdząc, ze nie da się nam pokonać ludu izraelskiego, bo go wspiera jego Bóg? czy w ogóle jest jakiś Bóg prócz Nabuchodonozora? Użyje on swojej potęgi i zmiecie ich z powierzchni ziemi, i nic im ich Bóg nie pomoże. A my, jego słudzy, zetrzemy w proch ich wszystkich jak jednego męża. Nie będą w stanie powstrzymywać naporu naszej konnicy. Nasze oddziały konne stratują ich tak, że góry przesiąkną ich krwią, a ciałami ich będą usiane pola. Nie będą mogli się nam oprzeć. Wszyscy zginą. To mówi Nabuchodonozor, król i władca całej ziemi. On tak postanowił i słowa jego nie mogą być daremne. Ty zaś Achiorze, najemniku Ammona wyrzekłeś te słowa na swoją zgubę. Od dziś nie pokazuj mi się nawet na oczy, dopóki nie dokonam mojej zemsty na tym narodzie przybyłym z Egiptu. Gdy już dopełnię tego dzieła, wtedy miecz mojego wojska i włócznia sług moich dosięgną twoich kości, i tak polegniesz między zabitymi. A teraz moi słudzy wyprowadzą cię w góry i pozostawią w jednym z miast na przełęczach górskich. I tam zginiesz razem z jego mieszkańcami. Ale jeśli nadal żywisz w sercu swoim nadzieję, że oni nie zostaną pokonani, to nie powinieneś tak drżeć teraz ze strachu. To powiedziałem i każde moje słowo musi się wypełnić. Potem rozkazał Holofernes sługom trzymającym straż przy jego namiocie pochwycić Achiora, odprowadzić go do Betulii i wydać w ręce Izraelitów. Pochwycili go zatem jego słudzy, wyprowadzili z obozowiska na równinę, a potem ruszyli w stronę gór i po jakimś czasie dotarli do źródeł znajdujących się tuż koło Betulii. Gdy zobaczyli ich mieszkańcy miasta, chwycili za broń i wyszli z miasta na jeden ze szczytów górskich. Równocześnie ludzie uzbrojeni w proce zagrodzili im drogę wiodącą na szczyt i miotali na nich kamienie. A oni, kryjąc się za ścianą górską, skrępowali Achiora, porzucili go u stóp góry i odeszli do swojego pana. Wtedy wyszli z miasta Izraelici, znaleźli Achiora, rozwiązali go, przyprowadzili do Betulii i postawili przed zarządcami miasta, którymi w tym czasie byli Ozjasz, syn Miki z pokolenia Symeona oraz Chabris, syn Gotoniela, i Charmis, syn Melkiela. Zwołali wówczas wszystkich starszych miasta. Na zgromadzenie to przybyli także wszyscy młodzi mężczyźni i kobiety. Potem do zgromadzonych przyprowadzono Achiora, którego Ozjasz wypytywał o wszystko, to co się stało. Achior opowiedział o całym zajściu na radzie wojennej Holofernesa, powtórzył to wszystko, co sam powiedział o obecności dowódców asyryjskich, a nade wszystko to, co z taką butą mówił przeciwko Izraelowi Holofernes. Rzucił się tedy cały lud na ziemię i zaczął błagać o pomoc Boga, mówiąc: Panie, Boże zastępów niebieskich! Wejrzyj na nas i popatrz, jak tamci są wyniośli. Ulituj się nad naszym upokorzonym narodem! Wejrzyj dziś łaskawie na tych, którzy się Tobie poświęcają. Potem zaczęli dodawać Achiorowi odwagi, chwaląc go przy tym bardzo. Ozjasz zabrał go ze sobą ze zgromadzenia, zaprowadził do własnego domu i przygotował ucztę dla starszych miasta. Przez całą noc nie przestawano wołać o pomoc do Boga Izraela. Następnego dnia Holofernes wydał rozkaz wszystkim swoim oddziałom oraz wojownikom najemnym, ażeby ruszyli na Betulię, obsadzili przejścia górskie i przygotowali się do walki z Izraelitami. Jeszcze więc tego dnia ruszyły w drogę wszystkie jego oddziały. Całe wojsko liczyło sto siedemdziesiąt tysięcy jeźdźców; do tego dochodziły niezliczone tabory i ci, którzy się nimi zajmowali – ogromny tłum ludzi. Rozbili swoje namioty na równinie pod Betulią w pobliżu źródła i zajęli rozległy teren, szeroko od Dotain do Belbaim, a długi od Betulii do Kyamon, które graniczy z doliną Ezdrelonu. Kiedy Izraelici zobaczyli takie tłumy ludzi, przerazili się i zaczęli mówić: Przecież to mrowie ludzkie spustoszy cały kraj. Ich naporu nie wytrzymają ani wysokie góry, ani doliny, ani żadne wzniesienie. Dlatego wszyscy chwycili za broń, pozapalali ognie na wieżach obronnych miasta i przez całą noc trzymali straże. Następnego dnia nadciągnął Holofernes ze swoją konnicą na oczach wszystkich Izraelitów zgromadzonych w Betulii. Najpierw zbadał wszystkie przejścia wiodące do miasta, potem odszukał źródła wody i polecił ich pilnować. Następnie rozkazał zostawić tylko uzbrojone posterunki, a sam odszedł do swego wojska. Wtedy to przybyli do niego dowódcy wojskowi Edomitów, starsi Moabitów oraz zarządcy prowincji nadbrzeżnych i powiedzieli: Racz, władco nasz, wysłuchać naszej rady, jeśli chcesz, żeby twoich wojowników nie spotkało nic złego. Otóż musisz wiedzieć, że cały naród izraelski liczy nie tyle na swoje miecze, ile na wysokie góry, które zamieszkuje. I rzeczywiście, nie jest łatwo dostać się na same szczyty gór, w których oni mieszkają. Dlatego, władco nasz, unikaj z nimi starcia w otwartej bitwie; w ten sposób nie utracisz ani jednego spośród twoich wojowników. Pozostań w twoim obozie i nie narażaj na niebezpieczeństwo nikogo spośród twoich ludzi! Wystarczy, ze twoi słudzy obsadzą źródło znajdujące się u podnóża gór. Stamtąd bowiem czerpią mieszkańcy Betulii wodę dla siebie. Po pewnym czasie tak dokuczy im pragnienie, że sami zaczną wychodzić z miasta. Tymczasem my razem z naszymi ludźmi zajmiemy sąsiednie szczyty górskie i będziemy pilnowali, żeby nikt nie mógł się wydostać z miasta. Wtedy zaczną padać z głodu razem ze swymi żonami i dziećmi i zanim jeszcze dobędziemy na nich miecze, będą leżeli beż życia na drogach przed swymi domami. I tak surowo im odpłacisz za opór, jaki ci stawiali, zamiast wyjść ci naprzeciw i prosić pokornie o pokój. Słowa te spodobały się Holofernesowi i jego dowódcom wojskowym. Wydał tedy rozkaz, żeby się trzymano tej rady. Uformowano zatem specjalny oddział Ammonitów, dołączając do nich pięć tysięcy Asyryjczyków, którzy udali się razem w drogę. Pierwszy obóz rozbili na równinie, obsadzając studnie i źródła wody Izraelitów. Edomici zaś i pozostali Ammonici rozbili swoje namioty na górze naprzeciw miasta Dotain. Jeszcze inne oddziały wojska posłano na południe i na wschód, w kierunku miasta Egrebel, położonego niedaleko Chus nad potokiem Mochmur. Reszta Asyryjczyków obozowała na równinie, opanowawszy cały kraj. Ich namioty i wszystkie tabory tworzyły ogromny obóz. Mnóstwo ludzi było wprost niezliczone. A Izraelici nieustannie wołali o pomoc do swego Pana i Boga. Upadli bowiem na duchu, widząc, że wróg otoczył ich ze wszystkich stron i że nie ma już żadnej możliwości wydostania się z okrążenia. Po trzydziestu czterech dniach oblegania ich przez całe wojsko asyryjskie a więc oddziały najemników, rydwanów i konnicę, mieszkańcom Betulii zaczęło brakować wody; opróżnione zostały wszystkie zbiorniki na wodę. Cysterny były puste. W ciągu następnych dni nikt z oblężonych nie mógł się napić do syta. Woda była wydzielana w niewielkiej ilości. Padały więc z pragnienia ich dzieci, kobiety i młodzież mdleli z pragnienia, padając na ulicach miasta i przy miejskich bramach. Wszyscy byli bardzo wyczerpani. Wtedy zebrał się cały lud, młodzież, kobiety i dzieci, przyszli do Ozjasza oraz naczelników miasta i zaczęli głośno lamentować, wołając do starszych ludu: Niech sam Bóg będzie naszym i waszym sędzią, ale wyrządziliście wielką krzywdę nam wszystkim nie chcąc zawrzeć układu pokojowego z Asyryjczykami. Teraz nie ma już dla nas żadnego ratunku, gdyż Bóg wydał nas w ich ręce. Będziemy padali z pragnienia, ginąc na ich oczach. Nie zostaje wam już teraz nic innego jak wezwać ich tu i wydać miasto na łup wojownikom i całego wojska Holofernesa. Lepiej będzie dla nas, jeśli dostaniemy się w ich ręce. Staniemy się, co prawda, ich niewolnikami, ale ocalimy nasze życie i nie będziemy musieli patrzeć własnymi oczyma na konanie naszych niemowląt, kobiet i dzieci. Zaklinamy was na niebo i ziemię, na naszego Boga i Pana naszych ojców, który nas karze dziś za nasze grzechy i za występki naszych ojców, prosząc, żeby Bóg raczył nie wypełniać dziś na nas wszystkich gróźb swoich. I całe zgromadzenie podniosło bardzo głośny lament. Wszyscy wołali donośnym głosem do Boga i Pana. Ale Ozjasz powiedział do nich: Bracia, odwagi! Musimy wytrzymać jeszcze pięć dni. W tym czasie Pan, nasz Bóg, znów okaże nam swoje miłosierdzie. Nie opuści nas na zawsze. Jeżeli w ciągu tych dni nie przyjdzie nam z pomocą, uczynię to, czego się domagacie. Potem odprawił ludzi i kazał im wrócić na stanowiska. Udali się więc wszyscy na mury i wieże obronne miasta. Kobietom zaś i dzieciom kazał wrócić do domów. W całym mieście panowało wielkie przygnębienie. O tym, wszystkim usłyszała też Judyta, córka Merariego, syna Usa, syna Józefa, syna Uzzjela, syna Chilkiasza, syna Ananiasza, syna Gedeona, syna Refaima, syna Achitoba, syna Eliasza, syna Chilkiasza, syna Eliaba, syna Natanaela, syna Szelumiela, syna Suriaszaddaja, syna Izraela. Jej mąż, który miał na imię Manasses i pochodził z tego samego pokolenia i rodu co ona, umarł podczas żniw jęczmiennych. Przebywając zbyt długo na polu z wiążącymi snopy, doznał porażenia słonecznego. Wróciwszy do domu musiał się położyć i wkrótce zmarł w swoim rodzinnym mieście, Betulii. Pochowano go obok jego przodków na polu pomiędzy Dotain i Balamon. Minęły już trzy lata i cztery miesiące, odkąd Judyta pozostawała jako wdowa w swoim domu. Na płaskim dachu domu ustawiła namiot, przywdziała wór pokutny i nosiła strój wdowi. Od czasu gdy została wdową, pościła każdego dnia, wyjąwszy wigilii szabatu, szabaty, dni przed nowiem i dni nowiu księżycowego oraz wszystkie święta i radosne dni całego domu Izraela. Była to kobieta piękna i pełna wdzięku. Jej mąż Manasses, pozostawił jej wiele złota, srebra, a także sług i służebnicę, bydło i pola uprawne – wszystko to stało się jej własnością. Nikt nie miał jej nic do zarzucenia, gdyż była to kobieta prawdziwie bogobojna. Judyta również słyszała, jak uskarżano się na zarządcę miasta, gdyż ludzie, nękani brakiem wody, zaczęli tracić nadzieję na ocalenie. Dowiedziała się także o tym, co powiedział ludziom Ozjasz, że mianowicie poprzysiągł wydać po pięciu dniach miasto w ręce Asyryjczyków. Wtedy to przez służebnicę, która zarządzała całym jej domem, kazała zaprosić do siebie starszych miasta Chabrisa i Charmisa. Gdy przyszli do niej, powiedziała im tak: Posłuchajcie mnie, przywódcy ludu mieszkającego w Betulii! Nie mieliście racji w tym, coście powiedzieli całemu ludowi, składając przysięgę, którą związaliście niejako waszego Boga i samych siebie. Oświadczyliście, że wydacie całe miasto w ręce naszych wrogów, jeżeli Pan nie przyjdzie nam w najbliższych dniach z pomocą. A kimże wy jesteście, że wobec całego ludu wystawiacie dziś Boga na próbę, a siebie samych stawiacie na miejscu przeznaczonym tylko dla Boga? Ośmieliliście się wystawić na próbę Pana wszechmogącego i ciągle nic jeszcze nie rozumiecie. Przecież daleko wam do tego, żebyście mogli przeniknąć do głębi ludzkiego serca i poznać tajniki ludzkiego ducha, a chcielibyście przeniknąć Tego, który stworzył wszystko? Nie doprowadzajcie do gniewu Pana i Boga naszego! Gdyby się nawet okazało, że nie pospieszy nam w ciągu tych pięciu dni z pomocą, to przecież On wie najlepiej, kiedy ma nam pomóc, a kiedy wydać nas w ręce wrogów. Nie próbujcie wymuszać na Panu, Bogu naszym. Bóg nie jest bowiem jak człowiek, któremu można czymś zagrozić, albo jak syn człowieczy, którego można do czegoś nakłonić. Zechciejmy oczekiwać wybawienia tylko od Niego, tylko Jego błagajmy o pomoc. A On wysłucha nas wtedy, kiedy to będzie odpowiadało Jego woli. Jednego nie było u nas nie ma nadal: nie ma wśród nas pokolenia ani rodziny, ani osiedla, ani miasta, gdzie czczono by posągi bogów uczynionych ludzkimi rękami, tak jak się to kiedyś u nas zdarzało i za co nasi ojcowie byli karani mieczem i wydawani na pastwę nieprzyjaciół, na oczach których cierpieli różne udręki. Ale my prócz Jego jedynego nie znamy żadnego innego Boga. I dlatego mamy nadzieję, że On ani nas samych, ani naszego ludu nie opuści. Jeśli nas bowiem zwyciężą, to wezmą w posiadanie całą Judeę i złupią naszą świątynię. A wtedy Bóg za zbezczeszczenie świątyni zażąda naszej krwi jako zapłaty. Nasi bracia będą mordowani, nasz kraj się wyludni, opustoszeją ziemie dane nam w dziedzictwo. Cały ten ciężar naszego udręczenia spadnie na nas wobec pogan, którym będziemy musieli służyć jako niewolnicy, stając się dla nich pośmiewiskiem i przedmiotem drwin. A stan naszego zniewolenia nigdy już nie zamieni się dla nas w dobro. Przeciwnie, Pan nasz i Bóg sprawi, że przyczyni się ono do naszego jeszcze większego pohańbienia. Dlatego, bracia drodzy, pokażmy teraz naszym rodakom, że od nas zależy ich życie i że mogą na nas liczyć, gdy trzeba będzie bronić naszych świętości, to jest świątyni i ołtarza. Przy tym wszystkim jednak dziękujmy naszemu Panu i Bogu za to, że nas dziś doświadcza tak, jak kiedyś naszych ojców. Przypominajcie sobie, co uczynił Abrahamowi, jak postąpił z Izaakiem, co wycierpiał w Mezopotamii aramejskiej Jakub, gdy musiał pilnować owiec Labana, brata własnej matki. Jak kiedyś bowiem wszystkich tych ludzi doświadczał w ogniu, próbując w ten sposób ich serca, tak też i na nas nie wydał wyroku potępienia. Pan karci wszak tych, którzy się do niego zbliżają, aby się opamiętali. Odpowiedział jej Ozjasz tak: Wszystko, co powiedziałaś, pochodzi ze szlachetnego serca, i nie ma tu nikogo, kto mógłby się sprzeciwić choćby jednemu twojemu słowu. Twoja mądrość objawiła się nie dopiero dzisiaj. Cały lud od twojej młodości zna twoją roztropność i wie dobrze, jak bardzo prawe są wszystkie pragnienia twego serca. Teraz jednak cały lud cierpi wskutek bardzo dotkliwego pragnienia. Zmuszają nas, byśmy uczynili przynajmniej to, cośmy im obiecali; przypominają o złożonej przysiędze, której nie wolno nam złamać. Módl się zatem teraz za nami, bo jesteś kobietą bogobojną. Ufamy bowiem, że dzięki twojej modlitwie Pan ześle nam deszcz i napełni nasze zbiorniki wodne, tak iż nie będziemy już padać z wyczerpania. Judyta odpowiedziała im tak: Posłuchajcie mnie. Zamierzam dokonać dzieła, o którym po wielu, wielu latach będzie się opowiadać dzieciom naszego ludu. Jeszcze tej nocy stańcie przy bramie, a ja ze swoją służebnicą wyjdę poza mury. Pan zaś, zanim nadejdzie ten czas, w którym chcieliście wydać nasze miasto w ręce wroga, przez moje ręce, ześle Izraelowi swoją łaskawą pomoc. Nie wypytujcie mnie o nic więcej, nie powiem wam już nic, dopóki nie dokonam dzieła, które zamierzyłam. Ozjasz i zarządcy miasta powiedzieli jej tedy: Idź w pokoju, a Bóg i Pan nasz niech ci dopomoże wymierzyć karę naszym wrogom. Następnie opuścili namiot i wrócili na swoje stanowiska. Tymczasem Judyta rzuciła się na ziemię, posypała sobie głowę popiołem i odsłoniła wór pokutny, który miała na sobie. Był to akurat czas składania wieczornej ofiary kadzielnej w świątyni jerozolimskiej. I tak zaczęła Judyta wołać donośnym głosem do Pana: Panie, Boże Symeona, ojca mego pokolenia! Dałeś mu miecz do ręki, aby wymierzył karę wrogom, odsłaniając łono dziewicy dla zbezczeszczenia, obnażając jej biodra ku pohańbieniu. A przecież wyraźnie mówiłeś, że tak dziać się nie może. Lecz oni czynili to wszystko. Dlatego wydałeś ich starszych w ręce morderców, a cały ich obóz we krwi skąpałeś, odpłacając im tak za ich podstęp. Zgładziłeś ich niewolników razem z ich panami, a władców starłeś razem z ich tronami. Żony ich wydałeś na łup wrogowi, a córki pozwoliłeś zabrać do niewoli, cały zaś ich dobytek dałeś swoim drogim synom, tym, co płoną miłością ku Tobie, brzydzą się bezczeszczeniem krwi własnej i do Ciebie o pomoc wołają. Boże mój, Boże, racz wysłuchać i mnie, wdowy. Tyś uczynił to wszystko, co było dawniej i jeszcze przedtem, i co potem było, obmyśliłeś także to, co się dziś dzieje i co się dopiero stanie; wszystko, jak pomyślałeś, tak się stało. Wszystkie Twoje postanowienia stają przed Tobą i mówią: Oto jesteśmy! Wszystkie Twoje drogi są już przygotowane, a zamiary Twoje to rzeczy, które istnieją. Oto Asyryjczycy, potężni siłą wojowników, rumakom i jeźdźcom, pysznią się mocą niezliczonej piechoty, licząc na swoje tarcze i włócznie, łuki i proce, nie uznając w Tobie Pana, który jest w stanie skończyć wszystkie wojny. Pan znaczy Twoje imię, złam ich potęgę Twoją siłą i zetrzyj ich w Twoim gniewie. Postanowili bowiem zbezcześcić Twój przybytek, zbrukać namiot, w którym mieszka Twoje święte imię, i poobcinać mieczem rogi twych ołtarzy. Niech Twoje oczy dojrzą ich pychę, a gniew Twój niech spadnie na ich głowy, mnie zaś, wdowie, daj siły do dzieła, którego pragnę dokonać. Poraź mym chytrym słowem tak sługę, jak pana, a pana tak jak sługę, i zetrzyj ich zarozumiałość ręką słabej kobiety! Twoja bowiem potęga – to nie liczne wojsko, do Twego panowania niepotrzebni Ci mocarze, gdyż jesteś Bogiem słabych i maluczkim spieszysz z pomocą. Dla ubogich jesteś ostoją i masz w swej pieczy wzgardzonych, i wybawiasz tych, co stracili nadzieję. Ty, Boże mojego ojca, ojcze całego dziedzictwa Izraela, Panie nieba i ziemi, Stwórco bezmiarów wodnych i Królu całego stworzenia, racz wysłuchać mojej modlitwy! Spraw, żebym słowem zadała rany i sińce tym, co są przeciwni Twojemu przymierzu i Twojej świątyni, Twojej górze Syjon i miejscu zamieszkania Twoich synów. Niech cały Twój lud i wszystkie Twoje pokolenia poznają i wierzą, że jesteś Bogiem, Bogiem wszelkiej potęgi i siły, i że oprócz Ciebie nikt nie jest obrońcą Izraela. Kiedy płacząc zakończyła swoją modlitwę do Boga Izraela, kiedy już wszystko wypowiedziała, podniosła się, zawołała swoją służebnicę, weszła do domu, w którym zwykle przebywała w szabat i we wszystkie dni świąteczne. Tam zdjęła z siebie wór pokutny, odłożyła swoje wdowie szaty, wykąpała się i namaściła całe ciało różnymi wonnościami. Potem ułożyła włosy, upięła na głowie zawój, ubrała się w świąteczne szaty, te same, które nosiła jeszcze za życia swego męża, Manassesa. Na nogi włożyła sandały, nogi i ramiona upiększyła bransoletami, palce pierścieniami, uszy kolczykami. Przystroiła się we wszystkie swoje ozdoby, tak że wyglądała rzeczywiście bardzo pięknie i mogła ściągać na siebie spojrzenia wszystkich mężczyzn. Swojej służebnicy kazała wziąć bukłak wina i jedno naczynie oliwy, woreczek pełen mąki jęczmiennej, trochę suszonych fig i białego chleba. Wszystko to starannie poukładała i kazała słudze nieść. Wkrótce znalazła się przy bramie miasta Betulii, gdzie spotkały Ozjasza i starszych miasta, Chabrisa i Charmisa. Widząc ją tak zmienioną, nie mogli się nadziwić jej piękności i powiedzieli: Bóg naszych ojców niech cię uczyni narzędziem swojej łaski i niech pozwoli ci spełnić twoje zamiary dla chwały Izraela i wywyższenia Jerozolimy. Wtedy ona oddała cześć w krótkiej modlitwie Bogu i powiedziała do nich: Wydajcie rozkaz, żeby mi otwarto bramę. Chcę bowiem wyjść i uczynić to, o czym z wami mówiłam. Rozkazali tedy młodym ludziom, żeby otwarli bramę, jak tego zażądała. I otwarto bramę, przez którą Judyta wyszła na zewnątrz razem ze swoja służebnicą. Mężczyźni, którzy pozostali w mieście, patrzyli na nią do chwili, aż zaczęła schodzić z góry ku dolinie, gdzie też znikła im z oczu. Kiedy szła doliną przed siebie, w pewnej chwili natknęła się na pierwsze straże asyryjskie. Zatrzymano ją i zapytano: Do jakiego należysz narodu? Skąd przychodzisz i dokąd idziesz? A ona odpowiedziała: Należę do narodu Hebrajczyków, ale uciekam od nich, bo wiem, że wkrótce będą wydani w wasze ręce. Chciałabym dostać się do naczelnego dowódcy waszych wojsk, Holofernesa, aby mu przedstawić całą prawdę, pragnę mu wskazać drogę, którą powinien pójść, jeśli chce opanować całą górską krainę, nie tracąc przy tym żadnego ze swoich wojowników ani nie narażając nikogo na rany. Wojownicy asyryjscy słuchali jej słów i patrzyli na jej oblicze, którego pięknem byli poruszeni, a potem powiedzieli: Uratowałaś swoje życie, uciekając stamtąd z takim pośpiechem i szukając schronienia u naszego pana. Chodź teraz do jego namiotu! Kilku z nas pójdzie z tobą, by cię mu przedstawić. Nie bój się niczego, kiedy już staniesz przed nim. Powiedz mu wszystko, co masz do powiedzenia. Na pewno okaże ci wiele łaskawości. I wybrali stu wojowników, żeby towarzyszyli Judycie i jej służebnicy. I zaprowadzono je do namiotu Holofernesa. Tymczasem w całym obozie zawrzało. Wieść o przybyciu Judyty obiegła bowiem szybko wszystkie namioty. Zewsząd nadbiegli ludzie, otoczyli ją, kiedy stała przed namiotem Holofernesa, czekając na wprowadzenie jej do środka. Wszyscy podziwiali jej piękność i z uznaniem zaczęli też wypowiadać się o wszystkich Izraelitach. Mówili jedni do drugich: Jak można pogardzać ludem, który ma u siebie tak piękne kobiety? Byłoby rzeczą bardzo nierozsądną zostawić choćby jednego mężczyznę z ich plemienia. Jeżeli oszczędzimy im życie, zwiodą cały świat. W końcu ukazała się straż przyboczna Holofernesa i cały jego orszak. Gdy wszyscy już wyszli z namiotu, wprowadzono do niego Judytę. Holofernes leżał na swoim łożu, osłonięty przezroczystą tkaniną wykonaną z nitek purpurowych i złotych, między którymi znajdowały się szmaragdy oraz inne drogie kamienie. Kiedy mu powiedziano, o wprowadzeniu Judyty, wyszedł do przedsionka namiotu poprzedzany przez ludzi niosących srebrne lampy. Na widok Judyty podziw dla jej urody ogarnął Holofernesa i cały jego orszak. Ona upadła przed nim na twarz i oddała mu pokłon, ale jego słudzy zaraz podnieśli ja z ziemi. Holofernes zaś powiedział do niej: Odwagi, niewiasto, nie bój się! Nie uczyniłem dotychczas nic złego żadnemu człowiekowi, który opowiedział się po stronie Nabuchodonozora, króla całej ziemi. Na twój naród, mieszkający w górach, też nigdy nie podniósłbym swej włóczni, gdyby mi nie okazał takiej pogardy. Sami są sobie winni. A teraz powiedz mi, dlaczego od nich do nas uciekłaś. Uratowałaś się, przychodząc do nas. Bądź spokojna! Przez najbliższą noc i później będziesz cieszyć się twoim życiem. Nikt nie wyrządzi ci tu żadnej krzywdy. Przeciwnie, będą obchodzić się z tobą tak dobrze jak ze służebnicami mojego pana Nabuchodonozora. Rzekła na to Judyta: Racz łaskawie wysłuchać słów twojej niewolnicy i pozwól twojej służebnicy przemówić. Nie wypowiem tej nocy ani jednego fałszywego słowa. Jeżeli pójdziesz za radą twojej służebnicy, wszystkim twoim poczynaniom Bóg będzie błogosławił i nigdy mój pan nie będzie się trudził na próżno. Tak więc, na życie Nabuchodonozora, króla całej ziemi, na potęgę władzy tego, który cię posłał, abyś wprowadził porządek w całym świecie – to ty poddałeś pod jego władzę nie tylko ludzi, ale także dzikie zwierzęta, bydło i ptaki; dzięki twoim oczom wszystko żyć będzie pod władzą Nabuchodonozora i jego domu. Słyszeliśmy o twojej mądrości i o wspaniałych przymiotach twego ducha. Wiadomo powszechnie, ze w całym królestwie ty jeden jesteś szczególnie szlachetny, dzięki swej wiedzy wyjątkowo skuteczny w działaniu i godny podziwu w sztuce wojowania. Doszło do nas także to, co powiedziałeś o wystąpieniu Achiora podczas narady wojennej. Musisz bowiem wiedzieć, że mieszkańcy Betulii pozostawili go przy życiu, a on powtórzył nam wszystko, co powiedział tobie. I dlatego mówię ci, panie mój i władco, nie lekceważ sobie tego, co on ci powiedział, lecz weź sobie dobrze jego słowa do serca. On powiedział ci prawdę: Cały nasz naród zostanie ukarany i miecz dosięgnie go jedynie wtedy, kiedy zgrzeszy przeciwko swemu Bogu. Teraz zaś, żeby mój pan nie musiał odejść nie doprowadzając do końca swego dzieła, śmierć już nad nimi zawisła. Grzech bowiem już nimi zawładnął, a sprowadzają na siebie zagniewanie Boże, ilekroć czynią to, czego nie wolno im czynić. Kiedy bowiem wyczerpały się im zapasy żywności i wody, zdecydowali, że wybiją wszystkie trzody i żywić się będą tym, czego Bóg nie pozwolił im spożywać. Pozostawili też przeznaczyć na własny użytek pierwociny zboża oraz dziesięciny z wina i oliwy, poświęcone i przechowywane zazwyczaj przez kapłanów pełniących służbę u Boga naszego w Jerozolimie. A przecież tych rzeczy nikomu spośród ludu nie wolno nawet dotykać rękami. Ponieważ mieszkańcy Jerozolimy uczynili niegdyś to samo, mieszkańcy Betulii posłali swoich ludzi do Jerozolimy, żeby rada starszych zezwoliła im postąpić tak, jak postanowili. Lecz oto, co się wówczas stanie: Skoro tylko owo zezwolenie zostanie im doręczone i oni zaczną z niego w pełni korzystać, jeszcze tego samego dnia zostaną wydani w twoje ręce na zagładę. Otóż, kiedy to wszystko przejrzałam, postanowiłam, ja, twoja służebnica od nich uciec. Ale można też powiedzieć, że posłał mnie do ciebie sam Bóg, bym wspólnie z tobą dokonała takich rzeczy, że na wieść o nich zdumieje się cały świat. Twoja służebnica jest kobietą bogobojną, która we dnie i w nocy służy Bogu zastępów niebieskich. A teraz pragnę pozostać u ciebie, mój panie. Nocą tylko będę wychodzić do wąwozu i modlić się do Boga, a On powie mi, kiedy oni zaczną dopuszczać się swoich zbrodni. Wtedy przyjdę i natychmiast powiem ci o tym, a ty wyruszysz ze swoimi oddziałami i nikt z nich nie będzie w stanie stawić ci oporu. Wówczas ja przeprowadzę cię przez całą Judeę aż do Jerozolimy, gdzie w samym środku miasta, staniesz ze swoim rydwanem, ty zaś uprowadzisz ich jak owce, które nie mają pasterza, i nawet jeden pies nie zaszczeka na ciebie. Wszystko to zostało mi objawione dzięki łasce jasnowidzenia i otrzymałam też polecenie, żeby ci to przekazać. Słowa te podobały się Holofernesowi i wszystkim, którzy byli w jego orszaku. Nie mogli się nadziwić mądrości Judyty i mówili: Od jednego krańca ziemi po drugi nigdzie nie ma kobiety, która by tak pięknie wyglądała i tak rozsądnie mówiła. Holofernes zaś powiedział do niej: Dobrze twój Bóg uczynił, że przysłał cię tu spośród twojego ludu. W ten sposób zwycięstwo mamy zapewnione. Wszystkich tych, którzy okazali wzgardę mojemu panu, musi spotkać zagłada. Jesteś naprawdę bardzo piękna i potrafisz mądrze przemawiać. Jeżeli postąpisz tak, jak postanowiłaś, to twój Bóg będzie także moim Bogiem. Będziesz mogła zamieszkać w pałacu Nabuchodonozora, a z czasem staniesz się sławna w całym świecie. Potem kazał ją wprowadzić do pomieszczenia, w którym znajdowała się jego srebrna zastawa stołowa. Polecił także podać jej do stołu jego wyszukane potrawy, a do picia jego wino. Judyta jednak powiedziała: Nie będę tego jeść, żeby nie dawać nikomu powodu do zgorszenia. Niech podadzą mi coś z tego, co ze sobą przyniosłam. Zapytał ją tedy Holofernes: A kiedy wyczerpią się zapasy, które przyniosłaś ze sobą, skąd weźmiemy dla ciebie podobne pożywienie? Nie ma tu u nas nikogo spośród twego ludu. Rzekła na to Judyta: Na życie twoje, panie mój, zanim twoja służebnica zużyje przyniesione ze sobą zapasy żywności, dokona Pan przez moje ręce tego, co postanowił. Potem słudzy Holofernesa zaprowadzili ją do namiotu, gdzie spała aż do północy. Kiedy zmieniały się straże poranne, wstała i kazała przez specjalnego posłańca powiedzieć Holofernesowi, żeby raczył jej zezwolić wyjść na modlitwę. Wydał wtedy Holofernes polecenie swojej straży przybocznej, żeby jej w tym nie przeszkadzano. W ten sposób spędziła trzy dni w obozie, wychodząc z namiotu każdej nocy do wąwozu pod Betulią, żeby się wykąpać przy źródle wewnątrz obozu. Zawsze po kąpieli modliła się gorąco do Pana, Boga Izraela, aby zechciał jej przyjść z pomocą i podźwignąć jej lud z poniżenia. Potem, znów czysta, wracała i pozostawała w namiocie aż do wieczora, kiedy to przynoszono jej coś z jej własnych zapasów do jedzenia. Czwartego dnia Holofernes wydał ucztę, na którą kazał wezwać tylko swoją najbliższą służbę, nikogo zaś z doradców, którzy kiedyś z nim bywali. Eunuchowi Bagoasowi, który zarządzał wszystkimi jego posiadłościami, wydał Holofernes takie polecenie: Idź i powiedz owej kobiecie hebrajskiej, która znajduje się pod twoją opieką, żeby przyszła, żeby jadła wspólnie z nami i piła. Byłoby to bowiem hańbą dla nas, gdybyśmy pozwolili takiej kobiecie odejść od nas, nie nacieszywszy się nią. Sama będzie sobie z nas drwiła, jeśli jej tu nie sprowadzimy. Odszedł tedy Bagoas od Holofernesa, przyszedł do Judyty i powiedział jej: Racz, piękna pani, udać się niezwłocznie do mojego pana. Zajmiesz miejsce honorowe na przeciw niego, będziesz z nami pić wino, radując się tak, jak kobiety asyryjskie, które służą w pałacu Nabuchodonozora. Odpowiedziała mu na to Judyta: Kimże ja jestem, żebym miała odwagę sprzeciwić się mojemu panu? Oczywiście, że pragnę natychmiast uczynić wszystko, czego on sobie życzy. Będzie mi to sprawiać radość do ostatniego dnia mojego życia. Potem wstała, włożyła na siebie swoją najcenniejszą suknię i najpiękniejsze ozdoby. Jej służebnica pobiegła nieco wcześniej i rozłożyła dla niej naprzeciw Holofernesa dywan, który jej dał Bagoas. Na tym dywanie właśnie spożywała codzienne posiłki. Weszła więc Judyta i zajęła swoje miejsce. Na jej widok Holofernes odczuł niezwykłe podniecenie. Zapłonął do niej wielką żądzą i szukał chwili, by znaleźć się z nią na osobności. Od dnia, kiedy ujrzał ją po raz pierwszy, czekał niecierpliwie na okazję, żeby ją uwieść. Kiedy zachęcał ją, żeby piła i czuła się wśród nich dobrze, Judyta odpowiedziała: Napiję się bardzo chętnie, panie mój, bo nigdy w życiu jeszcze nie spotkał mnie zaszczyt tak wielki jak dnia dzisiejszego. Jadła więc i piła na oczach Holofernesa to wszystko, co przygotowała jej służebnica, Holofernesa zaś radował jej widok coraz bardziej. Pił też dużo wina; jeszcze dotąd w swoim życiu nie wypił tyle wina w ciągu jednego dnia. Gdy już zrobiło się późno, jego słudzy wyszli co prędzej, a Bagoas zamknął namiot od zewnątrz, oddzielając w ten sposób sługi od ich pana. Każdy też spieszył się do swojego posłania, gdyż wszyscy byli bardzo zmęczeni tak bardzo przeciągającą się ucztą. Judyta pozostała w namiocie sama z Holofernesem, który, pijany do nieprzytomności, leżał na swoim posłaniu. Swojej służebnicy Judyta kazała czekać, tak jak każdego dnia, tuż koło sypialni i powiedziała jej: O północy wyjdę na modlitwę. To samo powiedziała Bagoasowi. Wszyscy już poszli do siebie, tak iż nikt nie pozostał w sypialni Holofernesa. A Judyta zbliżyła się do posłania Holofernesa i tak prosiła Boga w duchu: Panie Boże wszechmocny! Wejrzyj teraz łaskawie na to, co ręce moje będą czyniły dla chwały Jeruzalem. Nadeszła chwila, w której znów możesz przygarnąć do siebie twoje dziedzictwo, ja zaś będę mogła dokonać dzieła zagłady wrogów, którzy przeciw nam powstali. Potem podeszła do wezgłowia Holofernesa, zdjęła wiszący obok jego miecz i zbliżywszy się jeszcze bardziej chwyciła go za włosy i powiedziała: O Panie, Boże Izraela, umocnij mnie w dniu dzisiejszym. Potem uderzyła dwa razy z całej siły mieczem w jego szyję i odcięła mu głowę. Następnie zsunęła jego ciało z posłania, zdjęła zasłonę znajdującą się nad posłaniem i wyszła na zewnątrz, oddając głowę Holofernesa swojej służebnicy. Służebnica włożyła głowę Holofernesa do torby na żywność i obydwie poszły jak zazwyczaj niby na modlitwę. W rzeczywistości, gdy tylko znalazły się poza obozem, okrążyły wąwóz górski, skierowały się w góry, ku Betulii, i wkrótce znalazły się przed bramą miejską. Już z daleka Judyta zaczęła wołać do strażników: Otwórzcie bramę, szybko otwórzcie bramę! Bóg jest z nami, zaprawdę, nasz Bóg jest z nami! Okazał Izraelowi swoją moc zbawczą, jego wrogów zaś surowo pokarał poprzez dzieło, którego dziś dokonał. Kiedy mieszkańcy miasta usłyszeli jej głos, zbiegli się wszyscy do bramy. Zwołano też zgromadzenie starszych miasta. I tak zebrali się więc wszyscy, od najmniejszego do największego, a wszystkim trudno było uwierzyć, że Judyta rzeczywiście wróciła. Otwarto bramę i wpuszczono obydwie kobiety do środka. Potem rozpalono ognisko, żeby oświetlić cały plac, a lud zgromadził się wokół nich. A Judyta zawołała na cały głos: Wysławiajcie Boga, wysławiajcie Go! Zaprawdę mówię wam wysławiajcie Boga! Nie odmówił bowiem swojego miłosierdzia domowi Izraela, lecz tej nocy moimi rękami zgładził naszych wrogów. Potem wydobyła z torby głowę Holofernesa i pokazała ją zebranym, mówiąc: Popatrzcie! Oto głowa Holofernesa, naczelnego dowódcy wojsk asyryjskich, a tu zasłona znad jego posłania, na którym leżał pijany. Pan zgładził go ręką kobiety. Oświadczam wam, na życie Pana, który mnie chronił przez cały czas tej wyprawy, że uwiodłam go swoim wyglądem i doprowadziłam do zguby, lecz on nie zdołał mnie splamić ani pohańbić żadnym grzechem. Cały lud czuł się tym poruszony do głębi. Wszyscy, upadłszy na twarz przed Bogiem, wołali jednym głosem: Błogosławiony jesteś, Boże nasz, za to, że tak poniżyłeś dziś naszych wrogów. Ozjasz zaś powiedział do niej tak: Błogosławiona jesteś, moja córko, przez Boga Wszechmocnego bardziej niż wszystkie inne niewiasty na całej ziemi! Błogosławiony niech będzie Pan i Bóg nasz, Stwórca nieba i ziemi. To za Jego sprawą udało ci się odciąć głowę dowódcy naszych wrogów. Pamięć o twojej ufności nigdy nie zniknie z serc ludzkich, pomnych na moc Bożą. Niech Bóg obdarzy cię wieczną chwałą i zsyła na ciebie za to obfite błogosławieństwa. Gdy lud nasz znalazł się w nieszczęściu, nie zważałaś na własne życie, lecz postanowiłaś ocalić nas od zagłady i wkroczyłaś na drogę sprawiedliwości w oczach naszego Boga. A cały lud zawołał: Amen, Amen! Wtedy powiedziała do nich Judyta: Posłuchajcie mnie, moi bracia. Weźcie tę głowę i umieśćcie ją na samym szczycie waszych murów miejskich. Jutro rano, kiedy już słońce wzejdzie ponad ziemię, niech wszyscy mężczyźni zdolni do walki chwycą za broń i wyjdą przez bramę miasta na zewnątrz. Wyznaczcie sobie dowódcę i zachowujcie się tak, jakbyście zamierzali zejść aż na równinę i zaatakować straże Asyryjczyków. W rzeczywistości jednak nie idźcie aż tak daleko. Zobaczywszy was, przednie straże wrogów zaczną się przygotowywać do walki: udadzą się czym prędzej do swego obozu, ażeby zbudzić dowódców oddziałów asyryjskich. Wszyscy będą się gromadzić koło namiotu Holofernesa. Gdy się okaże, ze samego Holofernesa nie znajdą, przerażeni rzucą się do ucieczki. Wtedy wy, a także mieszkańcy całego kraju izraelskiego, ścigając ich, będziecie ich kładli pokotem, jednego po drugim! Najpierw jednak wezwijcie Ammonitę Achiora, żeby zobaczył i rozpoznał tego, który odnosił się z taką pogardą do całego Izraela, a jego, Achiora, wysłał do nas na śmierć. Przywołano tedy Achiora, który znajdował się w domu Ozjasza. Kiedy przyszedł i zobaczył w rękach pewnego człowieka z tłumu głowę Holofernesa, padł jak martwy na ziemię. Kiedy go ocucono rzucił się do stóp Judycie, oddał jej pokłon i zawołał: Niech cię wychwalają we wszystkich namiotach Judy i pośród wszystkich narodów. Odtąd każdy kto twoje imię usłyszy, będzie drżał z przerażenia. A teraz, proszę cię, opowiedz mi wszystko, co uczyniłaś w tych dniach. I opowiedziała Judyta wobec całego ludu o wszystkim, co czyniła, dzień po dniu, od chwili udania się w drogę aż do momentu owej rozmowy. Kiedy skończyła swoją opowieść, lud zaczął wykrzykiwać i całe miasto wypełniło się głosami radości. Natomiast Achior zrozumiał, że to Bóg Izraela tego wielkiego dzieła. I całym sercem uwierzył w Boga. Kazał się też obrzezać i od tej chwili był zaliczony do domu Izraela. Tak też jest aż do dnia dzisiejszego. A kiedy tylko nastał poranek, umieszczono głowę Holofernesa na murze. Wszyscy zaś mężczyźni chwycili za broń i oddziałami zaczęli schodzić na zbocze góry. Asyryjczycy, zobaczyli ich, zaraz donieśli o tym swoim dowódcom, a ci udali się z pośpiechem do wyższych dowódców i zwierzchników. Spotkali się przy namiocie Holofernesa i powiedzieli do zarządcy wszystkich jego dóbr: Obudź naszego pana, bo oto ci pochlebcy odważyli się stawić nam czoła i szykują się do walki, samym sobie gotując zgubę. Poszedł tedy Bagoas i zaklaskał w dłonie przed zasłoną namiotu. Był bowiem przekonany, że Holofernes śpi z Judytą. Ponieważ nikt się nie odzywał, odsunął zasłonę i wszedł do sypialni. Wtedy zobaczył, ze Holofernes leżał martwy koło posłania i miał odciętą głowę. Zaczął więc krzyczeć z przerażenia, zawodzić, jęczeć, szlochać i rozdzierać swoje szaty. Potem pobiegł do namiotu, w którym przebywała kiedyś Judyta. Nie znalazłszy jej tam, rzucił się ku wojownikom stojącym na zewnątrz z krzykiem: Ci pochlebcy dopuścili się zdrady! Jedna kobieta hebrajska zhańbiła cały dom króla Nabuchodonozora. Popatrzcie tylko: Oto ciało Holofernesa martwe na ziemi, bez głowy! Kiedy to usłyszeli dowódcy oddziałów asyryjskich, rozdarli swoje szaty. Wszystkich ogarnęło wielkie przerażenie, a krzyki i nawoływania napełniły cały obóz. Na wieść o tym, co się stało, wszyscy przebywający w namiotach byli bardzo poruszeni. Ogarnął ich strach i przerażenie i nikt nie miał odwagi pozostawać dłużej w obozie. Rzucili się do bezładnej ucieczki drogami wiodącymi zarówno ku dolinie, jak i w góry. Nawet ci, którzy obozowali w górach wokół Betulii, zaczęli uciekać. Wtedy to puścili się za nimi w pościg wszyscy Izraelici zdolni do noszenia broni. Tymczasem Ozjasz rozesłał swoich ludzi do Baitomestaim, do Bebai, Chobai i Kola, i do wszystkich zakątków Izraela. Posłańcy ci opowiadali o tym, co się przydarzyło, i nakłaniali wszystkich napotkanych, aby razem z nimi ruszyli na wroga i go rozgromili. Gdy Izraelici dowiedzieli się o tym wszystkim, uderzyli jak jeden mąż na swych nieprzyjaciół i ścigali ich aż do Choby. Do walki przystąpili także mieszkańcy Jerozolimy i okolic górskich, bo im również doniesiono, co się stało z wojskami ich wroga. Tymczasem Gileadczycy i Galilejczycy zaatakowali Asyryjczyków z boku. Zadawali im ogromne straty ścigając ich aż po Damaszek i jego okolice. Ci spośród mieszkańców Betulii, którzy dotąd pozostawali w mieście, wtargnęli teraz do obozu Asyryjczyków, i zaczęli grabić co się dało, zabierając ze sobą wielkie bogactwa. To, co jeszcze zostało, wzięli Izraelici, którzy wracali z pościgu. Mieszkańcy wiosek i osiedli górskich, a także dolin, zagarnęli również niemałe łupy. A było tego wszystkiego bardzo wiele. Wkrótce przybył arcykapłan Joakim oraz urzędująca w Jerozolimie rada starszych Izraela. Chcieli nie tylko na własne oczy zobaczyć dzieło, którego Pan dokonał dla Izraela, lecz także spotkać Judytę, by przekazać jej życzenia pokoju. Gdy przyszli do niej, zaczęli ją zgodnie wychwalać, mówiąc: Tyś chwała Jeruzalem, tyś radością Izraela, tyś wielką chlubą naszego narodu. Własnymi rękami uczyniłaś to wszystko, dokonując dla Izraela wielkich czynów, a Bóg znalazł w tym upodobanie. Niech cię błogosławi wszechmocny Pan, błogosławiona bądź po wszystkie czasy. A cały lud zawołał: Amen! Przez trzydzieści dni łupili obozy nieprzyjacielskie. Judycie przekazano w darze namiot Holofernesa, wszystkie srebrne przedmioty, łoża, naczynia i wszystkie pozostałe sprzęty. Ona przejęła to wszystko i co mogła włożyła na swojego muła. Kazała też zaprząc do wozów i załadować na nie resztę łupów. A wszystkie kobiety izraelskie wybiegły, żeby zobaczyć Judytę i wyrazić jej swoja wdzięczność. Kiedy tak gromadziły się wokół niej, żeby okazać jej cześć i tańczyć z radości, ona wzięła kilka zielonych gałązek i rozdzieliła je między kobiety stojące dokoła. Potem ona i jej towarzyszki zrobiły sobie wieńce z gałązek oliwnych i poszły przed całym ludem, ona na czele, a tańczące kobiety za nią. Za nimi szli wojownicy izraelscy uzbrojeni, z wieńcami na głowach, z pieśnią pochwalną na ustach. Wtedy to Judyta, otoczona przez cały Izrael, rozpoczęła – cały lud zaś jej wtórował – taką oto pieśń dziękczynienia: Judyta śpiewała: Wychwalajcie Boga mojego na bębnach, śpiewajcie Panu przy dźwiękach cymbałów! Wychwalajcie Go, Jemu na chwałę śpiewajcie, wysławiajcie Jego imię, na pomoc Go wzywajcie! Bo Pan jest Bogiem, który wojny kończy. Wprowadził mnie do swego obozu w pośrodku obcych ludów, uratował mnie z rąk nieprzyjaciół. Przybył Aszszur od gór północy z niezliczonymi wojskami, ich rzesze wypełniły doliny, ich konnica okryła wszystkie wzgórza. Z dymem chcieli puścić nasze domy i całe pokolenie młodych wymordować mieczem, niemowlęta – roztrzaskać o skały, dzieci zabrać wraz z łupem, a wszystkie dziewice uprowadzić. Ale Pan wszechmocny pokrzyżował ich plany i zagładę im zgotował rękami kobiety. Ich największy mocarz padł nie z ręki młodych wojowników, nie zabili go synowie jakiegoś olbrzyma i nie giganci wyszli mu naprzeciw. Wcale nie! To Judyta, córka Merariego, skruszyła jego moc blaskiem swej piękności. Zdjęła z siebie swoje wdowie szaty, by wspomóc wszystkich cierpiących Izraela. Namaściła swoje oblicze olejkiem wonnym, przyozdobiła swą głowę pięknym zawojem, przywdziała suknię lnianą, aby go oszukać. Wzrok jego oczarowała swymi sandałami, swym pięknem oślepiła jego serce, a mieczem głowę ścięła. Jej odwaga przeraziła Aszszura, jej śmiałość zgubiła Medów. I radość napełniła mój lud uciśniony, a tamci z przerażenia pierzchli. Mój lud był wprawdzie słaby, ale uchodzili tamci. Mój lud zagrzewał się do walki, a tamci uciekli w popłochu. Ginęli z rąk dzieci młodocianych matek, przebijano ich mieczami jak uciekinierów z wojny. I tak poginęli w wojnie, którą Pan prowadził. Śpiewać będę Bogu pieśń nową: O Panie, wielki jesteś i wspaniały. Przeciwny jesteś w Twojej potędze i nikt nie potrafi stawić Ci czoła. Służyć Ci powinno całe stworzenie, bo na Twoje słowo wszystko się stało. Posłałeś Twego ducha, by dopełnił dzieła. Twemu słowu nie sprzeciwi się nikt spośród ludzi. Morza i góry drżą w swoich posadach, skały topią się jak wosk przed Tobą. Lecz dla bojących się Ciebie jesteś łaskawy. Nie ma ofiary tak wielkiej, by mogła Cię uratować, i nic nie znaczą tłuste cielce składane Ci w darze. Lecz kto się boi Pana, jest wielki po czasy. Biada zaś narodom, co mój lud ciemiężą. W dzień sądu ukarze ich pan wszechmocny. Dotknie ich ciał ogniem i robactwem i z bólu jęczeć będą na wieki. Kiedy przybyli do Jerozolimy, rzucili się na ziemię i rozpoczęli modły do Boga. Ludzie poddawali się oczyszczeniu, składali ofiary całopalenia i różne dobrowolne ofiary i dary. Judyta przekazała na świątynię wszystko, co lud przydzielił jej jako łup po Holofernesie. Także zasłonę, która wisiała nad posłaniem Holofernesa w jego sypialni, złożyła na ofiarę Bogu. Przez trzy miesiące trwały radosne obchody przed świątynią w Jerozolimie i Judyta przez cały ten czas pozostawała z ludem. Potem wrócił każdy do swojej posiadłości. Judyta udała się do Betulii i tam pozostawała zarządzając swoim majątkiem. Do końca życia cieszyła się wielką sławą w całym kraju. Wielu mężczyzn pragnęło wziąć ją sobie za żonę, ale od dnia śmierci jej męża, Manassesa i jego odejścia do przodków żaden mężczyzna przez całe jej życie nie zbliżył się do niej. Dożyła bardzo sędziwego wieku - dokładnie: stu pięciu lat – w domu swojego męża. Swoją służebnicę obdarzyła wolnością. Umarła w Betulii i została pochowana w pieczarze grobowej obok swego męża, Manassesa. Jej śmierć opłakiwano w całym Izraelu przez siedem dni. Jeszcze przed śmiercią całą swoją majętność rozdzieliła między krewnych swego męża, Manassesa, a także między tych, którzy należeli do jej własnej rodziny. Dopóki żyła Judyta, a także przez długi czas po jej śmierci nikt już nie miał odwagi niepokoić domu Izraela.