Księga Daniela W trzecim roku panowania Jojakima, króla judzkiego, Nabuchodonozor, król Babilonii, dotarł do Jerozolimy i rozpoczął oblężenie miasta. Pan wydał w jego ręce Jojakima, króla judzkiego. Zabrał też Nabuchodonozor wiele świętych przedmiotów ze Świątyni, które wywiózł do ziemi Szinear do domu swego boga i złożył je w skarbcu swego boga. Aszfenazowi, przełożonemu swoich dworzan, król kazał wybrać spośród Izraelitów pewną liczbę chłopców z królewskich rodów. Mieli to być młodzieńcy zdrowi, o szczególnie pięknym wyglądzie, uzdolnieni wszechstronnie, mający i dużą wiedzę i wrodzoną roztropność, nadający się do pełnienia służby na dworze królewskim. Aszfenaz miał ich nauczyć pisma i języka chaldejskiego. Król przydzielił im codzienną część potraw oraz wino z własnego stołu. Po trzech latach wychowania mieli rozpocząć służbę przy królu. Wśród owych młodzieńców było czterech z pokolenia Judy: Daniel, Chananiasz, Miszael, i Azariasz. Przełożony służby dworskiej nadał im nowe imiona: Danielowi dał imię Belteszassar, Chananiaszowi – Szadrak, Miszaelowi – Meszak i Azariaszowi – Abed–Nego. Daniel w trosce o to, by się nie skalać jedzeniem i winem ze stołu królewskiego, prosił przełożonego służby dworskiej, żeby nie musiał korzystać ze stołu królewskiego. I sprawił Bóg, że znalazł Daniel życzliwość i miłosierdzie w oczach przełożonego służby dworskiej. Powiedział jednak przełożony służby dworskiej do Daniela: Boję się mojego pana i króla. On sam bowiem przydzielił wam takie jedzenie i wino. Jeżeli teraz zobaczy, że wyglądacie gorzej niż inni chłopcy w waszym wieku, to ja będę musiał za to odpowiedzieć przed królem. Powiedział tedy Daniel do przełożonego służby dworskiej, sprawującego władzę nad Danielem, Chananieszem, Miszaelem i Azariaszem: Proszę cię bardzo, weź twoje sługi na dziesięciodniową próbę. Niech podają nam przez ten czas tylko jarzyny do jedzenia i wodę do picia. Potem porównasz nasz wygląd z wyglądem młodzieńców odżywiających się daniami królewskimi. Wtedy będziesz mógł zrobić z nami, co zechcesz. I zgodził się na to, o co go prosili. Otóż, okazało się po dziesięciu dniach, że wyglądali oni lepiej i byli zdrowsi niż wszyscy ci młodzieńcy, którzy jedli ze stołu królewskiego. Od tego czasu opiekun ich nie przysyłał im już więcej ani królewskich potraw, ani wina, lecz dawał im do jedzenia tylko jarzyny. A owych czterech młodzieńców obdarzał Bóg szczególną mądrością i postępami w czytaniu i pisaniu. Prócz tego Daniel miał dar objaśniania widzeń i snów. Kiedy nadszedł czas wyznaczony przez króla na spotkanie u niego, przełożony służby dworskiej przedstawił ich Nabuchodonozorowi. Pozostając z nimi jakiś czas król widział, że Daniel, Chananiasz, Miszael i Azariasz nie mają sobie równych wśród pozostałych młodzieńców. Zaczęli więc pełnić służbę u Nabuchodonozora. W sprawach wymagających mądrości i szczególnego rozeznania przewyższali oni – według króla – po dziesięciokroć wszystkich czarnoksiężników i wróżbitów, jacy istnieli w całym królestwie. I pozostawał tam Daniel aż do pierwszego roku panowania Cyrusa. W drugim roku swego panowania Nabuchodonozor miał sen, który tak go zaniepokoił, że nie mógł spać. Kazał tedy król zwołać wróżbitów, zaklinaczy, czarnoksiężników i Chaldejczyków, żeby odgadli, jaki miał sen, i żeby mu wyjaśnili znaczenie sennych widzeń. Przyszli więc i stanęli przed królem. A król powiedział im: Miałem pewien sen, który sprawił, że niespokojny jest teraz mój duch, bo nie wiem, co sen ten ma znaczyć. Rzekli na to Chaldejczycy: Królu, obyś żył wiecznie! Racz opowiedzieć swój sen twoim sługom, a my powiemy ci, co on oznacza. A król tak odpowiedział Chaldejczykom: Chciałbym, żebyście już teraz wiedzieli, co was czeka: jeżeli nie odgadniecie, co mi się śniło, i nie wyjaśnicie znaczenia sennych widzeń, każę rozszarpać wasze ciała i zrównać z ziemią wasze domy. Jeżeli zaś powiecie, jaki był mój sen, i wyjaśnicie mi jego znaczenie, otrzymacie ode mnie różne dary, upominki i zaszczytne urzędy. Tak więc powiedzcie mi, co mi się śniło i co mój sen oznacza. A oni znów rzekli: Racz opowiedzieć, królu, swoim sługom sen, a my ci wyjaśnimy jego znaczenie. Lecz król na to: Wiem dobrze, iż zwlekacie z odpowiedzią, gdyż znacie już moje zamiary. Jeżeli nie powiecie sami, co mi się śniło, to będzie jasne, że postanowiliście opowiadać mi różne wykrętne kłamstwa, zyskując w ten sposób na czasie. Dlatego jeszcze raz powtarzam: powiedzcie, co mi się śniło, a wtedy przekonam się, że potraficie mi wytłumaczyć także znaczenie mojego snu. Na to odrzekli Chaldejczycy królowi: Nie ma nikogo na ziemi, kto by potrafił spełnić to życzenie króla. I dlatego żaden inny król, zarządca czy władca nie domaga się rzeczy podobnych od swoich czarowników, wróżbitów czy Chaldejczyków. Pytanie, które król nam stawia, jest bardzo trudne i nikt nie potrafi odpowiedzieć na nie królowi. Mogliby to zrobić tylko bogowie, ale oni nie przebywają wśród ludzi. Wtedy król uniósł się wielkim gniewem i rozkazał wytracić wszystkich mędrców babilońskich. Gdy wyszedł dekret skazujący na śmierć mędrców, zginąć miał także Daniel i jego towarzysze. Lecz Daniel w słowach pełnych ostrożności i taktu zwrócił się do Arioka, dowódcy królewskiej straży przybocznej, który już przybył, aby wygładzić mędrców babilońskich. Powiedział tak do Arioka, dowódcy straży królewskiej: Dlaczego król wydał aż tak surowy dekret? Wtedy Ariok opowiedział wszystko Danielowi. Udał się tedy Daniel do króla i prosił, żeby mu dał trochę czasu na odgadnięcie snu królewskiego i na wytłumaczenie znaczenia sennych widzeń. Wróciwszy do siebie, Daniel powtórzył wszystko swoim towarzyszom Chananiaszowi, Miszaelowi i Azariaszowi. Zachęcał ich również, aby błagali miłosierdzia Boga Niebieskiego o poznanie tajemnicy króla, bo tylko wtedy ocaleje Daniel razem ze swymi towarzyszami, a także wszyscy mędrcy babilońscy. I oto w widzeniu nocnym została Danielowi objawiona tajemnica. Błogosławił tedy Daniel Boga niebios mówiąc: Niech imię Boga będzie błogosławione przez wszystkie wieki wieków, bo jest wszechwiedzący i możny. To On sprawia, że zmieniają się okresy i czasy, to On usuwa jednych władców, a ustanawia drugich, to On mędrcom daje mądrość i łaskę rozeznania roztropnym. To On przenika głębie i sekrety, zna wszystko, co ukryte w ciemnościach, a światłość otacza Go zewsząd. Ciebie, Boga mych ojców, uwielbiam i sławię za to, żeś mi dał i mądrość, i rozum! Objawiłeś mi to, o co Cię błagałem. Ty nam objawiłeś tajemnicę króla. Potem udał się Daniel do Arioka, któremu król rozkazał wytracić mędrców babilońskich. Stanął przed nim i powiedział do niego tak: Nie zabijaj jeszcze mędrców babilońskich. Zaprowadź mnie do króla, a ja przedstawię królowi znaczenie jego snu. Zaprowadził więc Ariok Daniela co prędzej do króla mówiąc: Wśród ludzi uprowadzonych z Judy znalazłem człowieka, który wytłumaczy znaczenie snu królewskiego. Powiedział tedy król do Daniela który nazywał się również Belteszassar: Czy rzeczywiście będziesz mógł mi powiedzieć, jaki miałem sen i co ten sen oznacza? A Daniel rzekł na to królowi: Ani mędrcy, ani czarnoksiężnicy, ani wróżbici i tłumacze snów nie mogą odgadnąć tajemnicy króla. Ale jest Bóg na niebiosach, który zna wszelkie tajemnice i On to objawi królowi Nabuchodonozorowi, co zdarzy się przy końcu dni tego świata. Twój sen oraz widzenia, jakie miałeś w nocy, tak oto należy tłumaczyć: Wszystko, co widziałeś, o królu, w czasie snu dotyczy przyszłości, która cię czeka, a Ten, który zna wszystkie tajemnice, objawił ci to, co ma przyjść na ciebie. Mnie również, choć nie jestem mądrzejszy od innych, ta tajemnica została objawiona, lecz tylko dlatego, bym mógł jej znaczenie przedstawić królowi. W ten sposób będziesz mógł poznać najskrytsze tajniki swego serca. A oto widzenie, które miałeś, o królu: Ukazał ci się posąg ogromnych rozmiarów, cały błyszczący. Wznosił się naprzeciw ciebie i budził przerażenie tak wielkie, że nie mogłeś nań patrzeć. Głowa tego posągu była ze złota, piersi i ramiona ze srebra, brzuch i biodra z brązu, nogi z żelaza, a stopy częściowo z żelaza a częściowo z gliny. Kiedy patrzyłeś na posąg, z góry oderwał się kamień, mimo iż nikt nawet go nie dotknął ręką, runął na stopy z żelaza i gliny i zmiażdżył je. Równocześnie rozkruszyło się żelazo i glina, oraz części z brązu, srebra i złota. Wszystko wyglądało jak plewy w lecie na klepisku. Powiał wiatr i uniósł je w górę, tak że nawet ślad po nich nie pozostał. Kamień zaś, który ugodził w posąg, zamienił się w górę tak potężną, że wypełniła całą ziemię. Taki był ów sen, którego znaczenie zaraz królowi wytłumaczymy. Tobie, o królu, władco wszystkich królów, Bóg niebios przekazał królestwo, władzę, potęgę i chwałę. W twoje ręce wydał wszystkich synów ludzkich, zwierzęta polne, ptaki powietrzne. Gdziekolwiek się znajdują, wszystkie je poddał pod twoją władzę. To właśnie ty jesteś tą głową ze złota. Po tobie jednak powstanie inne królestwo, mniejsze od twojego, a potem jeszcze jedno, trzecie już z kolei, królestwo z brązu, obejmujące swym zasięgiem całą ziemię. Przyjdzie wreszcie królestwo czwarte, twarde jak żelazo tak twarde, ze kruszy wszystko na proch i miażdży. Otóż, jak żelazo kruszy wszystko i miażdży, tak za czasów tego królestwa wszystko będzie zmiażdżone i skruszone. Te stopy, które widziałeś, częściowo z żelaza a częściowo z gliny oznaczają, królestwo będzie podzielone; będzie częściowo trwałe jak z żelaza. A to, że żelazo jest zmieszane z gliną zaś palce u nóg są częściowo z żelaza a częściowo z gliny oznacza że całe królestwo będzie w pewnym okresie trwałe, kiedy indziej zaś kruche. To pomieszanie żelaza z gliną, które widziałeś, oznacza ich przemieszanie się poprzez ludzkie nasienie, ale nigdy nie będą tworzyć całości, tak jak żelazo nigdy nie da się połączyć w jedno z gliną. W czasach tych władców Bóg niebios da początek królestwu, które nigdy nie będzie zniszczone i które nie przejdzie na inny naród. To ono zmiażdży i zniweczy wszystkie królestwa, ale samo trwać będzie na wieki. Widziałeś też, jak od zbocza górskiego, choć nie tknęła go ludzka ręka, oderwał się głaz skalny i swoim ciężarem zamienił w pył żelazo, brąz, glinę, srebro i złoto. W taki to sposób zapowiedział ci Bóg to wszystko, co ma nadejść. Ten sen jest prawdziwy, a jego wyjaśnienie pewne. Wtedy król Nabuchodonozor upadł na ziemię i oddał cześć Danielowi. Rozkazał też, by złożono mu dary i wonne kadzidła. I powiedział król Do Daniela: Zaprawdę, wasz Bóg jest Bogiem wszystkich bogów i Panem wszystkich królów. Zna On też wszystkie tajemnice, skoro ty potrafiłeś wyjawić ten sekret. I powierzył król Danielowi zaszczytny urząd, i obsypał go mnóstwem wspaniałych darów. Oddał pod jego zarząd całą prowincję babilońską i uczynił go przełożonym wszystkich mędrców babilońskich. Lecz Daniel poprosił, żeby król zlecił Szadrakowi, Meszakowi i Abed–Negowi zajmowanie się rządami prowincji, a on sam, Daniel, pozostał przy boku króla. Król Nabuchodonozor kazał wykonać posąg ze złota, wysoki na sześćdziesiąt łokci i szeroki na sześć łokci, i ustawić go na równinie Dura w prowincji babilońskiej. Wydał też król rozkaz, żeby się zgromadzili wszyscy satrapowie, namiestnicy, zarządcy, doradcy, skarbnicy, sędziowie, biegli w prawie i wszyscy przełożeni prowincji. Mieli oni uczestniczyć w uroczystym odsłonięciu posągu wzniesionego przez króla Nabuchodonozora. Kiedy więc zebrali się wszyscy satrapowie, namiestnicy, zarządcy, doradcy, skarbnicy, sędziowie, biegli w prawie i wszyscy przełożeni prowincji na uroczyste odsłonięcie posągu, wzniesionego przez króla Nabuchodonozora, i ustawili się już przed posągiem wzniesionym przez króla Nabuchodonozora, herold ogłosił: Rozkazuje się wam, wszystkie narody, ludy i języki: Gdy tylko usłyszycie głos rogu, fletu, lutni, harfy, psalterionu, dud i wszelkich innych instrumentów muzycznych, macie upaść na ziemię i oddać cześć posągowi ze złota, wzniesionemu przez króla Nabuchodonozora. Ci zaś, którzy nie upadną na ziemię i nie oddadzą czci posągowi, zostaną natychmiast wrzuceni do rozpalonego pieca. Tak więc, gdy tylko posłyszano głos rogu, fletu, lutni, harfy, psalterionu, dud i wszelkich innych instrumentów muzycznych, upadły na twarz wszelkie narody, ludy i języki, oddając cześć posągowi ze złota, wzniesionemu przez króla Nabuchodonozora. Tymczasem niektórzy Chaldejczycy przyszli i wnieśli skargę przeciwko Żydom, mówiąc tak do króla Nabuchodonozora: Królu, żyj wiecznie! Raczyłeś ogłosić, o królu, dekret, aby każdy na dźwięk rogu, fletu, lutni, harfy, psalterionu, dud i wszelkich innych instrumentów muzycznych, upadł na twarz i oddał cześć złotemu posągowi. Wszystkich zaś, którzy by nie chcieli upaść na twarz i oddać czci posągowi, dekret nakazywał wrzucić do rozpalonego pieca. Otóż są tu mężowie żydowscy, którym powierzyłeś sprawy całej prowincji babilońskiej. Są to Szadrak, Meszak i Abed–Nego. Mężowie ci nie słuchają twych rozkazów, o królu; nie służą twoim bogom i nie oddali czci wzniesionemu przez ciebie posągowi ze złota. Wtedy Nabuchodonozor, popadłszy w wielką złość, posłał natychmiast po Szadraka, Meszaka i Abed–Nego. I sprowadzono ich zaraz przed oblicze króla. Zapytał ich tedy Nabuchodonozor: Szadraku, Meszaku i Abed–Nego, czy to prawda, że nie chcecie służyć moim bogom i że nie oddaliście czci posągowi ze złota, który ja wzniosłem? Czy teraz jesteście gotowi – gdy tylko usłyszycie głos rogu, fletu, lutni, harfy, psalterionu, dud i wszelkich innych instrumentów muzycznych – upaść na ziemię i oddać cześć wzniesionemu przeze mnie posągowi? Jeżeli nie oddacie czci posągowi, zostaniecie natychmiast wrzuceni do rozpalonego pieca. I gdzie znajdziecie wtedy boga, który potrafiłby wyrwać was z rąk moich? Szadrak, Meszak i Abed–Nego tak odpowiedzieli królowi Nabuchodonozorowi: Nie musimy wcale odpowiadać na to, co nam mówisz, o królu. Jeżeli Bóg nasz, któremu służymy, zechce nas wyprowadzić z rozpalonego pieca i uwolnić z rąk twoich, to na pewno to uczyni. A jeśli nawet nie uczyni tego, to żebyś wiedział, o królu, że twojemu bogowi służyć nie będziemy ani też nie będziemy oddawać czci posągowi wzniesionemu przez ciebie. Słowa napełniły króla Nabuchodonozora wielkim gniewem. Patrząc na Szadraka, Meszaka i Abed–Nego, bardzo się zmienił na twarzy i kazał rozpalić piec płomieniem siedem razy większym niż zazwyczaj. Potem najsilniejszym spośród swoich wojowników rozkazał związać Szadraka, Meszaka i Abed–Nego i wrzucić ich do rozpalonego pieca. Wrzucono ich tedy do rozpalonego pieca, tak jak stali: w ubraniach, płaszczach, w obuwiu i w nakryciach na głowach. Ponieważ spieszono się z wykonaniem rozkazu królewskiego, a piec buchał ogromnymi płomieniami, zginęli od nich ludzie, którzy wrzucali do ognia Szadraka, Meszaka i Abed–Nego. Trzej młodzieńcy zaś, Szadrak, Meszak i Abed–Nego, związani wpadli do rozpalonego pieca. I chodzili pośród płomieni wielbiąc Boga i wysławiając Pana. Azariasz zaś powstawszy otworzył usta i tak modlił się, wołając ze środka płomieni: Błogosławiony jesteś, Panie, Boże ojców naszych, i pełen jesteś chwały, a imię Twoje wysławiane na wieki! Bo jesteś sprawiedliwy we wszystkim, co nam uczyniłeś. I pełne prawdy są wszystkie dzieła Twoje, drogi Twoje prawe a wyroki słuszne. Osądziłeś nas sprawiedliwie we wszystkim, co zesłałeś na nas i na Jerozolimę, święte miasto praojców. Bo uczyniłeś nam to wszystko z powodu naszych grzechów, w prawdzie i według sprawiedliwości. Grzeszyliśmy bowiem i popełniali nieprawości odchodząc od Ciebie daleko. Tak, grzeszyliśmy bardzo ciężko i nie słuchaliśmy nakazów twego Prawa. Nie przestrzegaliśmy Twego Prawa, nie wypełnialiśmy tego, co nam nakazywałeś, a Ty czyniłeś to wszystko dla dobra naszego. Wszystko więc, co na nas zesłałeś, wszystko, co nam uczyniłeś, uczyniłeś według sprawiedliwości. Wydałeś nas w ręce naszych wrogów, ludzi nie szanujących prawa i gorszych od bezbożników, pod władzę króla niegodziwego, najgorszego ze wszystkich, jacy są na ziemi. Teraz ust nie możemy otworzyć, wstydem i hańbą okryli się wszyscy, którzy Ci służą i cześć Ci oddają. Ach, nie opuszczaj nas na zawsze, przez wzgląd na Twoje Imię racz nie zrywać Przymierza Twego. Nie przestawaj nas darzyć miłosierdziem swoim, przez miłość do Abrahama, przyjaciela Twego, oraz Izaaka, Twojego sługi, a także Izraela, świętego Twojego, któremu przyrzekłeś potomstwo tak liczne, jak gwiazdy na niebie i jak piasek nad brzegiem morza. Jesteśmy najmniejsi, o Panie, wśród wszystkich narodów i poniżeni najbardziej ze wszystkich na ziemi, z powodu upadków naszych. Nie mamy teraz ni władzy, ni proroka, ni wodza, ani całopaleń, ani ofiar, ani darów z pokarmów, ni kadzideł woni, ani miejsca do składania pierwocin i dostrzegania oznak miłosierdzia Twego. Niech jednak serce skruszone i duch uniżony znajdą łaskawość u Ciebie. Jak całopalenia z baranów i cielców i jak tysiące tłustych owiec, taka niech będzie dziś nasza ofiara dla Ciebie. Racz także sprawić, byśmy szli wiernie za Tobą, bo nigdy nie będą zawstydzeni, którzy Tobie ufają. A teraz całym sercem trwać przy Tobie chcemy, żyć w Twojej bojaźni i zawsze szukać Ciebie. Racz nas nie pozostawiać w naszym pohańbieniu, lecz postąp z nami według Twej dobroci i według wielkiego miłosierdzia Twego. Zechciej nas wyzwolić Twym działaniem cudownym i spraw, aby Twoje Imię było uwielbione. Niech będą pohańbieni czyniący źle Twoim sługom, niech wszyscy się wstydem okryją! Niech będzie im wszelka moc odjęta, niech będzie ich potęga skruszona! Niech się dowiedzą, że tylko Ty jesteś Bogiem i Panem, pełnym chwały na całej ziemi. Słudzy królewscy, którzy ich wrzucili do rozpalonego pieca, nie przestawali dodawać do ognia nafty, smoły, pakuł i chrustu, tak iż płomienie wznosiły się czterdzieści dziewięć łokci ponad piec i obejmowały stopniowo wszystkich Chaldejczyków, znajdujących się wokół pieca. Anioł zaś Pański, zstąpiwszy do wnętrza pieca, tam gdzie znajdował się Azariasz z towarzyszami, odgarnął płomienie z pieca na zewnątrz. Swoim tchnieniem napełnił piec jakby orzeźwiającym powiewem wiatru, tak iż ogień nawet ich nie dotknął, nie sprawił im żadnego bólu ani nie wyrządził jakiejkolwiek krzywdy. Wtedy wszyscy trzej razem zaczęli w owym piecu śpiewać, chwaląc i wysławiając Boga takimi słowami: Błogosławiony jesteś, Panie i Boże ojców naszych, pełen chwały i uwielbienia na wieki! Błogosławione Twoje Imię chwalebne i święte, pełne chwały i uwielbienia na wieki! Błogosławiony jesteś w Przybytku Twojej świętej Chwały, wychwalany i uwielbiany ponad wszystko na wieki. Błogosławiony jesteś na Twym królewskim tronie, wychwalany i uwielbiany ponad wszystko na wieki. Błogosławiony jesteś Ty, który otchłanie przenikasz i na cherubach zasiadasz, pełen chwały jesteś i wywyższony na wieki! Błogosławiony jesteś na niebieskim sklepieniu, pełen chwały jesteś i wywyższony na wieki! Błogosławcie Pana, wszystkie dzieła Pańskie, chwalcie Go i wysławiajcie na wieki! Błogosławcie Pana, wszyscy aniołowie Pańscy, chwalcie Go i wysławiajcie na wieki! I wy, niebiosa, błogosławcie Pana, chwalcie Go i wysławiajcie na wieki! Wszystkie wody podniebne, błogosławcie Pana, chwalcie Go i wysławiajcie na wieki! Błogosławcie Pana, wszystkie moce Pańskie, chwalcie Go i wysławiajcie na wieki! Błogosławcie Pana, słońce i księżycu, chwalcie Go i wysławiajcie na wieki! Błogosławcie Pana, wszystkie gwiazdy nieba, chwalcie Go i wysławiajcie na wieki! Błogosławcie Pana, deszcze i rosy, chwalcie Go i wysławiajcie na wieki! Błogosławcie Pana, wszystkie wichry, chwalcie Go i wysławiajcie na wieki! Błogosławcie Pana wy, ogniu i żarze, chwalcie Go i wysławiajcie na wieki! Błogosławcie Pana, chłodzie i upale, chwalcie Go i wysławiajcie na wieki! Błogosławcie Pana, rosy i szrony, chwalcie Go i wysławiajcie na wieki! Błogosławcie Pana, mrozy i zimna, chwalcie Go i wysławiajcie na wieki! Błogosławcie Pana, lody i śniegi, chwalcie Go i wysławiajcie na wieki! Błogosławcie Pana, wszystkie dnie i noce, chwalcie Go i wysławiajcie na wieki! Błogosławcie Pana, światłość i mroki, chwalcie Go i wysławiajcie na wieki! Błogosławcie Pana, błyskawice i chmury, chwalcie Go i wysławiajcie na wieki! Błogosławcie Pana, cała ziemio, chwal Go i błogosław na wieki! Błogosławcie Pana, góry i wzniesienia, chwalcie Go i wysławiajcie na wieki! Błogosławcie Pana, wszystkie rośliny ziemi, chwalcie Go i wysławiajcie na wieki! Błogosławcie Pana, wszystkie źródła, chwalcie Go i wysławiajcie na wieki! Błogosławcie Pana, morza i rzeki, chwalcie Go i wysławiajcie na wieki! Błogosławcie Pana, wieloryby i wszystko, co porusza się w wodzie, chwalcie Go i wysławiajcie na wieki! Błogosławcie Pana, wszystkie ptaki powietrzne, chwalcie Go i wysławiajcie na wieki! Błogosławcie Pana, zwierzęta dzikie i domowe, chwalcie Go i wysławiajcie na wieki! Błogosławcie Pana, synowie ludzcy, chwalcie Go i wysławiajcie na wieki! Błogosław Pana, Izraelu cały, chwal Go i wysławiaj na wieki! Błogosławcie Pana, wszyscy kapłani, chwalcie Go i wysławiajcie na wieki! Błogosławcie Pana, wszyscy słudzy Jego, chwalcie Go i wysławiajcie na wieki! Błogosławcie Pana, duchy i dusze sprawiedliwych, chwalcie Go i wysławiajcie na wieki! Błogosławcie Pana, święci i serca pokornego, chwalcie Go i wysławiajcie na wieki! Błogosławcie Pana, Chananiaszu, Azariaszu i Miszaelu, chwalcie Go i wysławiajcie na wieki! On to bowiem uwolnił nas z otchłani, i wydobył spod władzy śmierci. Wyprowadził nas z płomieni pieca rozpalonego, wywiódł nas z samego środka płomieni. Wysławiajcie Pana, bo jest dobry, bo na wieki miłosierdzie Jego! Błogosławcie Boga wszystkich bogów wy, którzy Go czcicie, chwalcie Go i dzięki Mu składajcie, bo na wieki miłosierdzie Jego. (24) Wtedy Nabuchodonozor zdumiał się bardzo, powstał szybko z miejsca i zapytał swoich doradców: Czyż nie związanych wrzuciliśmy tych trzech młodzieńców do ognia? A oni odpowiedzieli: Z całą pewnością tak, królu! (25) Rzekł król na to: Otóż, wszyscy czterej młodzieńcy są uwolnieni z więzów, przechadzają się wśród płomieni ognistych i nic im to nie szkodzi, jeden zaś z nich wygląda jakby był synem bogów. (26) I zbliżył się Nabuchodonozor do otworu pieca ognistego i zawołał: Szadraku, Meszaku i Abed–Nego, słudzy Boga Najwyższego! Wyjdźcie i zbliżcie się tu! Szadrak, Meszak i Abed–Nego wyszli tedy spośród płomieni ognistych. (27) Zebrali się też satrapowie, namiestnicy, zarządcy i doradcy króla, żeby zobaczyć młodzieńców. Okazało się, że ogień nie tknął ich ciał, nie były też spalone ich włosy na głowie, nie uległo zniszczeniu ich odzienie, nie przeszli wonią spalenizny. (28) Zawołał tedy Nabuchodonozor: Błogosławiony jesteś, Boże Szadraka, Meszaka i Abed–Nego, za to, że posłałeś swego anioła i ocaliłeś swoje sługi, którzy Tobie całkowicie ufając nie posłuchali rozkazu króla. Woleli raczej ciała swoje skazać na zagładę niż służyć i oddawać cześć innemu bogu poza Tobą. (29) Rozkazuję tedy, aby bez względu na narodowość, przynależność do pokolenia i języka, każdy, kto by się ośmielił znieważyć Boga Szadraka, Meszaka i Abed–Nego, został zabity, a dom jego został zrównany z ziemią. Nie ma bowiem żadnego innego boga, który by tak jak Ten mógł pospieszyć na ratunek. (30) Potem obdarzył król Szadraka, Meszaka i Abed–Nego wysokimi godnościami w prowincji babilońskiej. (31) Król Nabuchodonozor – do wszystkich narodów, pokoleń i języków na całej ziemi, życząc wszystkim pełnego pokoju: (32) Uznałem za właściwe opowiedzieć wam o znakach i cudach, jakie uczynił dla mnie Bóg Najwyższy. (33) O, jak wielkie są Jego znaki, jak niezwykłe są Jego cuda! Królestwo Jego jest królestwem wiecznym, a Jego panowanie jest nad wszystkimi pokoleniami. Ja, Nabuchodonozor, żyłem spokojnie w moim domu, zażywając szczęścia w moim pałacu. I oto miałem sen, który mnie przeraził. Przyszły na mnie straszne udręki, kiedy znajdowałem się jeszcze w moim łożu, w głowie zaś miałem ciągle pełno różnych widziadeł. Rozkazałem tedy, żeby przyszli do mnie wszyscy mędrcy babilońscy i wytłumaczyli mi, co oznacza mój sen. Przyszli więc tłumacze snów, wróżbici, Chaldejczycy i różni czarownicy, ale w dniu mojego snu nie wyjaśnili mi jego znaczenia. Wreszcie przyszedł do mnie Daniel, zwany od imienia mojego boga Belteszassarem. Temu człowiekowi – a duch świętych bogów mieszka w nim – tak oto opowiedziałem mój sen: Belteszassarze, przełożony tłumaczy snów! Wiem, że mieszka w tobie duch świętych bogów i że potrafisz przeniknąć wszelkie tajemnice. Chcę ci teraz opowiedzieć, co mi się śniło, a ty wyjaśnisz mi znaczenie mojego snu. Pozostając w łożu miałem w swojej głowie takie oto obrazy: Widziałem drzewo, które wyrastało z samego środka ziemi i było bardzo wysokie. I rosło drzewo coraz bardziej i potężniało, a swoim wierzchołkiem sięgało nieba i widać je było aż po krańce ziemi. Piękne były jego liście i bardzo obfite owoce. Każdy mógł na nim znaleźć coś do jedzenia, dostarczało ono cienia polnej zwierzynie, a na jego gałęziach zakładały gniazda ptaki powietrzne. I wszystko, co żyło, na nim znajdowało dla siebie pokarm. Kiedy tak, leżąc w swoim łożu, przypatrywałem się obrazom, które powstawały w mojej głowie, zobaczyłem, jak Czuwający i Święty zstępował z nieba, i wołał głosem bardzo donośnym: Zetnijcie to drzewo, poobcinajcie jego gałęzie, otrząśnijcie z niego liście, zerwijcie zeń wszystkie owoce; niech też zwierzęta odejdą spod jego cienia i wszelkie ptactwo zostanie wypłoszone z jego gałęzi! Lecz jego pień razem z korzeniami pozostawcie w ziemi, nawet otoczcie go ogrodzeniem z żelaza i brązu; niech tak pozostanie pośród roślin polnych. Niech będzie nawadniany rosą, co z nieba spada, a trawa polna niech będzie tak samo dla niego jak dla dzikich zwierząt. Jego serce ludzkie będzie mu zabrane, a otrzyma za to zwierzęce serce. I siedem ludzkich pokoleń ponad nim przeminie. Oto wyrok, jaki wydają nań Czuwający. Tak rozstrzygają całą sprawę Święci, żeby się dowiedziało wszystko, co żyje, że Najwyższy ma władzę nad wszelkim ludzkim królestwem i może je przekazać komu zechce, i wynieść na wyżyny najmniejszego z ludzi! Taki miałem sen ja, król Nabuchodonozor. A ty, Belteszassarze, powiedz mi, co ten sen oznacza, bo nie mógł tego powiedzieć żaden z mędrców mojego królestwa. Ale ja wiem, że ty możesz to uczynić, bo w tobie przebywa duch świętych bogów. Na to zmieszał się i zaniepokoił Daniel, zwany także Belteszassarem. Wtedy król powiedział: Belteszassarze, niech cię nie przeraża mój sen i to, co on oznacza! Belteszassar zaś rzekł na to: Panie mój, niech to, co ci się śniło, dotyczy twoich wrogów, a znaczenie snu twojego odnosi się do twoich przeciwników! Drzewo, które widziałeś, tak bardzo potężne, rozrosłe, sięgające samych niebios i widoczne aż z krańców ziemi, drzewo o pięknych liściach i owocach tak licznych, że dostarczało pożywienia dla wszystkich; drzewo, pod którym mają swoje legowiska polne zwierzęta, a na jego gałęziach gnieżdżą się ptaki powietrzne, to drzewo – to ty właśnie, o królu, który stałeś się wielki i potężny, a w swej wielkości tak wzrastałeś, że sięgałeś aż niebios, zaś twoja władza rozciągała się aż po krańce ziemi. Natomiast co do Czuwającego, którego król widział, jak zstępował z nieba i mówił: Zetnijcie to drzewo, zniszczcie je, ale jego pień i korzenie pozostawcie w ziemi, otaczając je ogrodzeniem z żelaza i spiżu pośrodku roślin polnych; niech będzie nawadniane rosą, co z nieba spada, a trawa polna niech będzie dla niego tak, jak dla dzikich zwierząt do czasu, aż siedem ludzkich pokoleń przeminie ponad nim – to znaczenie tego obrazu jest takie, o królu, taki jest dekret Najwyższego w sprawie mojego pana i króla: Zostaniesz wypędzony spośród ludzi i będziesz przebywał pomiędzy dzikimi zwierzętami, żywiąc się trawą jak bydło. Pragnienie będziesz gasił rosą z nieba, siedem pokoleń ludzkich przejdzie nad tobą aż w końcu zrozumiesz, że Najwyższy sprawuje władzę nad wszelkim królestwem ludzkim, które On przekaże, komu zechce. Słowa zaś: Pozostawcie jego pień i korzenie – oznaczają, że twoje królestwo pozostanie przy tobie, aż się przekonasz, że Niebiosa sprawują władzę nad wszystkim. A teraz posłuchaj, o królu, mojej rady: postaraj się dziełami sprawiedliwości okupić swoje grzechy i wszystkie swoje niegodziwości okazując miłosierdzie ubogim, żebyś mógł cieszyć się długim spokojem. I wszystko to przyszło na króla Nabuchodonozora. Dwanaście miesięcy później przechadzając się po tarasie pałacu królewskiego w Babilonie, król mówił sobie: Oto wielki Babilon, który zbudowałem jako siedzibę królewską dla siebie, posługując się siłą mojej potęgi ku chwale mojego majestatu. Kiedy on jeszcze to mówił, dał się słyszeć głos z nieba. To o tobie była mowa, królu Nabuchodonozorze: Zostanie ci odebrane twoje królestwo, a ty sam będziesz wypędzony spośród ludzi. Będziesz przebywał razem z dzikimi zwierzętami i będziesz się żywił trawą jak bydło. Przeminie nad tobą siedem pokoleń, aż w końcu zrozumiesz, że Najwyższy sprawuje władzę nad wszelkim ludzkim królestwem i że je przekazuje, komu zechce. I wkrótce spełniły się na Nabuchodonozorze wszystkie te słowa: został wypędzony spośród ludzi, żywił się trawą jak bydlęta, a pragnienie gasił rosą spadającą z nieba. Jego włosy rosnąc zamieniały się w orle pióra, a paznokcie przypominały szpony ptaków. A kiedy już nadszedł mój czas, wtedy ja, Nabuchodonozor, podniosłem oczy ku niebu i wróciła mi jasność umysłu. I zacząłem błogosławić Najwyższego, wychwalając Tego, który żyje na wieki. Jego królestwo i panowanie są wieczne, zaś Jego władza rozciąga się ponad wszystkie pokolenia. A wszyscy mieszkańcy ziemi jakby się nie liczyli wobec Niego. Wedle swego upodobania postępuje z zastępami niebios, jak i z wszystkimi mieszkańcami ziemi. Nikt nie może powstrzymać Jego ramienia lub choćby powiedzieć Mu: A cóżeś to uczynił? Wtedy też zrozumiałem wszystko i, ku chwale mojego królestwa, wróciły do mnie majestat i blask. Odnaleźli mnie moi doradcy i zarządcy, władzę objąłem na nowo i rosła z dniem każdym moja wielkość. Teraz więc ja, Nabuchodonozor, chwalę, wysławiam i uwielbiam Króla Niebieskiego. Prawdą są wszystkie Jego dzieła, sprawiedliwe są wszystkie drogi Jego. On też potrafi uniżyć tych, którzy się wywyższają. Król Baltazar urządził wielką ucztę dla swoich możnowładców. Zaproszonych było około tysiąca osób. Wobec tysiąca owych ludzi król pił wino. Zasmakowawszy już wina, rozkazał Baltazar wnieść naczynia złote i srebrne, zabrane kiedyś przez jego ojca Nabuchodonozora ze Świątyni jerozolimskiej, żeby pili z nich wszyscy: król, jego możnowładcy, ich żony i nałożnice. Wniesiono więc naczynia złote i srebrne, zrabowane ze Świątyni Bożej w Jerozolimie, i pił z nich król, pili jego możnowładcy, ich żony i nałożnice. Pijąc wino, wychwalali swoich bożków ze złota, srebra, brązu, żelaza, drewna i kamienia. I nagle ukazały się palce, które zaczęły pisać na wapnie ściany pałacu królewskiego, z tyłu, za świecznikiem. Król widząc piszącą rękę, zmienił się na twarzy i bardzo się zaniepokoił, poczuł słabość w biodrach, a kolana wyraźnie mu drżały. I rozkazał król, żeby natychmiast wprowadzono wróżbitów, Chaldejczyków i tłumaczy snów. Powiedział król do mędrców babilońskich: Tego, kto zdoła odczytać napis i powie mi, co on znaczy, każę przyodziać w purpurę, zawiesić mu na szyi złoty łańcuch i wyznaczę mu trzecie miejsce w moim królestwie. I zbiegli się wszyscy mędrcy królewscy, ale żaden nie mógł odczytać napisu ani powiedzieć, co ten napis znaczy. Przeraził się więc bardzo król Baltazar, zmienił się wygląd jego twarzy, a wszyscy jego możnowładcy byli pełni niepokoju. I oto królowa przynaglona słowami króla i możnowładców weszła do komnaty, w której odbywała się uczta. Wszedłszy, królowa powiedziała: Żyj wiecznie, królu! Przestań się trwożyć twoimi myślami i niech spokój nie opuszcza twego oblicza. Jest w twoim królestwie człowiek, mający ducha świętych bogów. Jeszcze za czasów twojego ojca odkryto w nim szczególne światło umysłu, rozsądek i mądrość równą mądrości bogów. Ojciec twój, król Nabuchodonozor, uczynił go przełożonym wszystkich wróżbitów, Chaldejczyków, tłumaczy snów i mędrców. Ponieważ właśnie w owym Danielu, którego król nazwał również Belteszassarem, znaleziono szczególne światło ducha, wiedzę, mądrość oraz umiejętność tłumaczenia snów, odgadywania zagadek i rozwiązywania różnych problemów, poślij więc po Daniela, a on powie ci, co znaczy napis. Stawiono więc Daniela przed królem, który zapytał: Czy ty jesteś Danielem, jednym spośród uprowadzonych z Judy i przywiedzionych tu przez króla, mojego ojca? Słyszałem, że przebywa w tobie duch świętych bogów i że odznaczasz się szczególnym światłem umysłu, rozsądkiem i niezwykłą mądrością. Sprowadzono mi tu mędrców i wróżbitów, żeby odczytali ten napis i powiedzieli, co on znaczy, ale nie potrafią tego uczynić. Otóż usłyszałem, że ty potrafisz tłumaczyć różne rzeczy i rozwiązywać trudne problemy. Jeżeli więc odczytasz mi ten napis i powiesz, co on znaczy, zostaniesz przyodziany w purpurę, każę ci zawiesić na szyi złoty łańcuch i wyznaczę ci trzecie miejsce w całym królestwie. Wtedy zabrał głos Daniel i przemówił w te słowa: Zatrzymaj dla siebie twoje dary, innym przekaż twoje upominki. A ja i tak odczytam królowi ten napis i powiem, co on oznacza. Ojcu twojemu, Nabuchodonozorowi, o królu, przekazał Najwyższy panowanie, wielkość, chwałę i majestat. Jego wielkość lękiem napełniała wszystkie ludy, narody i języki, gdyż zabijał on, kogo chciał i kogo chciał, pozostawiał przy życiu, również kogo chciał, wywyższał, a kogo chciał, poniżał. Z czasem jednak uniósł się tak wielką pychą, a jego serce popadło w taką zatwardziałość i zuchwałość, że został strącony z tronu, na którym zasiadał w swoim królestwie, i pozbawiony wszelkiej chwały. Wygnano go spośród ludzi, a jego serce upodobniło go do nierozumnych zwierząt. Przebywał pomiędzy dzikimi osłami, żywił się trawą tak, jak bydło, a pragnienie gasił rosą spadającą z nieba, aż wreszcie zrozumiał, że Najwyższy sprawuje władzę nad wszelkim ludzkim królestwem, które przekazuje komu chce, wedle swego upodobania. Ale ty, Baltazarze, jego synu, ty także nie uniżyłeś się w twoim sercu, choć wszystko to już wcześniej wiedziałeś. Występowałeś przeciwko Panu Niebios, kazałeś przynieść naczynia z Jego Świątyni, z których piliście wino, ty sam, twoi możnowładcy, twoje nałożnice. Wysławialiście przy tym waszych bożków ze złota, srebra, brązu i żelaza, z drewna i z kamienia, bożków, które ani nie widzą, ani nie słyszą, ani niczego nie rozumieją, a nie oddałeś chwały Bogu, w którego rękach jest każde twoje tchnienie i wszystkie drogi twojego życia. To On skierował tu ową rękę, która pozostawiła ten napis. Oto treść napisu mene, mene, tekel, ufarsin. Napisane zaś słowa znaczą: Mene – Bóg zmierzył już twoje królowanie i wyznaczył jego dni. Tekel – zostałeś już zważony na wadze i wiele ci nie dostaje; Ufarsin – twoje królestwo zostało podzielone: część otrzymali Medowie, a część Persowie. Rozkazał tedy Baltazar przyodziać Daniela w purpurę, włożyć mu na szyję łańcuch ze złota i ogłosić wszystkim, że będzie on odtąd zajmował trzecie miejsce w państwie. I jeszcze tej samej nocy król Baltazar został zamordowany. Władzę po nim objął Dariusz, Med – mający wtedy – sześćdziesiąt dwa lata. Spodobało się Dariuszowi ustanowić w swoim królestwie stu dwudziestu satrapów, po jednym na każdą część królestwa. Pozostawali oni pod nadzorem trzech zwierzchników, z których jednym był Daniel. Satrapowie składali sprawozdania zwierzchnikom. W ten sposób król nie był przeciążony. Daniel, dzięki bystrości swego umysłu, przedkładał tak dokładnie sprawozdania dotyczące zwierzchników i satrapów, że król zamierzał postawić go na czele całego swojego królestwa. Wtedy zwierzchnicy oraz satrapowie zaczęli szukać jakiegoś powodu, aby zaszkodzić Danielowi. Nie mogli jednak znaleźć żadnej takiej sprawy ani jakiegoś niedopatrzenia, bo Daniel był pod każdym względem bardzo uczciwy. Nie zdołano mu zarzucić żadnego zaniedbania ani wykroczenia w czymkolwiek. Powiedzieli więc sobie owi ludzie: Ponieważ nie możemy znaleźć żadnego innego powodu, żeby wnieść oskarżenie przeciwko Danielowi, zajmijmy się sprawą kultu jego Boga. Przybyli tedy owi zwierzchnicy i satrapowie do króla i tak mu powiedzieli: królu Dariuszu, żyj wiecznie! Zwierzchnicy całego królestwa, namiestnicy i satrapowie, wysocy urzędnicy i zarządcy, wszyscy my jesteśmy zdania, że król powinien ogłosić dekret, w którym znajdowałby się taki zakaz: Ktokolwiek w ciągu najbliższych trzydziestu dni będzie się modlił do jakiegoś boga lub człowieka – wyjąwszy ciebie, o królu – zostanie wrzucony do jaskini, w której znajdują się lwy. Spraw, królu, swoim podpisem, żeby ten zakaz stał się prawem, którego nikt nie byłby w stanie odwołać zgodnie z nienaruszalnym prawem Medów i Persów. I podpisał król ten zakaz. Daniel, dowiedziawszy się o podpisaniu dekretu, poszedł do swojej górnej komnaty, której okna skierowane były ku Jerozolimie. Trzy razy dzienne klękał tam Daniel, modląc się i uwielbiając Boga. Tak zresztą i przedtem zawsze czynił. Otóż, gdy owi ludzie przybyli tam w wielkiej liczbie, również spotkali Daniela, jak modlił się i błagał Boga. Udali się tedy niezwłocznie do króla i tam mu powiedzieli: Czyż nie wydałeś dekretu, który mówi, że ktokolwiek w ciągu najbliższych trzydziestu dni będzie się modlił do jakiegoś boga lub człowieka – wyjąwszy ciebie, o królu – zostanie wrzucony do jaskini lwów? A król rzekł: Sprawa ta została załatwiona wedle nieodwołalnego prawa Medów i Persów. Wówczas odpowiedzieli królowi: Daniel, jeden z tych, co zostali uprowadzeni z ziemi judzkiej, wcale nie szanuje, o królu, ani ciebie, ani zakazu przez ciebie podpisanego: trzy razy każdego dnia odprawia on swoje modły. Usłyszawszy te słowa, król zasmucił się bardzo i postanowi ratować Daniela. Aż do zachodu słońca przemyśliwał, jak znaleźć dla niego jakieś wyjście. Lecz ci sami ludzie nastawali wciąż na króla mówiąc: Pamiętaj, królu, że według prawa Medów i Persów żaden zakaz lub dekret wydany przez króla, nie może być odwołany. Kazał tedy król sprowadzić Daniela i wrzucić go do jaskini lwów. I powiedział król do Daniela: Bóg, któremu służyłeś z taką wytrwałością, niech cię teraz wybawi. Potem wielkim kamieniem zastawiono wejście do jamy. Król opieczętował kamień swoją pieczęcią, to samo uczynili jego możnowładcy, tak że nikt już nie mógł nic zmienić w sprawie Daniela. Potem wrócił król do swego pałacu, przez całą noc nie jadł nic i nie pił, i nie pozwalał wprowadzać do siebie żadnej konkubiny. Nie mógł też spać, a o świtaniu dnia następnego wstał i udał się z pośpiechem do jaskini lwów. Przybywszy do samej jamy, głosem pełnym niepokoju, zawołał do Daniela: Danielu, sługo Boga żywego, czy ten Bóg, któremu tak wytrwale służysz, zdołał cię uratować przed lwami? A Daniel odpowiedział królowi: Królu, obyś żył wiecznie! Mój Bóg przysłał tu swojego anioła, który zamknął paszcze lwom, tak że nie mogły mi uczynić nic złego, bo okazałem się niewinnym w Jego oczach. I wobec ciebie również, o królu, jestem niewinny. Uradował się tym król bardzo i kazał wyprowadzić Daniela z lwiej jamy. Wyprowadzono więc Daniela z jamy, w której nie stało mu się nic złego, ponieważ zaufał swojemu Bogu. Potem kazał król sprowadzić ludzi, którzy oczernili Daniela i wtrącił do lwiej jaskini ich samych, ich żony i dzieci. I nim jeszcze wpadli do jaskini, lwy rzuciły się na nich i zmiażdżyły im kości. I napisał król Dariusz do wszystkich ludów, narodów i języków na całej ziemi: Pokój wam w obfitości! Oto rozkaz, który wam wydaję: W całym królestwie, które pozostaje pod moim panowaniem, niech wszyscy odczuwają lęk i drżenie przed Bogiem Daniela. Jest to bowiem Bóg, który żyje i trwa na wieki. Jego królestwa nikt nigdy nie pomniejszy, a Jego panowanie nie będzie mieć końca. On ocala i uwalnia, czyni znaki i cuda tak w niebie, jak i na ziemi. To On ocalił Daniela, który był między lwami. Od tego czasu wiodło się Danielowi dobrze pod rządami zarówno Dariusza, jak i Cyrusa Persa. W pierwszym roku panowania króla babilońskiego Baltazara, Daniel, znajdując się w swoim łożu, miał we śnie widzenie, które przedstawił na piśmie. Oto początek tego opisu: Miałem – mówi Daniel – takie widzenie w nocy: Cztery wichry spadające z nieba wzburzyły wielkie morze, z którego wyszły cztery ogromne bestie, każda z nich inna. Pierwsza była podobna do lwa, ale miała skrzydła jakby orła. Gdy się jej przypatrywałem, wyrwano jej skrzydła, a ona sama została uniesiona z ziemi i stanęła na tylnych nogach, tak że wyglądała jak człowiek. I otrzymała ludzkie serce. A oto druga bestia, wcale niepodobna do pierwszej. Wyglądała raczej jak niedźwiedź; była podparta z jednej strony, a w paszczy między zębami, miała trzy żebra. Słyszałem, jak do niej mówiono: Podnieś się i pożeraj dużo mięsa. Patrząc dalej zobaczyłem jeszcze jedną bestię, podobną do pantery, z czterema skrzydłami ptaka na grzbiecie. Miała także cztery głowy i widać było, że odznaczała się wielką siłą. Patrzyłem dalej i oto zobaczyłem w widzeniu nocnym czwartą bestię, była straszna, przerażająca i ogromnie silna. Miała wielkie zęby z żelaza. Żarła i pochłaniała wszystko, a co pozostawało, miażdżyła nogami. Wcale nie była podobna do trzech pierwszych bestii i miała dziesięć rogów. Kiedy patrzyłem właśnie na te rogi, zauważyłem, że spomiędzy nich wyrasta mały róg. Pierwsze trzy rogi przed nim zostały wyrwane, na tym zaś, który wyrastał, były oczy podobne do oczu ludzkich oraz usta, które wypowiadały rzeczy bardzo ważne. Patrząc dalej, zobaczyłem jak ustawiano trony i jak na jednym z nich zasiadł Przedwieczny. Jego szaty były białe jak śnieg, włosy zaś na Jego głowie – jakby z wełny najczystszej. Tron Jego był cały z ognistych płomieni i poruszał się na kołach, które także płonęły ogniem. Płynęła też cała rzeka ognista, wydobywająca się spod Niego. Tysiące tysięcy służyło Mu, dziesiątki zaś tysięcy innych stało przed Nim. Odbywał się sąd i już zostały otwarte księgi. Jeszcze miałem w uszach potężne odgłosy tego, co mówił róg, i oto na moich oczach bestia została zabita. Jej ciało wkrótce uległo zniszczeniu, zostało wrzucone do ognia. Pozostałym bestiom też odebrano władzę, ale życie przedłużono im jeszcze do czasu dokładnie określonego. I dalej przypatrywałem się temu, co mi się w nocy ukazywało: I oto zobaczyłem, jak zstępowała na obłokach z nieba postać jakby Syna Człowieczego. Zbliżył się on do Przedwiecznego i podprowadzono Go tuż przed Niego. I Jemu przekazał Przedwieczny władzę, chwałę i całe królestwo oraz wszystkie ludy, narody i języki. Swoją władzę będzie sprawował na wieki i nikt Mu jej nie odbierze, a Jego królestwo nie ulegnie zagładzie. Ja, Daniel, poczułem, że umysł mój ogarnia całkowite przygnębienie. Bardzo mnie bowiem zaniepokoiły widzenia senne. Podszedłem więc do jednego ze stojących tam mężów i poprosiłem, żeby mi wyjawił całą prawdę o tym wszystkim. On zaś, odpowiadając, tak mi wyjaśnił znaczenie tych rzeczy: Te cztery wielkie bestie – to czterej królowie, którzy pojawią się na ziemi. Królestwo jednak zostanie przekazane świętym Najwyższego. Otrzymają oni to królestwo na zawsze po wszystkie czasy. Potem chciałem się dowiedzieć, co oznacza czwarta bestia, różna od wszystkich pozostałych i przerażająca, o zębach z żelaza i szponach z brązu, bestia, która żarła i pochłaniała wszystko, miażdżąc nogami resztę. Chciałem też wiedzieć, co oznacza dziesięć rogów na jej głowie oraz ten róg, który dopiero wyrastał, podczas gdy trzy pierwsze odpadły, a on sam miał oczy oraz usta, wypowiadające rzeczy wielkie, i wydawał się być znacznie większy niż pozostałe rogi. I widziałem, jak ten róg walczył ze świętymi i jak odnosił nad nimi zwycięstwo. Aż pojawił się Przedwieczny i przeprowadzono sąd, przyznając rację świętym Najwyższego. A potem nadszedł czas i święci posiedli królestwo. I tak powiedział: Czwarta bestia – to będzie czwarte królestwo ziemskie, niepodobne do wszystkich innych królestw. Pochłonie ono całą ziemię, rzuci wszystko pod swoje nogi i zmiażdży. A oto znaczenie dziesięciu rogów: Z królestwa owego wyjdzie z czasem dziesięciu władców, a po nich pojawi się jeszcze jeden, całkiem inny niż wszyscy pozostali. On to pokona trzech spośród reszty władców. Będzie też bluźnił Najwyższemu i uciskał świętych Najwyższego. Będzie również usiłował zmienić czasy i Prawo, a święci zostaną wydani w jego ręce na czas, wiele czasów i pół czasu. A potem przyjdzie na niego sąd i zostanie pozbawiony władzy, będzie pokonany i starty z ziemi. Królestwo zaś i panowanie, i wszystko, co wielkie w tych królestwach pod słońcem, zostanie przekazane ludowi świętych Najwyższego. I na wieki trwać będzie Jego panowanie, a wszystkie królestwa służyć Mu będą, słuchając Jego rozkazów. Tak oto kończy się opis. Ja, Daniel, czułem się bardzo przygnębiony na duchu. Zmieniłem się na twarzy i długo nosiłem to wszystko w swoim sercu. W trzecim roku panowania króla Baltazara, ja, Daniel, miałem znów widzenie po tym, co już poprzednio widziałem. W czasie tego widzenia zobaczyłem, że jestem w Suzie, w warowni znajdującej się w prowincji Elamu. Przypatrując się temu widzeniu, ujrzałem siebie nad rzeką Ulaj. Kiedy podniosłem oczy, żeby się rozejrzeć dokładnie, zobaczyłem barana stojącego nad rzeką: miał dwa rogi, dość długie, ale jeden był wyższy od drugiego i ten wyższy wyrósł co było widać później. I widziałem, jak baran bódł swymi rogami w stronę zachodu, ku północy i ku południu. Nie mogło mu się oprzeć żadne zwierzę i nic nie zdołało się przed nim uratować. Robił, co chciał, i stawał się coraz silniejszy. Potem zauważyłem, jak od zachodu zbliżał się kozioł. Przemierzył on całą ziemię prawie jej nie dotykając. Spomiędzy oczu wyrastał mu wspaniały róg. Zbliżył się do barana mającego dwa rogi, stojącego nad brzegiem rzeki. I ruszył na niego ze wszystkich swoich sił. Widziałem, jak dopadł barana i starł się z nim. Uderzając barana z całej siły połamał mu obydwa rogi, a baran nie potrafił go powstrzymać. Powalił barana na ziemię i miażdżył nogami. I nikt się nie znalazł, kto mógłby uratować barana. Kozioł zaś stawał się coraz silniejszy, a gdy był już w pełni swojej mocy, wyłamał się jego róg i na jego miejscu wyrosły cztery wspaniałe rogi, skierowane w cztery strony świata. Z jednego z nich, najmniejszego, wyrósł z czasem róg, który wzrastał bardzo w kierunku południowym, wschodnim oraz w stronę wspaniałego kraju Palestyny. I urósł aż do wojska niebieskiego, strącił na ziemię całe legiony oraz gwiazdy i podeptał je. Wystąpił nawet przeciwko Przywódcy legionów, zniósł składanie wiecznotrwałej ofiary i zburzył aż do fundamentów Jego przybytek, wytracił Jego wojsko, na miejsce ofiar wprowadził swoje niegodziwości, a prawdę zmieszał z ziemią. I co tylko zamierzył, zawsze doprowadzał to do końca. I słyszałem, jak jeden święty zaczął przemawiać. Tymczasem inny święty rzekł do przemawiającego: Jak długo jeszcze potrwa to widzenie: wiecznotrwała ofiara, spustoszenie powodowane niegodziwością, przybytek i wojsko podeptane nogami? A tamten odpowiedział: Jeszcze dwa tysiące trzysta wieczorów i poranków i przybytek zostanie odzyskany. Przypatrując się tym obrazom, ja, Daniel, myślałem, jakie może być ich znaczenie. I wtedy stanął przede mną ktoś o wyglądzie człowieka. I usłyszałem, głos ludzki nadchodzący od rzeki Ulaj: Gabrielu, wytłumacz mu, co znaczy to widzenie. A kiedy zbliżył się do miejsca, na którym ja byłem, ogarnęło mnie tak wielkie przerażenie, że upadłem na twarz. A on powiedział do mnie: Zapamiętaj, synu człowieczy, ze widzenie to odnosi się do końca czasów. Kiedy on do mnie mówił, ja omdlały leżałem na ziemi. I dotknął mnie i postawił na nogi. Wtedy mi powiedział: Chcę ci objawić, co się wydarzy przy końcu czasu gniewu, to, co jest przewidziane na koniec. Baran o dwu rogach, którego widziałeś – to władcy Medów i Persów. Kozioł – to król Jawanu, a wielki róg wyrastający spomiędzy oczu kozła – to pierwszy król. Róg wyłamany oraz cztery rogi, które wyrosły na jego miejscu – to cztery królestwa, które zostały utworzone z tego narodu, ale nigdy nie będą miały takiego znaczenia. Kiedy zaś nadejdzie kres ich panowania i dopełni się miara ich grzechów, powstanie król o dumnym obliczu, umiejący przenikać wszelkie tajemnice. I będzie rosła coraz bardziej jego siła, ale nie w skutek jego własnych możliwości. Będzie się podejmował dzieł przedziwnych i będą mu się one udawały. Pokona on wszystkich potężnych i wygubi cały naród świętych. Będąc bardzo przebiegłym, własnym knowaniem dopuści się zdrady. Będzie się wynosił w swoim sercu i niespodziewanie na wielu sprowadzi zagładę. Wystąpi przeciw Księciu Książąt, ale bez udziału ręki człowieka zostanie złamany. Taka jest prawda o widzeniu wieczorów i poranków, które miałeś. Lecz nie mów nikomu o tym widzeniu, bo jeszcze wiele czasu upłynie, nim się to wszystko stanie. Usłyszawszy to ja, Daniel, popadłem w omdlenie i byłem chory przez wiele dni. Potem wstałem, żeby pełnić nadal moją służbę u króla. Nic też nie mówiłem o całym widzeniu, gdyż nie rozumiałem jego znaczenia. W roku pierwszym panowania Dariusza, który pochodził z rodu Medów i był synem Artakserksesa, a rządził całym królestwem Chaldejczyków, w pierwszym roku jego panowania, ja, Daniel, badałem Pisma, licząc lata, które – zgodnie z tym, co Pan objawił prorokowi Jeremiaszowi – miały upłynąć od zburzenia Jerozolimy, a miało być owych lat siedemdziesiąt. Zwróciłem moje oblicze w stronę Pana Boga, żeby zanosić do Niego prośby i błagania, poszcząc w worze pokutnym i w popiele. I modląc się do mego Boga, wyznawałem i mówiłem: Ach, Panie mój, Boże Wielki i straszny, Ty, który dochowujesz z całą wiernością Twojego Przymierza względem tych, którzy się Ciebie boją i zachowują Twoje przykazania, zgrzeszyliśmy, dopuściliśmy się nieprawości; czyniliśmy zło, zdradziliśmy Ciebie i odwróciliśmy się od Twoich przykazań i pouczeń. Nie słuchaliśmy Twoich sług, proroków przemawiających w Twoim imieniu do naszych królów i książąt, do naszych ojców i do wszystkich mieszkańców tego kraju. U Ciebie, Panie, sprawiedliwość, nasze zaś oblicza okrywa wstyd. Oto, co spotkało nas, synów Judy, mieszkańców Jerozolimy i wszystkich Izraelitów, zarówno tych, co są blisko, jak i tych, co są daleko, w obcych krainach, po których nas rozproszyłeś z powodu występków, jakich dopuszczaliśmy się względem Ciebie. Tak, Panie, hańba naszym królom, książętom, naszym ojcom, bo zgrzeszyliśmy przeciwko Tobie. O Panie i Boże nasz, okaż nam swoje miłosierdzie i przebacz nam, bośmy Ciebie zdradzili. Nie słuchaliśmy głosu Pana i Boga naszego, nie przestrzegaliśmy Jego praw, które nam przekazywał przez swoje sługi i przez swych proroków. Cały Izrael łamał Twoje prawa i odchodził od Ciebie nie słuchając Twego głosu. Dlatego spadły na nas wszystkie przekleństwa nam poprzysiężone w Prawie Mojżesza, sługi Bożego, ponieważ zgrzeszyliśmy przeciwko Niemu. Rozkazał tedy wypełnić słowa, które wypowiedział przeciwko nam oraz przeciwko książętom sprawującym nad nami władzę: sprowadzi na nas nieszczęścia tak wielkie w Jerozolimie, że większych nigdy dotąd nie było pod słońcem. I chociaż zgodnie z tym, co jest napisane w Prawie Mojżeszowym, spadły na nas wszystkie te nieszczęścia, nie rozjaśniliśmy oblicza Pana i Boga naszego, nie odwróciliśmy się od naszych nieprawości i nie usiłowaliśmy poznać Twojej prawdy. Pan sam pilnował owych nieszczęść i czuwał, żeby spadły na nas. Pan, Bóg nasz, jest bowiem sprawiedliwy we wszystkim, co czyni, a myśmy nie słuchali Jego głosu. Teraz zaś, Panie nasz i Boże, który prawicą potężną wyprowadziłeś swój lud z ziemi egipskiej, przez co sława Twoja trwa po dzień dzisiejszy, teraz myśmy zgrzeszyli, popełniliśmy zło. Panie błagam Cię na wszystkie Twoje sprawiedliwe dzieła, odwróć zapalczywość Twego gniewu od Jerozolimy, od Twojego miasta, od Twojej świętej góry, bo z powodu naszych grzechów oraz grzechów naszych ojców Jerozolimę i cały Twój lud hańba okryła w oczach tych wszystkich, którzy nas otaczają. Wysłuchaj więc, o nasz Boże, modlitw i błagań Twojego sługi. Niech Twoje oblicze rozjaśni Twój opuszczony Przybytek, o Panie! Nakłoń Twoich uszu i racz nas wysłuchać, o mój Boże! Otwórz swoje oczy i wejrzyj na nasze poniżenie i spustoszenie miasta, nad którym wzywano Twojego Imienia. nasze błagania zanosimy do Ciebie nie ze względu na nasze dobre uczynki, lecz dla wielkiego miłosierdzia Twego. O Panie, czuwaj nad nami i zacznij działać! Przez wzgląd na siebie samego, Boże mój, nie zwlekaj! Przecież nad Twoim miastem i nad całym Twoim ludem było kiedyś wzywane Twoje święte Imię! Kiedy tak mówiłem, przedkładając moje błagania i wyznając grzechy zarówno moje, jak i całego ludu, kiedy modliłem się do Pana, Boga mojego na górze świętej mojego Boga, kiedy tak powtarzałem moje błagania, Gabriel, który objawił mi się już przedtem w wiedzeniu, pojawił się niespodziewanie nade mną w czasie składania ofiary wieczornej i powiedział do mnie: Danielu, oto przychodzę, żeby oświecić twój umysł. Gdy tylko zacząłeś się modlić, zostało wypowiedziane słowo, które ja teraz ci przekazuję. Jesteś mężem szczególnego upodobania. Staraj się wniknąć w to, co ci powiem, żebyś mógł zrozumieć należycie całe widzenie. Siedemdziesiąt tygodni wyznaczono dla ludu twego i dla świętego miasta. I skończy się wszelka nieprawość. Opieczętowane będą wszystkie występki, odpokutowane wszystkie niegodziwości. Wprowadzona zostanie sprawiedliwość na zawsze, zamknie się pieczęciami wizje i proroctwa, a to, co najświętsze, będzie namaszczone. Staraj się poznać to i zrozumieć: Od czasu zapowiedzi powrotu i odbudowania Jerozolimy, aż do czasu Księcia Pomazańca upłynie siedem tygodni i sześćdziesiąt dwa tygodnie. Zostaną odbudowane i dziedzińce, i mury, choć czasy będą wciąż pełne ucisku. Gdy zaś sześćdziesiąt dwa tygodnie upłyną i Pomazaniec zostanie zgładzony, i nie będzie już nic dla niego zburzone zostaną miasto i przybytek przez księcia, który ma nadejść. Znajdzie swój kres w nieszczęściu, a wojny z nim będą do końca i spustoszenia wcześniej zamierzone. Z wieloma zawrze on przymierze, na czas jednego tygodnia; po upływie zaś połowy tygodnia zniesie ofiary z pokarmów i ofiary krwawe. Na jednym zaś skrzydle Świątyni będzie obraz ohydnej brzydoty. I tak będzie do końca, do czasu, który jest na spustoszenie. W trzecim roku panowania Cyrusa, króla perskiego, Daniel, zwany także Belteszassarem usłyszał całkiem wyraźnie takie oto słowa: wielka wojna. Starał się zrozumieć te słowa i zostało mu przekazane w widzeniu ich znaczenie. W owym czasie ja, Daniel, czyniłem pokutę przez trzy tygodnie. Nie brałem do ust żadnych smakowitszych potraw – ani mięsa, ani wina nie tknęły moje usta; nie namaszczałem też swojego ciała, dopóki nie upłynęły owe trzy tygodnie. Dnia dwudziestego czwartego w pierwszym miesiącu, znalazłszy się nad brzegiem wielkiej rzeki Tygrys, podniosłem oczy i oto, co zobaczyłem. Przede mną stał człowiek odziany w szatę lnianą, a biodra miał przepasane czystym złotem. Całe jego ciało wyglądało tak, jakby było z chryzolitu, oblicze jaśniało jak błyskawica, oczy miał jak ogniste pochodnie, a jego ramiona i nogi lśniły, jakby były zrobione z brązu wypolerowanego, a odgłos słów, które wypowiadał, był taki, jakby mówiło wielu ludzi. Tylko ja jeden, Daniel, widziałem to wszystko. Ludzie, którzy byli ze mną, nie widzieli niczego. Ogarnęło ich tak wielkie przerażenie, że pouciekali wszyscy, żeby się gdzieś schować. Pozostałem więc sam i przypatrywałem się tej niezwykłej postaci. W końcu siły mnie już opuściły, zmieniłem się na twarzy, skuliłem się i omdlałem. Potem posłyszałem, jak mówił, i zaraz na dźwięk jego słów zasłabłem, i upadłem na twarz. I oto dotknęła mnie jakaś ręka sprawiając, że zaczęły mi drżeć kolana i dłonie. On zaś powiedział do mnie: Danielu, mężu wybrany, posłuchaj dobrze, co ci powiem. Teraz wstań, bo oto zostałem przysłany do ciebie. Gdy jeszcze to mówił, powstałem trzęsąc się cały. Wtedy on rzekł: Nie bój się, Danielu! W momencie bowiem kiedy postanowiłeś się umartwiać wobec Boga, aby uzyskać więcej światła dla swego umysłu, twoje prośby zostały wysłuchane. To właśnie z powodu twoich słów zostałem tu przysłany. Książę królestwa perskiego sprzeciwiał mi się przez dwadzieścia jeden dni, lecz Michał, jeden z pierwszych książąt, pośpieszył mi z pomocą. Zostawiłem go tam na spotkaniu z królami Persów, sam zaś przybyłem tu, żeby ci powiedzieć, co ma spotkać twój lud, gdy nadejdą dni ostateczne, do których odnosi się właśnie twoje widzenie. Kiedy zaczął mi to mówić, milcząc upadłem na twarz. Wtedy ktoś, jakby syn człowieczy, dotknął moich warg. Otworzyłem tedy usta i powiedziałem do męża, który stał przede mną: Panie mój, wskutek tego widzenia ogarnęło mnie tak wielkie przygnębienie, że całkiem z sił opadłem. Jakże więc sługa mojego pana, będąc w takim stanie, może teraz rozmawiać ze swoim panem, skoro opadłem już całkiem z sił i uchodzą ze mnie resztki życia. Wtedy owa jakby postać ludzka dotknęła mnie ponownie, a ja poczułem się nieco silniejszy. I usłyszałem słowa: Nie bój się, synu wybrany, pokój niech będzie z tobą, nabierz siły i bądź odważny! I słysząc te słowa poczułem się mocniejszy i powiedziałem: Mów, panie mój, bo to ty mnie umocniłeś. Wtedy on powiedział: Czy wiesz, po co tu przyszedłem? Otóż, muszę ci oznajmić, co jest napisane w księdze Prawdy. Potem mam wrócić, żeby dalej walczyć z księciem Persów. Kiedy zaś skończy się już ta wojna, wtedy przyjdzie książę Jawanu. Nikt nie pośpieszył mi w tym wszystkim z pomocą oprócz waszego księcia Michała, który jest mi wsparciem i zawsze gotów jest mnie podtrzymać. A teraz pragnę ci wyjawić całą prawdę: Oto jeszcze trzej królowie pojawią się w Persji, czwarty zaś będzie przewyższał bogactwami wszystkich pozostałych. Kiedy wskutek owych bogactw stanie się silny, pociągnie za sobą wszystkich na wojnę przeciwko królestwu Jawanu. Aż oto powstanie potężny król i obejmie władzę nad ogromnym królestwem i będzie postępował według własnej woli. Ale właśnie wtedy, kiedy on wystąpi, zostanie rozbite jego królestwo i rozproszone na cztery strony świata, ale nic jednak z tego mieć nie będą potomkowie władcy. Całe królestwo nie będzie już pod taką władzą jak przedtem, bo ziemia ta zostanie zabrana i oddana w obce ręce. Tymczasem umocni się król z południa, lecz jeden z jego podległych książąt przewyższy go i jego państwo stanie się jeszcze potężniejsze. W kilka lat później zawrą oni ze sobą przymierze i córka króla południa przybędzie do króla północy, żeby podpisać układy. Jednakże siłą jego ramienia nie przetrwa zbyt długo, nie utrzyma się też przy władzy jego potomstwo. Wszyscy jego potomkowie oraz ci, którzy ich popierali, jego syn oraz ci, co sprawowali nad nimi opiekę – wszyscy oni zostaną wydani. W owym czasie pojawi się na jego miejscu odrośl, wyrastająca z jego korzeni. Będzie się kierować w stronę murów obronnych i przedostanie się do wnętrza twierdzy króla północy. I odniesie nad nimi zwycięstwo. Łupem jego padną także posągi ich bogów, ich podobizny oraz drogocenne naczynia ze srebra i ze złota; wszystko to zostanie zabrane do Egiptu. przez kilka lat będzie on trzymał się z dala od króla północy. Wyruszy natomiast w tym czasie przeciwko królestwu władcy południa i znów powróci do swojej krainy. A potem powstaną jego synowie i zgromadzą armię bardzo potężną. On zaś wyruszy z siłą, rozleje się po całym kraju, powstanie i dotrze aż do jego twierdzy. Wtedy popadnie w złość król południa i wyruszy na wojnę przeciwko królowi północy, który będzie mu stawiał opór z mnóstwem swoich oddziałów. Lecz bardzo liczni wojownicy wpadną w jego ręce. Pokona ona wielu, wskutek czego pycha napełni jego serce. Dlatego choć wygładzi on dziesiątki tysięcy, sił mu w końcu zabraknie. Wtedy powróci król północy i przyprowadzi oddziały jeszcze liczniejsze niż za pierwszym razem. Gdy nadejdzie wyznaczony czas, wyruszy do walki na czele ogromnej armii i licznych taborów. Wtedy też bardzo wielu powstanie przeciwko królowi południa, najbardziej zaś gwałtowni spośród twoich synów wyruszą, aby się spełniło to, co było w widzeniu. lecz im się to nie powiedzie. Nadciągnie król północy i usypie wały oblężnicze, szykując się do zdobycia miasta obwarowanego. Nie oprą się mu wojska władcy południa, nie powstrzymają napastników najdzielniejsi z ludu. Najeźdźcy będą robić, co tylko im się podoba, nikt nie stawi im czoła. I tak osiądzie w tym wspaniałym kraju, siejąc dokoła spustoszenie. I postanowi sobie podbić całe jego królestwo; zawrze z nim przymierze i da mu za żonę jedną ze swych córek, aby go podstępnie zniszczyć. Nie dokona jednak tego, bo mu się to nie uda. Potem skieruje swoje kroki w stronę wysp, z których bardzo wiele zdobędzie. Lecz oto pewien wódz położy kres jego zuchwalstwom, tak że nie zdoła mu nawet złem za złe odpłacić. Zwróci się tedy w kierunku warowni własnego kraju, ale poniesie klęskę, polegnie i ślad po nim zaginie. Po nim przyjdzie władca, który pośle swoich poborców podatku, by zagrabili wszystkie bogactwa królewskie. Lecz władca ten już po kilku dniach zostanie obalony, choć nie dokona się to jawnie, na oczach wszystkich, czy na skutek działań wojennych. Po nim wstąpi na tron mąż znienawidzony przez wszystkich. Nie przyznają mu oznak władzy królewskiej. Pojawi się on niespodziewanie, a władzę królewską zdobędzie intrygami. Całe wojsko rozpierzchnie się i zostanie rozbite, będzie także pokonany sprzymierzony z nim książę. Ze swymi sprzymierzeńcami będzie postępował jak zdrajca, potem odejdzie i będzie się umacniał, choć przyjaciół będzie już miał niewielu. I wedle swego upodobania będzie napadał bogate krainy i uczyni, czego nie uczynili jego ojcowie ani dziadowie. Będzie rozdzielał między swoich łupy, zdobycze i bogactwa, obmyślając plany coraz to nowych ataków na różne twierdze. Ale wszystko to trwać będzie do czasu. Potem zacznie przygotowywać swoje siły i umysł przeciwko królowi południa, mając gotową już bardzo wielką armię. Król południa stanie do walki z armią również bardzo wielką i potężną, ale nie zdoła mu się oprzeć. Będą bowiem wymierzone w niego wszystkie plany wojenne. A ci, co jedli z jego stołu, rozszarpią go na drobne części, wojsko zaś jego ulegnie rozproszeniu i wielu zostanie zabitych. Serca obydwu królów będą zwrócone ku temu, co złe; zasiadając przy wspólnym stole, obaj będą mówić nieprawdę. Nic jednak przez to nie osiągną, bo nie będzie to jeszcze ich czas. Powróci on więc do swojego kraju, niosąc ze sobą ogromne bogactwa, a w sercu – niechęć do świętego Przymierza żydowskiej religii. Zacznie działać, a potem wróci do swojej krainy. A gdy nadejdzie wyznaczony czas, znów uda się na południe, ale już nie powiedzie mu się tak, jak za pierwszym razem. Zagrodzą mu drogę okręty kittejskie; przelęknie się i powróciwszy do siebie pocznie się srożyć przeciwko świętemu Przymierzu, darząc szczególnymi względami tych, co odstąpili od świętego przymierza. Potem wkroczą jego oddziały i spustoszą świątynię – twierdzę: zniosą składanie wiecznotrwałej ofiary i ustawią posąg brzydoty zionącej pustką. Tych, którzy się dopuszczą wykroczenia przeciwko Przymierzu, będzie rozzuchwalał pochlebstwami. Lecz ci, którzy uznają Boga, umocnią się i zaczną działać. Najmędrsi z ludu bardzo wielu będą udzielać pouczeń, ale w końcu polegną od miecza lub zginą w płomieniach ognia, w więzieniach i przez grabieże. Ale wszystko to tylko do czasu. A kiedy będą ginąć, niewielu pośpieszy im z pomocą, natomiast wielu przyłączy się do nich, ale obłudnie. Spośród mędrców niektórzy upadną. I tak zostaną poddani próbie, oczyszczeniu i obmyciu, zanim nadejdzie koniec czasów. Bo jeszcze nie upłynęły dni wszystkie. Król zaś będzie czynił to, co mu się spodoba, wywyższając się ponad wszystkich bogów i chwałę sobie przyznając. Przeciwko Bogu będzie mówił rzeczy obelżywe, a jednak będzie mu się wiodło dobrze, dopóki nie napełni się naczynie gniewu – bo musi się dokonać to, co zostało postanowione. Nie okazując żadnego szacunku bogom swoich ojców, nie darząc żadnymi względami wybranka kobiet, nie zważając na żadnego innego boga, siebie samego będzie stawiał ponad wszystkich. Zamiast Boga prawdziwego będzie czcił bóstwo warowni, a bogu, którego ich ojcowie wcale nie znali, będzie cześć oddawał złotem, srebrem, drogimi kamieniami i różnymi kosztownościami. Będzie napadał na potężne twierdze, szukając pomocy u obcego boga. Tym, których uzna, przekaże różne godności i władzę nad wieloma, a jako zapłatę da im do podziału ziemię. Kiedy wreszcie nadejdą dni ostatnie, wystąpi przeciwko niemu król południa. Także król północy uderzy na niego swymi rydwanami, konnicą i licznymi okrętami. Wkroczy do kraju, napadnie go i zajmie całą ziemię. Wtargnie do wspaniałego kraju i wielu wytraci. A oto kraje, które zdołają ujść rąk jego: Edom i Moab, i reszta ziemi zamieszkałej przez Ammonitów. Potem wyciągnie rękę po inne kraje. Egipt też nie zdoła ujść przed nim. W jego władaniu znajdą się skarbce ze złotem i ze srebrem oraz z wszystkimi kosztownościami Egiptu. Podążają za nim Libijczycy i Kuszyci. Lecz coraz bardziej będą go niepokoiły wieści nadchodzące ze wschodu i z północy. Wybierze się więc tam z wielkim gniewem, postanawiając zniszczyć i wygładzić wielu. Namioty swojego obozowiska ustawi pomiędzy morzem a górą świętej wspaniałości. I będzie parł naprzód, aż ku własnej zagładzie. Za dni owych pojawi się Michał, wielki książę, opiekun synów twojego ludu. Będzie to czas ucisku, jakiego dotąd jeszcze nigdy nie było, odkąd istnieje ten naród. Ale synowie narodu twego ocaleją w dniach owych: ci wszyscy, którzy są zapisani w księdze. Obudzi się wtedy wielu spośród tych, którzy spoczywają w prochu ziemi: jedni pójdą na życie wieczne, inni zaś na pohańbienie i wieczną zagładę. Wtedy mądrzy zajaśnieją jak blask firmamentu, a ci, co wielu nauczali sprawiedliwości, już po wszystkie czasy błyszczeć będą jak gwiazdy. Lecz ty, Danielu, przestań mówić i zapieczętuj księgę aż do dni ostatecznych. Wielu odda się poszukiwaniom to tu, to tam; tymczasem niegodziwość wciąż będzie rosła. Ja, Daniel, patrząc dalej zobaczyłem dwu innych ludzi, którzy stali nad rzeką, jeden na brzegu z tej strony, a drugi na brzegu z tamtej strony. Jeden z nich powiedział do męża odzianego w lnianą szatę, znajdującego się również nad brzegiem rzeki: Jak długo jeszcze mamy patrzeć na te przedziwne rzeczy? I usłyszałem, jak mąż odziany w lniane szaty i stojący nad brzegiem rzeki zaczął mówić, podniósłszy przedtem obydwie ręce, prawą i lewą, ku niebu i poprzysiągłszy w ten sposób na Odwiecznie Żyjącego: Gdy upłynie czas, czasy i pół czasu, dopełni się to wszystko, a ten, który niszczy moc świętego ludu, zostanie zgładzony. Słyszałem te słowa, ale ich nie rozumiałem. A potem sam zapytałem: Panie mój, a jaki będzie ten koniec? Wtedy on powiedział: Odejdź, Danielu! Słowa te muszą pozostać zamknięte i zapieczętowane, dopóki nie nadejdą dni ostateczne. Bardzo wielu będzie obmytych, wybielonych, oczyszczonych. A przewrotni nadal będą czynić zło; bezbożni nie zrozumieją niczego. Zrozumieją to tylko mądrzy. Od czasu zniesienia ofiary wiecznotrwałej i ustawienia posągu ohydy wiejącej pustką upłynie tysiąc dwieście dziewięćdziesiąt dni. Błogosławiony ten, kto się ostoi i wytrwa aż do dnia tysiąc trzysta trzydziestego piątego. A ty idź i odpocznij trochę, i nic nie mów, dopóki nie nadejdą dni ostateczne. Żył w Babilonie mąż imieniem Joakim. Wziął on sobie za żonę Zuzannę, córkę Chilkiasza. Była to kobieta niezwykle piękna i bogobojna. Jej rodzice byli ludźmi sprawiedliwymi i wychowali swoją córkę zgodnie z Prawem Mojżesza. Joakim był człowiekiem bardzo zamożnym. Piękny ogród otaczał jego dom. Przychodziło do niego wielu Żydów, gdyż szanowano go bardziej niż kogokolwiek innego. Otóż wybrano kiedyś spośród ludu dwóch starców i powierzono im urząd sędziów. To do nich miały się odnosić później słowa Pana: Na Babilon przyszła nieprawość starców – sędziów, którzy mieli być przywódcami ludu. Ludzie ci nawiedzali często dom Joakima, a wszyscy, którzy mieli jakieś sprawy sporne, przychodzili do nich. Około południa, gdy ludzie już odchodzili, Zuzanna udawała się na spacer do ogrodu swego męża. Obaj starcy, widywali ją każdego dnia, gdy wychodziła na spacer, i zapałali do niej żądzą. Doszło do tego, że potracili głowy, przestali zwracać swe oczy ku Niebu i zaniedbali się w obowiązkach sędziowskich. Obaj opanowani pożądliwością ukrywali przed sobą swoje udręki. Wstydząc się przyznać do chęci zbliżenia się do niej, każdego dnia robili jednak wszystko, by choć na nią popatrzeć. Pewnego razu, powiedziawszy sobie: Chodźmy, bo już czas na posiłek, rozeszli się, każdy w swoją stronę, ale wkrótce zawrócili i znów się spotkali w tym samym miejscu. Czując potrzebę wytłumaczenia się jeden przed drugim, przyznali się wreszcie każdy do swej żądzy i wspólnie postanowili szukać sposobności, by spotkać się sam na sam z Zuzanną. Czekali więc tylko na dogodną okazję. Aż oto pewnego dnia przyszła Zuzanna, tak jak za dni poprzednich, w towarzystwie tylko dwu służących i, ponieważ było bardzo gorąco, postanowiła się wykąpać w ogrodzie. W ogrodzie nie było nikogo – oprócz dwóch starców, którzy przypatrywali się jej z ukrycia. Zuzanna powiedziała do swoich służących: Przynieście mi olejku i balsamu, zamknijcie dobrze wejście do ogrodu, żebym mogła się wykąpać. Posłuchały polecenia, zamknęły wejście do ogrodu i wyszły bocznymi drzwiami, żeby przynieść to, co im nakazano. Nic jednak nie wiedziały o ukrywających się w ogrodzie starcach. Gdy tylko służące wyszły, obaj starcy przybiegli i rzucili się na nią mówiąc: Wejście do ogrodu jest zamknięte i nikt nas nie widzi. My tak bardzo cię pożądamy. Zgódź się i zbliż się do nas! Jeżeli się nie zgodzisz, przedstawimy świadka, który zezna, że widział cię z młodym człowiekiem i że ty dlatego właśnie odesłałaś od siebie służące. I zaczęła się uskarżać Zuzanna mówiąc: Zostałam pochwycona i osaczona ze wszystkich stron. Jeżeli pójdę z wami – czeka mnie śmierć; jeżeli wam odmówię i tak nie zdołam się wam wymknąć. Wolę więc już jako niewinna wpaść w wasze ręce niż zgrzeszyć w obliczu Pana. I podniosła wielki krzyk. Obaj starcy też zaczęli krzyczeć, a jeden z nich pobiegł i otworzył wejście do ogrodu. Gdy ci, co byli w domu usłyszeli krzyki dochodzące z ogrodu, rzucili się do bocznych drzwi, żeby zobaczyć, co się stało. Usłyszawszy opowieść starców, służący poczuli się zmieszani, bo nigdy takich rzeczy nie mówiono o Zuzannie. Następnego dnia zebrali się wszyscy u jej męża Joakima. Przybyli też obaj bezbożni starcy, nie myślący o niczym innym, jak tylko o jej śmierci. To oni powiedzieli do całego zgromadzenia: Niech wejdzie Zuzanna, córka Chilkiasza, żona Joakima! Gdy ją wezwano, weszła w towarzystwie swoich rodziców, dzieci i wszystkich krewnych. Zuzanna była delikatna i wyglądała bardzo pięknie. Ponieważ miała na twarzy zasłonę, ci nędznicy zerwali z niej welon, żeby nasycić swój wzrok jej pięknością. Płakali wszyscy jej najbliżsi oraz ci, którzy na nią patrzyli. Obaj zaś starcy powstali i wobec całego zgromadzenia poczęli zadawać jej pytania. A ona tylko płakała, zwróciwszy oczy ku niebu i ufność całą złożywszy w Bogu. Starcy zaś tak zaczęli mówić: Gdy byliśmy obaj na przechadzce w ogrodzie, weszła do ogrodu ta oto kobieta, a z nią dwie jej służące. Kiedy kobieta zamknęła drzwi i odesłała służące, zbliżył się do niej z ukrycia pewien młody człowiek i położył się z nią. Byliśmy wtedy w drugim końcu ogrodu. Zobaczywszy taką niegodziwość, przybiegliśmy do nich. Dobrze widzieliśmy ich oboje razem, ale nie mogliśmy przeszkodzić młodemu człowiekowi: ponieważ był silniejszy od nas, otworzył on sobie wejście do ogrodu i zbiegł. Natomiast ją pochwyciliśmy i zapytaliśmy, kto to był. Lecz ona nie chciała nam powiedzieć. Tyle mamy do powiedzenia. I uwierzyli im wszyscy zgromadzeni, wśród których znajdowali się starsi ludu i sędziowie. Zuzanna została skazana na śmierć. Wtedy zaczęła wołać głośno: Boże Wiekuisty, Ty, który znasz wszystko, nim się jeszcze stanie, Ty wiesz dobrze, że oni mnie fałszywie oskarżyli. Oto mam umrzeć teraz niewinnie tylko dlatego, że oni uknuli przeciwko mnie tę złośliwość. I Pan jej wysłuchał. Kiedy już prowadzono ją na śmierć, wzbudził Bóg świętego ducha ducha mądrości w młodzieńcu imieniem Daniel, który zaczął wołać na cały głos: Nie jestem winien krwi tej niewiasty! Wszyscy zwrócili się w jego stronę i zapytali go: Co znaczą słowa, które wypowiedziałeś przed chwilą? A on, stanąwszy przed całym zgromadzeniem odpowiedział: Czy aż tak niemądrzy jesteście, wy, synowie Izraela, że chcecie wydać na śmierć córkę izraelską, nie przeprowadzając przedtem żadnego dochodzenia i nie mając pewności co do jej winy? Wróćcie do sądu, bo ci złożyli fałszywe przeciw niej zeznania. Kiedy wszyscy wracali pospiesznie na miejsce sądu, starsi ludu powiedzieli do Daniela: Chodź razem i pozostań z nami. Chcemy, żebyś nam przedstawił swoje zdanie, bo widzimy, że dał ci Bóg przywilej twojego wieku. Wtedy Daniel powiedział: Rozdzielcie ich, jednego od drugiego, chcę ich przebadać pojedynczo. Gdy ich rozdzielono, wezwał Daniel jednego z nich i zapytał go: W swej niegodziwości dożyłeś sędziwego wieku i teraz wychodzą na wierzch twoje bezeceństwa, żeby cię zgubić. Oto wydawałeś niesprawiedliwe wyroki i skazywałeś na karę niewinnych, a usprawiedliwiałeś winnych. A przecież Pan powiedział: Nie będziesz wydawał na śmierć niewinnego ani sprawiedliwego! Powiedz nam teraz, skoro ich tak dobrze widziałeś, pod jakim drzewem byli oni razem: A on odpowiedział: Pod lentyszkiem. Otóż dobrze! powiedział Daniel. Twoje kłamstwo spadnie na twoją własną głowę. Już anioł Pański otrzymał wyrok na ciebie i nadchodzi, żeby cię rozedrzeć na dwoje. I odesłał tego, a przywoławszy drugiego, powiedział mu: Ty, potomku kananejski a nie judzki, którego piękność niewiasty sprowadziła na manowce, a pożądliwość – znieprawiła serce! Tak postępowaliście z córkami Izraela, a one, bojąc się, przyzwalały na to. Ale córka Judy nie zgodziła się na waszą niegodziwość! Powiedz mi zatem, pod jakim to drzewem zastałeś ich razem? A on odpowiedział: Pod dębem. Otóż dobrze! powiedział Daniel. I twoje kłamstwo spadnie na twoją głowę. Już czeka na ciebie anioł Pański z mieczem w ręku, żeby cię nim rozrąbać na dwoje i tak skończyć z wami. Wszyscy zebrani zaczęli wtedy krzyczeć głośno, błogosławiąc Boga za to, że ocala tych, co Jemu zaufali. Potem zwrócili się przeciwko obu starcom, którzy osobiście przyznali się, za sprawą Daniela, do złożenia fałszywych zeznań. Zgodnie z Prawem Mojżesza wymierzono im karę, którą oni chcieli sprowadzić na swoich bliźnich. Skazano na śmierć ich właśnie i nie rozlano tym razem krwi niewinnej. Chilkiasz zaś i jego żona dziękowali Bogu za ocalenie ich córki Zuzanny. Dzięki czynił także Joakim, jej małżonek, i wszyscy krewni za to, że nie znaleziono w niej żadnej niegodziwości. A Daniel od tego dnia uchodził za wielkiego w oczach ludu. Kiedy król Astiages dołączył do swoich przodków, władzę po nim objął Pers Cyrus. Daniel pozostawał blisko króla, a ten cenił go bardziej niż któregokolwiek ze swych przyjaciół. Otóż był w tym czasie czczony w Babilonie bożek Bel, któremu składano każdego dnia dwanaście miar najczystszej mąki, czterdzieści jagniąt i sześć miar wina. W składaniu tych ofiar uczestniczył także król, który każdego dnia chodził oddawać cześć bożkowi. Natomiast Daniel czcił swojego Boga. Kiedyś zapytał król Daniela: Dlaczego nie oddajesz czci Belowi? A Daniel odpowiedział: Nie oddaję czci żadnym bóstwom uczynionym rękami ludzkimi. Czczę jedynie Boga żywego, który stworzył niebo i ziemię i ma władzę nad wszelkim ciałem. Rzekł na to król: Uważasz tedy, że Bel nie jest bogiem żyjącym? Czy nie widzisz, ile on spożywa i wypija każdego dnia? Daniel uśmiechnął się na to i powiedział: Nie daj się oszukiwać, królu! Przecież cały on w środku jest wypełniony gliną, a na zewnątrz pokryty miedzią. On nigdy jeszcze niczego ani nie zjadł, ani nie wypił. Wtedy król rozgniewawszy się, przywołał swoich kapłanów i powiedział do nich: Jeżeli nie powiecie mi, kto spożywa te wszystkie pokarmy, zginiecie. Jeżeli zaś udowodnicie, że spożywa je Bel, na śmierć pójdzie Daniel, dlatego że zbluźnił. Wówczas Daniel powiedział do króla: Niech się stanie królu, jak sobie życzysz. Kapłanów zaś było siedemdziesięciu, nie licząc kobiet i dzieci. Udał się więc król z Danielem do świątyni Bela. Kapłani Bela powiedzieli: My teraz wyjdziemy stąd, a ty, królu, przygotuj posiłek i podaj zmieszane wino. Potem racz zamknąć drzwi, nakładając na nie twoją pieczęć. Gdy przyjdziesz jutro rano i nie stwierdzisz, że wszystko zostało spożyte przez Bela, to ześlesz na nas karę śmierci. Jeżeli zaś okaże się coś innego, to śmierć spotka tego oszczercę Daniela. W swym zuchwalstwie myśleli o ukrytym przejściu, jakie kazali zrobić pod stołem. Tamtędy właśnie przychodzili każdego dnia i zabierali dary ofiarne. Gdy już kapłani wyszli, a król zakończył swoją posługę dla Bela, Daniel polecił służbie, by przyniesiono popiołu i posypano nim całą podłogę w świątyni, przy czym nikt oprócz króla tego nie widział. Wyszedłszy zamknęli drzwi, nałożyli na nie pieczęć królewską i odeszli. Nocą, tak jak przedtem, przyszli kapłani ze swymi żonami i dziećmi i zjedli oraz wypili wszystko. Następnego dnia król wstał bardzo rano, także Daniel. I zapytał król Daniela: Danielu, czy pieczęcie nie zostały naruszone? Są nienaruszone, o królu, odpowiedział Daniel. Gdy tylko otwarto drzwi, król, spojrzawszy na stół, zawołał: Wielki jesteś, Belu, i nie ma w tobie żadnego kłamstwa. Daniel roześmiał się i przeszkodził królowi wejść do wnętrza. A potem powiedział: Racz popatrzeć, o królu, na podłogę, przyjrzyj się dobrze śladom, które widzisz. Rzeczywiście widzę ślady mężczyzn, kobiet i dzieci – powiedział król. I rozgniewał się bardzo i kazał wtrącić do więzienia kapłanów, ich żony i dzieci, a oni sami już pokazali ukryte wejście, przez które wynosili wszystko, co znajdowali na stole. I skazał ich król na śmierć, a Bela wydał Danielowi, który zburzył zarówno posąg Bela, jak i jego świątynię. Był w Babilonie wielki smok, któremu oddawano cześć. Powiedział król do Daniela: Czy i o nim powiesz, że jest zrobiony z brązu? Popatrz, przecież on i je, i pije. Nie możesz powiedzieć, że to nie jest bóg żyjący. Zechciej mu więc oddać cześć. Daniel odpowiedział: Ja czczę tylko Pana, Boga mojego. Tylko On jest Bogiem żyjącym. Jeśli mi pozwolisz, królu, zabiję tego smoka nie posługując się ani mieczem, ani nawet zwykłą pałką. I zgodził się król. Wziął tedy Daniel smoły, łoju, włosia, kazał wszystko ugotować, zrobił z tego placki, które wrzucił w paszczę smoka. Smok połknąwszy wszystko rozpękł się na dwoje. A Daniel powiedział: Oto zobaczcie teraz, komu cześć oddajecie! Kiedy Babilończycy dowiedzieli się o tym, rozgniewali się bardzo i buntując się przeciwko królowi, mówili: Nasz król stał się Żydem, bo kazał zburzyć posąg Bela i zabić smoka, wytracił również wszystkich kapłanów. Przyszli tedy i powiedzieli królowi: Wydaj nam Daniela, bo inaczej zginiesz ty sam i wszyscy twoi domownicy. Wobec takiego nacisku, król poczuł się zmuszony wydać im Daniela. Oni zaś wrzucili Daniela do lwiej jaskini, w której pozostawał przez sześć dni. W jaskini było siedem lwów. Dawano im codziennie dwa ludzkie ciała i dwa barany. Wtedy nie dano im nic, żeby tym gwałtowniej rzuciły się na Daniela. W Judei zaś żył w tym czasie prorok Habakuk. Przygotował on specjalny napój, napełnił kosz małymi kromkami chleba i poszedł na pole, aby zanieść ten posiłek żniwiarzom. Lecz anioł Pański powiedział do niego: Zanieś to jedzenie Danielowi, który znajduje się w Babilonie, w lwiej jaskini. A Habakuk powiedział: Panie, nigdy w życiu nie byłem w Babilonie i nie znam żadnej jaskini z lwami. Wtedy anioł Pański pochwycił go za włosy na czubku głowy i zaniósł – z prędkością gwałtownego wichru – aż do Babilonu, i pozostawił przed wejściem do lwiej jamy. Wówczas Habakuk zawołał: Danielu, Danielu, masz tu jedzenie, które ci sam Bóg przysyła. Daniel zaś powiedział: Raczyłeś wspomnieć na mnie, o Boże mój, i nigdy nie opuszczasz tych, którzy cię miłują. Potem wstał i posilił się, anioł Pański zaś przeniósł zaraz Habakuka do jego kraju. Siódmego dnia przyszedł król, by opłakiwać Daniela. Przyszedł do lwiej jamy, zajrzał i zobaczył, że Daniel siedzi zdrów i cały. Wtedy zawołał doniosłym głosem: Wielki jesteś, Panie, Boże Daniela, i oprócz Ciebie nie ma żadnego innego Boga! I kazał wyprowadzić Daniela z lwiej jaskini, a wrzucić tam tych, którzy czyhali na jego zgubę. I jeszcze na jego oczach wszyscy zostali pożarci przez lwy.