Druga Księga Kronik I umacniał się Salomon, syn Dawida, w swojej królewskiej władzy, a Jahwe, jego Bóg, był z nim i wynosił go coraz wyżej. Rozkazywał Salomon całemu Izraelowi, wszystkim dowódcom oddziałów liczących po tysiąc albo po stu ludzi, sędziom, książętom całego Izraela i naczelnikom rodów. Chodził też Salomon z całym zgromadzeniem na wyżynę gibeońską, gdzie znajdował się Namiot Spotkania z Bogiem, zbudowany przez sługę Bożego Mojżesza, kiedy jeszcze przebywał on na pustyni. Natomiast arkę Bożą Dawid przeprowadził z Kiriat-Jearim na miejsce, które sam dla niej przygotował. Dawid zbudował bowiem dla arki specjalny namiot w Jerozolimie. Znajdował się tam również (na wzgórzu) przed przybytkiem Jahwe ołtarz brązowy, zbudowany przez Besaleela, syna Uriego, syn Chura. Przychodził tam Salomon z całym zgromadzeniem, aby wspólnie szukać Jahwe. Tam też, na ołtarzu brązowym, który wznosił się przed Jahwe w pobliżu Namiotu Spotkania, złożył Salomon pewnego razu tysiąc ofiar całopalnych. Zaraz następnej nocy Bóg ukazał się Salomonowi i rzekł mu: Powiedz, co chcesz, żebym ci dał. A Salomon odpowiedział Bogu: Tyle dobroci okazałeś już ojcu mojemu, Dawidowi, i zechciałeś, żebym ja objął po nim władzę. Spraw zatem, Panie, Boże mój, aby się wypełniły słowa Twoje, wypowiedziane do ojca mojego, Dawida, skoro już zechciałeś, abym sprawował władzę nad ludem, który jest tak liczny jak proch ziemi. Racz mi tedy udzielić daru mądrości i rozumienia, abym umiał kierować Twoim ludem. Bo któż potrafi (sam z siebie) rządzić Twoim ludem, tak wielkim? Powiedział tedy Bóg do Salomona: Ponieważ takie jest pragnienie twojego serca, ponieważ nie prosisz o bogactwa ani o skarby, ani o sławę, ani o zgubę dla swoich wrogów, co więcej, nie prosisz nawet o długie życie, ale o dar mądrości i rozumienia, żebyś umiał postępować z ludem, nad którym dałem ci władzę - daję ci i mądrość, i dar rozumienia. Prócz tego dam ci bogactwa i skarby, i sławę tak wielką, jakiej nikt nie miał przed tobą i po tobie mieć nie będzie. Potem wrócił Salomon z wyżyny gibeońskiej, sprzed Namiotu Spotkania, do Jerozolimy i sprawował władzę nad Izraelem. Nagromadził też Salomon wiele rydwanów i zebrał licznych jeźdźców. W sumie miał Salomon tysiąc czterysta rydwanów i dwanaście tysięcy jeźdźców; rozmieścił ich w miastach, w których przechowywano rydwany, niedaleko od siedziby króla w Jerozolimie. Doprowadził król również do tego, że srebra i złota było w Jerozolimie tak dużo jak zwykłych kamieni, a cedrów tyle co sykomor rosnących na równinie. Konie kupował Salomon w Egipcie i w Koa. Kupcy Salomona sprowadzali je stamtąd całymi stadami po dogodnych cenach. Przybywali do Egiptu i kupowali tam rydwany, płacąc po sześćset sykli srebra za sztukę, a po pięćdziesiąt sykli za konia. W ten sam sposób, przez tych samych ludzi, nabywali (konie i rydwany) wszyscy królowie chetyccy i aramejscy. Salomon postanowił zbudować świątynię dla Imienia Jahwe i pałac królewski dla samego siebie. Wyznaczył Salomon siedemdziesiąt tysięcy robotników, którzy mieli być zatrudnieni przy noszeniu materiałów, osiemdziesiąt tysięcy kamieniarzy miało pracować w górach, a trzy tysiące sześciuset zostało wyznaczonych do czuwania nad przebiegiem robót. Posłał Salomon swoich ludzi z następującą prośbą do króla Tyru Hurama: Zechciej i mnie wyświadczyć dobrodziejstwo jakie kiedyś wyświadczyłeś mojemu ojcu, Dawidowi, wysyłając mu drewno cedrowe na dom, który sobie zamierzał zbudować. Przystępuję bowiem do budowy świątyni dla imienia Jahwe, mojego Boga. Jemu pragnę ją poświęcić, by były tam palone przed Jego obliczem wonne kadzidła i składane chleby pokładne, ofiary całopalenia każdego dnia rano i wieczorem, we wszystkie szabaty i nowie księżyca oraz w święta Jahwe, naszego Boga - wszystko zgodnie z tym, co nakazał On Izraelowi czynić po wszystkie czasy. Świątynia, którą zamierzam zbudować, musi być wielka, bo nasz Bóg większy jest od wszystkich bogów. Któż jednak jest w stanie zbudować dom dla Tego, którego nie mogą objąć niebiosa i niebiosa niebios? Kimże ja jestem, że mam zbudować dla Niego świątynię albo palić przed Nim wonne kadzidła? Przyślij mi tedy, proszę, zdolnego rzemieślnika, który potrafi wyrabiać różne przedmioty ze złota i ze srebra, z brązu i żelaza, z purpury czerwonej, z karmazynu oraz z purpury fioletowej; takiego, który by się znał na sztuce rzeźbienia i potrafił współpracować z rzemieślnikami, jacy są u mnie, w Judei i w Jerozolimie, i zostali już do tych prac przygotowani przez mojego ojca, Dawida. Przyślij mi także z Libanu drewna cedrowego, cyprysowego i sandałowego, wiem bowiem, że twoi słudzy potrafią ścinać drzewa w Libanie. Moi słudzy będą pracować razem z twoimi sługami. W ten sposób przygotują mi dostatecznie dużo drewna, gdyż świątynia, którą zamierzam zbudować, musi być wielka i wspaniała. Dla twoich sług, drwali, zatrudnionych przy ścinaniu drzew, przeznaczam na pożywienie dwadzieścia tysięcy kor pszenicy, dwadzieścia tysięcy kor jęczmienia, dwadzieścia tysięcy bat wina i dwadzieścia tysięcy bat oliwy. Huram, król Tyru, przekazał Salomonowi listem taką oto odpowiedź: Ponieważ Jahwe miłuje swój lud, ustanowił cię królem nad nim. I dalej pisał Huram: Błogosławiony niech będzie Jahwe, Bóg Izraela, który stworzył niebo i ziemię, że dał królowi Dawidowi syna mądrego, roztropnego i bardzo pojętnego i zlecił mu budowę świątyni Jahwe oraz pałacu królewskiego. Posyłam ci więc człowieka bardzo zdolnego i mądrego, Huram-Abiego. Jego matka pochodził z córek Dana, ojciec zaś był Tyryjczykiem. Umie on sporządzać różne przedmioty ze złota i srebra, z brązu i z żelaza, z kamieni i z drewna, z purpury czerwonej i fioletowej, z karmazynu i z bisioru. potrafi także wykonywać rzeźby i rysować wszelkie plany, o jakie tylko się go poprosi. (Będzie mógł) współdziałać z twoimi rzemieślnikami oraz z ludźmi doświadczonymi mojego pana, a twojego ojca, Dawida. Racz tedy tylko, panie mój, wysłać swoim sługom pszenicę, jęczmień, oliwę i wino w obiecanych ilościach. My zaś zabierzemy się do ścinania drzew na Libanie. Ścięte drzewa prześlemy na tratwach drogą morską aż do Jafy, skąd ty już dostarczysz je do Jerozolimy. W tym czasie Salomon przeprowadził spis wszystkich żyjących w Izraelu cudzoziemców według wykazu, który kiedyś sporządził jego ojciec, Dawid. Okazało się, że wszystkich było sto pięćdziesiąt trzy tysiące sześciuset. Spośród nich siedemdziesiąt tysięcy przeznaczył do noszenia materiałów (budowlanych), osiemdziesiąt tysięcy - do wydobywania kamieni w górach oraz trzy tysiące sześciuset do nadzorowania wszelkich robót. I zaczął Salomon budowę świątyni Jahwe w Jerozolimie, na górze Moria, wskazanej Dawidowi, jego ojcu, na tym miejscu, które Dawid już pod budowę przygotował, tam gdzie znajdowało się kiedyś klepisko Jebusyty Ornana. Budowę rozpoczęto drugiego dnia drugiego miesiąca w czwartym roku panowania króla Salomona. A oto wymiary fundamentów, które położył Salomon pod budowę świątyni Bożej. Długość - licząc według starych łokci - wynosiła sześćdziesiąt łokci, szerokość zaś dwadzieścia łokci. Przedsionek, znajdujący się przed świątynią na całej jej szerokości, był długi na dwadzieścia łokci, a jego wysokość wynosiła sto dwadzieścia łokci. Od strony wewnętrznej cały przedsionek został przez Salomona wyłożony czystym złotem. Główne pomieszczenie wyłożył on drewnem cyprysowym i szczerym złotem oraz pokrył płaskorzeźbami, przedstawiającymi palmy i łańcuchy. Przyozdobił świątynię drogimi kamieniami, a złoto, którego używał, pochodziło z Parawaim. Wyłożył złotem świątynię, to znaczy belki, progi, ściany i odrzwia, a na ścianach kazał wyrzeźbić cheruby. Zbudowano także Święte Świętych, którego długość, odpowiadająca szerokości świątyni, wynosiła dwadzieścia łokci, a szerokość też dwadzieścia łokci. Pokrył je całe czystym złotem, którego zużyto na ten cel sześćset talentów, na gwoździe zaś wyszło pięćdziesiąt sykli złota. Górne pomieszczenia również wyłożył złotem. W Świętym Świętych ustawiono dwa rzeźbione cheruby, również całe pokryte złotem. Rozpostarte skrzydła cherubów były długie na dwadzieścia łokci. Jedno skrzydło (pierwszego) cheruba, długie na pięć łokci, dotykało ściany świątyni, a drugie, o długości również pięciu łokci, stykało się ze skrzydłem drugiego cheruba. Jedno skrzydło drugiego cheruba, długie na pięć łokci, dotykało ściany świątyni, drugie zaś, długości również pięciu łokci, stykało się ze skrzydłem pierwszego cheruba. Rozpostarte obydwa skrzydła miały dwadzieścia łokci długości. Cheruby były przedstawione w postaci stojącej, twarzami zaś były zwrócone w stronę świątyni. Kazał też Salomon wykonać zasłonę z purpury fioletowej, z purpury szkarłatnej, z karmazynu i z bisioru. Na zasłonie polecił wyszyć cheruby. Przed świątynią ustawił dwie kolumny wysokie na trzydzieści pięć łokci, głowice zaś znajdujące się na szczytach kolumn, miały po pięć łokci wysokości. Wyrzeźbiono również jakby wieńce na kształt łańcuchów, które oplatały głowice kolumn, a w poszczególnych ogniwach łańcuchów umieszczono sto wyrzeźbionych owoców granatu. Kolumny ustawiono przed świątynią, jedną z prawej, a drugą z lewej strony. Ta z lewej otrzymała imię Jakin, ta z prawej - Boaz Zrobił Salomon ołtarz z brązu, długi na dwadzieścia łokci, szeroki też na dziesięć łokci. Z brązu również odlał tak zwane morze o średnicy dziesięciu łokci, dokładnie okrągłe. Jego wysokość wynosiła pięć łokci, a obwód trzydzieści łokci. Rzeźby w kształcie wołów znajdowały się pod spodem morza, dokoła niego, po dziesięć na każdym łokciu, w dwóch szeregach. Woły tworzyły razem z morzem jeden odlew. Całe morze spoczywało na dwunastu wołach, z których trzy skierowane były na północ, trzy na zachód, trzy na południe i trzy na wschód. Morze umieszczone było nad nimi tak, że ich grzbiety były pod nim ukryte. Ściany morza były grube na szerokość dłoni, a obrzeże przypominało wyglądem kielich kwiatu lilii. Morze mogło pomieścić trzy tysiące batów. Poza tym kazał Salomon wykonać dziesięć kadzi, z których pięć ustawiono po prawej i pięć po lewej stronie (morza), a wszystkie miały służyć do obmyć. Tam oczyszczano to wszystko, co było przeznaczone na ofiary całopalenia, Kapłani zaś dokonywali swoich obmyć w morzu miedzianym. Wykonano także, według otrzymanych wskazań, dziesięć świeczników ze złota. Świeczniki umieszczono przed wejściem do Świętego Świętych, pięć po prawej i pięć po lewej stronie. Ponadto zrobiono dziesięć stołów i postawiono w świątyni pięć z nich po prawej i pięć po lewej stronie. Wykonano też sto czar ze złota. Urządzono dziedziniec dla kapłanów oraz wielki dziedziniec i wiodące do niego bramy, których podwoje pokryto brązem. Morze było ustawione z prawej strony, w kierunku zachodnio-południowym. W końcu zrobił Huram kotły, łopatki i kropielnice. I tak doprowadził Huram do końca prace, które wykonywał dla Salomona wewnątrz świątyni Bożej. Oto, co zrobił: dwie kolumny z owalnymi głowicami na szczytach; dwie jakby siatki pokrywające głowice, znajdujące się na szczytach kolumn; czterysta owoców granatu do obydwu siatek, po dwa rzędy granatów na każdej siatce, okrywającej głowice, które znajdowały się na szczytach kolumn; dziesięć kadzi na podstawach, tak zwane morze wsparte na dwunastu rzeźbionych wołach; kotły, łopatki i widełki do mięsa i wszystkie pozostałe sprzęty. Wszystko to wykonał mistrz Huram-Abi na polecenie króla Salomona dla świątyni Jahwe. Przedmioty były wykonane z polerowanego brązu. Król polecił je odlewać na równinie nadjordańskiej, między Sukkot i Seredata. Przedmiotów tych kazał Salomon uczynić tak dużo, że brązu na nie zużytego nikt nie był w stanie zważyć. Salomon kazał również wykonać wszystkie inne przedmioty dla świątyni Jahwe, a więc ołtarz ze złota, stoły, na których miały się znajdować chleby podkładne; świeczniki, razem z lampami, ze szczerego złota, do zapalania według przepisów prawa przed Świętym Świętych; kwiaty, lampy, szczypce ze złota, z najcenniejszego złota; nożyce do obcinania knotów, kropielnice, czary i popielnice - też ze szczerego złota. Nadto wszystkie zawiasy u bram wewnętrznych do Świętego Świętych oraz u bramy prowadzącej do samej świątyni były wykonane ze złota. I tak zostały zakończone wszystkie prace, które Salomon podjął w świątyni Jahwe. Przyniósł też Salomon to wszystko. co ofiarował na świątynię jego ojciec, Dawid, a także wszelkie srebro, złoto oraz wszystkie naczynia. Wszystko to umieszczono w skarbcach świątynnych. Zwołał wtedy Salomon do Jerozolimy starszych Izraela i wszystkich przywódców pokoleń oraz naczelników rodów izraelskich, żeby przenieść arkę Jahwe z Miasta Dawidowego, to jest z Syjonu (do świątyni). Zgromadzili się więc wszyscy synowie Izraela u króla, żeby wziąć udział w uroczystościach, które zostały wyznaczone na miesiąc siódmy. Gdy już przyszli na miejsce, synowie Lewiego przystąpili do przenoszenia arki. Niesiono samą arkę, a prócz tego Namiot Spotkania i wszystkie święte sprzęty znajdujące się w namiocie. Nieśli to wszystko kapłani i lewici. Na samym przedzie, przed arką, szedł król Salomon oraz wszyscy synowie Izraela zebrani wokół niego. Składali oni tak wiele ofiar z owiec i cielców, że nikt nie był w stanie ich policzyć. Kapłani przynieśli Arkę Przymierza Jahwe do świątyni, wprowadzili do Świętego Świętych i umieścili pod skrzydłami cherubów. Cheruby miały skrzydła rozpostarte nad miejscem przeznaczonym dla arki i okrywały nimi zarówno arkę, jak i drążki do jej przenoszenia. Drążki były tak długie, że ich końce wystawały poza Święte Świętych; z zewnątrz jednak nie było ich widać. Pozostają tam aż do dnia dzisiejszego. W arce nie było nic oprócz dwóch tablic, które złożył w niej Mojżesz, gdy na górze Horeb Jahwe zawarł przymierze z synami Izraela po ich wyjściu z Egiptu. Potem kapłani wyszli ze Świętego Świętych (wszyscy tam weszli), bo wszyscy, nie przestrzegając podziału na klasy poddali się oczyszczeniu. Wszyscy zaś lewici-śpiewacy: Asaf, Heman, Jedutun, ich synowie i bracia, ubrani w bisior, stali z cymbałami, cytrami i harfami po wschodniej stronie ołtarza. Obok nich znajdowało się stu dwudziestu kapłanów, którzy grali na trąbach. Kiedy tylko zabrzmiały ich trąby i dał się słyszeć śpiew zestrojony w jeden głos wdzięczności i chwały na cześć Jahwe, dołączyły do tego inne trąby, cymbały i pozostałe instrumenty muzyczne. Wszyscy uwielbiali Jahwe, wołając: Dobry jest, a miłosierdzie Jego na wieki. I w jednej chwili świątynię Jahwe wypełnił obłok chwały Pańskiej. Kapłani nie mogli już dłużej pozostać wewnątrz, żeby sprawować swoją służbę, bo wszystko przenikał obłok. Chwała Jahwe wypełniła bowiem całą świątynię Bożą. Wtedy powiedział Salomon; Jahwe pragnie zamieszkać w mrokach. A ja zbudowałem Ci dom na zamieszkanie, przygotowałem Ci miejsce, w którym mógłbyś pozostawać na wieki. Potem odwrócił się król i pobłogosławił zgromadzenie synów Izraela. Wszyscy zaś zgromadzeni Izraelici stali. A Salomon mówił: Niech będzie błogosławiony Jahwe, Bóg Izraela, który własnymi przemówił ustami do ojca mojego, Dawida, a potem własnymi rękami wypełnił to, co tak przepowiedział: Od czasu wyprowadzenia mojego ludu z Egiptu nie wyznaczyłem wśród wszystkich pokoleń izraelskich żadnego miasta i nie domagałem się, żeby tam budowano dom dla mojego imienia, ani też nie wybrałem sobie człowieka, który miałby być przywódcą mojego narodu izraelskiego. Tylko Jerozolimę wybrałem na miejsce zamieszkania dla mojego imienia, a Dawida ustanowiłem królem nad całym moim ludem izraelskim. Mój ojciec, Dawid, pragnął zbudować dom dla imienia Jahwe, Boga Izraela. Ale Jahwe powiedział do Dawida: To dobrze, że zapragnąłeś zbudować dom dla mojego imienia. Ale to nie ty zbudujesz mi dom. To twój syn, ten, którego ty zrodzisz, zbuduje dom dla mojego imienia. I tak wypełniły się słowa wypowiedziane kiedyś przez Jahwe: ja nastałem po moim ojcu, Dawidzie, ja zasiadłem na tronie Izraela, zgodnie z tym, co powiedział Jahwe; ja również zbudowałem świątynię dla imienia Jahwe, Boga Izraela. i umieściłem w niej arkę tego przymierza, które Jahwe zawarł z synami Izraela. Potem stanął Salomon przed ołtarzem Jahwe i wyciągnął ręce nad zgromadzonym Izraelem. Wcześniej jeszcze kazał sporządzić podwyższenie z brązu i ustawić je pośrodku dziedzińca. Długość podwyższenia wynosiła pięć łokci, szerokość również pięć łokci, a wysokość trzy łokcie. na to właśnie podwyższenie wstąpił Salomon i upadł na kolana i obecności całego zgromadzenia izraelskiego. Podniósłszy ręce, zaczął się modlić, mówiąc; O Jahwe, Boże Izraela, boga Tobie równego nie ma ani na niebiosach, ani na ziemi. Nikt tak jak Ty nie zachowuje przymierza i nie okazuje miłosierdzia swoim sługom, jeśli tylko z całego serca starają się być blisko Ciebie. Wypełniłeś wszystko, co obiecałeś twojemu słudze, Dawidowi, mojemu ojcu. To, co zapowiedziałeś własnymi ustami, własnymi rękami wypełniłeś, a wszyscy jesteśmy dziś tego świadkami. Racz tedy, o Jahwe, Boże Izraela, uczynić ze względu na ojca mojego, a Twojego sługę, Dawida, wszystko, co mu kiedyś obiecałeś mówiąc: Nigdy nie zabraknie ci wobec Mnie potomka, który będzie zasiadał na tronie izraelskim, jeśli tylko synowie twoi będą chodzili moimi drogami, tak jak Ty kroczyłeś zawsze moja drogą. Niech więc teraz, o Jahwe, Boże Izraela, wypełni się to, co powiedziałeś słudze Swojemu, Dawidowi. Ale czy rzeczywiście Bóg zamieszka z ludźmi na ziemi? Przecież nawet niebiosa i niebiosa niebios nie są w stanie objąć Ciebie, Boże! Czyż więc potrafi Cię pomieścić dom przeze mnie zbudowany? Ale racz, o Jahwe, Boże mój, wysłuchać próśb i błagań Swojego sługi. Niech dotrą do Ciebie słowa błagania, które sługa Twój zanosi do Ciebie. Zechciej mieć we dnie i w nocy oczy zwrócone na ten przybytek oraz na to miejsce, o którym powiedziałeś, że zamieszka tam Twoje imię. Racz też wysłuchać modlitwy, którą Twój sługa będzie do Ciebie zanosił z tego miejsca. Niech dociera do Ciebie głos Twojego sługi oraz całego ludu izraelskiego, gdy będzie zanosić błagania, modląc się na tym miejscu. Wysłuchaj ich z miejsca Swego przebywania w niebie, wysłuchaj i udziel przebaczenia! Kiedy się zdarzy, że ktoś zgrzeszy przeciwko swemu bliźniemu, a ten, który doznał krzywdy, zezna to pod przysięgą tu, w Twoim domu, przed tym ołtarzem, wtedy racz go wysłuchać z niebios i spraw, żeby były wydane słuszne wyroki na Twoje sługi: niech winny zostanie potępiony, niech jego grzech spadnie na jego głowę, a niewinny niech będzie uznany z niewinnego i niech mu się stanie według jego niewinności. Kiedy się zdarzy, że Twój lud izraelski zostanie pokonany przez swoich wrogów, ponieważ sprzeniewierzył się Tobie, wtedy jeśli się tylko opamięta i złoży chwałę Twojemu imieniu, jeśli zacznie zanosić do Ciebie prośby i błagania w tym domu - wysłuchaj go z nieba; przebacz Swojemu ludowi izraelskiemu jego grzechy i sprowadź go znów do kraju, który dałeś w posiadanie jemu oraz jego ojcom. Kiedy się zdarzy, że niebiosa zostaną zamknięte i nie spadnie na nich żadna kropla deszczu, ponieważ sprzeniewierzyli się Tobie, wtedy jeśli zaczną zanosić do Ciebie modły i składać na tym miejscu chwałę Twojemu imieniu, jeśli się odwrócą od swoich występków dlatego, że zsyłałeś na nich dotkliwe kary - racz ich wysłuchać z nieba, przebacz grzechy Swoim sługom i Swojemu ludowi izraelskiemu, wskaż im drogę prawości, którą winni kroczyć, i spraw, żeby deszcz znów spadł na ziemię, którą dałeś w dziedzictwo swojemu ludowi. Kiedy głód nawiedzi kraj, kiedy przyjdzie zaraza, susza, śnieć zbożowa, szarańcza lub chasil, kiedy wróg zacznie oblegać Twój lud, podchodząc pod same bramy jego siedzib, kiedy spadnie nań jakaś inna klęska lub zaraza, wtedy jeśli usłyszysz prośby i błagania pojedynczych ludzi albo całego narodu izraelskiego, jeśli znękany nieszczęściami i bólem zacnie on wyciągać ręce w stronę tego przybytku - racz wysłuchać go z niebios, z miejsca Swojego przebywania, i udziel mu przebaczenia. Oddaj każdemu według dróg jego, Ty, który znasz serce każdego - bo tylko Ty przenikasz tajniki serc ludzkich. Niech zaczną żyć w bojaźni przed Tobą i niech chodzą drogami Twoimi, jak długo żyć będą na tej ziemi, którą niegdyś dałeś ich ojcom. Kiedy się zdarzy, że jakiś cudzoziemiec, czyli człowiek nie należący do Twego ludu izraelskiego, przybędzie z daleka, usłyszawszy o Twoim wielkim imieniu, o Twojej ręce silnej i wyciągniętym ramieniu, kiedy taki przybędzie i zacznie zanosić modły w tym przybytku, wtedy racz go wysłuchać z niebios, z miejsca Swojego przebywania, i uczyń wszystko, o co będzie prosił. W ten sposób wszystkie narody ziemi poznają Twoje imię i zaczną żyć w bojaźni przed Tobą, tak jak Twój naród izraelski; niech się dowiedzą wszyscy, że Twoje imię jest wzywanie w tym świętym domu, który ja zbudowałem dla Ciebie. Kiedy Twój naród wyruszy na wojnę przeciwko swoim wrogom, trzymając się drogi, którą mu wskażesz, i zacznie się modlić do Ciebie, zwracając swoją twarz w stronę miasta, w którym sobie upodobałeś, i ku przybytkowi, zbudowanemu przeze mnie dla Twojego imienia, wtedy racz wysłuchać z niebios ich błagania i prośby i okaż im Swoją sprawiedliwość. Kiedy będą grzeszyć przeciw Tobie - bo przecież nie ma człowieka, który by nie grzeszył - Ty zaś, rozgniewawszy się na nich, wydasz ich w ręce wroga, a wróg ów, zadawszy im klęskę, uprowadzi ich do niewoli, do kraju odległego lub bliskiego, to jeśli oni, zastanowiwszy się nad sobą na miejscu swego uwięzienia, zwrócą się do Ciebie i zaczną Cię błagać ze swego wygnania, mówiąc: Zgrzeszyliśmy, dopuściliśmy się nieprawości, sprzeniewierzyliśmy się Tobie; jeśli nawrócą się ku tobie z całego swojego serca na miejscu swojej niewoli, do której zostali uprowadzeni; jeśli zaczną Cię błagać o pomoc, zwracając swoje oblicze ku krainie, którą dałeś w dziedzictwo ich ojcom, ku temu miastu, w którym sobie upodobałeś, i ku przybytkowi, który zbudowałem dla Twojego imienia - racz wysłuchać z niebios, z miejsca Swojego przebywania, ich prośby i błagania, okaż im swoją sprawiedliwość i przebacz Swojemu ludowi jego wykroczenia przeciw tobie. Niech więc teraz, o Boże, będą otwarte Twoje oczy, a Twoje uszy nadstawione ku błaganiom, które będą zanosić z tego miejsca! Powstań więc, o Jahwe, Boże mój, przybądź na miejsce Swego odpocznienia, Ty sam oraz arka Twojej potęgi. Niech Twoi kapłani, o Jahwe, Boże mój, przyodzieją się w zbawienie, niech Twoi święci radują się szczęściem. O Jahwe, Boże mój, nie odwracaj swojego oblicza od Twego pomazańca. Wspomnij na dobrodziejstwa, którymi obsypałeś sługę Swojego, Dawida. Gdy Salomon skończył się modlić, zstąpił z nieba ogień i pochłonął ofiarę całopalenia oraz inne żertwy, a chwała Jahwe napełniła całą świątynię. Nawet kapłani nie mogli wejść do świątyni, gdyż chwała Jahwe napełniała ją całą. Wszyscy synowie Izraela widząc, jak ogień i chwała Boża zstępują na świątynię, skłonili się twarzą aż do ziemi i zaczęli wielbić Jahwe, mówiąc: Dobry jest, a miłosierdzie Jego trwa na wieki. Potem król i cały lud złożyli ofiary na cześć Jahwe. Złożył wtedy król Salomon na ofiarę dwadzieścia dwa tysiące wołów i sto dwadzieścia tysięcy owiec. W ten sposób król i cały lud dokonali poświęcenia domu Bożego. Kapłani zajęli swoje miejsca, byli obecni także lewici z instrumentami do wykonywania muzyki na cześć Jahwe. Instrumenty te kazał dla nich kiedyś sporządzić Dawid, żeby przy ich wtórze - gdy będą pełnić swoją służbę dla chwały Bożej - wysławiali Jahwe, bo miłosierdzie Jego trwa na wieki. To oni śpiewali pieśni ułożone przez Dawida. Po obydwu ich stronach kapłani grali na trąbach, a wszyscy Izraelici stali. Potem poświęcił Salomon środek dziedzińca znajdującego się przed świątynią. Tam bowiem spalono ofiary całopalne oraz wszystek tłuszcz z ofiar pojednania, gdyż zbudowany przez niego ołtarz brązowy był za mały na składanie całopaleń, a także ofiar z pokarmów i tłuszczów. Świętował Salomon wtedy razem z całym Izraelem przez siedem dni. Na uroczystości przybyło bardzo wielu mieszkańców Izraela, od Wejścia do Chamat aż do Potoku Egipskiego. Ósmego dnia zwołano zgromadzenie, aby zakończyć uroczystości. Poświęcano ołtarz świątynny przez siedem dni i wszystkie uroczystości trwały siedem dni. Dwudziestego trzeciego dnia siódmego miesiąca Salomon rozesłał do namiotów ludzi rozradowanych i uszczęśliwionych dobrem, które Jahwe wyświadczył Dawidowi, Salomonowi oraz swojemu ludowi izraelskiemu. I tak ukończył Salomon budowę świątyni Jahwe i pałacu królewskiego oraz wyposażył świątynię Jahwe i pałac królewski w to wszystko, co uważał za potrzebne. Wtedy objawił mu się nocą Jahwe i powiedział: Wysłuchałem twojej prośby i upatrzyłem sobie to miejsce na przybytek, w którym będą składane ofiary. A kiedy zamknę niebiosa i nie będzie deszczu, kiedy sprowadzę na kraj żarłoczną szarańczę albo ześlę na mój lud zarazę, wtedy jeśli mój lud, nad którym jest wzywanie moje imię, ukorzy się, zacznie się modlić i szukać mojego oblicza, jeśli zejdzie ze swojej złej drogi - wysłucham go z niebios, przebaczę mu jego grzechy i uratuję (od zagłady) jego kraj. Teraz moje oczy są otwarte i uszy nadstawione na modły zanoszone z tego miejsca. Upodobałem sobie ten dom i poświęciłem go, aby moje imię mogło w nim zamieszkać na wieki. Na niego będą zawsze skierowane moje oczy i ku niemu będzie się zwracało moje serce. Jeśli zaś ty, jak twój ojciec, Dawid, będziesz chodził zawsze w mojej obecności, wprowadzając w życie wszystko, co tylko ci nakażę, jeśli będziesz przestrzegał wszystkich moich praw i pouczeń, to Ja będę umacniał twoją królewską władzę zgodnie z przymierzem, jakie zawarłem z twoim ojcem, Dawidem, któremu przyrzekłem, że nie zabraknie mu nigdy potomka panującego nad całym Izraelem. Lecz jeśli się odwrócisz ode Mnie, jeśli zlekceważysz sobie moje prawa i przykazania, które wam dałem, jeśli pójdziesz służyć innym bogom, oddając im pokłony, to usunę was z ziemi, którą wam dałem, i odwrócę swoje oblicze od domu, który poświęciłem dla swego imienia, i uczynię to miejsce powodem wzgardy i pośmiewiska dla wszystkich narodów. Ta zaś świątynia, budząca teraz taki podziw, będzie wprawiać w osłupienie wszystkich obok niej przechodzących, którzy też zaczną pytać: Dlaczego Jahwe postąpił tak z tym krajem i z tą świątynią? I znajdą na to tylko jedną odpowiedź: Dlatego że odeszli od Jahwe, Boga ich ojców, których On wyprowadził z Egiptu; dlatego że poszli za innymi bogami, służąc im i bijąc przed nimi pokłony. Oto, dlaczego zesłał na nich te wszystkie nieszczęścia. Po upływie dwudziestu lat, w ciągu których została ukończona budowa świątyni oraz pałacu królewskiego, Salomon odbudował wszystkie miasta przekazane mu kiedyś przez Hurama i osiedlił w nich Izraelitów. Potem wyruszył na Chamat Soba i zdobył je. Odbudował także Tadmor na pustyni i wszystkie miasta, które służyły mu za składy zboża, a które (już wcześniej) zbudował w kraju Chamat. Odbudował również Bet-Choron górne i Bet-Choron dolne, miasta warowne, otoczone murami obronnymi, zaopatrzone w specjalne bramy i zawory. Ponadto odbudował Salomon Baalat i wszystkie okoliczne miasta, służące za składnice: miasta, w których były zgromadzone rydwany; miasta przeznaczone dla konnicy. Budował Salomon wszystko, co uznał za wskazane, w Jerozolimie, w Libanie i na wszystkich ziemiach, które podlegały jego władzy. Wszystkie zaś narody nie należące do Izraela, a więc ci, co pozostali z Chetytów, Amorytów, Peryzzytów, Chiwwitów, Jebusytów, dokładniej mówiąc: ich potomkowie, którzy ocaleli na ziemi izraelskiej i nie zostali wyniszczeni przez synów Izraela - wszyscy zostali zatrudnieni przez Salomona przy robotach przymusowych, które wykonują po dzień dzisiejszy. Natomiast nikogo spośród synów Izraela nie zmuszał Salomon do tych prac. Wszyscy oni bowiem byli wojownikami, dowódcami jego oddziałów przybocznych, dowódcami rydwanów i oddziałów konnych. Samych wyższych urzędników miał król Salomon dwustu pięćdziesięciu. Oni to przekazywali ludowi królewskie rozkazy. Córkę faraona sprowadził Salomon z Miasta Dawidowego do pałacu, który specjalnie dla niej zbudował. Powiedział bowiem tak: Moja żona nie będzie mieszkać w pałacu Dawida, króla izraelskiego, bo święte są miejsca, na których była arka Jahwe. Salomon złożył na cześć Jahwe ofiary całopalenia na ołtarzu Jahwe, zbudowanym przez niego przed przedsionkiem świątyni. Zgodnie z tym, co nakazał Mojżesz, ofiary składano każdego dnia, we wszystkie szabaty, we wszystkie nowie księżyca i w trzy doroczne święta: w Święto Przaśników, w Święto Tygodni oraz w Święto Namiotów. Wprowadził również, co było postanowione już przez jego ojca, Dawida, różne klasy kapłanów, spełniających posługi świątynne: lewitów, którzy mieli śpiewać pieśni pochwalne na cześć Jahwe i wspierać kapłanów w ich codziennej posłudze; odźwiernych, podzielonych na specjalne grupy stosownie do liczby bram. Tak bowiem zarządził mąż Boży Dawid. Nie zaniedbywano żadnych nakazów królewskich co do kapłanów, lewitów oraz innych spraw, a zwłaszcza troski o skarbce. W ten sposób całe dzieło Salomona było starannie dokonywane od dnia rozpoczęcia aż do zakończenia budowy świątyni Jahwe. I tak budowa świątyni Jahwe została ukończona. Wtedy to udał się Salomon do Esjon-Geber i do Elat nad brzegiem morza w krainie edomickiej. Huram przez swoje sługi przysłał mu tam okręty i doświadczonych żeglarzy, którzy razem ze sługami Salomona poprowadzili okręty do Ofiru, gdzie załadowali czterysta pięćdziesiąt talentów złota, a następnie dostarczyli je Salomonowi. Królowa Saby dowiedziawszy się o sławie, jaka otaczała Salomona, przybyła do niego do Jerozolimy, pragnąc za pomocą różnych zagadek przekonać się o jego mądrości. Towarzyszył jej wspaniały orszak, a liczne wielbłądy dźwigały ogromne ilości wonności, złota i drogich kamieni. Stanęła przed Salomonem i zaczęła z nim rozmawiać o wszystkim, co leżało jej na sercu. Salomon odpowiadał wyczerpująco na wszystkie jej pytania i nie było sprawy, której nie potrafiłby jej wyjaśnić. Kiedy królowa Saby przekonała się już sama, że Salomon jest rzeczywiście bardzo mądry; kiedy obejrzała zbudowany przez niego pałac; kiedy zobaczyła, co jada i jak mieszkają jego urzędnicy; jakie mają pomieszczenia i szaty jego słudzy; kiedy przyjrzała się ofiarom, jakie składano w świątyni Jahwe, wprost nie posiadała się ze zdumienia. Wreszcie powiedziała do króla: Tak więc prawdą jest to wszystko, co słyszałam w swoim kraju o twoich dziełach i o twojej mądrości! Nie wierzyłam w to, co mówiono, dopóki nie przyszłam tu i nie zobaczyłam wszystkiego na własne oczy. Otóż widzę teraz, że nawet połowy nie opowiedziano mi o twojej mądrości. Przewyższasz po wielekroć to wszystko, co o tobie się opowiada. Szczęśliwe twoje żony, szczęśliwi twoi słudzy, którym dane jest być zawsze przy tobie i podziwiać twoją mądrość! Niech będzie błogosławiony Jahwe, twój Bóg, za to, że znalazł upodobanie w tobie i posadził cię na tronie jako króla (służącego) Jahwe, twojemu Bogu. Twój Bóg ustanowił cię królem nad całym Izraelem, abyś przestrzegał prawa i sprawiedliwości, dlatego że miłuje On ten naród i pragnie, żeby trwał na wieki. Potem wręczyła królowi sto dwadzieścia talentów złota oraz bardzo wielką ilość wonności i drogich kamieni. Nigdy nie zgromadzono naraz tyle wonności, ile królowa Saby przekazała królowi Salomonowi. Słudzy Hurama oraz słudzy Salomona, którzy dostarczyli z Ofiru złoto, przywieźli także drewno sandałowe i drogie kamienie. Z drewna sandałowego kazał król wykonać poręcze przy schodach do świątyni jahwe i do pałacu królewskiego, a nadto harfy i lutnie dla śpiewaków. W krainie judzkiej nigdy przedtem nie oglądano podobnego drewna. Król Salomon zaś dał królowej Saby wszystko, czego tylko zapragnęła lub o co wyraźnie go poprosiła - wszystkiego znacznie więcej niż to, co ona przekazała w darze królowi. Potem ruszył w drogę i udała się, razem ze swymi sługami, do własnej krainy. W sumie złota, które corocznie wpływało do (skarbca) Salomona, było sześćset sześćdziesiąt sześć talentów, nie licząc tego, co wpływało z opłat od wędrownych handlarzy i kupców. Wszyscy królowie Arabii i zarządcy całego kraju dostarczali Salomonowi złota i srebra. Kazał Salomon sporządzić dwieście wielkich tarcz, zużywając na każdą z nich sześćset sykli kutego złota. Ponadto trzysta małych tarcz, z których każda ważyła trzysta sykli kutego złota. Wszystkie tarcze polecił król złożyć w Domu Lasu Libańskiego. Na rozkaz króla został wykonany tron z kości słoniowej, cały okryty złotem. Przed tronem znajdowały się schody (mające) sześć stopni oraz podnóżek, przymocowany do tronu. Po obydwu stronach tronu były oparcia dla rąk, przy czym dwa lwy podtrzymywały owe poręcze, dwanaście zaś lwów było umieszczonych wzdłuż schodów, po sześć z każdej strony. Żaden władca nie miał u siebie czegoś podobnego. Wszystkie naczynia, używane do picia (w pałacu) Salomona, były wykonane ze złota, wszystkie przedmioty w Domu Lasu Libańskiego były także z najczystszego złota. Niczego nie robiono ze srebra, którego nie ceniono sobie tak bardzo w czasach Salomona. Król posiadał okręty, które - ze sługami Hurama na pokładach - udawały się do Tarszisz. Co trzy lata przypływały z Tarszisz okręty, przywożąc złoto, srebro, kość słoniową, małpy i pawie. Bogactwami i mądrością przewyższał król Salomon wszystkich władców ziemi. Wszyscy królowie ziemi odwiedzali Salomona, aby móc podziwiać mądrość, którą Bóg włożył w jego serce. Każdy przekazywał mu wtedy podarki ze srebra i złota, cenne szaty, broń, wonności, konie i muły. I tak bywało każdego roku. Miał Salomon stajnie na cztery tysiące koni, przeznaczonych do ciągnienia rydwanów, dwanaście tysięcy jeźdźców, którzy byli rozmieszczeni zarówno po miastach, gdzie znajdowały się rydwany, jak i w pobliżu króla, w Jerozolimie. Podlegali mu wszyscy ówcześni władcy, od Rzeki aż po krainę Filistynów i po granice z Egiptem. Doprowadził król do tego, że w Jerozolimie złota było tyle co zwykłych kamieni, a cedrów tyle co sykomor rosnących na Szefeli. Konie dla Salomona sprowadzano z Egiptu i ze wszystkich innych krajów. Pozostałe dzieje Salomona, zarówno te wcześniejsze, jak i późniejsze, są opisane w Kronikach proroka Natana, w Proroctwie Achiasza z Szilo oraz w Widzeniach "widzącego" Jeddo w sprawie Jeroboama, syna Nebata. Salomon sprawował w Jerozolimie władzę nad całym izraelem przez lat czterdzieści. Kiedy odszedł Salomon do swoich przodków, pochowano go w mieście jego ojca, Dawida. Władzę po nim objął jego syn Roboam. Roboam udał się do Sychem, ponieważ tam właśnie zebrał się cały Izrael, aby obwołać go królem. Jeroboam, syn Nebata, dowiedziawszy się o tym, co zaszło, wrócił z Egiptu, dokąd zbiegł, ukrywając się przed Salomonem. Kiedy więc posłano po Jeroboama, przybył on z całym izraelem i przemówił w te słowa do Roboama: Twój ojciec nałożył na nas jarzmo trudne do udźwignięcia. Zechciej tedy nieco złagodzić poddaństwo, narzucone nam przez twego ojca i uczyń nieco lżejszym jarzmo, które na nas nałożył, a my również tobie będziemy służyli. A on im odpowiedział: Przyjdźcie do mnie ponownie za trzy dnie. I odszedł cały lud. Zwrócił się król Roboam po radę do starszych, którzy byli przy boku jego ojca, Salomona, przez wszystkie dni jego życia. Zapytał ich: Co, według was, powinienem odpowiedzieć temu ludowi A oni tak mu doradzili: Jeżeli okażesz się łaskawy dla tego ludu, jeśli przyjmiesz ich życzliwie, jeżeli przemówisz do nich z dobrocią, pozostaną na zawsze twoimi sługami. Ale Roboam zlekceważył radę udzieloną mu przez starszych i zaczął wypytywać o zdanie ludzi młodych, którzy wzrastali razem z nim i towarzyszyli mu zawsze. Zapytał ich: Co, według was, powinienem odpowiedzieć temu ludowi, który się domaga złagodzenia jarzma, nałożonego im przez mojego ojca? A młodzi ludzie, którzy wzrastali razem z nim, tak mu odpowiedzieli: Ludziom, którzy ci mówią: Twój ojciec nałożył na nas jarzmo nie do zniesienia; zechciej ulżyć nam nieco - ty odpowiedz w ten sposób: Mój najmniejszy palec znaczy więcej niż całe biodra mojego ojca. Mój ojciec nałożył na was ciężkie brzemię, a ja uczynię je jeszcze cięższym. Mój ojciec chłostał was biczami, a ja ześlę na was skorpiony. Jeroboam i cały lud przybyli do Roboama trzeciego dnia, zgodnie z poleceniem króla, żeby zjawili się ponownie po trzech dniach. A król przemówił do nich bardzo ostro. Odrzuciwszy radę starszych, król Roboam powtórzył to, co mu doradzili młodzi. Powiedział tak: Mój ojciec nałożył na was ciężkie brzemię, a ja uczynię je jeszcze cięższym. Mój ojciec chłostał was biczami, a ja ześlę na was skorpiony. Tak więc nie posłuchał król ludu. I w ten sposób wypełniły się plany Boże, zgodnie ze słowami, które Jahwe wypowiedział przez usta Achiasza z Szilo do Jeroboama, syna Nebata. Kiedy cały Izrael dowiedział się, że król nie usłuchał ludu, zaczęto wołać do króla tak: A cóż my mamy wspólnego z Dawidem? Nie mamy cząstki w dziedzictwie syna Jessego. Wracaj do swych namiotów, Izraelu. Ty sam, Dawidzie, pilnuj swego domu. I tak wrócili Izraelici, każdy do swego namiotu. W ten sposób Roboam sprawował władzę tylko nad tymi synami Izraela, którzy mieszkali w miastach judzkich. Posłał więc król Roboam (do pozostałych Izraelitów) nadzorcę robót przymusowych, Hadorama, ale Izraelici obrzucili go kamieniami, tak że umarł. Wtedy Roboam, wsiadłszy pośpiesznie na rydwan, uciekł do Jerozolimy. W ten sposób Izrael odłączył się na zawsze od domu Dawida. Po powrocie do Jerozolimy Roboam zgromadził całe pokolenie Judy i Beniamina - w sumie sto osiemdziesiąt tysięcy doborowych wojowników. Mieli oni wyruszyć na wojnę przeciwko Izraelowi, aby go poddać znów pod panowanie Roboama. Ale Jahwe przemówił w te słowa do Szemajasza, męża Bożego: Zwróć się do Roboama, syna Salomona, króla judzkiego, oraz do wszystkich synów Izraela z pokolenia Judy i Beniamina i powiedz im tak: Oto, co mówi Jahwe: Nie wyruszajcie na wojnę przeciwko własnym braciom! Niech każdy z was wróci do swego domu, bo wszystko to, co się stało, było z mojej woli. I usłuchali słów Jahwe, i wrócili do siebie, nie rozpoczynając żadnej wojny z Jeroboamem. Został więc Roboam w Jerozolimie i zbudował wiele miast warownych w Judzie. To on odbudował Betlejem, Etam, Tekoa, Bet-Sur, Soko, Adullam, Gat, Mareszę, Zif, Adoraim, Lakisz, Azekę, Sorea, Ajjalon i Hebron - wszystkie miasta warowne, należące do pokoleń Judy i Beniamina. Przygotował te miasta do obrony, postawił na ich czele dowódców, zaopatrzył je w żywność, w oliwę i wino. Do każdego z tych miast sprowadził tarcze i włócznie i bardzo te miasta umocnił. Swoją władzę sprawował jednakże tylko nad Judą i Beniaminem. Kapłani i lewici, którzy żyli gdziekolwiek w Izraelu, coraz liczniej zaczęli ściągać do Roboama zewsząd, gdzie dotychczas mieszkali. Synowie Lewiego opuszczali swoje pastwiska i osiedla i przenosili się do Judy i do Jerozolimy, gdyż Jeroboam i jego synowie odsunęli ich od spełniania służby na cześć Jahwe. (Jeroboam) poustanawiał na wyżynach własnych kapłanów i kazał im czcić kozły i cielce, które polecił sporządzić. Wskutek tego właśnie ci wszyscy, którzy całym sercem szukali Jahwe, Boga Izraela, przybywali za lewitami ze wszystkich pokoleń izraelskich do Jerozolimy, aby składać ofiary na cześć Jahwe, Boga ich ojców. Oni to również przyczyniali się przez trzy lata do umacniania królestwa judzkiego, dodając ducha Roboamowi, synowi Salomona. Przez owe trzy lat bowiem trzymali się wiernie dróg Dawida i Salomona. Roboam wziął sobie za żonę Machalat, córkę Jerimota, syna Dawida, oraz Abihail, córkę Eliaba, syna Jessego. Ta ostatnia urodziła mu trzech synów: Jeusza, Szemariasza i Zahama. Potem wziął jeszcze za żonę Maakę, córkę Absaloma, i ta urodziła mu Abiasza, Attaja, Zizę i Szelomita. Spośród wszystkich swoich żon i nałożnic najbardziej kochał Roboam Maakę, córkę Absaloma. Razem miał on osiemnaście żon i sześćdziesiąt nałożnic, z których urodziło mu się w sumie dwudziestu ośmiu synów i sześćdziesiąt córek. Zrodzonego z Maaki syna swego, Abiasza, postawił na czele wszystkich jego braci, jemu też zamierzał w przyszłości przekazać władzę królewską. Kierując się rozsądkiem, rozesłał wszystkich swoich synów do poszczególnych miast warownych należących do Judy i do Beniamina. Zaopatrzył ich w odzież, zapasy żywności i postarał się dla nich o wiele żon. Kiedy Roboam umocnił już dostatecznie swoje królestwo i poczuł się silnym, zaczął lekceważyć - on sam, a z nim cały Izrael - prawo ustanowione przez Jahwe. W piątym roku panowania Roboama Sziszak, król egipski, zaatakował Jerozolimę, ponieważ jej mieszkańcy zgrzeszyli przeciwko Jahwe. (Przywiódł on) ze sobą tysiąc dwieście rydwanów i sześćdziesiąt tysięcy jeźdźców oraz wojowników przybyłych z Egiptu, tak licznych, że nie można było ich porachować. Byli tam - wśród innych - Libijczycy, Sukkijczycy i Kuszyci. Po drodze zdobywali miasta warowne znajdujące się na ziemi judzkiej i dotarli aż do Jerozolimy. Do Roboama, który razem z przywódcami judzkimi schronił się przed nadciągającym Sziszakiem w Jerozolimie, przyszedł prorok Szemajasz i powiedział tak: Oto, co mówi Jahwe: Ponieważ odeszliście ode Mnie, ja wydaję was w ręce Sziszaka. Wtedy przywódcy Izraelscy razem z królem ukorzyli się i powiedzieli: Jahwe jest sprawiedliwy! A Jahwe zobaczywszy, że się ukorzyli, tak przemówił do Szemajasza: Ponieważ się ukorzyli, nie zgładzę ich. Wkrótce ich wybawię, a mojego gniewu nie wyleję na Jerozolimę, posługując się ręką Sziszaka. Ale na razie muszą się znaleźć pod jego władzą, żeby się przekonali, co to znaczy służyć Mnie i co to znaczy służyć władcom ziemskim. I wkroczył Sziszak, król egipski, do Jerozolimy. Zrabował wszystko, co było w skarbcach świątyni i w skarbcach pałacu królewskiego. Zabrał wszystko. Wywiózł także złote tarcze, które kazał wykonać Salomon. Na ich miejsce polecił król Roboam zrobić tarcze z brązu i te przekazał dowódcom straży, pilnujących wejścia do pałacu królewskiego. Ilekroć król szedł do świątyni Jahwe, strażnicy szli przed nim z owymi tarczami. Potem odnosili je znów do pomieszczeń przeznaczonych dla straży. Ponieważ Roboam się ukorzył, odwrócił Jahwe od niego swoje zagniewanie i nie dopuścił do jego całkowitej zagłady. Było bowiem w całej Judzie jeszcze wiele dobra. I znów umocnił się Roboam w Jerozolimie i dalej sprawował swoją władzę. Miał on czterdzieści jeden lat, kiedy wstąpił na tron, a rządził przez siedemnaście lat w Jerozolimie, w tym mieście, które Jahwe wybrał sobie spośród wszystkich pokoleń izraelskich na miejsce zamieszkania dla swojego imienia. Jego matka nazywała się Naama i była Ammonitką. Żył on jednak niegodziwie i wcale nie starał się szukać Jahwe. Dzieje Roboama, zarówno te najwcześniejsze, jak i późniejsze, są opisane w Dziejach proroka Szemajasza oraz w Widzeniach "widzącego" Jeddo w sprawie rodowodów. Między Roboamem a Jeroboamem trwały nieustanne wojny. Kiedy Roboam odszedł do swoich przodków, został pochowany w Mieście Dawidowym. Władzę po nim objął jego syn Abiasz. W osiemnastym roku panowania króla Jeroboama królem judzkim został Abiasz, który rządził w Jerozolimie przez trzy lata. Jego matka nazywał się Maaka i była córką Uriela z Gibea. Między Abiaszem a Jeroboamem trwały ciągłe walki. Abiasz przystąpił do wojny z czterystoma tysiącami najbardziej doborowych wojowników, natomiast Jeroboam wystawił przeciwko niemu równie dzielnych wojowników w liczbie ośmiuset tysięcy. Abiasz wszedłszy na szczyt góry Semaraim, znajdującej się w łańcuchu gór efraimskich, tak przemówił: Posłuchajcie mnie, Jeroboamie i cały Izraelu! Czyż nie wiecie, że Jahwe, Bóg Izraela, na mocy wiecznego przymierza przekazał na zawsze władzę królewską nad całym Izraelem Dawidowi i jego synom? Tymczasem Jeroboam, syn Nebata, sługa Salomona, syna Dawida, powstał i zbuntował się przeciwko swemu panu. Potem zgromadzili się wokół niego różni bardzo podejrzani ludzie i pokonali syna Salomona, Roboama, który był jeszcze młody, bojaźliwy i dlatego nie potrafił stawić im czoła. A teraz wydaje się wam, że będziecie w stanie odnieść zwycięstwo nad królestwem samego Jahwe, rządzonym przez syna Dawida? (Szczycicie się tym, że) jest was bardzo dużo i że są z wami złote cielce, które Jeroboam kazał wam czcić jako swoich bogów. Pousuwaliście kapłanów Jahwe, synów Aarona oraz Lewiego, a ustanowiliście sobie kapłanów takich samych, jakich maja ludy (pogańskie) tej ziemi. Każdy, kto tylko przychodzi, prowadząc z sobą młodego cielca i siedem baranów, i prosi, by go wyświęcić na kapłana, natychmiast zostaje kapłanem tego, który jednak nie jest Bogiem. Ale naszym Bogiem jest Jahwe i myśmy nigdy nie odstępowali od Niego. Kapłanami pełniącymi służbę Bożą są jedynie synowie Aarona, których wspomagają w tej posłudze synowie Lewiego. Każdego poranka i wieczora składają oni na cześć Jahwe ofiary całopalenia i palą wonne kadzidła; rozkładają także na czystych stołach chleby pokładne; zapalają każdego wieczoru lampy na złotych świecznikach. My bowiem przestrzegamy wszystkich poleceń Jahwe, swojego Boga, od którego wyście odeszli. I dlatego Bóg i Jego kapłani są z nami, idąc na czele, a głosy trąb mają rozbrzmiewać ku waszemu przerażeniu. Synowie Izraela, nie wszczynajcie tedy wojny przeciw Jahwe, Bogu swoich ojców, bo na pewno nie odniesiecie zwycięstwa. Jeroboam wydał rozkaz żeby ukryci w zasadzce wojownicy cofnęli się z zaszli wroga od tyłu. W ten sposób jego główne oddziały znalazły się z przodu wojsk judzkich, a wojownicy ukryci w zasadzce - na ich tyłach. Kiedy wojownicy judzcy zawrócili (chcąc się wycofać), zostali zaatakowania zarówno z przodu, jak i od tyłu. Zaczęli wtedy wołać (o pomoc) do Jahwe, a kapłani zagrali na trąbach. Wszyscy wojownicy judzcy wznosili okrzyki bojowe. Gdy oni tak wołali, Bóg gromił Jeroboama i cały Izrael na oczach Abiasza i Judy. Synowie Izraela rzucili się do ucieczki przed wojownikami judzkimi, ale Bóg wydał ich w ręce Judy. Abiasz i jego wojownicy odnieśli wtedy wielkie zwycięstwo, kładąc trupem pięćset tysięcy wyborowych wojowników izraelskich. Tak więc synowie Izraela zostali poniżeni za dni owych, a synowie Judy podniesienia na duchu, gdyż zaufali Jahwe, Bogu swych ojców. Abiasz ruszył w pościg za Jeroboamem i zabrał mu następujące miasta: Betel z okolicznymi miejscowościami, Jeszanę i podlegające jej miejscowości, Efron i okolice. Za czasów panowania Abiasza Jeroboam nigdy już nie doszedł do dawnego znaczenia. Poraził go Jahwe i tak (Jeroboam) zakończył życie. Natomiast Abiasz wzrastał coraz bardziej w potęgę. Miał czternaście żon, które mu urodziły dwudziestu dwóch synów i szesnaście córek. Pozostałe dzieje Abiasza, zarówno to, co czynił, jak i to, co mówił, są zapisane w Widzeniach "widzącego" Jeddo. Kiedy Abiasz odszedł do swoich przodków i został pochowany w Mieście Dawidowym, władzę po nim objął jego syn, Asa. Za jego panowania cały kraj przez dziesięć lat zażywał pokoju. Asa czynił to, co dobre i prawe w oczach Jahwe, swego Boga. Pousuwał on wszystkie ołtarze cudzych bogów i poniszczył miejsca kultu na wyżynach. Połamał także stele i porąbał aszery. Nakazał wszystkim synom Judy, żeby szukali Jahwe, Boga swych ojców, i starali się o wypełnianie Jego praw i nakazów. Doprowadził do tego, że ze wszystkich miast judzkich poznikały miejsca kultu na wyżynach oraz posągi (bogów). Całe jego królestwo zażywało spokoju pod jego panowaniem. Odbudował on też niektóre miasta warowne w Judzie. W całym kraju panował bowiem spokój. Przez cały czas jego rządów nikt go nie atakował, bo Jahwe czuwał nad jego bezpieczeństwem. Powiedział tedy (Asa) do synów Judy: Odbudujmy te miasta, otoczmy je murami, zaopatrzmy w wieże obronne, bramy i zawory, dopóki władza nasza rozciąga się nad całym tym krajem. Ponieważ szukaliśmy Jahwe, swego Boga. On to zapewnił nam pokój ze wszystkich stron. Rozpoczęli więc prace budowlane i szczęśliwie doprowadzili je do końca. Asa miał wojsko, które liczyło trzysta tysięcy wojowników judzkich, uzbrojonych w tarcze i włócznie. Ponadto miał z pokolenia Beniamina dwieście osiemdziesiąt tysięcy wojowników, uzbrojonych w tarcze i w łuki. Wszyscy byli dzielni w walce. I oto zaatakował ich Zerach Kuszyta. Idąc na czele wojska liczącego milion ludzi i trzysta rydwanów, dotarł aż do Mareszy. Asa wyszedł mu naprzeciw. Do walki stanęli w dolinie Sefaty, niedaleko Mareszy. Asa zaczął wzywać pomocy Jahwe, swojego Boga, mówiąc: O Jahwe, Ty możesz przyjść z pomocą zarówno temu, kto jest słaby, jak i temu, kto jest mocny! Pomóż nam, Jahwe, Boże nasz! Tobie zaufaliśmy i w imię Twoje odważyliśmy się wyjść przeciwko tak licznemu wojsku. O Jahwe, ty jesteś przecież naszym Bogiem! Nie możesz pozwolić, żeby człowiek górował nad Tobą. I poraził jahwe Kuszytów na oczach Asy i synów Judy. I rzucili się Kuszyci do ucieczki. Asa z całym swoim wojskiem ruszył za nimi w pościg i gonił ich aż do Gerary. Poległo wówczas tak dużo Kuszytów, iż nie było nadziei, żeby jeszcze kiedykolwiek się podźwignęli. Zostali zmiażdżeni na oczach Jahwe i Jego wojska. Asa i jego wojownicy wzięli ogromne łupy. Zdobyli również wszystkie miasta położone wokół Gerary. Ich mieszkańcy byli tak przerażeni potęgą Jahwe, że (wojownicy Asy) spokojnie łupili wszystkie miasta, w których znajdowały się wielkie bogactwa. Weszli również do zagród z bydłem i uprowadzili ogromną liczbę owiec oraz wielbłądów. Potem wrócili do Jerozolimy. Duch Boży zstąpił na Azariasza, syna Odeda, który przyszedł do Asy i powiedział mu: Posłuchaj mnie ty, Asa, oraz wszyscy wy, synowie Judy i Beniamina. (Posłuchajcie mnie): Jahwe jest tak długo z wami, jak długo wy jesteście z Nim. Jeżeli go szukacie, On pozwala wam się znaleźć. Lecz jeśli wy odejdziecie od Niego, On również was opuści. Przez długi czas Izrael nie miał prawdziwego Boga ani kapłana, który by go nauczał, ani prawa. Ale w całym tym nieszczęściu zwracał się on ciągle do Jahwe, swojego Boga, szukał Go i Bóg pozwolił, że Go w końcu znalazł. Za dni owych nie czuł się bezpieczny ani ten, który wychodził, ani ten, który wracał, gdyż w wielkiej niepewności pozostawali wszyscy mieszkańcy kraju. Jeden naród występował przeciw drugiemu, miasto przeciw miastu, gdyż Bóg nękał ich najrozmaitszymi uciskami. Bądźcie tedy mocni! Niech nigdy nie omdleją wasze ramiona, gdyż za wasze trudy czeka was zapłata. Słysząc tę zapowiedź proroka Odeda, Asa podniósł się na duchu. Kazał pousuwać wszystkie obrzydliwości z kraju Judy i Beniamina oraz z wszystkich miast, jakie zdobył kiedyś w górach Efraima. Polecił także odnowić ołtarz Jahwe, znajdujący się przed przedsionkiem Jahwe. Potem zgromadził wszystkich mieszkańców Judy oraz Beniamina, a spośród synów Efraima, Manassesa i Symeona tych, którzy się tam osiedlili. Wielu bowiem Izraelitów przeszło na jego stronę, widząc, że Jahwe, jego Bóg, jest z nim. Zgromadzili się w Jerozolimie w trzecim miesiącu, piętnastego roku panowania Asy. Z łupów, jakie zdobyli, złożyli wtedy na ofiarę dla Jahwe siedemset wołów i siedem tysięcy owiec. Zobowiązali się też uroczyście szukać całym sercem i całą duszą Jahwe, Boga swoich ojców. Gdyby zaś ktoś nie chciał szukać Jahwe, Boga Izraela, miał być skazany na śmierć, bez względu na to, czy byłby jeszcze mały, czy już dorosły, czy byłby mężczyzną, czy kobietą. Wykrzykując radośnie, przy dźwiękach trąb i rogów, donośnym głosem złożyli Bogu przysięgę. Całe pokolenie Judy radowało się z powodu złożenia owej przysięgi, bo przysięgali wszyscy całym sercem. Ze wszystkich bowiem sił swojej woli szukali Jahwe, a On pozwolił, że go znajdowali. I darzył ich Jahwe ze wszech stron pokojem. Król Asa nawet swoją matkę, Maakę, pozbawił tytułu królowej-matki, ponieważ kazała zrobić posąg - obrzydliwość - na cześć Asztarte. Asa zniszczył ten obrzydliwy posąg, starł go na proch i spalił nad potokiem Cedron. Ale miejsca kultu na wyżynach nie znikły całkowicie w Izraelu, chociaż sercu Asy nie można było nic zarzucić przez całe jego życie. W świątyni Bożej złożył on wszystkie przedmioty ofiarowane zarówno przez jego ojca, jak i przez niego samego: złoto, srebro i różne naczynia. Aż do trzydziestego piątego roku panowania Asy nie było żadnej wojny. W trzydziestym szóstym roku panowania Asy król izraelski Basza wyruszył przeciwko Judzie. Umocnił się on w Rama i wskutek tego poddani Asy, króla judzkiego, nie mogli wyruszać na wojnę i z niej wracać. Asa wydobył wszystko srebro i złoto ze skarbców świątyni Jahwe oraz z pałacu królewskiego i wysłał swoich ludzi do przebywającego w Damaszku Ben-Hadada, króla Aramu, z takimi słowami: Zawrzyjmy między sobą przymierze, takie jak to, które ongiś zawarli między sobą mój ojciec i twój. Posyłam ci srebro i złoto, a ty idź i zerwij swoje przymierze z Baszą, królem izraelskim, żeby mnie zostawił w spokoju. Ben-Hadad posłuchał króla Asy i dowódcom swoich oddziałów kazał zaatakować miasta izraelskie. Zdobyli oni Ijjon, Dan i Abel-Maim oraz wszystkie miasta, służące za składnice zboża w pokoleniu Neftalego. Na wieść o tym Basza przestał umacniać miasto Rama, przerywając rozpoczęte prace. Wówczas król Asa zgromadził wszystkich mieszkańców Judy, kazał im zabrać wszystkie kamienie i drewno, zgromadzone przez Baszę na umacnianie Rama, i użył ich do wzmocnienia miast Geba i Mispa. Za dni owych przyszedł do Asy, króla judzkiego, "widzący" Chanani i powiedział: Ponieważ zaufałeś królowi aramejskiemu, a nie Jahwe, swojemu Bogu, wojska króla aramejskiego wymkną się z twoich rąk. Kuszyci i Libijczycy mieli wiele wojska króla , bardzo dużo rydwanów i liczną konnicę, ale wszystko to dostało się w twoje ręce, ponieważ polegałeś tylko na Jahwe. Jahwe bowiem ogarnia swoim wzrokiem cała ziemię, aby śpieszyć z pomocą tym, którzy ze wszystkich sił przy Nim trwają. Postąpiłeś więc nierozsądnie w tym wypadku i teraz czekają cię nieustanne wojny. Asa rozgniewał się na "widzącego" i kazał go wtrącić do więzienia. Był bowiem bardzo niezadowolony z tego, co mu (Chanani) powiedział. I zaczął też Asa uciskać niektórych spośród swojego ludu. Dzieje Asy, zarówno te wcześniejsze, jak i późniejsze, są opisane w Księgach królów judzkich i izraelskich. W trzydziestym dziewiątym roku swego panowania Asa zachorował na nogi i bardzo cierpiał. Ale nawet w czasie tej choroby nie szukał (pomocy u) Jahwe, lecz u lekarzy. Kiedy Asa odszedł do swoich przodków w czterdziestym pierwszym roku sprawowania władzy, pochowano go w grobowcu, który sam kazał sobie przygotować w Mieście Dawidowym. Ułożono go na łożu pełnym różnych wonności i pachnideł, przygotowanych według wskazań najlepszego spośród tych, którzy przygotowują wonności. Rozpalono też przy nim bardzo wielki stos. Po Asie władzę objął jego syn Jozafat. Swoje rządy rozpoczął od umacniania się przeciw Izraelowi. Po wszystkich miastach warownych w całej Judzie porozmieszczał oddziały wojskowe, a nadto obsadził wojskiem nie tylko Judę, lecz także miasta efraimickie, zdobyte przez jego ojca, Asę. A Jahwe był z Jozafatem, ponieważ chodził on, tak jak początkowo jego przodek Dawid, drogami prawości i wcale nie zwracał się ku Baalom. Starał się szukać jedynie Boga swojego ojca i zachowywać Jego przykazania, nie naśladując w niczym postępowania Izraela. Jahwe umacniał za to władzę królewską w jego rękach. Wszyscy synowie Judy przynosili Jozafatowi różne podarki, tak że opływał on we wszelkie bogactwa i sławę. Poczynał sobie coraz odważniej, chodząc drogami Jahwe, i pousuwał z Judy pozostałe jeszcze miejsca kultu na wyżynach oraz aszery. W trzecim roku swego panowania posłał on swoich dowódców: Ben-Chaila, Obadiasza, Zachariasza, Netaneela i Mikajasza, żeby nauczali po miastach Judy. Poszli z nimi także lewici: Szemajasz, Netaniasz, Zebadiasz, Asahel, Szemiramot, Jonatan, Adoniasz, Tobiasz i Tob-Adoniasz, a nadto kapłani; Eliszama i Joram. Nauczali oni w całej Judzie, korzystając przy tym z księgi Prawa Jahwe. I obchodzili wszystkie miasta Judy, nauczając lud. Lęk przed Jahwe ogarniał wszystkich władców sąsiadujących z Judą, tak iż nikt nie odważał się wszczynać wojny z Jozafatem. Filistyni przynosili Jozafatowi podarki i daninę w srebrze. Także Arabowie przyprowadzali mu swe trzody, w sumie siedem tysięcy siedemset baranów i siedem tysięcy siedemset kozłów. W ten sposób dochodził Jozafat do szczytów potęgi. Zbudował na ziemi judzkiej wiele twierdz oraz miast służących za składnice. W miastach Judy miał wielu ludzi do posług, a w Jerozolimie wielu dzielnych wojowników. Oto ich wykaz według poszczególnych rodów. Dowódcami oddziałów liczących po tysiąc ludzi byli na ziemi judzkiej: Dowódca Adna, który stał na czele trzystu tysięcy doborowych wojowników. Przy jego boku znajdował się Jochanan na czele oddziału, który liczył dwieście osiemdziesiąt tysięcy ludzi. Z kolei przy jego boku stał Amazjasz, syn Zikriego. Zgłosił się on dobrowolnie do służby Pańskiej, przyprowadzając z sobą dwieście tysięcy dzielnych wojowników. Z pokolenia Beniamina był doświadczony wojownik Eliada, który stał na czele dwustu tysięcy ludzi uzbrojonych w łuki i tarcze. Przy jego boku znajdował się Jozabad, a z nim sto osiemdziesiąt tysięcy ludzi gotowych do walki. Wszyscy oni pozostawali na usługach króla. Nadto pod rozkazami króla byli ci wszyscy, których porozmieszczał on w miastach warownych na obszarze całej ziemi judzkiej. I cieszył się Jozafat wielkimi bogactwami i sławą, a przez małżeństwo (syna) został powinowatym Achaba. Po kilku latach udał się Jozafat do Achaba, który mieszkał w Samarii. Na cześć jego i jego ludzi kazał Achab zabić wiele owiec i wołów i tak nakłonił go do wyprawy wojennej przeciw Ramot w Gileadzie. Achab, król izraelski, przemawiał w ten sposób do Jozafata , króla judzkiego: Czy zechcesz pójść ze mną przeciw Ramot w Gileadzie? Odpowiedział na to Jozafat: Co ma spotkać ciebie, niech spotka i mnie; co ma spotkać mój lud, niech spotka i twój. Idziemy z tobą na wojnę. Ponadto powiedział Jozafat do króla izraelskiego; Proszę cię, zapytaj jeszcze o radę Jahwe. Zwołał tedy król izraelski proroków w liczbie czterystu i zapytał ich: Czy mamy iść na wojnę przeciwko Ramot w Gileadzie, czy nie? A oni odpowiedzieli: Idź, a Jahwe wyda to miasto w ręce króla. Ale Jozafat rzekł na to: Czy jest jeszcze jakiś prorok Jahwe, żebyśmy mogli i jego zapytać o radę? A król izraelski odpowiedział Jozafatowi: Jest tu jeszcze jeden mąż, przez którego można zasięgnąć rady u Jahwe. Lecz ja go nienawidzę, bo on nigdy jeszcze nie wyprorokował niczego dobrego o mnie, a zawsze tylko zło. Jest to Micheasz, syn Jimli. Jednakże Jozafat powiedział: Niech król nie mówi już tak więcej. Kazał tedy król izraelski któremuś dworzaninowi wezwać Micheasza, syna Jimli. Król izraelski oraz Jozafat, król judzki, zasiedli, przybrani w szaty królewskie, na swoich tronach, które były ustawione na placu przy wejściu do Bramy Samarytańskiej. Wszyscy prorocy zaczęli wypowiadać w ich obecności swoje proroctwa. Sedecjasz, syn Kenaany, zrobił sobie rogi z żelaza i powiedział; Oto, co mówi Jahwe: Tymi rogami zmiażdżysz całkowicie Aramejczyków. Wszyscy prorocy zresztą tak samo prorokowali, mówiąc: Ruszaj na Ramot w Gileadzie. Z pewnością odniesiesz tam zwycięstwo, gdyż Jahwe wyda to miasto w ręce króla! Człowiek, który został posłany, żeby wezwać Micheasza, przemówił w te słowa: Wyrocznie proroków jednomyślnie mówią o powodzeniu króla. Niech więc i twoja przepowiednia będzie zgodna z tym, co powiedział każdy z nich. Micheasz jednak odpowiedział: Na życie Jahwe, ogłoszę to, co powie mi mój Bóg. Kiedy zaś stanął już przed królem, król go zapytał: Micheaszu, czy mam pójść na wojne przeciw Ramot w Gileadzie, czy nie? A on odpowiedział: Idźcie i zwyciężajcie. Oni bowiem już zostali wydani w wasze ręce. Lecz król zapytał: Ileż razy mam cię zaklinać na imię Jahwe, żebyś mi mówił tylko prawdę? A Micheasz na to: Widzę synów całego Izraela rozproszonych po górach jak owce, które nie mają pasterza. Jahwe mówi do mnie: Ci ludzie nie mają swego pana. Niech wracają w pokoju, każdy do swego domu. Wtedy król izraelski powiedział do Jozafata: Czy ci nie mówiłem? On nigdy jeszcze nie mówił o mnie dobrze, tylko zawsze źle. Micheasz zaś powiedział: Posłuchajcie tedy, co mówi Jahwe: Widziałem Jahwe siedzącego na swoim tronie w otoczeniu zastępów niebieskich, z prawej i z lewej Jego strony. I powiedział Jahwe: Kto zdoła namówić Achaba, króla izraelskiego, żeby sam poszedł na Ramot w Gileadzie i poległ tam w czasie walki? A oni zaczęli odpowiadać, jeden tak, a drugi inaczej. Pojawił się tedy przed Jahwe pewien duch i powiedział: Ja go namówię! A Jahwe zapytał: W jaki sposób? On zaś odrzekł: Wyjdę i sprawię, że wszyscy owi prorocy zaczną mówić nieprawdę. Rzekł na to Jahwe: Dobrze! Ty go nakłonisz i doprowadzisz sprawę do końca. Idź i uczyń tak! I tak włożył Jahwe ducha kłamstwa w usta wszystkich proroków, którzy tam byli. To sam Jahwe zapowiedział zło, które cię spotka. Ale Sedecjasz, syn Kenaany, zbliżył się do Micheasza, uderzył go w twarz i zapytał: Jakąż to drogą duch Jahwe wyszedł ze mnie, żeby przemawiać przez ciebie? A Micheasz odpowiedział: Dowiesz się wkrótce, kiedy będziesz biegał z komnaty do komnaty, żeby się ukryć. A król izraelski powiedział: Pochwyćcie Micheasza i zaprowadźcie go do Amona, zarządcy miasta, oraz do Joasza, syna królewskiego, i powiedzcie im tak: Oto, co mówi król: Wtrąćcie tego człowieka do więzienia i trzymajcie go tam tylko o chlebie i wodzie, dopóki ja nie wrócę zdrów i cały. Rzekł na to Micheasz: Jeżeli ty wrócisz zdrów i cały, to rzeczywiście nie Jahwe przemawiał przeze mnie. I dodał: Słuchajcie dobrze, wszystkie ludy! Tak więc ruszyli przeciw Ramot w Gileadzie król izraelski oraz Jozafat, król judzki. Król izraelski powiedział do Jozafata: Muszę się przebrać, zanim stanę do walki. Ty też przywdziej swoje szaty. Przebrał się więc król izraelski i poszli do walki. Król aramejski wydał tedy taki rozkaz dowódcom swoich rydwanów: Nie atakujcie nikogo ani spośród małych, ani wielkich, tylko króla izraelskiego. Dowódcy rydwanów ujrzawszy Jozafata, powiedzieli: To jest król izraelski! Potem otoczyli go, żeby ruszyć na niego. Lecz Jozafat wezwał na pomoc Jahwe i Bóg odciągnął od niego wszystkich Aramejczyków. Kiedy dowódcy rydwanów zobaczyli, że nie był to król izraelski, zawrócili swe rydwany i oddalili się od niego. Ale oto pewien wojownik wypuścił przypadkiem ze swego łuku strzałę, która dosięgła króla, trafiając w szczelinę między spojeniami zbroi. Wtedy król powiedział do tego, który kierował rydwanem: Zawracaj i wywieź mnie z pola walki, bo jestem ranny. Tymczasem walka stawała się coraz bardziej zażarta, a król izraelski stał na swym rydwanie podtrzymywany przez wojowników naprzeciw Aramejczykom. Dotrwał tak do wieczora, a o zachodzie słońca zmarł. Jozafat, król judzki, zdrów i cały wrócił do swego domu w Jerozolimie. Wyszedł mu na spotkanie syn Chananiego, "widzący" Jehu, i tak powiedział do Jozafata: Czy ty kochasz tych, którzy nienawidzą Boga? Właśnie z tego powodu zasłużyłeś sobie na gniew Jahwe. Jednakże i w tobie jest trochę dobra, bo to ty przecież usunąłeś z kraju aszery i dokładałeś wszelkich starań, żeby szukano Boga. Jozafat mieszkał w Jerozolimie. Znów zaczął on odwiedzać mieszkańców Judy, od Beer-Szeby aż do gór Efraima, sprowadzając wszystkich z powrotem do Jahwe, Boga ich ojców. Ustanowił w kraju sędziów, rozmieszczając ich po wszystkich warownych miastach Judy. I tak powiedział do sędziów: Baczcie na to, co będziecie czynić, gdyż nie ze względu na ludzi będziecie wymierzali sprawiedliwość, ale ze względu na Jahwe. On będzie z wami przy wymierzaniu sprawiedliwości. Niech was nigdy nie opuszcza bojaźń Jahwe. Czuwajcie nad tym, co będziecie czynić, bo Jahwe, Bóg nasz, nie znowu żadnej nieprawości i nie ma On względu ani na osoby, ani na składane dary. Osiedliwszy się w Jerozolimie, Jozafat ustanowił tam lewitów, kapłanów i naczelników poszczególnych domów izraelskich, aby sądzili w imię Jahwe i rozstrzygali ludzkie spory. Wydał im też takie oto polecenia: Postępujcie zawsze z bojaźnią Jahwe, bądźcie wierni i miejcie czyste serce! W każdej sprawie, która dotrze do was od braci mieszkających w swych miastach, gdy będzie chodziło czy to o zabójstwo, czy o rozróżnienie między prawem, przykazaniem, zaleceniem i wskazaniem, udzielajcie dokładnych wyjaśnień, żeby ludzie nie musieli czuć się winni wobec Jahwe i żeby Jego gniew nie spadł na was i na waszych braci. Tak postępując, będziecie wolni od wszelkiej winy. Waszym przełożonym będzie kapłan Amariasz. On to będzie czuwał nad wszystkimi sprawami Jahwe. Wszystkie zaś sprawy dotyczące króla będziecie ostatecznie rozstrzygał Zebadiasz, książę z pokolenia Judy, syn Izmaela. Lewici będą wam służyć za pisarzy. Odwagi więc i do dzieła, a Jahwe niech będzie z wami. Po jakimś czasie Moabici, Ammonici i dość liczni Meunici wyruszyli na wojnę przeciwko Jozafatowi. Specjalni wysłannicy przybyli do Jozafata, aby go o tym powiadomić. Mówili oni: Ogromnie wielkie wojsko zbliża się ku tobie od drugiej strony morza, z kraju Aramejczyków. Są już w Chaseson-Tamar, to jest w Engaddi. Przerażony tym Jozafat postanowił zwrócić się o pomoc do Jahwe, ale przedtem zarządził w całej Judzie post. Zebrali się tedy synowie Judy, by zanosić modły do Jahwe. Z każdego miasta judzkiego przybył ktoś na zgromadzenie, żeby błagać Jahwe o pomoc. Jozafat stanął pośrodku całego zgromadzenia mieszkańców Judy i Jerozolimy w świątyni Jahwe, przed nowym dziedzińcem, i tak zaczął się modlić: O Jahwe, Boże ojców naszych, Ty, który masz w swoich rękach wszelką moc i potęgę, tak że nikt nie może Ci się oprzeć! Ty, o Boże nasz, usunąłeś z tego kraju jego mieszkańców, aby zrobić miejsce dla Swojego ludu izraelskiego. Ty, który dałeś tę ziemię na zawsze potomstwu Abrahama, Swego przyjaciela. Zamieszkali oni na tej ziemi i zbudowali tu przybytek dla Twojego imienia, mówiąc: Kiedy spadnie na nas jakieś nieszczęście, gdy zawiśnie nad nami miecz sądu, zaraza albo głód, staniemy przed tym przybytkiem i przed Tobą, gdyż imię Twoje znajduje się w tej świątyni. I będziemy zanosić do Ciebie błagania w utrapieniu swoim, a Ty nas wysłuchasz i ześlesz nam wybawienie. Oto teraz (zbliżają się ku nam) Ammonici, Moabici i mieszkańcy góry Seir, na których ziemie nie pozwoliłeś wejść synom Izraela, kiedy wracali z Egiptu. Ominęli wówczas ten kraj, nie wyrządzając mu żadnej szkody. Otóż teraz się nam za to odpłacają: przychodzą, żeby nas usunąć z dziedzictwa, które dałeś nam w posiadanie! Czy nie wymierzysz im za to, o Boże nasz, sprawiedliwości? Bo wobec tej nawałnicy, która się ku nam zbliża, my sami jesteśmy bezsilni. Wcale nie wiemy, co mamy czynić, a nasze oczy zwracają się z ufnością ku Tobie. Wszyscy mieszkańcy Judy, razem z niemowlętami, żonami i synami stali przed Jahwe. I oto duch Jahwe zstąpił na zgromadzonych i napełnił Jachazjela, syna Zachariasza, syna Benajasza, syna Jejela, syna Mattaniasza. Był on lewitą i wywodził się z rodu Asafa. Jachazjel przemówił w te słowa: Posłuchajcie mnie uważnie, synowie Judy, mieszkańcy Jerozolimy i ty, królu Jozafacie. Oto, co mówi Jahwe: Nie lękajcie się, nie bójcie się tego mnóstwa wojska, bo jest to wojna nie przeciwko wam, lecz przeciw samemu Bogu. Jutro wyjdziecie im na spotkanie. Oni będą się do was zbliżali przez wzgórze Sis, a wy spotkacie ich na samym skraju doliny, tuż koło pustyni Jeruel. Nie będziecie potrzebowali z nimi walczyć. Macie się tylko tam znaleźć i stać na miejscu. Zobaczycie, Judo i Jerozolimo, jak sam Jahwe przyniesie wam wybawienie. Nie lękajcie się więc, nie bójcie się niczego. Wychodźcie jutro na spotkanie z nimi, a Jahwe będzie z wami. Jozafat skłonił się aż do ziemi, a wszyscy synowie Judy oraz mieszkańcy Jerozolimy upadli na twarz, oddając cześć Jahwe. Lewici - ci spośród synów Kehata i Koracha - powstali, żeby wielbić donośnym głosem Jahwe, Boga Izraela. Dnia zaś następnego wstawszy bardzo wcześnie, wyruszyli w drogę ku pustyni Tekoa. Kiedy wychodzili, Jozafat wstał i powiedział: Posłuchajcie mnie, synowie Judy i wy, mieszkańcy Jerozolimy! Zaufajcie tylko Jahwe, swojemu Bogu, a nic wam się nie stanie. Pójdźcie za radą Jego proroka, a odniesiecie zwycięstwo. Potem naradziwszy się z całym ludem, wyznaczył śpiewaków, którzy przyodziani w święte szaty mieli iść przed wojskiem i wielbić Jahwe, mówiąc: Wychwalajcie Jahwe, bo na wieki miłosierdzie Jego. Kiedy zaczęto śpiewać pieśni wielbiąc Jahwe, On wprowadził w zasadzkę Ammonitów, Moabitów i tych, co wyruszyli na Judę z góry Seir, i tak wyginęli. Ammonici i Moabici zaczęli gwałtownie atakować tych, co przybyli z góry Seir, usiłując ich pokonać i wyciąć co do jednego. A kiedy rozgromili mieszkańców Seir, rzucili się nawzajem na siebie, zabijając jedni drugich. Kiedy synowie Judy przybyli na miejsce, z którego już było widać pustynię, skierowali się w stronę owego mnóstwa wojska. I oto zobaczyli już tylko same trupy leżące na polach. Nikt nie uszedł z życiem. Poszedł tedy Jozafat ze swoim wojskiem, aby zebrać łupy. Znaleźli tam ogromne bogactwa, różnorodny dobytek, szaty i drogie naczynia. Było tego tyle, że nie mieli sił wszystkiego unieść. Przez trzy dni gromadzili owe łupy, gdyż było ich bardzo dużo. Czwartego dnia zebrali się razem w Dolinie Beraka. Tam bowiem uwielbili Jahwe i dlatego miejsce to nazwano Doliną Beraka (to znaczy: dolina uwielbienia,), i tak się ono nazywa do dnia dzisiejszego. Wszyscy wojownicy Judy i Jerozolimy z Jozafatem na czele wracali do Jerozolimy pełni radości, gdyż Jahwe rozweselił ich serca i uwolnił ich od wrogów. Wkraczali do Jerozolimy przy dźwiękach cytr, harf i trąb, kierując się w stronę świątyni Jahwe. A wszystkie kraje sąsiednie ogarnął lęk przed Jahwe, gdy dotarła do nich wieść, że to sam Jahwe stanął do walki z wrogami Izraela. Tymczasem królestwo Jozafata zaczęło zażywać pokoju, a jego Bóg zapewniał mu pokój ze wszystkich stron. Tak więc Jozafat panował w królestwie judzkim. Kiedy wstępował na tron, miał trzydzieści pięć lat, a władzę sprawował o Jerozolimie przez lat dwadzieścia pięć. Jego matka nazywała się Azuba i była córką Szilchiego. Kroczył on wiernie drogą swego ojca, Asy, nie schodząc z niej ani na chwilę i czyniąc to, co prawe i oczach Jahwe. Tylko miejsca kultu na wyżynach nie zniknęły całkowicie, a i lud nie trwał jeszcze całym sercem przy Bogu swych ojców. Pozostałe dzieje Jozafata, zarówno te najwcześniejsze, jak i późniejsze, są opisane w Dziejach Jehu, syna Chananiego, i włączone do Księgi królów izraelskich. Po pewnym czasie Jozafat, król judzki, związał się z królem izraelskim Ochozjaszem, którego postępowanie było godne potępienia. Zawarł z nim umowę o budowie okrętów, które miały popłynąć do Tarszisz: okręty budowano wówczas w Esjon-Geber. A Eliezer, syn Dodawiasza, zaczął prorokować przeciwko Jozafatowi, mówiąc: Ponieważ związałeś się z Ochozjaszem, Jahwe zniszczy całe twoje dzieło. I rzeczywiście okręty uległy rozbiciu i nie mogły popłynąć do Tarszisz. Kiedy Jozafat odszedł do swoich przodków, został pogrzebany obok swoich ojców w Mieście Dawidowym. Władzę po nim objął jego syn Joram. Braćmi Jorama, a synami Jozafata byli: Azariasz, Jechiel, Zachariasz, Azariasz, Mikael, i Szefatiasz. Wszyscy oni byli synami Jozafata, króla judzkiego. Ich ojciec zostawił im niemały majątek w złocie i w srebrze oraz w różnych cennych przedmiotach. Ponadto przekazał im miasta warowne w Judzie, lecz władzę nad całym królestwem zachował dla Jorama, ponieważ był on jego synem pierworodnym. Tak więc Joram objął władzę królewską po swoim ojcu, a kiedy się trochę umocnił, wytracił mieczem wszystkich swoich braci, a także niektórych spośród przywódców Izraela. Gdy Joram wstępował na tron, miał trzydzieści dwa lata, a rządził w Jerozolimie lat osiem. Chodził on drogami, którymi kroczyli niegdyś królowie izraelscy, a zwłaszcza cały ród Achaba, bo miał zresztą za żonę jedną z córek Achaba. Czynił on wszystko, co złe w oczach Jahwe. Ale Jahwe nie chciał zniszczyć domu Dawida pomny na przymierze, jakie zawarł z Dawidem, ponieważ mu przyrzekł, że nigdy nie pozwoli zgasnąć lampie jego i jego synów. A Edomici wyłamali się spod władzy Judy i ustanowili sobie własnego króla. Wyruszył tedy na nich Joram razem ze swymi dowódcami i rydwanami. Zaskoczywszy Edomitów nocą, pobił wszystkich dokoła, w tym i dowódców ich rydwanów. Ale Edom uwolnił się spod panowania judzkiego i tak jest po dziń dzisiejszy. Spod władzy Judy wydostał się też wtedy Libna, a to dlatego, że Juda oddalił się od Jahwe, Boga swych ojców. Joram sam nawet budował miejsca kultu na wyżynach. Skłaniał też do nierządu mieszkańców Jerozolimy i całą Judę sprowadził za złą drogę. Aż kiedyś tak napisał do niego prorok Eliasz: Oto, co mówi Jahwe, Bóg ojca twojego, Dawida. Ponieważ nie trzymałeś się dróg ojca swojego, Jozafata, ani Asy, króla judzkiego, a wszedłeś na drogę królów izraelskich; ponieważ dopuściłeś do nierządu w Judzie i w Jerozolimie, tak jak cały ród Achaba nakłonił do nierządu Izrael; ponieważ pomordowałeś własnych braci, którzy byli lepsi od ciebie, i całą rodzinę swego ojca. Jahwe dotknie straszną plagą cały twój lud, twoich synów, twoje żony wszystko, co do ciebie należy Ty zaś sam zapadniesz na różne choroby wnętrzności. Po wielu dniach dokuczliwych cierpień wypłyną z ciebie wnętrzności wśród wielkiego bólu. Potem zesłał Jahwe na Jorama Filistynów oraz Arabów, sąsiadujących z Kuszytami. Wkroczywszy na ziemię judzką, rozeszli się po całym kraju. Zabrali wszystkie kosztowności, jakie znaleźli w pałacu królewskim. Uprowadzili też z sobą wszystkich synów króla oraz jego żony. Został mu tylko Joachaz, najmłodszy z jego synów. Po tym wszystkim Jahwe poraził go chorobą wnętrzności i już (Joram) nie odzyskał zdrowia. Z czasem, pod koniec drugiego roku, wnętrzności Jorama wypłynęły. Umarł w strasznych cierpieniach, a jego poddani nie palili na jego cześć żadnych wonności, jak to ongiś czynili na cześć jego przodków. Wstępując na tron, Joram miał trzydzieści dwa lata, a rządził w Jerozolimie przez lat osiem. Odszedł przez nikogo nie opłakiwany. Pochowano go w Mieście Dawidowym, ale nie w grobach królewskich. Po jakimś czasie Moabici, Ammonici i dość liczni Meunici wyruszyli na wojnę przeciwko Jozafatowi. Specjalni wysłannicy przybyli do Jozafata, aby go o tym powiadomić. Mówili oni: Ogromnie wielkie wojsko zbliża się ku tobie od drugiej strony morza, z kraju Aramejczyków. Są już w Chaseson-Tamar, to jest w Engaddi. Przerażony tym Jozafat postanowił zwrócić się o pomoc do Jahwe, ale przedtem zarządził w całej Judzie post. Zebrali się tedy synowie Judy, by zanosić modły do Jahwe. Z każdego miasta judzkiego przybył ktoś na zgromadzenie, żeby błagać Jahwe o pomoc. Jozafat stanął pośrodku całego zgromadzenia mieszkańców Judy i Jerozolimy w świątyni Jahwe, przed nowym dziedzińcem, i tak zaczął się modlić: O Jahwe, Boże ojców naszych, Ty, który masz w swoich rękach wszelką moc i potęgę, tak że nikt nie może Ci się oprzeć! Ty, o Boże nasz, usunąłeś z tego kraju jego mieszkańców, aby zrobić miejsce dla Swojego ludu izraelskiego. Ty, który dałeś tę ziemię na zawsze potomstwu Abrahama, Swego przyjaciela. Zamieszkali oni na tej ziemi i zbudowali tu przybytek dla Twojego imienia, mówiąc: Kiedy spadnie na nas jakieś nieszczęście, gdy zawiśnie nad nami miecz sądu, zaraza albo głód, staniemy przed tym przybytkiem i przed Tobą, gdyż imię Twoje znajduje się w tej świątyni. I będziemy zanosić do Ciebie błagania w utrapieniu swoim, a Ty nas wysłuchasz i ześlesz nam wybawienie. Oto teraz (zbliżają się ku nam) Ammonici, Moabici i mieszkańcy góry Seir, na których ziemie nie pozwoliłeś wejść synom Izraela, kiedy wracali z Egiptu. Ominęli wówczas ten kraj, nie wyrządzając mu żadnej szkody. Otóż teraz się nam za to odpłacają: przychodzą, żeby nas usunąć z dziedzictwa, które dałeś nam w posiadanie! Czy nie wymierzysz im za to, o Boże nasz, sprawiedliwości? Bo wobec tej nawałnicy, która się ku nam zbliża, my sami jesteśmy bezsilni. Wcale nie wiemy, co mamy czynić, a nasze oczy zwracają się z ufnością ku Tobie. Wszyscy mieszkańcy Judy, razem z niemowlętami, żonami i synami stali przed Jahwe. I oto duch Jahwe zstąpił na zgromadzonych i napełnił Jachazjela, syna Zachariasza, syna Benajasza, syna Jejela, syna Mattaniasza. Był on lewitą i wywodził się z rodu Asafa. Jachazjel przemówił w te słowa: Posłuchajcie mnie uważnie, synowie Judy, mieszkańcy Jerozolimy i ty, królu Jozafacie. Oto, co mówi Jahwe: Nie lękajcie się, nie bójcie się tego mnóstwa wojska, bo jest to wojna nie przeciwko wam, lecz przeciw samemu Bogu. Jutro wyjdziecie im na spotkanie. Oni będą się do was zbliżali przez wzgórze Sis, a wy spotkacie ich na samym skraju doliny, tuż koło pustyni Jeruel. Nie będziecie potrzebowali z nimi walczyć. Macie się tylko tam znaleźć i stać na miejscu. Zobaczycie, Judo i Jerozolimo, jak sam Jahwe przyniesie wam wybawienie. Nie lękajcie się więc, nie bójcie się niczego. Wychodźcie jutro na spotkanie z nimi, a Jahwe będzie z wami. Jozafat skłonił się aż do ziemi, a wszyscy synowie Judy oraz mieszkańcy Jerozolimy upadli na twarz, oddając cześć Jahwe. Lewici - ci spośród synów Kehata i Koracha - powstali, żeby wielbić donośnym głosem Jahwe, Boga Izraela. Dnia zaś następnego wstawszy bardzo wcześnie, wyruszyli w drogę ku pustyni Tekoa. Kiedy wychodzili, Jozafat wstał i powiedział: Posłuchajcie mnie, synowie Judy i wy, mieszkańcy Jerozolimy! Zaufajcie tylko Jahwe, swojemu Bogu, a nic wam się nie stanie. Pójdźcie za radą Jego proroka, a odniesiecie zwycięstwo. Potem naradziwszy się z całym ludem, wyznaczył śpiewaków, którzy przyodziani w święte szaty mieli iść przed wojskiem i wielbić Jahwe, mówiąc: Wychwalajcie Jahwe, bo na wieki miłosierdzie Jego. Kiedy zaczęto śpiewać pieśni wielbiąc Jahwe, On wprowadził w zasadzkę Ammonitów, Moabitów i tych, co wyruszyli na Judę z góry Seir, i tak wyginęli. Ammonici i Moabici zaczęli gwałtownie atakować tych, co przybyli z góry Seir, usiłując ich pokonać i wyciąć co do jednego. A kiedy rozgromili mieszkańców Seir, rzucili się nawzajem na siebie, zabijając jedni drugich. Kiedy synowie Judy przybyli na miejsce, z którego już było widać pustynię, skierowali się w stronę owego mnóstwa wojska. I oto zobaczyli już tylko same trupy leżące na polach. Nikt nie uszedł z życiem. Poszedł tedy Jozafat ze swoim wojskiem, aby zebrać łupy. Znaleźli tam ogromne bogactwa, różnorodny dobytek, szaty i drogie naczynia. Było tego tyle, że nie mieli sił wszystkiego unieść. Przez trzy dni gromadzili owe łupy, gdyż było ich bardzo dużo. Czwartego dnia zebrali się razem w Dolinie Beraka. Tam bowiem uwielbili Jahwe i dlatego miejsce to nazwano Doliną Beraka (to znaczy: dolina uwielbienia,), i tak się ono nazywa do dnia dzisiejszego. Wszyscy wojownicy Judy i Jerozolimy z Jozafatem na czele wracali do Jerozolimy pełni radości, gdyż Jahwe rozweselił ich serca i uwolnił ich od wrogów. Wkraczali do Jerozolimy przy dźwiękach cytr, harf i trąb, kierując się w stronę świątyni Jahwe. A wszystkie kraje sąsiednie ogarnął lęk przed Jahwe, gdy dotarła do nich wieść, że to sam Jahwe stanął do walki z wrogami Izraela. Tymczasem królestwo Jozafata zaczęło zażywać pokoju, a jego Bóg zapewniał mu pokój ze wszystkich stron. Tak więc Jozafat panował w królestwie judzkim. Kiedy wstępował na tron, miał trzydzieści pięć lat, a władzę sprawował o Jerozolimie przez lat dwadzieścia pięć. Jego matka nazywała się Azuba i była córką Szilchiego. Kroczył on wiernie drogą swego ojca, Asy, nie schodząc z niej ani na chwilę i czyniąc to, co prawe i oczach Jahwe. Tylko miejsca kultu na wyżynach nie zniknęły całkowicie, a i lud nie trwał jeszcze całym sercem przy Bogu swych ojców. Pozostałe dzieje Jozafata, zarówno te najwcześniejsze, jak i późniejsze, są opisane w Dziejach Jehu, syna Chananiego, i włączone do Księgi królów izraelskich. Po pewnym czasie Jozafat, król judzki, związał się z królem izraelskim Ochozjaszem, którego postępowanie było godne potępienia. Zawarł z nim umowę o budowie okrętów, które miały popłynąć do Tarszisz: okręty budowano wówczas w Esjon-Geber. A Eliezer, syn Dodawiasza, zaczął prorokować przeciwko Jozafatowi, mówiąc: Ponieważ związałeś się z Ochozjaszem, Jahwe zniszczy całe twoje dzieło. I rzeczywiście okręty uległy rozbiciu i nie mogły popłynąć do Tarszisz. Kiedy Jozafat odszedł do swoich przodków, został pogrzebany obok swoich ojców w Mieście Dawidowym. Władzę po nim objął jego syn Joram. Braćmi Jorama, a synami Jozafata byli: Azariasz, Jechiel, Zachariasz, Azariasz, Mikael, i Szefatiasz. Wszyscy oni byli synami Jozafata, króla judzkiego. Ich ojciec zostawił im niemały majątek w złocie i w srebrze oraz w różnych cennych przedmiotach. Ponadto przekazał im miasta warowne w Judzie, lecz władzę nad całym królestwem zachował dla Jorama, ponieważ był on jego synem pierworodnym. Tak więc Joram objął władzę królewską po swoim ojcu, a kiedy się trochę umocnił, wytracił mieczem wszystkich swoich braci, a także niektórych spośród przywódców Izraela. Gdy Joram wstępował na tron, miał trzydzieści dwa lata, a rządził w Jerozolimie lat osiem. Chodził on drogami, którymi kroczyli niegdyś królowie izraelscy, a zwłaszcza cały ród Achaba, bo miał zresztą za żonę jedną z córek Achaba. Czynił on wszystko, co złe w oczach Jahwe. Ale Jahwe nie chciał zniszczyć domu Dawida pomny na przymierze, jakie zawarł z Dawidem, ponieważ mu przyrzekł, że nigdy nie pozwoli zgasnąć lampie jego i jego synów. A Edomici wyłamali się spod władzy Judy i ustanowili sobie własnego króla. Wyruszył tedy na nich Joram razem ze swymi dowódcami i rydwanami. Zaskoczywszy Edomitów nocą, pobił wszystkich dokoła, w tym i dowódców ich rydwanów. Ale Edom uwolnił się spod panowania judzkiego i tak jest po dziń dzisiejszy. Spod władzy Judy wydostał się też wtedy Libna, a to dlatego, że Juda oddalił się od Jahwe, Boga swych ojców. Joram sam nawet budował miejsca kultu na wyżynach. Skłaniał też do nierządu mieszkańców Jerozolimy i całą Judę sprowadził za złą drogę. Aż kiedyś tak napisał do niego prorok Eliasz: Oto, co mówi Jahwe, Bóg ojca twojego, Dawida. Ponieważ nie trzymałeś się dróg ojca swojego, Jozafata, ani Asy, króla judzkiego, a wszedłeś na drogę królów izraelskich; ponieważ dopuściłeś do nierządu w Judzie i w Jerozolimie, tak jak cały ród Achaba nakłonił do nierządu Izrael; ponieważ pomordowałeś własnych braci, którzy byli lepsi od ciebie, i całą rodzinę swego ojca. Jahwe dotknie straszną plagą cały twój lud, twoich synów, twoje żony wszystko, co do ciebie należy Ty zaś sam zapadniesz na różne choroby wnętrzności. Po wielu dniach dokuczliwych cierpień wypłyną z ciebie wnętrzności wśród wielkiego bólu. Potem zesłał Jahwe na Jorama Filistynów oraz Arabów, sąsiadujących z Kuszytami. Wkroczywszy na ziemię judzką, rozeszli się po całym kraju. Zabrali wszystkie kosztowności, jakie znaleźli w pałacu królewskim. Uprowadzili też z sobą wszystkich synów króla oraz jego żony. Został mu tylko Joachaz, najmłodszy z jego synów. Po tym wszystkim Jahwe poraził go chorobą wnętrzności i już (Joram) nie odzyskał zdrowia. Z czasem, pod koniec drugiego roku, wnętrzności Jorama wypłynęły. Umarł w strasznych cierpieniach, a jego poddani nie palili na jego cześć żadnych wonności, jak to ongiś czynili na cześć jego przodków. Wstępując na tron, Joram miał trzydzieści dwa lata, a rządził w Jerozolimie przez lat osiem. Odszedł przez nikogo nie opłakiwany. Pochowano go w Mieście Dawidowym, ale nie w grobach królewskich. Po Joramie mieszkańcy Jerozolimy obwołali królem jego najmłodszego syna, Ochozjasza. Wojska bowiem, które wkroczyły (na ziemię judzką) razem z Arabami, pozabijały wszystkich starszych synów (Jorama). W ten sposób władzę objął Ochozjasz, syn Jorama, króla judzkiego. Wstępując na tron, miał Ochozjasz czterdzieści dwa lata, a rządził tylko jeden rok. Jego matka nazywała się Atalia i była córką Omriego. On również chodził drogami całego rodu Achaba, gdyż matka jego swoimi radami nakłaniała go do grzechów. Czynił on wszystko, co złe w oczach Jahwe, podobnie jak wszyscy z domu Achaba. Po śmierci bowiem jego ojca wszyscy służyli mu radami, które były zgubne. To oni również doradzili mu, żeby wyruszył razem z synem Achaba, Joramem, królem izraelskim, na Ramot w Gileadzie, na wojnę przeciwko Chazaelowi, królowi aramejskiemu. Aramejczycy właśnie zranili ciężko Jorama. Udał się tedy Joram z powrotem do siebie, żeby się leczyć w Jizreel z ran, które zadali mu Aramejczycy w Ramot podczas wojny przeciwko Chazaelowi, królowi aramejskiemu. Król judzki Ochozjasz, syn Jorama, przybył do Jizreel, aby odwiedzić chorego Jorama, syna Achaba. Lecz z woli Bożej te odwiedziny u Jorama miały sprowadzić zgubę dla Ochozjasza. Przybywszy bowiem na miejsce, zaraz wyruszył razem z Joramem na spotkanie z synem Nimsziego, Jehu, którego Jahwe namaścił, żeby wyniszczył cały ród Achaba. Kiedy więc Jehu wymierzał sprawiedliwość domowi Achaba, natknął się na dowódców judzkich oraz synów braci Ochozjasza, którzy pozostawali na służbie u Ochozjasza. I pozabijał ich. Potem zaczął szukać Ochozjasza i dopadł go w Samarii, ponieważ tam właśnie się ukrywał. Sprowadzono go do Jehu i zgładzono. Pochowano go jednak, bo mówili sobie: Jest on jednak synem Jozafata, który całym sercem szukał Jahwe. Z rodu Ochozjasza nie było już wtedy nikogo, kto mógłby po nim sprawować władzę. Kiedy Atalia, matka Ochozjasza, dowiedziała się o śmierci swego syna, wpadła w szał i kazała wymordować wszystkich potomków królewskich w całej Judzie. I wtedy to Joszeba, córka króla, wzięła Joasza, syna Ochozjasza, zabrała go potajemnie spośród synów królewskich, których mordowano, i ukryła razem z jego karmicielką w sypialni. I tak oto Joszeba, córka króla Jorama, a żona kapłana Jojady i siostra Ochozjasza, ukryła Joasza przed Atalią, tak że ta nie mogła go zabić. W ten sposób pozostawał z nimi, ukryty w świątyni, przez sześć lat. Władzę w kraju sprawowała wtedy Atalia. W siódmym roku (ukrywania się Joasza) Jojada wszedł w zmowę z setnikami: Azariaszem, synem Jerochama, Izmaelem, synem Jochanana, Azariaszem, synem Obeda, Maasejaszem, synem Adajasza, i Elisafatem, synem Zikriego. Przemierzyli oni całą ziemię judzką zgromadzili lewitów ze wszystkich miast Judy oraz przywódców wszystkich rodów izraelskich i przybyli do Jerozolimy. Całe to zgromadzenie zawarło umowę z królem w świątyni Bożej. Jojada powiedział tak: Oto na tron powinien wstąpić syn królewski, zgodnie z tym, co sam Jahwe powiedział o synach Dawida. Tak więc trzeba zrobić: Niech trzecia część tych spośród was, zarówno kapłanów, jak i lewitów, którym służba świątynna przypadła na szabat, przejmie obowiązki odźwiernych. Jedna trzecia niech pójdzie pełnić służbę w pałacu królewskim i jedna trzecia - przy wejściu do Jerozolimy. Cały lud niech pozostaje na dziedzińcach świątyni Jahwe. Do świątyni Jahwe niech nie wchodzi nikt oprócz kapłanów i lewitów pełniących służbę. Oni mogą tam wchodzić, bo są poświęceni. Cały lud niech przestrzega Bożych pouczeń. Lewici niech otoczą króla ze wszystkich stron i niech mają broń w rękach. Gdyby ktoś usiłował wejść do świątyni, niech go zabiją. Będziecie się trzymać blisko króla, zarówno gdy będzie wchodził do świątyni, jak i gdy będzie z niej wychodził. Lewici i wszyscy synowie Judy postępowali dokładnie tak, jak im nakazał kapłan Jojada. Każdy z nich wziął swoich ludzi, zarówno tych, którzy w dzień szabatu obejmowali służbę, jak i tych, którzy z niej schodzili. Żadnego oddziału nie zwolnił kapłan Jojada od służby. Setnikom wręczył włócznie i tarcze, zarówno duże, jak i małe, z tych, które należały kiedyś do króla Dawida i były przechowywane w świątyni. Wszystkich mężów uzbrojonych ustawił - od prawej do lewej strony świątyni - w pobliżu ołtarza i świątyni, tak że ze wszystkich stron otaczali króla. Teraz wprowadzono syna królewskiego. Potem włożono na niego diadem oraz wręczono mu świadectwo i ogłoszono go królem. Jojada i jego synowie namaścili go, a potem zawołali: Niech żyje król! Kiedy Atalia posłyszała wrzawę ludu biegającego i wykrzykującego na cześć króla, przyszła do ludzi zebranych koło świątyni Jahwe. Popatrzyła i oto zobaczył króla stojącego na podwyższeniu przy wejściu. Koło króla znajdowali się dowódcy i trębacze oraz cały lud kraju, bardzo rozradowany. Dęto też w trąby, a śpiewacy przy wtórze instrumentów muzycznych kierowali śpiewem na cześć Jahwe. Atalia rozdarła swoje szaty i zawołała: Spisek, spisek! Wtedy kapłan Jojada wyprowadził na zewnątrz setników, którzy stali na przodzie, i powiedział im tak: Niech wyjdzie między szeregami, a gdyby ktoś chciał pójść za nią, niech zginie od miecza. Kapłan powiedział także: Nie zabijajcie jej w świątyni. Zrobiono jej tedy miejsce, rozstępując się na obie strony, i udała się ku wyjściu, do bramy przeznaczonej dla koni, w stronę pałacu królewskiego. Dopiero tam ją zgładzono. I zawarł Jojada między Jahwe a całym ludem i królem układ, na mocy którego mieli oni stać się ludem Jahwe. Następnie cały lud wtargnął do świątyni Baala i zniszczył ją. Zburzyli tam ołtarze oraz wizerunki, a Mattana, kapłana Baala, zabili przed ołtarzami. Potem Jojada postawił w świątyni straż złożoną z kapłanów i lewitów, których jeszcze Dawid podzielił na poszczególne klasy świątynne. Do nich należało składanie ofiar całopalenia na cześć Jahwe zgodnie z tym, co zostało napisane w prawie Mojżeszowym. Wszystko miało się odbywać w radosnym nastroju i przy śpiewach, zgodnie z zaleceniami Dawida. Przy drzwiach do świątyni Jahwe Jojada kazał ustawić odźwiernych, żeby nie dostał się do niej nikt, kto byłby czymkolwiek skalany. Potem wybrał setników, ludzi szczególnie poważanych, takich, którzy cieszyli się powszechnym szacunkiem, oraz zgromadził cały lud kraju i wyprowadzono króla ze świątyni Jahwe. Przez górną bramę weszli do pałacu królewskiego posadzili króla na tronie królewskim. Cieszył się tedy cały lud, a miasto zażywało pokoju. Atalię zaś zgładzono mieczem. Wstępując na tron, Joasz miał siedem lat, rządził zaś w Jerozolimie przez lat czterdzieści. Jego matka nazywała się Sibia i pochodziła z Beer-Szeby. Joasz czynił to, co prawe w oczach Jahwe, przez całe życie kapłana Jojady. Jojada postarał się dla Joasza o dwie żony, które wydały na świat synów i córki. Po jakimś czasie Joasz postanowił odnowić świątynię Jahwe. Zgromadził wszystkich kapłanów i lewitów i powiedział im tak: Rozejdźcie się po miastach Judy i zbierajcie wśród synów Izraela pieniądze, żebyśmy mogli co roku odnawiać świątynię swojego Boga. Starajcie się przeprowadzić tę zbiórkę jak najrychlej. Ale lewici wcale się nie spieszyli. Król wezwał tedy do siebie arcykapłana Jojadę i powiedział mu: Dlaczego nie dopilnowałeś, żeby lewici dostarczyli z Judy i z Jerozolimy podatek na utrzymanie Namiotu Świadectwa, nałożony na wszystkich przez sługę Jahwe Mojżesza i przez całe zgromadzenie? Wiesz przecież, że bezbożna Atalia - razem ze swymi synami - złupiła dom Boży, wszystkie przedmioty przeznaczone dla świątyni Jahwe poleciła przekazać do użytku w świątyni Baala. Rozkazał tedy król, żeby sporządzono wielką skarbonę, która następnie została umieszczona na zewnątrz świątyni, przed bramą do świątyni Jahwe. Ogłoszono też w całej Judzie i w Jerozolimie, żeby każdy uiszczał na rzecz służby Bożej podatek, nałożony na synów Izraela jeszcze przez sługę Jahwe Mojżesza, kiedy przebywali na pustyni. I oto wszyscy przywódcy ludu i cały lud z radością przychodzili i składali do skarbony to, co każdy był zobowiązany zapłacić. Kiedy nadchodził czas przekazania skarbony przez lewitów nadzorcom królewskim, ponieważ stwierdzono, że w skarbonie jest już dużo pieniędzy, zjawił się sekretarz króla oraz pełnomocnik arcykapłana i opróżnili skarbonę. Potem znów ustawiano ją na dawnym miejscu. Czyniono tak codziennie, gromadząc bardzo dużo pieniędzy, które król oraz Jojada przekazywali nadzorcom robót w świątyni Jahwe. Oni z kolei wynajmowali kamieniarzy i cieśli, mających pracować przy naprawie świątyni Jahwe. Byli tam również zatrudniani rzemieślnicy pracujący w żelazie i w brązie przy umacnianiu całej świątyni Jahwe. Robotnicy pracowali i coraz bardziej widoczne stawały się wyniki ich pracy. Odnowili dom Boży, przywracając jego stan pierwotny i umacniając go. Kiedy prace zostały zakończone, przyniesiono królowi i (kapłanowi) Jojadzie pieniądze, które jeszcze zostały. Sporządzono za nie (nowy) sprzęt dla świątyni Jahwe, święte naczynia do służby świątynnej i do składania ofiar całopalenia, kielichy oraz różne przedmioty ze złota i srebra. Jak długo żył Jojada, bez przerwy były składane w świątyni Jahwe ofiary całopalenia. Z czasem Jojada zestarzał się i dożywszy późnych dni, umarł. Umierając miał sto trzydzieści lat. Pochowano go w Mieście Dawidowym, w grobach królewskich, bo uczynił on wiele dobrego dla Izraela, dla Jahwe i Jego świątyni. Po śmierci Jojady przywódcy synów Judy przyszli do króla i oddali mu pokłon. A król ich wysłuchał. I opuścili świątynię Jahwe, Boga swych ojców, i zaczęli oddawać cześć aszerom oraz bożkom. Z powodu tego sprzeniewierzenia się wylał Jahwe swój gniew na Judę i na Jerozolimę. Pragnąc sprowadzić ich znów ku sobie, Jahwe posłał do nich proroków, którzy mówili im o ich grzechach, ale oni wcale ich nie słuchali. Wtedy duch Boży wstąpił w syna kapłana Jojady, Zachariasza, który stanął przed całym ludem i powiedział tak: Oto, co mówi Jahwe: Dlaczegóż wy sami siebie skazujecie na zagładę, łamiąc przykazania Jahwe. Ponieważ wyście odeszli od Jahwe, On także oddali się od was. Urządzili tedy na niego zasadzkę i - na polecenie króla - ukamienowali go na dziedzińcu świątynnym. Joasz niepomny miłości, jaką darzył go ojciec Zachariasza, Jojada, kazał zgładzić jego syna. Zachariasz zaś umierając, powiedział: Oby Jahwe widział to i raczył okazać swoja sprawiedliwość! Pod koniec jeszcze tego samego roku wojska aramejskie wyruszyły przeciwko Joaszowi. Wkroczyły do Judy, dotarły do Jerozolimy, zabijając po drodze wszystkich przywódców ludu, łupy zaś, bardzo obfite, odsyłały do króla w Damaszku. I choć oddziały aramejskie liczyły bardzo niewielu ludzi, Jahwe w ich ręce wydał ogromne wojsko, a to dlatego, że (synowie Judy) oddalili się od Jahwe, Boga ich ojców. I tak oto, za sprawą Aramejczyków sprawiedliwość dosięgła Joasza. A kiedy opuszczali oni kraj, Joasz był bardzo chory. Wówczas to jego słudzy zawiązali spisek, pomni na krew syna kapłana Jojady. I zabili go na jego własnym łóżku. Pochowano go w Mieście Dawidowym, ale nie w grobach królewskich. A oto ci, którzy spiskowali przeciw niemu: Zabad, syn Szimeat Ammonitki, oraz Jozabad, syn Szimrit Moabitki. Wszystko zaś, co dotyczy jego synów, bardzo wielu proroków, występujących przeciwko niemu, i dzieła odbudowy świątyni Jahwe - wszystko to jest opisane w tak zwanym Komentarzu do księgi królów. Władzę po nim objął jego syn Amazjasz. Wstępując na tron Amazjasz miał dwadzieścia pięć lat, a rządził w Jerozolimie przez lat dwadzieścia dziewięć. Jego matka nazywała się Joaddan i pochodziła z Jerozolimy. Czynił on to, co prawe w oczach Jahwe, choć jego serce nie było całkiem czyste. Kiedy umocnił się już nieco w swojej władzy, zgładził tych wszystkich, którzy zabili króla, jego ojca. Synów ich jednak nie zabijał, zgodnie z tym, co jest napisane w Prawie, w księdze Mojżesza, gdzie Jahwe daje takie oto przykazanie: Rodzice nie powinni być skazywani na śmierć za (winy) dzieci ani dzieci nie będą karane śmiercią za (winy) rodziców. Niech każdy ponosi śmierć za własne winy. Po jakimś czasie zebrał Amazjasz wszystkich mieszkańców Judy i podzielił ich według rodów, przydzielając dowódców oddziałów, liczących po tysiąc i po stu ludzi, pokoleniom Judy i Beniamina. Przeprowadził też spis, obejmując nim wszystkich od dwudziestego roku życia wzwyż. Było trzysta tysięcy doborowych mężczyzn, zdolnych do noszenia broni, a zwłaszcza do posługiwania się włócznią i tarczą. Prócz tego sprowadził na koszt własny, za sto talentów srebra, wojowników izraelskich w liczbie stu tysięcy mężów doświadczonych w boju. Pewnego razu przyszedł do niego mąż Boży i powiedział mu: O królu, niech nie będzie u ciebie wojska izraelskiego, bo Jahwe nie jest z Izraelem ani z synami Efraima. Raczej sam wyruszaj na wojnę i bądź mężny w walce, a Bóg nie dopuści, żebyś zginął z ręki nieprzyjaciela. Jest On bowiem w stanie zarówno dać zwycięstwo, jak i sprowadzić klęskę. Zapytał tedy Amazjasz męża Bożego: Ale co się stanie ze stu talentami, które wydałem na zaciąg wojowników izraelskich? A mąż Boży odpowiedział: Jahwe może ci dać o wiele więcej niż to. Oddzielił tedy Amazjasz wojowników, którzy przyszli z pokolenia Efraima, i kazał im wracać do kraju. Oni zaś bardzo się rozgniewali z tego powodu na mieszkańców Judy i nie powrócili do swego kraju, lecz trwali w złości. Amazjasz, podniesiony na duchu, stanął na czele swoich wojsk i ruszył w kierunku Doliny Soli, gdzie zostało zabitych dziesięć tysięcy synów Seiru, a również dziesięć tysięcy synowie Judy wzięli do niewoli. Jeńców wyprowadzili na szczyt wysokiej skały i strącili ich na dół. Wszyscy się roztrzaskali. Tymczasem wojownicy, którym Amazjasz nie pozwolił iść z sobą na wojnę, rozeszli się po miastach Judy, od Samarii aż do Bet-Choron, zabijając trzy tysiące ludzi i zabierając obfite łupy. Kiedy Amazjasz wrócił z wojny z Edomitami, przyniósł z soba posążki bogów Seiru. Uznał ich za swoich bogów, zaczął im oddawać pokłony i palić na ich cześć wonności. I rozgniewał się Jahwe na Amazjasza, i posłał do niego proroka, który mu powiedział: Dlaczego oddajesz cześć tym bóstwom, które nie były w stanie uwolnić swego ludu z twoich rąk? Kiedy on mu jeszcze to mówił, Amazjasz go zapytał: Czy wybraliśmy cię na doradcę króla? Wyjdź stąd! Czyż mamy użyć siły wobec ciebie? Wyszedł tedy prorok mówiąc: Wiem, że Bóg już postanowił cię zgładzić za wszystko, coś uczynił, i za to, że nie posłuchałeś mojej rady. Wtedy Amazjasz, król Judy, zastanowiwszy się nieco, posłał swoich ludzi do Joasza, syna Joachaza, syna Jehu, króla izraelskiego, prosząc go, żeby wyszedł mu na spotkanie i stoczył z nim bitwę. Ale Joasz, król izraelski, tak kazał odpowiedzieć Amazjaszowi, królowi judzkiemu: Cierń rosnący na Libanie - do cedru libańskiego: Daj mi swoją córkę za żonę dla mojego syna. Ale dzikie zwierzęta, których pełno na Libanie, nadciągnęły i zdeptały ciernie. Przechwalasz się, że pokonałeś Edomitów, wynosisz się ponad miarę w swoim sercu. Ale teraz pozostań u siebie. Po co masz ściągać na siebie nowe nieszczęścia, żebyś zginął ty sam, a z tobą wszyscy synowie Judy? Amazjasz jednak go nie posłuchał, gdyż sam Bóg dopuścił do tej wojny, by wydać synów Judy w ręce wrogów dlatego, że zaczęli oni czcić bożków edomickich. Joasz, król izraelski, wyruszył tedy w drogę i spotkał się twarzą w twarz z Amazjaszem, królem judzkim, w Bet-Szemesz na ziemi judzkiej. Synowie Judy zostali pobici prze Izraelitów i zbiegli do swoich namiotów. Joasz, król izraelski, wziął w Bet-Szemesz do niewoli Amazjasza, króla judzkiego, syna Joasza, syna Joachaza, i przywiódł go do Jerozolimy. Dokonał w murach miasta wyłomu na czterysta łokci, od Bramy Efraima aż do Bramy Węgła. Zabrał wszystko złoto i srebro oraz wszystkie naczynia, które znajdowały się w świątyni Jahwe u Obed-Edoma. Zabrał także wszystko ze skarbców królewskich, nadto uprowadził z sobą zakładników i wrócił do Samarii. Amazjasz, syn Joasza, król judzki, żył jeszcze piętnaście lat po śmierci Joasza syna Joachaza, króla izraelskiego. Pozostałe dzieje Amazjasza - zarówno wcześniejsze, jak i późniejsze - są opisane w Księgach królów judzkich i izraelskich. Kiedy Amazjasz oddalił się od Jahwe, uknuto przeciwko niemu spisek w Jerozolimie. Schronił się wtedy w Lakisz, ale ścigano go aż do Lakisz i tam go zgładzono. Przewieziono go końmi i pochowano obok jego przodków w Mieście Dawidowym. Cały naród judzki wybrał tedy Ozjasza, mającego wtedy szesnaście lat, i przekazano mu władzę królewską po jego ojcu, Amazjaszu. Ozjasz odbudował miasto Elat i przywrócił je Judzie wtedy, kiedy król (Amazjasz) odszedł do swoich przodków. Wstępując na tron, Ozjasz miał szesnaście lat, a rządził w Jerozolimie przez pięćdziesiąt dwa lata. Matką jego był Jekolia z Jerozolimy. Czynił on to, co prawe w oczach Jahwe, tak jak jego ojciec, Amazjasz. Jak długo żył Zachariasz, który uczył go bojaźni Bożej, dokładał on starań, żeby szukać Boga. Jak długo oddawał cześć Jahwe, tak długo Jahwe sprawiał, że wiodło mu się dobrze. Po jakimś czasie wyruszył na wojnę przeciw Filistynom. Zburzył mury obronne miasta Gat, Jabne, i Aszdod. Odbudował też miasta obronne w okolicach Aszdod na ziemi filistyńskiej. Bóg wspierał go w jego wojnach z Filistynami, z Arabami, mieszkającymi w Gur-Baal, oraz z Meunitami. Ammonici przynosili nawet dary Ozjaszowi, a jego sława sięgała aż do bram Egiptu. Wzrastał on bowiem coraz bardziej w potęgę. Potem zbudował Ozjasz w Jerozolimie wieże obronne: nad Bramą Węgła, nad Bramą Doliny oraz nad samym narożnikiem i wszystkie odpowiednio umocnił. Pobudował wieże obronne także na pustyni i kazał wykopać wiele zbiorników na wodę, bo były tam liczne stada. Podobnie było w całej Szefeli i na płaskowyżach. Zatroszczył się także o pola uprawne i o winnice w górach i na Karmelu, ponieważ był rozmiłowany w uprawie ziemi. Miał Ozjasz wojsko złożone z wojowników podzielonych na oddziały, które były zawsze gotowe do walki. Wykazy wojowników sporządzał sekretarz Jejel oraz nadzorca Maasejasz według wskazań Chananiasza, jednego z dowódców królewskich. Wszystkich naczelników rodów dowodzących dzielnymi wojownikami było dwa tysiące sześciuset. Pod ich rozkazami pozostało wojsko liczące trzysta siedem tysięcy pięciuset ludzi, przygotowanych do najcięższych walk z wrogami w obronie króla. Wszystkich zaopatrzył Ozjasz w tarcze, we włócznie, hełmy, zbroje, łuki i proce do rzucania kamieniami. W samej Jerozolimie kazał ustawić machiny wojenne, wynalezione przez pewnego rzemieślnika. Zostały one rozmieszczone na wieżach obronnych i na narożnikach murów, a miały służyć do miotania strzał i ciężkich kamieni. Sława króla rozchodziła się daleko, a on doznawał wprost cudownej pomocy, tak że stawał się coraz potężniejszy. Ale kiedy doszedł do szczytu potęgi, uniosła go tak wielka pycha, że doprowadziło go to do zguby. Grzesząc przeciwko Jahwe, swojemu Bogu, wszedł do świątyni Jahwe, aby spalić wonności na ołtarzu kadzenia. Zaraz za nim wszedł kapłan Azariasz z osiemdziesięciu innymi kapłanami Jahwe, ludźmi bardzo odważnymi. Sprzeciwili się oni królowi Ozjaszowi, mówiąc: Palenie wonności na cześć Jahwe należy nie do ciebie, Ozjaszu, lecz do kapłanów, synów Aarona, którzy po to zostali wyświęceni, żeby palić na cześć Jahwe kadzidła. Wyjdź ze świątyni, bo dopuściłeś się grzechu, i nie przysporzy ci to chluby w oczach Jahwe. Ozjasza, który stał z kadzielnicą w ręku, gotowy do złożenia ofiary wonności, ogarnęła złość. I zanim jeszcze ochłonął z tego zagniewania, trąd ukazał się na jego czole, gdy znajdował się przed ołtarzem kadzenia w świątyni Jahwe, na oczach kapłanów. Wtedy arcykapłan Azariasz i wszyscy kapłani zwrócili się w jego stronę i zobaczyli na jego czole plamy trądu. Szybko tedy wybiegli na zewnątrz, a i on sam również chciał czym prędzej wyjść, ponieważ przekonał się, że poraził go Jahwe. Król Ozjasz został już trędowatym aż do śmierci. Mieszkał w oddzielnym pomieszczeniu, jak wszyscy trędowaci, gdyż usunięto go ze świątyni Jahwe. Na czele pałacu królewskiego stanął jego syn Jotam, sądząc lud całego kraju. Pozostałe dzieje Ozjasza. zarówno te najwcześniejsze, jak i ostatnie, opisał prorok Izajasz, syn Amosa. Kiedy Ozjasz odszedł do swoich przodków, pochowano go na polu niedaleko jego ojców, przy grobach królewskich. Mówiono bowiem: Był trędowaty. Władzę po nim objął jego syn Jotam. Wstępując na tron Jotam miał dwadzieścia pięć lat i rządził w Jerozolimie przez lat szesnaście. Jego matka nazywała się Jerusza i była córką Sadoka. Czynił on wszystko, co prawe w oczach Jahwe, podobnie jak jego ojciec Ozjasz. Sam nie wchodził jednak nigdy do świątyni Jahwe. Ale lud cały ulegał dalszemu zepsuciu. Jotam zbudował Bramę Górną świątyni Jahwe i wzniósł wiele budowli na murach Ofelu. Zbudował także miasta w górach judzkich oraz warownie i wieże obronne w lasach. Walczył też z królem Ammonitów i odniósł nad nim zwycięstwo. Ammonici przekazali mu tego roku sto talentów srebra, dziesięć tysięcy kor pszenicy i dziesięć tysięcy kor jęczmienia. W drugim i trzecim roku uiścili taką samą daninę. I tak wzrastało znaczenie Jotama, bo coraz wierniej trzymał się on dróg Jahwe, swojego Boga. Pozostałe dzieje Jotama, wszystkie wojny, jakie prowadził, i wszystko, czego dokonał, jest opisane w Księdze królów izraelskich i judzkich. Wstępując na tron miał dwadzieścia pięć lat, a rządził w Jerozolimie przez lat szesnaście. Kiedy odszedł Jotam do swoich przodków, pochowano go w Mieście Dawidowym. Władzę po nim objął jego syn Achaz. Wstępując na tron Achaz miał dwadzieścia lat, a rządził w Jerozolimie przez lat szesnaście. Nie czynił tego, co prawie w oczach Jahwe, i nie postępował tak jak jego praojciec Dawid. Chodził drogami królów izraelskich i kazał odlewać posążki dla Baalów. Palił kadzidła w Dolinie Synów Hinnoma, kazał przeprowadzić swoich synów przez ogień, tak jak dopuszczały się tych obrzydliwości narody, które Jahwe usunął z ziemi przeznaczonej dla synów Izraela. Składał ofiary i palił kadzidła na wyżynach, na szczytach gór i pod każdym drzewem zielonym. Jahwe, jego Bóg, wydał go w ręce króla Aramejczyków. Aramejczycy pokonawszy go, bardzo wielu jego wojowników wzięli do niewoli i uprowadzili do Damaszku. On zaś został wydany w ręce króla izraelskiego, który zadał mu wielką klęskę. Pekach, syn Ramaliasza, zabił wtedy w Judzie tylko jednego dnia sto dwadzieścia tysięcy ludzi, doborowych wojowników, a to dlatego, że oddalili się od Jahwe, Boga ich ojców. Wojownik efraimicki Zikri zabił wówczas syna królewskiego Maasejasza i zarządcę pałacu królewskiego Azrikama, i namiestnika królewskiego Elkanę, osobę drugą po królu. Uprowadzili wówczas Izraelici spośród swych braci synów Judy dwieście tysięcy jeńców, kobiet, synów i córek, oraz ogromne łupy, i wszystko to zabrali z sobą do Samarii. Był tam pewien prorok Boży imieniem Oded. Wyszedłszy naprzeciw oddziałom wojskowym, wracającym do Samarii, powiedział on tak: Jahwe, Bóg waszych ojców, w swoim zagniewaniu na synów Judy wydał ich w wasze ręce, a wyście ich pozabijali w sposób tak okrutny, że wieść o tym doszła aż do nieba. A teraz marzycie o tym, aby wszystkim mieszkańców Judy oraz Jerozolimy uczynić niewolnikami i niewolnicami. A czy wy sami nie dopuściliście się niczego przeciw Jahwe, waszemu Bogu? Posłuchajcie mnie zatem teraz i odeślijcie tych jeńców, wziętych spośród waszych braci, bo inaczej was dosięgnie wielkie zagniewanie Jahwe. Niektórzy spośród przywódców oddziałów efraimickich, jak Azariasz, syn Jochanana, Berekiasz, syn Meszillemota, Ezechiasz, syn Szalluma, i Amasa, syn Chadlaja, wystąpili i stanęli przed tymi, którzy szli razem z wojskiem, i powiedzieli: Nie możecie tu wprowadzać jeńców. W ten spośob bowiem dopuścilibyście się zbrodni przeciw Jahwe, dodając do naszych grzechów i wykroczeń jeszcze jedno przestępstwo. Nasze winy są i tak dostatecznie wielkie, a wielkie zagniewanie Boże ciąży już nad całym Izaelem. Wojsko zwolniło tedy jeńców, pozostawiając przed przywódcami i przed całym zgromadzeniem wszystkie łupy. Wówczas wywoływani po imieniu ludzie podchodzili do jeńców i korzystając ze złożonych łupów, przyodziewali tych wszystkich, którzy byli prawie nadzy. Dostarczyli im ubranie i obuwie, dali im potem jeść i pić; następnie namaścili ich, pomogli wsiąść na osły tym, którzy byli słabi, i wszystkich odprowadzili do Jerycha, miasta palm, gdzie przebywali ich bracia. Potem wrócili do Samarii. Wtedy to król Achaz zwrócił się o pomoc do królów asyryjskich. Edomici bowiem zaatakowali synów Judy i pokonawszy ich, wzięli wielu jeńców. Do licznych miast judzkich Szefeli Negebu przeniknęli też Filistyni. Zdobyli Bet-Szemesz, Ajjalon, Gederot, Soko wraz z okolicami, Timmę z pobliskimi osiedlami, Gizmo z przyległymi miejscowościami, i tam się osiedlili. Jahwe upokorzył w ten sposób Judę z powodu Achaza, króla izraelskiego, który stał się powodem takiego rozprzężenia w całej Judzie, dopuszczając się wielu wykroczeń przeciw Jahwe. Później przybył do niego król asyryjski Tiglat-Pilser, który go jednak jeszcze pognębił, a nie umocnił. Achaz musiał bowiem wtedy ograbić świątynię, zabrać wszystko, co było w pałacu królewskim oraz w domach przywódców ludu, żeby złożyć dary królowi asyryjskiemu, a i tak nic mu to nie pomogło. Król Achaz, mimo iż znajdował się w stanie wielkiego zagrożenia nie przestawał obrażać Jahwe. Składał ofiary na cześć bogów Damaszku, którzy go pokonali, gdyż mówił sobie tak: Ponieważ bogowie aramajscy przyszli z pomocą królom Aramu, złożę im ofiary, a wówczas i mnie przyjdą z pomocą. Lecz ofiary te stały się przyczyną zguby dla niego i dla całego Izraela. Pozabierał Achaz wszystkie naczynia ze świątyni Pańskiej, pociął na części wszystkie przedmioty kultu ze świątyni i zaryglowawszy wejścia do świątyni Jahwe, kazał pobudować ołtarze we wszystkich zakątkach Jerozolimy. Pourządzał miejsca kultu na wyżynach wszystkich miast Judy i przeznaczył je na palenie wonności na cześć obcych bogów. W ten sposób wzbudzał coraz większe zagniewanie Jahwe, Boga swoich ojców. Pozostałe dzieje króla, drogi, którymi kroczył na początku i pod koniec swoich dni - wszystko to jest opisane w Księdze królów judzkich i izraelskich. Kiedy Achaz odszedł do swoich ojców, pochowano go do grobów królów izraelskich. Władzę po nim objął jego syn Ezechiasz. Wstępując na tron Ezechiasz miał dwadzieścia pięć lat, a rządził w Jerozolimie przez lat dwadzieścia dziewięć. Jego matka nazywała się Abbijja i była córką Zachariasza. Czynił on to, co prawe w oczach Jahwe, tak jak kiedyś jego praojciec Dawid. W pierwszym roku swego panowania, już pierwszym miesiącu, otworzył bramy świątyni Jahwe i je naprawił. Następnie kazał stawić się wszystkim kapłanom i lewitom, a gdy zgromadzili się na dziedzińcu wschodnim, tak przemówił do nich: Posłuchajcie mnie, lewici! Oczyśćcie się teraz sami, oczyśćcie także świątynię Jahwe, Boga waszych ojców, usuwając z niej wszystko, co jest nieczyste. Ojcowie nasi dopuścili się wielu grzechów, czyniąc to, co złe w oczach Jahwe, naszego Boga. Oddalili się od Niego, odwrócili się do Niego plecami. Zaryglowali nawet drzwi do przedsionka świątyni, wygasili lampy i przestali palić kadzidła oraz składać ofiary całopalenia w przybytku Boga Izraela. I dlatego rozgniewał się Jahwe na Judę i na Jerozolimę, czyniąc z nich przedmiot zgrozy, zdziwienia i pogardy, co widzicie sami na własne oczy. I dlatego to właśnie nasi ojcowie wyginęli od miecza, a nasi synowie oraz nasze córki i żony znajują się w niewoli. Postanowiłem więc teraz zawrzeć przymierze z Jahwe, Bogiem Izraela, aby w swoim gniewie nie srożył się już na nas. Nie ociągajcie się przeto, moje dzieci, bo wybrał was Jahwe, abyście stali przed Jahwe i Jemu służyli; abyście, pełniąc służbę u Niego, palili na Jego cześć kadzidło. Powstali wtedy lewici: Machat, syn Amasaja, i Joel, syn Azariasza, z rodu Keheta: Kisz, syn Abdiego, i Azariasz, syn Jalleleela, z rodu Morariego; Joach, syn Zimmy, i Eden, syn Joacha, z rodu Gerszona; Szimri Jejel z rodu Elisafana; Zachariasz i Mattaniasz z rodu Asafa; Jechiel i Szimei z rodu Hemana oraz Szemajasz i Uzzjel z rodu Jedutuna. Zebrali się oni razem ze swymi braćmi i oczyściwszy się przyszli, zgodnie z rozkazem króla, który wypełniał słowa Jahwe, ażeby dokonać oczyszczenia świątyni Jahwe. Weszli tedy kapłani do wnętrza świątyni Jahwe, żeby rozpocząć obrzęd oczyszczenia. Wszystkie nieczystości znalezione w świątyni Jahwe wynoszono na dziedziniec świątyni, a stamtąd lewici usuwali je na zewnątrz, do Doliny Cedronu. Oczyszczanie świątyni rozpoczęto pierwszego dnia pierwszego miesiąca. Ósmego dnia tego miesiąca weszli do przedsionka świątyni. Przez osiem dni trwało oczyszczanie świątyni Jahwe. Obrzęd zakończył się szesnastego dnia pierwszego miesiąca. Udali się wtedy do króla Ezechiasza i powiedzieli mu: Oczyściliśmy całą świątynię Jahwe, ołtarz całopaleń i wszystkie naczynia potrzebne mu do służby Bożej oraz stół na chleby pokładne z wszystkimi jego przyborami. Oczyściliśmy także i złożyliśmy przed ołtarzem Jahwe wszystkie te przedmioty, które zbezcześcił król Achaz za swoich rządów, dopuszczając się różnych wykroczeń. Wstał tedy król Ezechiasz wczesnym rankiem, zebrał starszych miasta i udali się razem do świątyni Jahwe. Przygotowali na ofiarę siedem cielców, siedem baranów, siedmioro jagniąt i siedem kozłów. Wszystko było przeznaczone na ofiarę przebłagalną za królestwo, za świątynię i za całe pokolenie Judy. Polecił więc król kapłanom, synom Aarona, żeby przystąpili do składania ofiar na ołtarzu Jahwe. Najpierw zabito cielce, których krew, zebraną przez kapłanów, rozlano na ołtarzu. Potem zabito barany i krew ich również rozlano na ołtarzu. Następnie pozabijano jagnięta i krew ich także rozlano na ołtarzu. Wreszcie przyprowadzili przed króla i całe zgromadzenie kozły przeznaczone na ofiarę za grzechy i wszyscy włożyli na nie swoje ręce. Kapłani zabili je i za pomocą ich krwi dokonali obrzędu przebłagania za cały Izrael. Następnie polecił wejść do świątyni Jahwe lewitom z cymbałami, cytrami i harfami, zgodnie z zarządzeniem wydanym kiedyś przez Dawida i Gaa "widzącego" królewskiego, oraz proroka Natana. Zarządzenie to, przekazywane przez proroków, pochodziło od samego Jahwe. Zajęli więc swoje miejsca lewici z instrumentami Dawida i kapłani z trąbami. I rozkazał Ezechiasz składać na ołtarzu ofiarę całopalenia. Gdy tylko rozpoczął się obrzęd składania ofiary całopalenia, zabrzmiał śpiew na cześć Jahwe. Dały się również słyszeć głosy trąb oraz instrumentów Dawida, króla Izraela. Całe zgromadzenie upadło na ziemię, a śpiew pieśni i granie na trąbach rozbrzmiewały tak długo, jak długo płonęła ofiara całopalenia. Kiedy złożono ofiarę całopalenia, król oraz wszyscy, którzy z nim byli, upadli na kolana i oddali cześć Bogu. Król Ezechiasz i przywódcy ludu kazali lewitom uwielbiać Jahwe słowami Dawida i "widzącego" Asafa. Z radością śpiewano więc na chwałę Jahwe, składano Mu pokłony i oddawano cześć. W końcu przemówił Ezechiasz takimi słowami: Zostaliście więc na nowo poświęceni Jahwe. Zbliżcie się tu i złóżcie w świątyni Jahwe ofiary krwawe oraz ofiary dziękczynienia. I całe zgromadzenie złożyło ofiary i dziękczynienia, a wszyscy co hojniejszego serca składali ofiary całopalenia. Całe zgromadzenie złożyło wtedy na wszystkie ofiary całopalenia siedemdziesiąt cielców, sto baranów, dwieście jagniąt. Wszystko to zostało złożone jako ofiara całopalenia na cześć Jahwe. Ponadto ofiarowano sześćset cielców i trzy tysiące owiec. Ale kapłanów było za mało i nie byli w stanie ściągnąć skóry ze wszystkich zabitych ofiar. Pomagali im tedy bracia lewici, dopóki nie ukończono składania ofiary i nie zostali poświęceni Jahwe inni kapłani. Lewici bowim bardziej ochoczo niż kapłani oddawali się służbie Jahwe. Zresztą było bardzo wiele ofiar całopalenia, nie licząc spalanego tłuszczu z ofiar pojednania oraz ofiar z płynów. I tak oto została ustanowiona na nowo służba Boża w świątyni Jahwe. Ezechiasz radował się z całym ludem z tego, co Jahwe zgotował całemu ludowi. A wszystko stało się tak niespodziewanie. Po jakimś czasie rozesłał Ezechiasz swoich ludzi po całej Judzie oraz po całym Izraelu. Napisał także listy do synów Efraim ai Mananesa, zapraszając ich do Jerozolimy, do świątyni Jahwe, na obchody Paschy ku czci Jahwe, Boga Izraela. Król, jego przywódcy oraz całe zgromadzenie jerozolimskie powzięli uchwałę, żeby obchodzić święto Paschy w drugim miesiącu. Nie można było bowiem obchodzić go we właściwym czasie, bo nie było jeszcze dostatecznej liczby kapłanów poświęconych na służbę Bożą i nie zebrał się jeszcze cały lud w Jerozolimie. Zarówno król, jak i całe zgromadzenie uznali tę uchwałę za słuszną. Postanowiono tedy rozesłać wieści po całym Izraelu, od Beer-Szeby aż do Dan, żeby wszyscy przybyli do Jerozolimy na obchody święta Paschy ku czci Jahwe, Boga Izraela. Od dawna bowiem nie obchodzono święta Paschy tak, jak to było przepisan. Wysłannicy rozbiegli się z listami króla i przywódców ludu po całym Izraelu i po całej ziemi judzkiej, żeby donieść o tym, co nakazał król: Synowie Izraela, wróćcie do Jahwe, Boga Abrahama, Izaaka oraz Izraela, a On znów przyjdzie do tych, którzy zostali Mu wierni, do tych spośród was, którym udało się ujść z rąk królów asyryjskich. Nie bądźcie jak wasi ojcowie i bracia, którzy dopuszczali się różnych wykroczeń przeciwko Jahwe, waszemu Bogu - w przeciwnym bowiem razie nie ominie was płomień Jego gniewu, który spowodował, jak sami wiecie, tyle zniszczenia. Nie bądźcie więc ludźmi twardego karku, tak jak byli wasi ojcowie; wyciągnijcie wasze ręce ku Jahwe, waszemu Bogu, przybywajcie do Jego przybytku, który został oczyszczony już na wieki, i służcie Jahwe, waszemu Bogu, aby odwrócił się od was płomień Jego gniewu. Jeśli bowiem wrócicie do Jahwe jak wy sami, to wasi bracia i wasi synowie znajdą miłosierdzie u tych, którzy ich uprowadzili w niewolę, i powrócą do swego kraju. Bo Jahwe, Bóg wasz, jest łaskawy i pełen miłosierdzia i jeśli tylko wrócicie do Niego, On nigdy już nie odwróci od was swojego oblicza. I tak przemierzali wysłannicy króla wszystkie miasta w krainie Efraima i Manassesa, aż po ziemię Zabulona. Wszędzie jednak szydzono z nich, za nic ich mając. Tylko bardzo nieliczni spośród synów Asera, Manassesa i Zabulona ukorzyli się i przyszli do Jerozolimy. Natomiast nad całą Judą była wyciągnięta prawica Pańska, sprawiając, że wszyscy byli coraz bardziej jednego serca i dokładali starać, żeby wykonać nakazy króla i przywódców narodu, zgodnie z poleceniem Jahwe. Zebrało się tedy bardzo wielu ludzi w Jerozolimie, żeby obchodzić, w drugim miesiącu, święto Przaśników Zgromadzenie było rzeczywiście bardzo wielkie. Powstawszy więc, usunęli najpierw wszystkie ołtarze, które były pobudowane w całej Jerozolimie. Zniszczyli także wszystkie ołtarze kadzenia i wrzucili je do Doliny Cedronu. Potem, dnia czternastego drugiego miesiąca, przystąpili do ofiarowania baranka paschalnego. Kapłani i lewici, korzywszy się, poddali samych siebie oczyszczeniu, a potem złożyli w świątyni Jahwe ofiary całopalenia, zajmując miejsca stosowne do sprawowanego przez nich urzędu, zgodnie z prawem wydanym przez męża Bożego Mojżesza. Kapłani rozlewali na ołtarzu krew, którą przyjmowali z rąk lewitów. Ponieważ wśród zgromadzonych było bardzo wielu ludzi, którzy nie poddali się jeszcze oczyszczeniu, lewitom polecono złożyć ofiary paschalne za tych, którzy nie byli jeszcze oczyszczeni, by w ten sposób ofiary mogły być poświęcone dla Jahwe. Bardzo wielu bowiem ludzi z pokolenia Efraima, Manassesa, Issachara i Zabulona nie poddało się jeszcze oczyszczeniu, a mimo to przystąpiło do spożywania paschy, nie zachowując tego, co zostało nakazane przepisami. Ale Ezechiasz modlił się za nich, mówiąc: Obyż Jahwe w swej doroci raczył udzielić przebaczenia tym, którzy całym sercem szukają Boga Jahwe, Boga ich ojców, choć nie są tak czyści, jak się tego wymaga od wszystkich biorących udział w obrzędach. Wysłuchał tedy Jahwe Ezechiasza i przebaczył ludowi. Zgromadzeni w Jerozolimie synowie Izraela przez siedem dni z wielką radością obchodzili święto Przaśników. Każdego dnia lewici i kapłani wychwalali Jahwe ze wszystkich swych sił przy dźwiękach instrumentów muzycznych. Przemówił też Ezechiasz serdecznie do wszystkich lewitów, którzy okazali się bardzo pojętni w posługiwaniu Jahwe. Żywili się przez siedem dni tym, co było składane w ofierze, i sami składali ofiary pojednania, uwielbiając Jahwe, Boga ich ojców. Wszyscy zgromadzeni domagali się, żeby obchodzić Paschę przez siedem kolejnych dni. I świętowali radując się przez następnych siedem dni. Ezechiasz, król judzki, przekazał bowiem zgromadzonym tysiąe cielców i siedem tysięcy owiec, przywódcy ludu zaś dali im również tysiąc cielców i dziesięć tysięcy owiec. Oczyściło się już także bardzo wielu kapłanów. Radość wielka ogarnęła całe zgomadzenie w Judzie: kapłanów i lewitów, wszystkich Izraelitów oraz cudzoziemców przybyłych z Izraela i osiadłych w Judzie. Radość w całej Jerozolimie była tak powszechna i wielka, że od czasów Salomona, syna Dawida, króla izraelskiego, nie widziano czegoś podobnego w Jerozolimie. Na koniec kapłani oraz lewici powstali i donośnym głosem pobłogosławili cały lud. Ich modlitwa docierała aż do nieba, świętego miejsca przebywania Jahwe. Kiedy to wszystko już dobiegło końca, wszyscy Izraelici, którzy się tam znajdowali, ruszyli w drogę powrotną do miast Judy, gdzie połamali stele, porąbali aszery, poniszczyli miejsca kultu na wyżynach, pousuwali ołtarze znajdujące się na ziemiach Judy, Beniamina, Efraima i Manassesa, nie zostawiając po nich śladu. Potem synowie Izraela wrócili do siebie, każdy do swojej posiadłości. Dokonał Ezechiasz podziału kapłanów i lewitów na różne klasy, według funkcji pełnionych przez poszczególnych kapłanów i lewitów, i przeznaczył ich do składania ofiar całopalenia, ofiar pojednania, ofiar uwielbiania, śpiewania pieśni i hymnów pochwalnych, a wreszcie do pełnienia służby przy wejściu do obozu Pańskiego. Ze swoich królewskich dochodów przekazywał również część na ofiary całopalenia - na całopalenia poranne i wieczorne - oraz na ofiary z okazji szabatów, świąt Nowiu Księżyca, a także innych świąt, jak to jest napisane w prawie Pańskim. Ludziom mieszkającym w Jerozolimie polecił, żeby uiszczali cząstkę należną kapłanom i lewitom, co by im pozwoliło oddać się wyłącznie prawu Jahwe. Kiedy z czasem polecenie to stało się wszędzie znane, synowie Izraela zaczęli składać w wielkiej obfitości pierwociny ze zboża, młodego wina, oliwy, miodu i wszystkich innych plonów ziemi. Ze wszystkiego też składali hojną dziesięcinę. Synowie Izraela oraz mieszkańcy Judy przebywający w miastach judzkich składali rownież dziesięcinę z wołów i owiec oraz dziesięcinę z rzeczy świętych, które zostały poświęcone dla Jahwe, ich Boga. Składali je wszystkie na stosy, od trzeciego miesiąca poczynając aż do miesiąca siódmego. Kiedy Ezechiasz oraz przywódcy ludu przyszli i zobaczyli stosy złożonych rzeczy, błogosławili Jahwe i cały Jego lud izraelski. Zapytał wtedy Ezechiasz kapłanów i lewitów o takie mnóstwo nagromadzonych rzeczy. Odpowiedział mu arcykapłan Azariasz z rodu Sadoka: Od czasu jak zaczęto gromadzić tu rzeczy przeznaczone dla świątyni Jahwe, jedliśmy do syta i zostało jeszcze bardzo wiele, gdyż Jahwe darzył błogosławieństwem swój lud. Na stosach znajduje się właśnie to, co nam zostało. Ezechiasz kazał przygotować specjalne pomieszczenia w świątyni Jahwe. I tak uczyniono. Pownoszono do nich starannie dary przeznaczone dla świątyni, dzięsięciny i wszystkie inne ofiary. Wszystko oddano pod opiekę lewity Konaniasza i jego brata Szimejego jako drugiego. Zgodnie z poleceniem króla Ezechiasza i Azariasza, przełożonego świątyni, nadzorcami świątyni pod kierunkiem Kononiasza i jego brata Szimejego byli: Jechiel, Azazjasz, Nachat, Asahel, Jerimot, Jozabad, Eliel, Jismakiasz, Machat i Benajasz. Lewita Kore, syn Jimny, pełniący swoją służbę przy bramie wschodniej, miał pod swoją opieką wszystkie dary składane dobrowolnie Bogu. On to czuwał nad właściwym rozdziałem zarówno tego, co było składane dla Jahwe, jak i wszystkich przedmiotów ofiarowanych dla świątyni. Zawsze byli gotowi służyć mu pomocą przebywający w miatach kapłańskich: Eden, Miniamin, Jeszua, Szemajasz, Amariasz, Szekaniasz. Oni to dokonywali rozdziału należności pomiędzy swoich braci zarówno wielkich, jak i małych, według poszczególnych klas. Otrzymywali swoją część - wyjąwszy potomków płci męskiej od trzech lat wzwyż wpisanych do rodowodów - wszyscy, którzy zgodnie ze swoimi obowiązkami przychodzili każdego dnia do świątyni, żeby tam pełnić służbę, według podziału na funkcje i klasy. Spisy kapłanów były sporządzone według ich rodów, natomiast wykazy lewitów - od dwudziestego roku życia wzwyż - według ich funkcji i klas. Spisy obejmowały wszystkie ich dzieci, żony, synów i córki, całe zgromadzenie. Z całą wiernością i z najwyższym szacunkiem mieli się oni opiekować przedmiotami świętymi. Natomiast dla synów Aarona, kapłanów mieszkających w pobliżu ich miast, byli w każdym mieście imiennie wyznaczeni mężowie, którzy mieli przydzielać części należne wszystkim mężczyznom z rodów kapłańskich oraz wszystkim zapisanym lewitom. Oto, czego dokonał Ezechiasz w całym królestwie judzkim. Czynił wszystko, co dobre, prawe i słuszne w oczach Jahwe, jego Boga. Wkładał całe serce we wszystko, co czynił dla służby Bożej dla świątyni Pańskiej, w trosce o prawo i przykazania, poszukując ustawicznie swego Boga. I dlatego mu się szczęściło. Po tych wydarzeniach, po tylu dowodach wierności Ezechiasza wobec Jahwe Sennacheryb, król asyryjski, wyruszył na wojnę. Wkroczył na ziemię Judy i rozbuł obóz w pobliżu miast warownych, myśląc o ich zdobyciu. Kiedy Ezechiasz zobaczył, że Sennacheryb wkroczył do jego kraju i skierował swe kroki w stronę Jerozolimy, zamierzając ją zaatakować, zaczął się naradzać ze swoimi przywódcami i wojownikami, czy nie należało odciąć źródeł wody, które znajdowały się poza miastem. I postanowiono urzeczywistnić zamiar. Zebrało się tedy bardzo wielu ludzi i odcięto wszystkie źródła wody oraz potok płynący przez środek kraju. Mówiono sobie przy tym: Dlaczego to królowie asyryjscy, przychodząc tu, mają mieć pod dostatkiem wody? Wtedy też i Ezechiasz nabrał nieco więcej odwagi. Naprawił zniszczone mury miasta, odnowił wieże obronne. Zbudował także drugi mur na zewnątrz miasta i umocnił Millo w Mieście Dawidowym. Wreszcie kazał wykonać wielką liczbę oszczepów i tarcz. Lud otrzymał przywódców wojskowych, których zebrał król koło siebie na placu przed bramą miejską i przemówił do nich serdecznie w te słowa: Bądźcie mężni i odważni; nie dajcie się zastraszyć i nie bójcie się ani króla asyryjskiego, ani owego mnóstwa ludzi, którzy z nim idą. Z nami jest bowiem znacznie większa siła niż z nimi. On ma za sobą tylko ludzkie ramię, z nami zaś jest sam Jahwe, nasz Bóg, który będzie nas wspierał i za nas prowadził walkę. Lud zaufał słowom Ezechiasza, króla judzkiego. Sennacheryb, król asyryjski, stanąwszy razem ze swymi wojskami koło Lakisz, wysłał swoich ludzi do Jerozolimy, do króla Ezechiasza i do tych spośród synów Judy, którzy znajdowali się wtedy w Jerozolimie. Słudzy Sennacheryba oświadczyli: Oto, co mówi Sennacheryb, król Asyrii. Na kogóż wy liczyie, że decydujecie się znosić ucisk oblężenia Jerozolimy? Czy Ezechiasz nie oszukuje was i nie skazuje na niechybną śmierć z głodu i pragnienia, kiedy wam mówi: Jahwe, nasz Bóg, wybawi nas z rąk króla Asyrii? Czy to nie Ezechiasz poniszczył miejsca kultu na wyżynach oraz ołtarze Jahwe, mówiąc do synów Judy w Jerozolimie: Będziecie się kłaniać tylko przed jednym ołtarzem i tylko tam będziecie palić kadzidła? Czy nie wiecie, cośmy uczynili, ojcowie moi i ja, wszystkim ludom tej ziemi? Czy bogowie mieszkańców tej ziemi mogli rzeczywiście wyrwać ten kraj z rąk moich? A spośród bóstw narodów skazanych na zagładę przez ojców moich? Jakże więc możecie liczyć na to, że wasz Bóg uwolni was z rąk moich? Niech więc was teraz nie zwodzi i nie oszukuje Ezechiasz! Nie wierzcie mu! Dotychczas żadne bóstwo żadnego narodu nie zdołało wybawić nikogo z rąk moich ani z rąk moich ojców. Jakże więc można liczyć na to, że wasz Bóg wyzwoli was z rąk moich? I tak słudzy Sennacheryba przemawiali przeciwko Bogu Jahwe i przeciwko jego słudze Ezechiaszowi. Napisał Sennacheryb także list, w którym drwił z Jahwe, Boga Izraela. Pisał w tym liście przciwko Jahwe między innymi tak: Podobnie jak bogowie innych ludów tego kraju nie byli w stanie wyrwać swoich podopiecznych z moich rąk, tak też i Bóg Ezechiasza nie zdoła uwolnić z moich rąk swojego ludu. A jego słudzy krzyczeli głośno w języku synów Judy do mieszkańców Jerozolimy znajdujących się na murach miasta. Chcieli w ten sposób przerazić i obezwładnić, aby potem tym łatwiej zdobyć miasto. O Bogu Jerozolimy mówili tak, jak zwykło się mówić o bożkach wykonanych przez ludzi i czczonych przez ludy ziemi. Mając to wszystko na uwadze, król Ezechiasz oraz prorok Izajasz, syn Amosa, zaczęli się modlić i wołać do niebios o pomoc. I posłał Jahwe anioła, który zgładził całe wojsko, książąt i dowódców w obozie króla asyryjskiego. Okryty hańbą wrócił król Sennacheryb do swojego kraju. Kiedy wszedł do świątyni swego boga, jego rodzeni synowie zgładzili go mieczem. W ten sposób uwolnił Jahwe Ezechiasza i mieszkańców Jerozolimy z rąk Sennacheryba, króla asyryjskiego, a także z rąk wszystkich ich wrogów. I żyli ludzie w całkowitym spokoju. Wielu przyniosło do Jerozolimy ofiary dla Jahwe, a co bogatsi - dary dla Ezechiasza, króla Judy, który od tej chwili zaczął górować nad władcami innych narodów. W tym czasie Ezechiasz zapadł na śmiertelną chorobę. Modlił się tedy do Jahwe. I przemówił Jahwe, i dokonał cudu. Ale Ezechiasz nie odpowiedział jak należy na dobrodziejstwo, które otrzymał, lecz nawet uniósł się pychą. Rozgniewał się tedy Jahwe na niego, a także na całe królestwo judzkie i na Jerozolimę. Dopiero wtedy ukorzył się Ezechiasz, on sam i mieszkańcy Jerozolimy, z powodu pychy jego serca. Do końca życia Ezechiasz nie okazywał im Jahwe więcej swojego zagniewania. Z czasem Ezechiasz zaczął opływać w bogactwa i zyskał wielką sławę. Skarbce swoje wypełnił srebrem, złotem, drogimi kamieniami, wonnościami, tarczami i różnymi kosztownymi przedmiotami. Zbudował także wielkie słady na zboże, wino i oliwę oraz zagrody dla wszelkiego rodzaju bydła. Nabył sobie liczne stada, miał bardzo wiele wołów i owiec, gdyż Bóg obsypywał go bogactwami. To również on, Ezechiasz, zamknął główne ujście wód Gichonu i skierował je na dół, ku zachodniej stronie Miasta Dawidowego. Wszystkie swoje poczynania szczęśliwie doprowadzał do końca. Kiedy zaś przyszli wysłannicy przywódców babilońskich, którzy chcieli zasięgnąć wieści na temat cudu, jaki wydarzył się w jego kraju, Jahwe go opuścił, ale tylko po to, żeby go wypróbować i poznać, jakie są najskrytsze tajniki jego serca. Pozostałe dzieje Ezechiasza, zwłaszcza jego pobożne dzieła, są opisane w Widzeniu proroka Izajasza, syna Amosa, oraz w Księdzie królów judzkich i izraelskich. Kiedy Ezechiasz odszedł do swoich przodków, pochowano go na miejscu najbardziej zaszczytnym wśród grobów synów Dawida. Wszyscy mieszkańcy Judy i Jerozolimy z wielką czcią odprawili uroczystości pogrzebowe. Władzę z nim objął jego syn Manasses. Wstępując na tron Manasses miał dwanaście lat, a rządził w Jerozolimie przez lat pięćdziesiąt pięć. Czynił on to, co złe w oczach Jahwe, naśladując obrzydliwość postępowania tych wszystkich narodów, które Jahwe usunął sprzed oczu Izraela. Odbudował z powrotem miejsca kultu na wyżynach, zniszczone już kiedyś przez jego ojca, Ezechiasza; poustawiał ołtarze ku czci Baalów, zbudował aszery i oddawał pokłony zastępom niebieskim, i służył im. Budował pogańskie ołtarze nawet w świątyni Pańskiej, o której Jahwe powiedział: W Jerozolimie imię moje pozostanie na wieki. Na obydwu dziedzińcach świątyni Jahwe pobudował ołtarze dla wszystkich zastępów niebieskich. Swoich syów kazał przeprowadzić przez ogień w Dolinie Synów Hinnoma. Uprawiał również czary, wróżbiarstwo i magię oraz powołał różnych zaklinaczy i wieszczków. Czynił on wiele rzeczy, które nie mogły podobać się Jahwe i które przyprawiały Go o gniew. Wykonany na jego rozkaz posąg bożka kazał umieścić w świątyni Bożej, o której Bóg powiedział do Dawida i do jego syna Salomona: W tej świątyni i w tym mieście Jeruzalem, które sobie wybrałem ze wszystkich pokoleń izraelskich, pragnę pozostawić moje imię na wieki. Nie dopuszczę już do tego, żeby stopy Izraelitów opuściły tę ziemię, którą przeznaczyłem dla waszych ojców, jeśli tylko będą się troszczyć o zachowanie tego wszystkiego, co im nakazałem, według wszystkich praw, nakazów i zaleceń głoszonych im przez Mojżesza. I sprowadził Manasses na manowce wszystkich mieszkańców Judy i Jerozolimy, tak że czynili więcej zła niż wszystkie narody, które wyniszczył Jahwe, aby zrobić miejsce dla synów Izraela. Upomniał Jahwe Manassesa i cały jego lud, ale oni wcale nie zwracali na to uwagi. Sprowadził tedy Jahwe na nich dowódców wojsk króla asyryjskiego; ci chwycili Manassesa hakami, zakuli w podwóje łańcuchy z brązu i uprowadzili go do Babilonu. I tak, znalazłszy się na samym dnie pohańbienia, zaczął wzywać na pomoc Jahwe, swojego Boga, i ukorzył się przed Jahwe, Bogiem swoich ojców. Błagał Go o ratunek i Jahwe dał się uprosić; wysłuchał jego błagań, sprowadził go znów do Jerozolimy i przywrócił mu władzę królewską. I uznał Manasses, że Jahwe jest Bogiem. Po jakimś czasie Manasses zbudował mur zewnętrzny po zachodniej stronie Miasta Dawidowego, wzdłuż potoku Gichon, doliną aż do wejścia do Bramy Rybnej, tak że Ofel został otoczony ze wszystkich stron, a cały mur bardzo podwyższył. We wszyskich warownych miastach Judy osadził dowódców wojskowych. Kazał usunąć ze świątyni Jahwe posągi wszystkich obcych bożków i posąg owego bożka, a także wszystkie ołtarze, które kiedyś zbudował na wzgórzu świątyni Pańskiej oraz w Jerozolimie. Rozkazał je zniszczyć i wyrzucić poza miasto. Potem odbudował ołtarz Jahwe i złożył na nim ofiarę pojednania i dziękczynienia. Nakazał też wszystkim mieszkańcom Judy, żeby służyli Jahwe, Bogu Izraela. Lud składał jezscze, co prawda, ofiary na wyżynach, ale już tylko na cześć Jahwe, swojego Boga. Pozostałe dzieje Manassesa - jego modły zanoszone do Boga, napomnienia kierowane do niego w imieniu Jahwe, Boga Izraela, przez "widzących" - wszystko to jest opisane w Księdzie dziejów królów izraelskich. Jego modlitwa i sposób, w jaki została wysłuchana, jego wykroczenia i niewierności, wszystkie miejsca kultu na wyżynach, aszery i posągi, które zbudował, nim się ukorzył - wszystko to jest opisane w Dziejach Chozaja. Kiedy Manasses odszedł do swoich przodków, pochowano go w jego własnym domu. Władzę po nim objął jego syn Amon. Wstępując na tron Amon miał dwadzieścia dwa lata, a rządził w Jerozolimie przez dwa lata. Czynił wszystko to, co złe w oczach Jahwe, postępując tak jak jego ojciec, Manasses. Przed wszystkimi posągami, które kazał wykonać jego ojciec, Manasses, składał Amon ofiary i służył im. Nie ukorzył się, jak jego ojciec, Manasses, przed Jahwe. Amon pomnażał coraz bardziej swoje grzechy. Po jakimś czasie jego słudzy zaczęli spiskować przeciw niemu i w końcu go zgładzili w jego własnym domu. Ale lud kraju pozbawił życia tych, którzy zamordowali króla Amona. Z woli ludu władzę nad krajem po śmierci Amona objął Jozjasz. Wstępując na tron Jozjasz miał osiem lat, a rządził w Jerozolimie przez lat trzydzieści jeden. Czynił on to, co prawe w oczach Jahwe, i kroczył drogami swego ojca Dawida, nie zbaczając ani w prawo, ani w lewo. W ósmym roku swego panowania, będąc jeszcze młodzieńcem, zaczął Jozjasz usilnie szukać Boga Dawida, swojego ojca, a w roku dwunastym przystąpił do oczyszczania Judy i Jeruzalem z miejsc kultu na wyżynach, z aszer i posągów, zarówno rzeźbionych, jak i odlewanych. Na jego oczach burzono ołtarze Baalów; wywracano stele, wznoszone na cześć słońca ponad ołtarzami; rąbano aszery; kruszono posągi, zarówno rzeźbione, jak i odlewane z metalu. Obracano je w drobny pył, który następnie rozsypywano na grobach tych, co składali im kiedyś ofiary. Kości kapłanów pogańskich spalił na ich ołtarzach. I tak to oczyścił Judę i Jerozolimę. Również po miastach w pokoleniu Manassesa, Efraima i Symeona aż do Neftalego - wśród ich ruin - powywracał ołtarze, pokruszył i zamienił w proch aszery oraz posągi rzeźbione, a nadto zniszczył wszystkie stele słoneczne na całej ziemi izraelskiej. Potem wrócił do Jerozolimy. W osiemnastym roku swego panowania, kiedy już zostało ukończone dzieło oczyszczania całego kraju i świątyni Pańskiej, wezwał do siebie Szafana, syna Asaliasza, Maasejasza, zarządcę miasta, oraz Joacha, syna Joachaza, sekretarza, i polecił im odnowić świątynię Jahwe, ich Boga. Udali się oni tedy do arcykapłana Chilkiasza i przekazali mu przeniądze, które przynieśli do świątyni Pańskiej. Lewici pełniący obowiązki odźwiernych zebrali je od ludzi z pokolenia Manassesa i Efraima, od reszty Izraela, od wszystkich mieszkańców Judy, od Beniaminitów i od mieszkańców Jerozolimy. Pieniądze wręczono tym, którzy mieli nadzorować prace i byli odpowiedzialni za całą świątynię Jahwe. Ci z otrzymanych pieniędzy opłacali robotników pracujących w świątyni Jahwe przy jej umacnianiu i odnawianiu. Pieniądze otrzymali cieśle i murarze i nabywali za nie kamień ciosany i drewno potrzebne do wykonania wiązarów i stropów budynku, które zniszczały wskutek zaniedbania przez królów judzkich. Ludzie ci wykonywali swoją pracę bardzo uczciwie. Czuwali nad nimi Jachat i Obadiasz, lewici z rodu Merariego, oraz Zachariasz i Meszullam z rodu Kehata. Ci kierowali wszystkim, a wspierali ich lewici, którzy potrafili również grać na istrumentach muzycznych. Oni nadzorowali też tych, którzy nosili materiały budowlane, i kierowali wszelkimi pracami robotników. Spośród lewitów byli również wybrani sekretarze, inni urzędnicy i odźwierni. Pewnego razu, gdy podejmowano kolejną sumę pieniędzy złożonych uprzednio w świątyni Jahwe, kapłan Chikiasz natkął się na księgę Prawa Bożego, które kiedyś głosił Mojżesz. Powiedział wtedy Chilkiasz do sekretarza Szafana: Znalazłem w świątyni Jahwe księgę Prawa. I oddał Chilkiasz tę księgę Szaanowi, który zaniósł ją królowi, opowiadając przy okazji, jak przebiegają prace: Wszystko, co poleciłeś wykonać swoim sługom, zostało wykonane. Wszystkie też pieniądze ze świątyni Jahwe przekazali nadzorcom robót oraz tym, którzy wykonywali prace. Na koniec powiedział sekretarz Szafan królowi: Kapłan Chikiasz dał mi tę księgę. I zaczął Szafan czytać księgę w obecności króla. Kiedy król usłyszał słowa Prawa, rozdarł swoje szaty. Potem wydał taki oto rozkaz Chikiaszowi i Achikamowi, synowi Szafana, Abdonowi, synowi Miki, sekretarzowi Szafanowi i urzędnikowi królewskiemu Asajaszowi: Idźcie i zapytajcie Jahwe, co powinienem uczynić ja sam oraz wszyscy, którzy są w Izraelu i Judzie, w związku z tym, co zawiera świeżo znaleziona księga. Jahwe jest bowiem bardzo na nas zagniewany, gdyż ojcowie nasi nie przestrzegali słów Jahwe i nie postępowali zgodnie z nakazami zawartymi w tej księdze. Poszedł tedy Chilkiasz i ci, których wyznaczył król, do prorokini Chuldy, żony Szalluma, syna Tokehata, syna Chasry, mającego pod swoją opieką szaty świątynne. Mieszkała ona w Jerozolimie, w nowej dzielnicy. I opowiedzieli jej o wszystkim, co zaszło. A ona rzekła na to: Oto co mówi Jahwe, Bóg Izraela: Człowiekowi, który was przysłał do mnie, powiedzcie: Tak mówi Jahwe: Sprowadzę na tę ziemię i jej mieszkańców wszystkie nieszczęścia i klęski, które są opisane w księdze, przedstawionej królowi judzkiemu. Ponieważ oddalili się ode Mnie i palili kadzidła na cześć innych bogów, drażniąc Mnie wszystkimi dziełami rąk swoich, zaciąży nad tą ziemią mój gniew i nigdy nie przestanie jej nękać. Powiedzci królowi judzkiemu, który was posłał, żeby zasięgnąć rady u Jahwe: Oto, co mówi Jahwe, Bóg Izraela: Ponieważ skruszyło się twoje serce, ponieważ ukorzyłeś się przed Jahwe, usłyszawszy te słowa wypowiedziane przeciwko tej ziemi i jej mieszkańcom, ponieważ ukorzyłeś się przede Mną, ponieważ rozdarłeś swoje szaty i płakałeś, przeto Ja również cię wysłuchałem. Taka jest wyrocznia Jahwe. Przyłączę cię tedy do twoich przodków; będziesz złożony spokojnie do twego grobu i oczy twoje nie będą patrzeć na wszystkie owe nieszczęścia, które sprowadzę na tę ziemię i na jej mieszkańców. I zanieśli królowi tę odpowiedź. Polecił tedy król zgromadzić wszystkich starszych Judy i Jerozolimy. Udał się do świątyni Pańskiej, a z nim szli wszyscy mieszkańcy Judy i Jerozolimy, kapłani i lewici oraz cały lud, od największych do najmniejszych. I przeczytał król w ich obecności wszystko, co znajdowało się w księdze przymierza, znalezionej w świątyni Jahwe. Król, staąwszy na podwyższeniu, zawarł przymierze z Jahwe, przyrzekając trzymać się Jego dróg, przestrzegać całą duszą i sercem Jego pouczeń, nakazów i wszystkich praw, wprowadzać w życie słowa przymierza, zapisane w tej księdze. Do przymierza pozwolił przystąpić wszystkim przebywającym wówczas w Jerozolimie oraz na ziemi Beniamina. Od tej pory mieszkańcy Jerozolimy postępowali zgodnie z przymierzem zawartym z Bogiem, Bogiem ich ojców Jozjasz kazał pousuwać wszelkie obrzydliwości z ziemi należącej do synów Izaela, a wszystkich mieszkających w Izraelu zobowiązał, żeby służyli Jahwe, swemu Bogu. I jak długo on żył, rzeczywiście nie oddalali się od Jahwe, Boga swych ojców. Obchodził Jozjasz w Jerozolimie święto Paschy na cześć Jahwe. Baranka paschalnego złożono w ofierze czternastego dnia pierwszego miesiąca. Kapłanom przekazał ich obowiązki i zachęcał ich, żeby z całą gorliwością pełnili służbę w świątyni Jahwe. Lewitom zaś, którzy nauczali cały Izrael i byli poświęceni dla Jahwe, wydał takie polecenie: Umieśćcie świętą arkę w przybytku zudowanym przez króla izraelskiego Salomona, syna Dawida. Nie musicie już dźwigać jej na waszych ramionach. Będziecie teraz służyć Jahwe, waszemu Bogu, i Jego ludowi izraelskiemu. Bądźcie zawsze gotowi do pełnienia służy według kolejności waszych rodów, zgodnie z podziałem na poszczególne klasy, tak jak zarządził Dawid, król izraelski, i jak nauczal jego syn Salomon. Powinniście pozostawać zawsze w świątyni, podzieleni według rodów waszych braci, synów tego ludu tak, żeby z każdego rodu była utworzona oddzielna klasa lewitów. Składajcie w ofierze baranka paschalnego, oczyśćcie się i przygotowujcie paschę dla waszych braci, wypełniając w ten sposób słowa Jahwe, wypowiedziane kiedyś przez Mojżesza. Przekazał Jozjasz prostemu ludowi dużo drobnych zwierząt, baranków i koźląt, w sumie trzydzieści tysięcy sztuk - wszystko na obchody święta Paschy dla tych, którzy się tam znajdowali. Ponadto dano im trzydzieści tysięcy cielców, wszystkie wzięte z dóbr królewskich. Przywódcy ludu ze swej strony również przekazywali różne dary ludowi, kapłanom i lewitom. Chilkiasz, Zachariasz i Jechiel, przełożeni świątyni Jahwe, ofiarowali kapłanom na święto Paschy dwa tysiące sześćset baranków paschalnych i trzysta wołów. Natomiast Konaniasz razem ze swymi braćmi Szemajaszem i Netaneelem oraz Chaszabiasz, Jejel i Jozabad, przełożeni lewitów, przekazali lewitom na ofiarę paschalną pięć tysięcy baranków i pięćset cielców. W ten sposób została przygotowana cała służba Boża: kapłani zajmowali swoje miejsca, podobnie też i lewici, zgodnie z ich podziałem, według polecenia króla. I składano ofiary paschalne. Kapłani rozlewali krew otrzymaną od lewitów, a w tym czasie lewici zdejmowali skórę z baranków. Następnie oddzielali to, co było przeznaczone na ofiarę całopalenia, i przekazywali rodzinom ze zwykłego ludu, żeby miały z czego złożyć ofiarę na cześć Jahwe, zgodzie z tym, co jest napisane w księdze Mojżesza. Tak samo postępowali z cielami. Potem upiekli, według przepisu, baranka paschalnego na ogniu, a inne dary ugotowali w garnkach, kotłach i rondlach. I pośpiesznie rozdzielili wszystko między ludzi. Potem przygotowali baranka paschalnego dla samych siebie i dla kapłanów. Kapłani bowiem, synowie Aarona, byli zajęci aż do późej nocy składaniem ofiar całopalenia i paleniem tłuszczu. Dlaczego lewici przygotowali paschę nie tylko dla siebie, lecz także dla kapłanów, synów Aarona. Na swoih miejscach znajdowali się również śpiewacy, synowie Asafa, Hemana i Jedutuna, "widzącego" królewskiego. Przy każdym wejściu pełnili służbę odźwierni. Nie musieli oni schodzić ze służby, gdyż ich bracia lewici również dla nich przygotowali paschę. W ten sposób przeto była sprawowana cała służba Pańska w owym czasie, żeby można było obchodzić święto Paschy i składać ofiary całopalenia na ołtarzu Jahwe, zgodnie z zarządzeniem króla Jozjasza. Synowie Izraela, znajdujący się tam wówczas, obchodzili święto Paschy oraz święto Prześników przez siedem dni. Od czasów Samuela proroka żaden z królów nie obchodził Paschy, która byłaby podobna do tej, jaką ochodził Jozjasz, kapłani i lewici, wszyscy synowie Judy oraz Izraela, znajdujący się tam wówczas oraz mieszkańcy Jerozolimy. Pascha ta była obchodzona w osiemnastym roku panowania Jozjasza. Po tym wszystkim, kiedy Jozjasz skończył już dzieło odnowy świątyni Jahwe, król egipski Neko wyruszył z wojskiem na Karkemisz nad Eufratem. Jozjasz pośpieszył na spotkanie z nim. Neko wysłał do niego ludzi z zapytaniem: Czego sobie życzysz, królu judzki? Idę walczyć przecież nie z tobą, ale z tymi, którzy walczą ze mną, i sam bóg nakazał mi pośpiech. Przestań więc przeciwstawiać się bogu, który jest ze mną, żeby cię ów bóg nie pokarał śmiercią! Ale Jozjasz nie odstępował od niego, lecz przeciwnie szukał sposobności, żeby go zaatakować. Nie słuchał słów Neko, przez którego przemawiał sam Bóg. Ruszył na niego i stanął do walki na równinie pod Megiddo. Kiedy łucznicy wypuścili strzały i ugodzili Jozjasza, król powiedział: Zabierzcie mnie stąd, bo jestem ciężko ranny. Jego słudzy zdjęli go więc z jego rydwanu, ułożyli go na innym, też należącym do niego wozie i odwieźli do Jerozolimy, gdzie wkrótce zmarł. Został pochowany w grobach swoich przodków. Opłakiwali go wszyscy mieszkańcy Judy i Jerozolimy. Jeremiasz ułożył nawet o nim lamentacje. Wszyscy śpiewacy i wszystkie śpiewaczki w swoich żałobnych pieśniach opłakują Jozjasza po dzień dzisiejszy. Stało się to już nawet zwyczajem w Izraelu. Pieśni te zapisane są w Lamentacjach. Pozostałe zaś dzieje Jozjasza, zwłaszcza świadectwo jego pobożności zgodnie z tym, co wyczytał w prawie Pańskim, jego zarówno wcześniejsze, jak i późniejsze dzieła, są opisane w Księdze królów izraelskich i judzkich. Wszyscy mieszkańcy kraju zwrócili się do Joachaza, syna Jozjasza, i jemu przekazali władzę królewską po jego ojcu w Jerozolimie. Wstępując na tron Joachaz miał dwadzieścia trzy lata, a rządził w Jerozolimie przez trzy miesiące. Tronu w Jerozolimie pozbawił go król egipski. On też nałożył na cały kraj daninę w wysokości stu talentów srebra i jednego talentu złota. Królem nad Judą i Jerozolimą ustanowił Neko brata Joachaza, Eliakima, któremu też zmienił imię na Jojakim, a jego brata Joachaza pojmał i uprowadził do Egiptu. Wstępując na tron Jojakim miał dwadzieścia pięć lat, a rządził w Jerozolimie przez lat jedenaście. Czynił on wszystko, co złe w oczach Jahwe, jego Boga. Po jakimś czasie zaatakował go Nabuchodonozor, król babiloński, pochwycił go, skuł podwójnym łańcuchem z brązu, a następnie uprowadził do Babilonu. Nabuchodonozor zabrał również ze świątyni Jahwe część świętych naczyń i złożył je w swojej świątyni w Babilonie. Pozostałe dzieje Jojakima, wszystkie obrzydliwości, których się dopuszczał, a które były głęboko zakorzenione w jego sercu - wszystko to jest opisane w Księdze królów izraelskich i judzkich. Władzę królewską po Jojakimie objął jego syn Jojakin. Wstępując na tron Jojakin miał osiem lat, a rządził w Jerozolimie przez trzy miesiące i dziesięć dni, czyniąc wszystko, co złe w oczach Jahwe. Pod koniec roku Nabuchodonozor kazał go uprowadzić do Babilonu. Zabrał też wszystkie cene przedmioty ze świątyni Jahwe. Królem nad Judą i Jerozolimą ustanowił Sedejasza, brata Jojakina. Wstępując na tron Sedecjasz miał dwadzieścia jeden lat, a rządził w Jerozolimie przez lat jedenaście. Czynił wszystko, co złe w oczach Jahwe, jego Boga. Nie ugiął się wcale przed prorokiem Jeremiaszem, który go upominał w imieniu Jahwe. Wystąpił nawet przeciwko królowi Nabuchodonozorowi, któremu nieco wcześniej poprzysiągł wierność na samego Boga. Twardy stał się jego kark i nieczułe stało się jego serce, tak iż nie mógł już wrócić do Jahwe, Boga Izraela. Wszyscy przywódcy ludu, kapłani i lud mnożyli swoje przestępstwa, czyniąc takie obrzydliwości, jakich dopuszczają się narody pogańskie, bezczeszcząc świątynię Jahwe, uświęconą przez Niego samego w Jerozolimie. A Jahwe, Bóg ich ojców, upominał ich przez swoich wysłanników, ustawicznie i na różne sposoby. Żal Mu bowiem było tego ludu i miesca swego zamieszkania. Ale oni naigrywali się z wysłanników Boga, za nic mieli ich słowa, szydząc z samych proroków. I zapłonął Bóg w końcu gniewem przeciwko swojemu ludowi, i nie było już żadnego ratunku. Wysłał wtedy Jahwe przeciwko nim króla chaldejskiego, który wyciął mieczem ich młodych ludzi, gdy byli zebrani w świątyni, nie oszczędzając zresztą nikogo: ani młodzieńców, ani dziewic, ani starców, ani ludzi okrytych siwizną; wszystkich wydał Jahwe w jego ręce. Wszystkie sprzęty świątyni, wielkie i małe, zabrano ze świątyni Pańskiej i wywieziono do Babilonu, razem ze skarbcami świątyni Jahwe, a także kosztownościami króla i jego przywódców. Spalili świątynię Pańską, zburzyli mury otaczające Jerozolimę i z ogniem puścili pałace miasta, i poniszczyli kosztowne sprzęty. Wszystkich, którzy zdołali uniknąć miecza, poprowadzono do Babilonu, gdzie byli niewolnikami Nabuchodonozora i jego synów aż do czasu powstania tam królestwa perskiego. I tak wypełniły się słowa Jahwe, wypowiedziane przez usta proroka Jeremiasza: Dopóki kraj ten nie dopełni swoich szabatów, będzie leżał odłogiem przez cały czas swego uciśnienia, aż upłynie czas siedemdziesięciu lat. W pierwszym roku panowania Cyrusa, króla Persji - aby się wypełniły słowa Jahwe wypowiedziane przez usta Jeremiasza - natchnął Jahwe swoim duchem Cyrusa, króla perskiego, który ustnie i na piśmie, rozesłanym po całym jego królestwie, wydał takie zarządzenie: Oto, co mówi Cyrus, król perski: Jahwe, Bóg Zastępów niebieskich, przekazał mi wszystkie królestwa ziemi i polecił, abym Mu zbudował dom w Jerozolimie na ziemi judzkiej. Kto z was należy do tego ludu, niech będzie z nim jego Bóg. Niech wraca spokojnie do siebie!