Pierwsza Księga Samuela Żył pewien człowiek w Ramataim Sufita, w górach Efraima, imieniem Elkana, syn Jerochama, syna Elihu, syna Tochu, syna Sufa Efratyty. Miał on dwie żony, z których jedna nazywała się Anna, a druga Peninna. Peninna urodziła dwoje dzieci, natomiast Anna była bezdzietna. Człowiek ten wyruszał co roku ze swojego miasta i udawał się do Szilo, aby oddać hołd Panu Zastępów i złożyć na Jego cześć ofiary. Tam zaś w Szilo pełnili służbę dwaj synowie Helego: Chofni i Pinchas, kapłani Jahwe. Składając swoją ofiarę, Elkana z darów przeznaczonych na ofiarę dawał część Peninnie i część wszystkim jej synom i córkom. Natomiast Annie przeznaczał część podwójną, gdyż bardzo ją kochał, chociaż Jahwe sprawił, że była bezpłodna. Jej rywalka Peninna przysparzała jej wiele zgryzoty właśnie z tego powodu, że Jahwe zamknął łono Anny. Tak postępował Elkana co roku, ilekroć przybywał do świątyni Jahwe, a Peninna w ten sam sposób ciągle upokarzała Annę, która płakała i nic nie jadła. Wtedy Elkana, jej mąż, mawiał: Anno, dlaczego płaczesz i czemu nic nie jesz? Czemu jesteś taka przygnębiona? Czyż ja nie znaczę dla ciebie więcej niż dziesięciu synów? Pewnego razu, kiedy już skończono w Szilo jeść i pić, Anna powstała. Heli, kapłan, siedział przed bramą przybytku Pańskiego. Pełna smutku, Anna modliła się do Jahwe, bardzo płacząc. I uczyniła taki oto ślub, mówiąc: Boże Zastępów, jeśli raczysz wejrzeć na poniżenie służebnicy Twojej, jeśli wspomnisz na mnie i nie będziesz zapominał o mnie, jeśli obdarzysz Twoją służebnicę potomkiem płci męskiej, oddam go na służbę Bogu po wszystkie dni jego życia, a jego głowa nigdy nie zostanie ogolona. Gdy tak przez długi czas trwała na modlitwie przed Jahwe, Heli patrzył na jej usta. Tymczasem Anna przemawiała samym sercem. Poruszała wprawdzie ustami, ale jej głosu nie było słychać. Pomyślał tedy Heli, że może jest pijana, i rzekł do niej: Dokądże jeszcze będziesz trwać w takim stanie? Ocknij się wreszcie! Rzekła na to Anna: Nie, mój panie, nie jestem pijana, tylko bardzo przygnębiona. Nie piłam ani wina, ani żadnego innego napoju odurzającego. Ja po prostu otwierałam moją duszę przed Jahwe. Nie bierz twojej służebnicy za córkę Beliala. To nadmiar cierpienia i bólu sprawił, że modliłam się tak długo. Wtedy rzekł Heli: Idź w pokoju i niech zostaną wysłuchane twoje prośby, które zanosiłaś do Boga Izraela! A ona na to: Obyż twoja służebnica znalazła łaskę w twoich oczach I odeszła owa kobieta. Posiliła się i odmieniło się trochę jej oblicze. Następnego dnia wstali wczesnym rankiem, oddali pokłon Jahwe, a potem wyruszyli w drogę i wrócili do własnego domu w Rama. Elkana zbliżył się do Anny, swojej żony, na którą tym razem Jahwe wejrzał łaskawie. Poczęła tedy Anna i po upływie właściwego czasu porodziła syna, któremu dała na imię Samuel, mówiła bowiem: Wybłagałam go sobie u Jahwe. Po jakimś czasie jej mąż Elkana znów udał się z całą swoją rodziną, aby złożyć dla Jahwe doroczną ofiarę i wypełnić w ten sposób złożony ślub. Lecz Anna nie poszła tym razem. Powiedziała do swego męża tak: Gdy nie będę już karmiła chłopca piersią, wezmę go i przedstawię Bogu, żeby u Niego pozostał na zawsze. Na to rzekł jej mąż Elkana: Zrób, jak uważasz. Zostań na razie, aż przestaniesz dawać mu piersi. Oby tylko wypełniło się słowo Jahwe! I została kobieta, i karmiła dziecko. I tak było, dopóki nie przestała dawać chłopcu piersi. Kiedy zaś tylko przestała karmić go piersią, zabrała go ze sobą i ruszyła w drogę. Wzięła też trzyletniego cielca, jedną efę mąki i jeden bukłak wina i złożyła to wszystko w Świątyni Jahwe w Szilo. Dziecko było jeszcze malutkie. Potem zabili cielca, a kiedy przyszli z chłopcem do Helego, Anna powiedziała: Wybacz mi, panie, na twoje życie! Ja jestem tą kobietą, która modliła się kiedyś na twoich oczach do Jahwe. Błagałam o to dziecko i Jahwe wysłuchał modlitwy, którą zanosiłam do Niego. Oto teraz oddaję syna Bogu na wszystkie dni jego życia. Nie będzie oddany dla Jahwe na zawsze. I oddali pokłon Jahwe. Anna zaś modliła się tymi słowami: Moje serce raduje się w Jahwe, zostałam wywyższona przez Jahwe; moje usta otwarły się przeciw mym wrogom, gdyż cieszę się Twoją pomocą. Nikt nie jest święty jak Jahwe i nie ma prócz Ciebie boga, nie ma innej skały niż Bóg nasz. Nie wypowiadajcie zatem tylu słów wyniosłych, niech pycha ust wam nie otwiera. Bo Jahwe - to Bóg, który wie wszystko, On zbada wszystkie nasze czyny. Łuki mocarzy zostały złamane, a słabi przepasali się mocą; ci, co byli syci, za chleb się najmują, ci, co głodowali, już nie czują głodu. Niepłodne rodzą po siedmiokroć, więdnie ta, co miała wielu synów. Jahwe sprowadza śmierć i ożywia, przywodzi do umarłych i spośród nich wyprowadza. Jahwe zubaża i wzbogaca, On poniża i wywyższa. On podnosi ubogiego z prochu, z gnoju dźwiga biednego i obok książąt mu siąść każe, dając mu tron chwały. Jahwe bowiem podtrzymuje kolumny ziemi i na nich umieszcza świat cały. Kieruje krokami swych czcicieli, a złych rzuca na zagładę w ciemności, bo człowiek nie zwycięża mocą własną. To Jahwe sam niszczy swoich wrogów, grozi im z niebios grzmotami. On będzie sądził ziemię od krańca do krańca, On obdarzy swych królów potęgą i ukaże wszystkim moc pomazańca. Elkana wrócił do swojego domu w Rama, a dziecko zostało przeznaczone na służbę dla Jahwe i pozostawało pod opieką kapłana Helego. Tymczasem synowie Helego, postępując jak synowie Beliala, wcale nie szanowali Jahwe. Oto jak obchodzili się z ludźmi jako ich kapłani: Kiedy ktoś składał ofiarę, przychodził sługa kapłana - zazwyczaj wtedy, kiedy gotowało się mięso ofiarne - trzymając w rękach trójzębne widełki. Wkładał widełki do kotła, do garnka, do rondla lub do misy i co tylko zdołał wydobyć widełkami, przekazywał swojemu kapłanowi. Tak postępowali, ilekroć zjawił się w Szilo ktoś z Izraelitów. Zdarzało się też, że zanim jeszcze spalono tłuszcz, już przychodził sługa kapłana i mówił do tego, który składał ofiarę: Daj mi trochę mięsa na pieczeń dla kapłana. On nie przyjmie od ciebie mięsa gotowanego, woli surowe. A jeśli człowiek ów mówił: Pozwól mi najpierw spalić tłuszcz, a potem weźmiesz sobie mięsa, ile będziesz chciał - to sługa kapłana oświadczał: Nie, daj mi natychmiast, bo inaczej zabiorę ci siłą. Przestępstwo tych młodych ludzi wobec Jahwe było bardzo wielkie, w ten sposób bowiem nie okazywali szacunku należnego ofiarom Jahwe. Samuel, przybrany w efod z lnu, zaczął pełnić swoją służbę przed Jahwe. Jego matka sporządzała dla niego nowe szaty i przynosiła je co roku, gdy ze swym mężem przychodziła, żeby złożyć ofiarę doroczną dla Jahwe. Heli błogosławił wtedy Elkanie i jego żonie, mówiąc: Niech Jahwe sprawi, żeby cię ta kobieta obdarzyła licznym potomstwem za dar, jaki sama złożyła Jahwe. I oboje wracali do siebie. Jahwe nawiedzał Annę swoją łaskawością, tak że poczęła i porodziła z czasem aż trzech synów i dwie córki. Tymczasem młody Samuel wzrastał w obecności Jahwe. Kiedy Heli się już zestarzał, doniesiono mu, jak jego synowie postępują ze wszystkimi Izraelitami i jak cudzołożą z kobietami pełniącymi służbę przy wejściu do Namiotu Spotkania. I zapytał ich: Dlaczego czynicie takie rzeczy? Dowiedziałem się od ludzi o wszystkich waszych niecnych poczynaniach. Moi synowie, to, czego się dowiedziałem, jest bardzo smutne. Sprowadzacie na drogę występków cały lud Jahwe. Jeżeli człowiek dopuści się jakiegoś wykroczenia przeciwko drugiemu człowiekowi, Bóg rozsądzi ich sprawy. Lecz jeśli człowiek zawini przeciw Jahwe, kto będzie obrońcą człowieka? Ale oni nie usłuchali napomnień swego ojca. Jahwe chciał bowiem dopuścić, żeby pomarli. A młody Samuel wzrastał i był miły Bogu i ludziom. Pewnego razu przyszedł do Helego jakiś mąż Boży i powiedział: Tak mówi Jahwe: Czyż Ja nie objawiłem się całkiem wyraźnie całemu domowi twojego ojca, kiedy wszyscy oni byli w Egipcie, na ziemi faraona? Spośród wszystkich pokoleń izraelskich ich właśnie wybrałem sobie na moich kapłanów, żeby przystępowali do mojego ołtarza i palili dla Mnie kadzidło, i nosili wobec Mnie efod. Dla domu twojego ojca przeznaczyłem wszystkie dary ofiarne, składane przez synów Izraela jako całopalenie. A wy depczecie nogami ofiary ze zwierząt i z pokarmów, składane na moje polecenie w moim przybytku. A czemuż to synom waszym okazujecie cześć większą niż Mnie samemu, tucząc się najlepszymi kęsami z ofiar składanych przez mój lud izraelski? I dlatego oto co postanowił Jahwe, Bóg Izraela: Poleciłem twojemu domowi i domowi twojego ojca, abyście kroczyli przede Mną po wszystkie czasy. Ale teraz jakże daleko odeszliście od tego! Zawsze będę szanował tych, którzy Mnie szanują, pohańbię zaś tych, którzy Mną gardzą. Oto nadchodzą już dni, kiedy odetnę twoje ramię i ramię domu twego ojca, tak żeby nie było więcej starców w twoim domu. I będziesz patrzył na poniżenie twego przybytku wtedy, kiedy Bóg zacznie obsypywać dobrodziejstwami naród izraelski. I nie będzie już więcej nigdy starców w twoim domu. Nie dopuszczę do tego, żeby sprzed moich ołtarzy zniknęli wszyscy twoi ludzie, żeby wyblakły całkowicie twoje oczy i przestało bić twoje serce. Wszyscy jednak, którzy przyjdą na świat w twoim domu, będą umierali w sile wieku. Za dowód, że się to wszystko spełni, niech ci posłuży los twoich synów, Chofniego i Pinchasa, którzy umrą obaj tego samego dnia. Wzbudzę sobie kapłana wiernego, który będzie postępował według mojego serca i według mojej duszy. Ja zbuduję mu dom trwały, a on będzie chodził przed moim pomazańcem przez wszystkie dni swojego życia. I ktokolwiek ocaleje z twego domu, przyjdzie, żeby mu się pokłonić i otrzymać za to sztukę srebra albo kawałek chleba. I będzie przy tym prosił: Powierz mi jakąś posługę kapłańską, abym mógł zapracować na kawałek chleba. Młody Samuel służył Bogu pod okiem Helego. Słowa Jahwe rzadko dawały się słyszeć za dni owych i nieczęsto też się zdarzały widzenia. Pewnego razu Heli spał; jego oczy, bardzo już osłabione, nic prawie nie widziały. Światło Jahwe jeszcze nie zagasło. Samuel spał w świątyni Jahwe, gdzie znajdowała się arka Boża. Wtedy to właśnie Jahwe przemówił do Samuela. A on odpowiedział: Oto jestem! Potem pobiegł do Hellego i powiedział: Oto jestem, skoro mnie wzywałeś. A Heli na to: Nie wzywałem cię, wracaj do siebie i śpij spokojnie. Poszedł więc spać dalej. Ale Jahwe znów zawołał Samuela, który wstał natychmiast, poszedł do Helego i powiedział: Oto jestem, skoro mnie wzywałeś. Lecz Heli znów mu odpowiedział: Wcale cię nie wzywałem, mój synu. Wracaj do siebie i śpij dalej. Samuel nie znał jeszcze Jahwe, a także słowo Jahwe nie zostało mu jeszcze objawione. I znów, już po raz trzeci, wezwał Jahwe Samuela. Wstał tedy, przyszedł do Helego i powiedział: Oto jestem, skoro mnie wzywałeś. Wówczas Heli zrozumiał, że to Jahwe wzywał chłopca. Powiedział więc do Samuela: Idź, połóż się i śpij dalej, a jeśli jeszcze raz ktoś będzie cię wzywał, odpowiesz: Mów, o Jahwe, bo sługa Twój słucha. Odszedł więc Samuel i położył się na swoim miejscu. I znów przybył Jahwe, stanął na tym samym miejscu i jak poprzednio zawołał: Samuelu, Samuelu! A Samuel odpowiedział: Mów Panie, bo sługa Twój słucha. Wtedy Jahwe rzekł do Samuela: Zamierzam uczynić Izraelowi coś takiego, od czego w uszach szumieć będzie każdemu, kto o tym usłyszy. W tych dniach wypełni się na Helim wszystko, co przepowiadałem jego domowi. To, co rozpocząłem, doprowadzę do końca. Otóż powiedziałem mu przede wszystkim, że ześlę na jego dom karę - nigdy się nie kończącą - z powodu zbrodni, o której on wiedział, a nie skarcił swoich synów, choć ściągali na siebie oczywiste przekleństwo. I dlatego oświadczyłem domowi Helego, że zbrodni, której się dopuścił, nigdy nie zdoła zmazać z siebie ani przez ofiary krwawe, ani przez dary z pokarmów. Samuel został do rana na swoim posłaniu, a potem otworzył podwoje domu Jahwe. Bał się jednak opowiedzieć o całym widzeniu Helemu. Ale Heli sam wezwał do siebie Samuela, mówiąc: Samuelu, synu mój! A on odpowiedział: Oto jestem! Wtedy Heli zapytał: Co ci powiedział Jahwe? Proszę cię, nie ukrywaj przede mną niczego. Niech Jahwe obejdzie się z tobą jak najsurowiej, jeśli ukryjesz cokolwiek z tego, co powiedział. Powtórzył mu zatem Samuel wszystko, niczego nie ukrywając. A Heli powiedział: To jest Jahwe! Niech się dzieje Jego wola. Samuel wzrastał, a Jahwe był z nim, sprawiając, że żadne jego słowo nie pozostało nie wypełnione. A cały Izrael, od Dan aż do Beer-Szeby, uznał w Samuelu prawdziwego proroka Jahwe. Jahwe zaś nadal ukazywał się w Szilo; ukazywał się Samuelowi w Szilo poprzez swoje słowa. Samuel zwracał się ze swoim słowem do całego Izraela. A Izraelici wyruszyli w tym czasie na wojnę z Filistynami. Izraelici rozbili swoje namioty koło Eben-Haezer, a Filistyni koło Afek. Ustawili się Filistyni w szyku bojowym przeciwko Izraelitom. Wkrótce rozgorzała bitwa, w której Filistyni pokonali Izraelitów. W bitwie, która się toczyła na równinie, poległo około czterech tysięcy ludzi. Kiedy resztki ludzi wróciły do obozu, starsi Izraela zadawali sobie pytanie: Dlaczego Jahwe tak nas poniżył w oczach Filistynów? Sprowadźmy do nas z Szilo Arkę Przymierza Jahwe. Może ona sprawi, że wydostaniemy się z rąk naszych wrogów. Posłano tedy do Szilo i przyniesiono z tego miasta Arkę Przymierza Boga Zastępów, zasiadającego na cherubach. Przy Arce Przymierza byli dwaj synowie Helego: Chofni i Pinchas. Kiedy Arkę Przymierza Jahwe wniesiono do obozu, wszyscy Izraelici podnieśli takie okrzyki radości, że drżała cała ziemia. Okrzyki te usłyszeli także Filistyni i zaczęli się zastanawiać, co mogłaby oznaczać ta radosna wrzawa w obozie Hebrajczyków. Wkrótce dowiedzieli się, że do obozu Hebrajczyków przybyła arka Jahwe. Przerazili się Filistyni, bo zaczęto mówić: Bóg przybył do obozu! Inni wołali: Biada nam! Dotychczas nigdy jeszcze nie zdarzyło się coś podobnego! Biada nam! Któż nas teraz wybawi z rąk tych potężnych bogów? To przecież ci sami bogowie, którzy kiedyś na pustyni nękali Egipcjan wszystkimi rodzajami plag. Bądźcie więc silni i walczcie dzielnie, mężowie filistyńscy, bo inaczej staniecie się niewolnikami Hebrajczyków, tak jak oni byli kiedyś waszymi. Bądźcie mężni i walczcie! Stanęli Filistyni do walki i pokonali Izraelitów, którzy zaczęli szukać schronienia we własnych namiotach. Ostatecznie Izraelici ponieśli bardzo dotkliwą klęskę. Po stronie izraelskiej padło wtedy trzydzieści tysięcy pieszych wojowników. Filistyni zdobyli też arkę Bożą, a synowie Helego, Chofni i Pinchas, polegli. Pewien Beniaminita uciekł z pola walki i jeszcze tego samego dnia przybiegł do Szilo, w podartym odzieniu, cały pokryty kurzem. Tu zastał Helego siedzącego przy drodze. Drżąc cały, pełen niepokoju o arkę Bożą, czekał na jej powrót. Kiedy się dowiedziano, że jakiś człowiek przyniósł wieści, w całym mieście dały się słyszeć nawoływania. Usłyszawszy owe nawoływania, Heli zapytał: A cóż to za krzyki: I zaraz znalazł się przed Helim człowiek, który przybiegł z wieściami. Heli miał wtedy dziewięćdziesiąt osiem lat, był już całkiem ociemniały i nic nie widział. Człowiek ów powiedział do Helego: Przybywam z pola walki; dziś udało mi się uciec przed śmiercią. Zapytał tedy Heli: Co się stało, mój synu? A człowiek ów odpowiedział: Izraelici ratowali się ucieczką przed Filistynami; doszło przy tym do wielkiego pogromu ludu. Polegli także obaj twoi synowie, Chofni i Pinchas, i arka Boża również została wzięta. Skoro tylko wspomniał o arce Bożej, Heli spadł z miejsca, na którym siedział - upadł do tyłu i złamał sobie kręgosłup, i umarł. Był to bowiem człowiek już stary, a przy tym bardzo otyły. Przez czterdzieści lat pełnił on w Izraelu urząd sędziego. Jego synowa, żona Pinchasa, była ciężarna, bliska już chwili rozwiązania. Kiedy dowiedziała się o zabraniu arki Bożej, o śmierci swego teścia i męża, chwyciły ją bóle i wydała na świat dziecko; były to bowiem bóle porodowe. Wkrótce jednak i ona sama zaczęła konać. Kiedy stojące obok niej kobiety mówiły, żeby się niczego nie bała, bo oto urodziła syna, ona im już nic nie odpowiedziała i wydawało się, jakby wcale nie słyszała tego, co do niej mówiono. Chłopca nazwała Ikabod, to znaczy: Sława odeszła od Izraela. Odnosiło się to do utraty arki oraz śmierci jej teścia i męża. Powiedziała jeszcze: Odstąpiła od Izraela chwała, bo została zabrana arka Boża. Filistyni, zabrawszy arkę Bożą, przenieśli ją z Eben-Haezer do Aszdod. Potem wzięli arkę Bożą i umieścili ją w świątyni Dagona obok jego statuy. Następnego dnia mieszkańcy Aszdod, wstawszy rano, zobaczyli, że statua leży zwalona twarzą do ziemi, tuż przed arką Jahwe. Podnieśli więc figurę Dagona i postawili ponownie na tym samym miejscu. Kolejnego dnia, wstawszy bardzo wczesnym rankiem, zobaczyli, że statua Dagona znów leży, zwrócona twarzą do ziemi, tuż przed arką Jahwe. Tym razem głowa i odcięte dłonie leżały oddzielnie na progu, oddzielnie zaś na swoim miejscu pozostał tułów Dagona. Dlatego kapłani Dagona i wszyscy ci, którzy zazwyczaj wchodzą do świątyni Dagona w Aszdod, aż po dzień dzisiejszy nie mają odwagi postawić stopy na progu świątyni. I tak ręka Jahwe zaczęła ciążyć nad mieszkańcami Aszdod i napełniła ich przerażeniem. Poraził plagą wrzodów wszystkich mieszkańców Aszdod i okolic. Widząc, co się dzieje, mieszkańcy Aszdod zaczęli mówić: Niech arka Boga Izraelitów lepiej nie pozostaje u nas, gdyż prawica tego Boga zaciążyła nad nami i nad naszym bogiem Dagonem. Przez specjalnych wysłanników zwołali wszystkich przywódców filistyńskich i zapytali ich: Co mamy zrobić z arką Boga Izraelitów? A przywódcy odpowiedzieli: Odesłać arkę Boga Izraelitów do Gat. I przeniesiono tam arkę Boga Izraelitów. Lecz skoro tylko ją tam przeniesiono, ręka Jahwe dała znać o sobie nad tym miastem, a wszystkich ogarnęło wielkie przerażenie: wszystkich bowiem, zarówno dorosłych, jak i dzieci, okryły wrzody. Wysłali zatem arkę Bożą do Ekronu. Lecz Ekronici natychmiast zaczęli wołać przerażeni: Przysłali do nas arkę Boga Izraelitów, żeby wygubić nas i cały nasz naród. Rozesłali tedy gońców do wszystkich przywódców filistyńskich i powiedzieli im: Oddajcie arkę Boga Izraelitów; niech wróci na swoje miejsce, bo inaczej wyginiemy wszyscy, my i cały nasz naród. Śmiertelne przerażenie ogarnęło wszystkich mieszkańców miasta, a prawica Boża ciążyła nad nimi coraz bardziej. Ludzie, którzy nie pomarli, byli nękani wrzodami tak, że krzyki rozpaczy mieszkańców miasta wznosiły się aż do nieba. Arka Jahwe pozostawała w kraju Filistynów przez sześć miesięcy. W końcu wezwali Filistyni swoich kapłanów i wróżbitów, mówiąc do nich: Co mamy zrobić z tą arką Jahwe? Powiedzcie nam, jak mamy ją odesłać na jej dawne miejsce. A oni odpowiedzieli: Jeżeli już postanowiliście zwrócić arkę Boga Izraelitów, to nie odsyłajcie jej bez niczego. Nie zapomnijcie dołączyć jakiegoś daru przejednania. Wtedy zostaniecie ocaleni i dowiecie się, dlaczego zaciążyła nad wami Jego ręka. Wtedy oni zapytali: A jakiż to dar pojednania powinniśmy złożyć? Rzekli im na to: Sporządźcie - stosownie do liczby przywódców filistyńskich - pięć wyobrażeń wrzodów ze złota i pięć złotych myszy, bo ta sama plaga dotknęła was i waszych przywódców. Wykonajcie tedy podobizny waszych wrzodów i waszych myszy, które nawiedziły wasz kraj, i oddajcie w ten sposób chwałę Bogu Izraela. Może Jego prawica przestanie wreszcie ciążyć nad wami, nad waszymi bogami i nad całym waszym Krajem? Czemuż serca wasze stały się tak nieczułe jak kiedyś serca Egipcjan i faraona? Czyż w końcu, gdy zesłał na nich tyle ucisków, nie pozwolili wyjść synom Izraela? Weźcie się zatem do pracy i sporządźcie nowy wóz; sprowadźcie dwie krowy mleczne, ale nie chodzące jeszcze w żadnym jarzmie; zaprzęgnijcie krowy do wozu, a cielęta ich odprowadźcie daleko, do obory. Następnie weźcie arkę Jahwe i umieśćcie ją na wozie. Obok postawcie skrzynię z przedmiotami ze złota, które złożycie jako ofiarę przejednania. W ten sposób przygotowany wóz niech odjedzie. A wy przez dłuższy czas nie spuszczajcie go z oczu: jeśli się okaże, że wóz skieruje się na szlak przygraniczny, w kierunku Bet-Szemesz, będzie to oznaczało, że Jahwe jest sprawcą tego wielkiego nieszczęścia, jakie nas spotkało; jeżeli nie, będzie to oznaczało, że nie Jego ręka nas dotknęła, lecz stało się to wszystko przypadkiem. I uczynili tak: wzięli dwie krowy mleczne, zaprzęgli je do wozu, a ich cielęta zamknęli w oborze. Umieścili na wozie arkę Jahwe oraz skrzynię ze złotymi myszami i z wyobrażeniami wrzodów. Krowy same wybrały drogę prosto do Bet-Szemesz i trzymały się jej cały czas; idąc ryczały, ale nie zbaczały ani na prawo, ani na lewo. Przywódcy filistyńscy szli za nimi aż do granicy w Bet-Szemesz. Mieszkańcy Bet-Szemesz pracowali akurat przy żniwach w dolinie rzeki. Kiedy podnieśli oczy i zobaczyli arkę, bardzo się ucieszyli. Wóz z arką dotarł do pola Jozuego z Bet-Szemesz i tam się zatrzymał. Znajdował się w tym miejscu wielki kamień. Porąbano drewniany wóz, ułożono drwa i ofiarowano jako całopalenie na cześć Jahwe obydwie krowy. Lewici, po zdjęciu z wozu arki i skrzyni, która znajdowała się obok, a zawierała przedmioty ze złota, ułożyli wszystko na wielkim kamieniu. Mieszkańcy Bet-Szemesz złożyli w tym dniu całopalenia oraz inne ofiary na cześć Jahwe. Obejrzawszy to wszystko, przywódcy filistyńscy wrócili jeszcze tego samego dnia do Ekronu. A oto złote wyobrażenia wrzodów, złożone przez Filistynów dla Jahwe jako dary przejednania: jedno za Aszdod; jedno za Gazę; jedno za Aszkelon; jedno za Gat; jedno za Ekron. Złożyli też w darze złote myszy stosownie do liczby wszystkich miast filistyńskich, zarówno umocnionych, jak i nie umocnionych, a pozostających pod władzą pięciu przywódców. Świadkiem tego wszystkiego jest wielki kamień, na którym umieszczono arkę Jahwe i który leży po dzień dzisiejszy na polu Jozuego z Bet-Szemesz. Jahwe pokarał mieszkańców Bet-Szemesz dlatego, że przypatrywali się arce Jahwe. Zagładzie uległo pięćdziesiąt tysięcy siedemdziesięciu ludzi. Smutek wielki ogarnął wszystkich ludzi z powodu nieszczęścia, jakie zesłał na nich Jahwe. Pytali więc przerażeni mieszkańcy z Bet-Szemesz: Któż się ostoi wobec Jahwe, Boga Świętego? Dokąd też się On uda, gdy odejdzie od nas? Wysłali tedy swoich ludzi do mieszkańców Kiriat-Jearim i powiedzieli im tak: Filistyni zwrócili Izraelitom arkę Jahwe. Przyjdźcie i zabierzcie arkę do siebie. Przyszli więc mieszkańcy Kiriat-Jearim, zabrali Arkę Przymierza i wprowadzili do domu Abinadaba, położonego na wzgórzu. Jego syna Eleazara poświęcili, aby miał pieczę nad arką Jahwe. Od czasu umieszczenia arki w Kiriat-Jearim upłynęło wiele, bo około dwudziestu, lat. Wszyscy synowie Izraela zaczęli znów wzdychać do Jahwe. Wtedy Samuel tak przemówił do całego domu Izraela: Jeśli rzeczywiście chcecie nawrócić się do Jahwe, usuńcie spośród was obcych bogów oraz Asztarty, przylgnijcie całym sercem do Jahwe i tylko Jemu służcie, a On wyzwoli was z rąk Filistynów. Usunęli więc synowie Izraela spośród siebie Baalów i Asztarty i zaczęli służyć tylko Jahwe. A Samuel powiedział: Niech się zgromadzą wszyscy Izraelici w Mispa, a ja będę się tam modlił za wami do Jahwe. I zgromadzili się w Mispa. Czerpali tam wodę i rozlewali ją przed Jahwe, pościli tego dnia i mówili: Zgrzeszyliśmy przeciwko Jahwe. A Samuel sprawował urząd sędziego nad synami Izraela w Mispa. Kiedy Filistyni dowiedzieli się o zgromadzeniu Izraelitów w Mispa, natychmiast wyruszyli przeciwko nim. Na wieść o tym ogarnął Izraelitów strach przed Filistynami. Zaczęli tedy prosić Samuela: Nie przestawaj błagać Jahwe, naszego Boga, żeby nas uratował z rąk Filistynów. Samuel wziął jedno jagnię, jeszcze karmione mlekiem, i złożył je w całości na ofiarę całopalenia dla Jahwe. I nadal wstawiał się Samuel za Izraelem do Jahwe. I wysłuchał go Jahwe. Dokładnie w tym samym czasie, kiedy Samuel składał ofiarę całopalenia, Filistyni nadeszli i przygotowywali się do uderzenia na Izraelitów. Ale Jahwe sprawił, że zatrzęsło się wszystko nad Filistynami od potężnych grzmotów. Wywołało to wielkie zamieszanie wśród Filistynów, którzy zostali pokonani przez Izraelitów. Tymczasem Izraelici, wyszedłszy z Mispa, ruszyli w pościg za Filistynami i nękali ich aż do Bet-Kar. Samuel zaś, wziąwszy kamień ustawił go przy drodze między Mispa i Jeszana i nazwał go Eben-Haezer, mówiąc: Aż dotąd Jahwe nas wspierał. Rozgromieni Filistyni już nigdy więcej nie pojawili się na ziemi Izraela. Do końca życia Samuela ręka Jahwe ciążyła nad Filistynami. Miasta zagarnięte kiedyś przez Filistynów - od Ekronu aż do Gat - znów wróciły do Izraela, który wydarł w ten sposób swoje posiadłości z rąk Filistynów. Nastał też czas pokoju między Izraelem a Amorytami. Przez całe swoje życie Samuel sprawował urząd sędziego w Izraelu. Każdego roku wyruszał w obchód, nawiedzając Betel, Gilgal i Mispa, rozsądzając we wszystkich tych miejscach sprawy Izraela. Potem wracał do swego domu w Rama, gdzie znów pełnił obowiązki sędziego. Tam też zbudował ołtarz na cześć Jahwe. Kiedy Samuel już się zestarzał, sędziami nad Izraelem ustanowił swoich synów. Jego syn pierworodny miał na imię Joel, a drugi - Abiasz. Swój urząd sędziowski sprawowali w Beer-Szebie. Jednakże synowie Samuela nie poszli w ślady swego ojca: szukali własnych korzyści, chętnie przyjmowali podarunki i sprzeniewierzali się sprawiedliwości. Zebrali się tedy starsi Izraela, przyszli do Samuela, który był w Rama, i powiedzieli mu tak: Ty sam już się zestarzałeś, a synowie twoi, niestety, nie chodzą twoimi drogami. Ustanów nam jakiegoś króla, żeby nami rządził, tak jak to jest u wszystkich innych narodów. Ale Samuelowi nie spodobało się to żądanie, żeby im ustanowił króla, który by nimi rządził. Modlił się tedy Samuel do Jahwe i oto, co mu powiedział Jahwe: Zgódź się na wszystko, co ci powiedzą owi ludzie i wiedz, że oni odrzucają nie ciebie, lecz Mnie, i nie chcą, żebym nimi rządził. Jak postępowali ze Mną od chwili wyprowadzenia ich z Egiptu aż do dnia dzisiejszego, odchodząc ode Mnie, aby służyć innym bogom, tak teraz postępują z tobą. Teraz wysłuchaj ich, ale i nie omieszkaj przestrzec, mówiąc wyraźnie o prawach przysługujących królowi, który ma nad nimi panować. Ludowi, który domagał się ustanowienia króla, Samuel przekazał wszystko, co powiedział Jahwe. Powiedział Samuel: Oto, jakie prawa będą przysługiwały waszemu królowi: Będzie brał waszych synów i przydzielał ich do swoich rydwanów i koni; będzie im kazał biegać przed swoimi rydwanami. Ustanowi ich przywódcami oddziałów złożonych z tysiąca i z pięćdziesięciu ludzi; będą musieli orać jego pola, pracować przy żniwach, przy wyrobie oręża wojennego i uprzęży do rydwanów. Córki wasze zatrudni przy wyrabianiu wonności, przygotowywaniu potraw i wypieku chleba. Wasze najlepsze pola, winnice i gaje oliwne zabierze wam i odda swoim sługom. Będzie ściągał dziesięciny z waszych zbiorów z pól i z winnic, rozdając je swoim nałożnicom i sługom. Będzie wam zabierał wasze sługi i służebnice, najlepsze sztuki spośród waszych wołów i osłów i będzie ich używał do własnych potrzeb. Będzie zabierał dziesiątą część z waszych stad, a wy sami staniecie się jego niewolnikami. Z czasem zaczniecie jęczeć pod jarzmem króla, któregoście sobie sami wybrali, ale Jahwe nie będzie was słuchał. Jednakże ludzie nie zważali na to, co mówił Samuel, tylko powtarzali z natarczywością: Nie, chcemy, żeby nami rządził król i żebyśmy byli jak wszystkie inne narody. Król będzie rozsądzał nasze sprawy, będzie nam przewodził i prowadził nas na wojny. Wysłuchawszy tego wszystkiego, co mówił lud, Samuel powtórzył Bogu słowa ludu. Wtedy Jahwe rzekł do Samuela: Posłuchaj ich i ustanów im króla. Powiedział zatem Samuel do Izraelitów: Niech każdy wraca do swego domu. Był pewien człowiek z pokolenia Beniamina, imieniem Kisz. Był on synem Abiela, syna Serora, syna Bekorata, syna Afijacha, syna Beniamina. Ten Beniaminita był mężem bardzo dzielnym. Miał on syna, młodzieńca bardzo pięknego, imieniem Saul. Nie było w Izraelu równego mu pięknością, a wzrostem o całą głowę przewyższał wszystkich. Pewnego razu zabłąkały się gdzieś oślice Kisza, ojca Saula. Powiedział tedy Kisz do Saula, żeby wziął jednego ze sług i poszedł poszukać oślic. Przemierzyli góry Efraima, przeszli cały kraj Szalisza, ale oślic nie znaleźli; przeszukali krainę Szaalim i też ich tam nie było; wreszcie doszli do ziemi Jemini - ale i tam nie znaleźli oślic. Kiedy zaś doszli już do ziemi Suf, powiedział Saul do sługi, który był z nim: Chodź, wracamy, bo mój ojciec, zapomniawszy już o oślicach, zacznie się martwić o nas. Na to rzekł ów sługa: W tym mieście żyje pewien mąż Boży, człowiek przez wszystkich poważany. Co tylko on przepowie, wszystko zawsze się sprawdza z całą dokładnością. Chodźmy do niego. Może on będzie znał drogę, którą powinniśmy pójść? A Saul zapytał sługę: Jeżeli mamy się tam udać, to jaki podarek zaniesiemy temu mężowi Bożemu? Nie mamy już w naszych workach żadnych zapasów żywności. Nie mamy też nic, co moglibyśmy złożyć jako podarek dla tego męża Bożego. Czy mamy coś? W odpowiedzi na to rzekł sługa do Saula: Znalazłem u siebie jedną czwartą srebrnego sykla. Dam to mężowi Bożemu, a on może nam wskaże drogę. Kiedyś, gdy Izraelici szli szukać rady u Boga, mawiali: Chodźcie, idziemy do "widzącego" - bo ten, którego dziś nazywa się prorokiem, nosił kiedyś miano "widzącego". I powiedział Saul do sługi: Twój pomysł jest dobry! Chodź, idziemy! I udali się do miasta, w którym był ów mąż Boży. Kiedy pokonywali wzniesienie, na którym leżało miasto, spotkali dwie dziewczyny, które szły po wodę. Zapytali je: Czy tu mieszka "widzący"? A one odpowiedziały: Tak, tuż przed wami, ale pośpieszcie się, bo dziś przyszedł do miasta; ludzie bowiem składają dzisiaj ofiary na wzniesieniu. Spotkacie go chyba jeszcze przy bramie miasta, zanim zacznie ucztować z ludem na górze. Ludzie bowiem bez niego nie rozpoczną uczty, gdyż on musi najpierw pobłogosławić ofiary. Dopiero potem zebrani zasiądą do stołów. Ruszajcie, tylko zaraz, to na pewno jeszcze dziś go spotkacie. Udali się tedy do miasta. A kiedy znaleźli się w bramie miasta, natknęli się na Samuela, który właśnie zamierzał udać się na wzgórze. Tymczasem w przeddzień przybycia Saula Jahwe, objawiając się Samuelowi, tak powiedział do niego: Jutro o tej porze przyślę do ciebie pewnego męża, Beniaminitę, a ty namaścisz go na przywódcę mojego ludu izraelskiego. On to wybawi mój lud z rąk Filistynów. Wejrzałem bowiem na mój lud, gdyż jego wołanie dotarło aż do Mnie. Kiedy więc tylko Samuel zobaczył Saula, Jahwe rzekł: Oto właśnie ten człowiek, o którym ci mówiłem. To on będzie rządził moim ludem. Podszedł Saul do Samuela, będącego jeszcze w bramie miasta, i rzekł do niego: Powiedz mi, proszę, gdzie jest dom "widzącego"? Rzekł na to Samuel do Saula: To ja jestem owym "widzącym". Chodź ze mną na wzgórze i tam posilimy się razem. Jutro będziesz mógł sobie spokojnie odejść. Przedtem powiem ci, co ci leży na sercu. Nie martw się o oślice, które ci zginęły przed trzema dniami, bo już się odnalazły. Zresztą do kogóż należy to wszystko, co wartościowe w Izraelu? Czyż nie należy to wszystko do ciebie i do całego domu twego ojca? Na to rzekł Saul: Ale przecież ja jestem Beniaminitą i pochodzę z najmniejszego pokolenia izraelskiego, a mój ród jest najlichszy ze wszystkich rodów całego pokolenia Beniamina. Dlaczegóż więc tak do mnie mówisz? Tymczasem Samuel, wziąwszy Saula i jego sługę, wprowadził ich do komnaty biesiadnej i kazał im zająć pierwsze miejsce wśród biesiadników, których było około trzydziestu. Potem rzekł Samuel do kucharza: Podaj tę część, którą ci pokazałem i poleciłem odłożyć. Wziął więc kucharz łopatkę z całym mięsem na niej i podał ją Saulowi. A Samuel powiedział: Oto część zachowana dla ciebie. Połóż ją przed sobą i jedz. Już wtedy, gdy zwoływałem lud, odłożyłem ją na tę chwilę. I tak posilali się tego dnia wspólnie Saul i Samuel. Potem zeszli ze wzgórza do miasta i jeszcze przez jakiś czas Samuel rozprawiał z Saulem na dachu domu. Kiedy wstali bardzo wczesnym rankiem, o wschodzie jutrzenki, wezwał Samuel Saula na dach i powiedział mu: Chodź, możesz już ruszać w dalszą drogę. Powstał tedy Saul i wyszli obaj, Saul i Samuel. Kiedy dotarli już do granicy miasta, powiedział Samuel do Saula: Wydaj polecenie twojemu słudze, żeby poszedł trochę naprzód. Gdy zaś sługa znalazł się nieco przed nimi, Samuel powiedział do Saula: Zatrzymaj się na chwilę; powiem ci teraz to, co mi przekazał Bóg. Potem wziął Samuel flakonik z oliwą, wylał ją na głowę Saula i ucałowawszy go, powiedział: Czyż nie namaścił cię Jahwe na przywódcę swojego dziedzictwa? Gdy będziesz dziś wracał ode mnie, w Selsach, na ziemi Beniamina, niedaleko grobu Racheli, spotkasz dwóch mężów, którzy ci powiedzą: Odnalazły się oślice, których poszedłeś szukać. Ale twój ojciec zapomniał już o oślicach i martwi się o was samych, mówiąc: Co ja mam robić, żeby odnaleźć mojego syna? Gdy wyruszysz stamtąd w dalszą drogę, dojdziesz do dębu Tabor. Tam spotkasz trzech mężów, udających się do Boga w Betel. Jeden z nich będzie niósł troje koźlątek, drugi trzy bochny chleba, a trzeci - bukłak z winem. Pozdrowią cię i wręczą ci dwa chleby, które ty przyjmiesz z ich rąk. Potem pójdziesz do Cibea Bożego, które jest obsadzone przez oddział filistyński. Wchodząc do miasta, spotkasz grupę proroków schodzących ze wzgórza. Będą oni mieli w rękach harfy, bębny, flety i cytry i będą wygłaszać swoje proroctwa. Wtedy zstąpi na ciebie duch Jahwe i zaczniesz prorokować razem z nimi, i przemienisz się w całkiem innego człowieka. Kiedy się to wszystko spełni, zrób, co tylko będziesz mógł, gdyż Bóg jest z tobą. Potem udasz się przede mną do Gilgal, a ja przyjdę później, tam się spotkamy i razem złożymy ofiary całopalne i ofiary pojednania. Czekaj na mnie siedem dni, a gdy przyjdę do ciebie, powiem ci wszystko, co masz robić dalej. W chwili gdy Saul odwracał się od Samuela by pójść w swoją stronę, Bóg dał mu inne serce, a wszystko, co mu było przepowiedziane, wypełniło się jeszcze tego samego dnia. Kiedy wchodzili do Gibea, wyszła im na spotkanie grupa proroków. I znów zstąpił duch Boży na Saula i zaczął wśród nich prorokować. Wszyscy ludzie, którzy znali go przedtem, widząc, że prorokuje razem z prorokami, zaczęli pytać jeden drugiego: Co się stało z tym synem Kisza? Czyżby i on, Saul, znalazł się między prorokami? Powiedział wówczas jeden z nich: A któż może być ojcem takich? i stąd utarło się przysłowie: Czy i Saul między prorokami? A kiedy przestał prorokować, udał się na wzgórze. Pewnego razu jeden z krewnych Saula powiedział do niego i do jego sługi: Gdzieście byli? A Saul na to: Szukaliśmy oślic, ale nie znalazłszy ich nigdzie, poszliśmy do Samuela. Wtedy rzekł ów krewny Saula: Opowiedz mi, co wam mówił Samuel. A Saul rzekł na to swojemu krewnemu: Powiedział nam, że oślice się odnalazły. Nie wspomniał mu jednak ani słowem o swoim królowaniu nad Izraelem, o którym usłyszał od Samuela. Zwołał Samuel cały lud przed Jahwe w Mispa i tak przemówił do synów Izraela: Tak mówi Jahwe, Bóg Izraela: Wyprowadziłem Izraelitów z Egiptu i uwolniłem was z rąk Egipcjan i z rąk wszystkich władców, którzy was uciskali. A dzisiaj wy odrzucacie waszego Boga, tego Boga, który was uwolnił od wszystkich nieszczęść i ucisków, i mówicie Mu jeszcze tak: Ustanów nad nami jakiegoś króla. Ustawcie się więc teraz według waszych pokoleń i rodów przed Jahwe. Kazał tedy Samuel przybliżyć się wszystkim pokoleniom Izraela. Los padł na pokolenie Beniamina. Szły więc kolejno poszczególne rody Beniamina i tym razem los padł na ród Matniego. Ostatecznie los padł na Saula, syna Kisza. Zaczęto go szukać, ale nie zdołano go odnaleźć. Zapytano więc ponownie Jahwe, czy jeszcze ktoś przyszedł. A Jahwe odpowiedział: Tak, znajduje się teraz ukryty między wozami. Udali się więc natychmiast w tamtym kierunku, sprowadzili go między ludzi, których przewyższał wzrostem o głowę. Wtedy Samuel tak przemówił do całego ludu: Widzicie tego, którego wybrał dla was Jahwe? Nie ma wśród was nikogo, kto by mu dorównywał. A cały lud zawołał głośno: Niech żyje król! Wówczas Samuel ogłosił ludowi prawa władzy królewskiej, które następnie spisał w księdze; księga została złożona przed Jahwe. Potem rozesłał ludzi do ich domów. Saul również wrócił do swojego domu w Gibea, osłaniany przez wojowników, których serca zostały poruszone przez Boga. Tymczasem synowie Beliala mówili: To ten ma być naszym wybawicielem? I na znak pogardy nie przynieśli mu żadnych darów. Lecz Saul nawet nie zwrócił na to uwagi. Ammonita Nachasz nadciągnął i rozpoczął oblężenie Jabesz w Gileadzie. Zwrócili się wtedy wszyscy mieszkańcy Jabesz do Nachasza: Zechciej zawrzeć z nami przymierze, a będziemy ci służyć. Nachasz Ammonita jednak odpowiedział: Przystąpię do rozmów pokojowych z wami, pod tym wszakże warunkiem, że każdemu z was tu obecnych wyłupię prawe oko i okryję w ten sposób hańbą cały Izrael. Odrzekli na to starsi miasta Jabesz: Daj nam siedem dni zwłoki, żebyśmy mogli rozesłać gońców po całym Izraelu. Jeżeli nie znajdziemy nikogo, kto zechciałby nam przyjść z pomocą, oddamy się w twoje ręce. Kiedy owi gońcy przybyli do Gibea, miasta Saula, i opowiedzieli ludziom o wszystkim, powstał wielki lament i płacz. A Saul właśnie wracał z pola, postępując wolno za swoimi wołami. I zapytał: A czegóż ci ludzie tak zawodzą? Opowiedziano mu tedy, z czym przyszli wysłannicy mieszkańców Jabesz. Kiedy tylko Saul usłyszał to, co mu powiedziano, duch Jahwe zstąpił na niego, a on sam zapłonął gniewem. Wziął parę wołów, porąbał je na części i rozesłał na wszystkie strony Izraela, mówiąc: Kto nie pójdzie za Saulem i za Samuelem, z tego wołami postąpi się tak samo. Cały lud ogarnęła bojaźń Jahwe i wszyscy jak jeden mąż ruszyli w drogę. Przeglądu oddziałów dokonał Saul w Bezek. Wszystkich synów Izraela było trzysta tysięcy, a wojowników z pokolenia Judy - trzydzieści tysięcy. Do wysłanników, którzy przybyli do Bezek, mówili tak: Donieście mieszkańcom Jabesz w Gileadzie, że jutro, kiedy słońce już wzejdzie wysoko, otrzymają pomoc. Kiedy wysłannicy donieśli o tym mieszkańcom Jabesz, wszystkich ogarnęła wielka radość. I przekazali mieszkańcy Jabesz taką wiadomość Ammonitom: Jutro oddamy się w wasze ręce i zrobicie z nami, co zechcecie. Następnego dnia Saul podzielił ludzi na trzy oddziały, które wczesnym rankiem wdarły się do obozowiska Ammonitów położonego w dolinie. Tam gromili ich aż do południowego upału. Ci, którzy zdołali uciec, rozproszyli się po okolicy, tak że nawet dwóch nigdzie nie znajdowało się razem. Wtedy ludzie mówili do Samuela: Gdzie są ci, co wątpiąc pytali, czy Saul ma nami rządzić? Wydajcie tych ludzi w nasze ręce, a my i z nimi skończymy. Saul jednak odpowiedział: Nikt w tym dniu nie może być wydany na śmierć, bo dzisiaj Jahwe sam przyszedł na ratunek Izraelowi. A Samuel rzekł do ludu: Chodźcie, pójdźmy do Gilgal, aby ustanowić tam na nowo władzę królewską. I udał się cały lud do Gilgal i tam, w Gilgal, wobec Jahwe obwołano Saula królem. Złożono też na tym miejscu ofiary pojednania na cześć Jahwe. I bardzo się cieszył Saul i wszyscy ludzie w całym Izraelu. I przemówił Samuel do całego Izraela w te słowa: Oto spełniłem wszystkie wasze żądania i ustanowiłem nad wami króla. Oto król, który będzie wami rządził. Ja już się zestarzałem i pobielały moje włosy. Pośród was znajdują się moi synowie. Przewodziłem wam od mojej młodości aż do tych dni. Oto jestem. Mówcie śmiało, wobec Jahwe i Jego pomazańca: Czy wziąłem kiedykolwiek któremuś z was wołu albo osła? Czy skrzywdziłem kogoś albo czy uciskałem kogoś? Albo czy przyjąłem jakiś dar od oskarżonego o jakieś przestępstwo, żeby przymknąć oko na jego winę? Jeśli w czymś zawiniłem oddam wszystko. A oni odpowiedzieli: Nie uczyniłeś nam żadnej krzywdy, nikomu nie dokuczyłeś i nie przyjąłeś nigdy żadnego przekupnego podarku. Na to im rzekł: Tak więc Jahwe i Jego pomazaniec niech dziś będą świadkami, że nie znaleźliście niczego, co by plamiło moje ręce. Cały lud odpowiedział: Niech Jahwe będzie świadkiem. I rzekł Samuel do ludu: Tak, jest nam świadkiem Jahwe, który powołał Mojżesza i Aarona i który wyprowadził waszych ojców z Egiptu. A teraz, proszę was, przygotujcie się, bo chcę wobec Jahwe osądzić, jak przyjmowaliście te dobrodziejstwa, które Jahwe wyświadczył wam samym i waszym ojcom. Kiedy Jakub przybył do Egiptu, wasi ojcowie wołali o pomoc do Jahwe. Posłał więc Jahwe Mojżesza i Aarona, którzy też wyprowadzili waszych ojców z Egiptu i osiedlili ich na tej ziemi. Ojcowie wasi zapomnieli jednak o Jahwe w ręce Sisery, przywódcy wojskowego z Chasor, oraz w ręce Filistynów i Moabitów, którzy im wypowiedzieli wojnę. Wtedy zaczęli się uskarżać przed Jahwe, mówiąc: Zgrzeszyliśmy, bo opuściliśmy Jahwe, a poszliśmy służyć Baalom i Asztartom. Wybaw nas z rąk naszych wrogów, a będziemy już tylko Tobie służyli. Wysłał wtedy Jahwe Jerubbaala, Bedana, Jeftego i Samuela i wybawił was z rąk waszych nieprzyjaciół, którzy was zewsząd otaczali. I mogliście żyć w waszych domach spokojnie. A kiedy zobaczyliście, jak wyruszył, aby was zaatakować, Nachasz, król Ammonitów, zaczęliście wołać: Nie! Będzie nam przewodził król! Tymczasem Jahwe, wasz Bóg, był waszym królem. Macie więc już teraz króla, którego wybraliście sobie i którego żądaliście. Jahwe sam ustanowił wam króla. Jeżeli boicie się Jahwe, jeżeli Mu służycie i słuchacie Jego głosu, jeżeli nie będziecie się buntować przeciwko przykazaniom Jahwe, jeżeli wy sami i wasz król pójdziecie za Jahwe, waszym Bogiem .... Ale jeśli nie będziecie występowali przeciwko przykazaniom Jahwe, to prawica Jahwe będzie przeciwko wam, tak jak była przeciwko waszym ojcom. A teraz pozostańcie tu jeszcze przez jakiś czas, a zobaczycie wielkie rzeczy, których Jahwe dokona na waszych oczach. Odbywają się akurat żniwa pszeniczne. Otóż na moją prośbę ześle Jahwe grzmoty i ulewny deszcz. I wtedy przekonacie się i na własne oczy zobaczycie, jak wielkie jest w oczach Jahwe zło, któregoście się dopuścili, domagając się dla siebie króla. Zaczął więc Samuel wzywać Jahwe i jeszcze tego samego dnia zesłał Jahwe grzmoty i ulewny deszcz. Wielki strach przed Jahwe i przed Samuelem ogarnął cały lud. Zawołał tedy lud do Samuela: wstaw się za twoimi sługami do Jahwe, twojego Boga, żebyśmy nie musieli zginąć; bo do wszystkich naszych grzechów dorzuciliśmy jeszcze i to niesłuszne domaganie się, byś nam ustanowił króla. Powiedział więc Samuel do ludu: Nie lękajcie się. To prawda, że dopuściliście się tych wszystkich występków, ale nadal trzymajcie się Jahwe i służcie Mu całym sercem. Nie odwracajcie się od Niego, bo inaczej zaraz zaczniecie się zwracać do rzeczy zwodniczych, które nie przyniosą wam żadnych korzyści ani wybawienia, gdyż są nicością. Jahwe przecież nie opuści swego ludu ze względu na swe wielkie imię. Spodobało się bowiem Jahwe uczynić sobie z was lud własny. Niech też jak najdalej będzie ode mnie myśl, abym miał sprzeniewierzyć się Jahwe i przestać modlić się za was. Będę wam zawsze wskazywał drogę dobra i sprawiedliwości. Bójcie się jedynie Jahwe i Jemu tylko z całego waszego serca służcie w prawdzie, bo widzicie, jak wielkich rzeczy dokonał Jahwe wśród was! Ale jeżeli będziecie z uporem nadal czynić zło, zginiecie razem z waszym królem. Saul miał... lat, gdy został królem, i rządził Izraelem przez dwa lata. Saul dobrał sobie z Izraelitów trzydzieści tysięcy ludzi: dwa tysiące wojowników było z nim w Mikmas i na wzgórzu Betel, a tysiąc z Jonatanem w Gibea, położonej na ziemi Beniamina. Resztę ludzi odesłał do ich namiotów. Jonatan zaatakował obozowisko Filistynów, którzy przebywali w Gibea, a wieść o tym rozeszła się wśród innych Filistynów. Saul polecił roznieść tę wieść po całym kraju, mówiąc: Niech się dowiedzą o tym wszyscy Hebrajczycy! I rzeczywiście wieść o tym dotarła do całego Izraela. Mówiono sobie: Saul pobił obozowisko Filistynów i z tego powodu znienawidzili Filistyni Izraelitów. Potem zwołał Saul cały lud, aby wyruszył za nim do Gilgal. Stanęli tedy Filistyni do walki z Izraelitami. Mieli trzy tysiące rydwanów, sześć tysięcy jeźdźców i niezliczone mnóstwo, jak piasek nad brzegiem morza, pieszych wojowników. Ruszyli w drogę i rozbili pierwsze obozowisko w Mikmas, po wschodniej stronie Bet-Awen. Izraelici, znalazłszy się w obliczu bardzo poważnego niebezpieczeństwa, jako że wróg podszedł do nich już bardzo blisko, zaczęli szukać schronienia w jaskiniach, w rozpadlinach skalnych, w różnych dołach i pustych cysternach. W końcu Hebrajczycy przeprawili się także przez Jordan, zmierzając w stronę Gad i Gileadu. Tymczasem Saul ciągle jeszcze przybywał w Gilgal, a cały lud znajdujący się za nim drżał z przerażenia. Po upływie siedmiu dni, wyznaczonych przez Samuela na oczekiwanie, gdy Samuel nadal nie nadciągał do Gilgal, ludzie rozeszli się na wszystkie strony, opuszczając Saula. Powiedział tedy Saul: Przygotujcie się do złożenia całopalenia tudzież ofiary pojednania. I złożyli ofiarę całopalenia. Kiedy już kończyli składać ofiarę całopalenia, przybył Samuel. Wyszedł mu Saul naprzeciw, żeby go pozdrowić. Wtedy Samuel zapytał: Cóżeś ty uczynił? A Saul na to: Kiedy zobaczyłem, że ludzie mnie opuścili i odeszli daleko ode mnie, a ty nie przyszedłeś w oznaczonym czasie, Filistyni zaś gromadzili się tymczasem w Mikmas, wtedy powiedziałem sobie: Zapewne uderzą teraz na mnie Filistyni w Gilgal, a ja nie zwróciłem się jeszcze o pomoc do Jahwe. I tak wbrew samemu sobie złożyłem ofiarę całopalenia. Wtedy rzekł Samuel do Saula: Postąpiłeś bardzo nieroztropnie. Nie zachowałeś przykazania, które dał ci twój Bóg, Jahwe. Jahwe byłby utwierdził na zawsze twoje panowanie nad Izraelem. Teraz zaś nie ostoi się już twoje królestwo. Jahwe poszukał sobie męża, w którym znajdzie upodobanie, i jego przeznaczył na przywódcę swojego ludu, bo oto nie chciałeś przestrzegać tego, co nakazał ci Jahwe. Potem Samuel wstał i udał się z Gilgal do Gibea w pokoleniu Beniamina. Tymczasem Saul dokonał przeglądu wszystkich ludzi, którzy z nim byli. Miał ze sobą około sześciuset wojowników. Saul, Jonatan, jego syn, oraz wszyscy ludzie, którzy z nim byli, rozbili obóz pod Gibea w pokoleniu Beniamina; natomiast Filistyni stali w Mikmas. Filistyńskie oddziały niszczycielskie wyruszyły z obozu w trzech grupach: jedna z nich poszła drogą prowadzącą z Ofra w stronę ziemi Szual, druga posuwała się drogą na Bet-Choron, a trzecia wzdłuż granicy wiodącej przez dolinę Seboim w kierunku pustyni. W całym kraju izraelskim nie było ani jednego kowala, bo Filistyni powiedzieli sobie: Nie dopuścimy do tego, żeby Hebrajczycy mogli sporządzać sobie miecze albo włócznie. Tak więc wszyscy Izraelici musieli udawać się do Filistynów, kiedy chcieli naostrzyć swoje lemiesze, topory, siekiery lub motyki. Płacili przy tym: za naostrzenie lemiesza albo topora dwie trzecie sykla, za naostrzenie motyki i wyprostowanie wideł jedną trzecią sykla. Kiedy nadszedł czas walki, nikt spośród ludzi Saula i Jonatana nie miał w ręku włóczni, ani miecza. Jedynie Saul i jego syn, Jonatan, mieli miecze. Straże filistyńskie udały się na przełęcz koło Mikmas. Pewnego razu Jonatan, syn Saula, powiedział do swojego giermka: Chodź, podejdziemy aż pod same straże Filistynów, rozstawione tam, po przeciwległej stronie. Ale ojcu swemu nic o tym nie powiedział. Saul znajdował się w tym czasie przy granicy Gibea, siedział pod drzewem granatu koło Migron. Razem z nim było około sześciuset wojowników. Efod nosił wtedy Achiasz, syn Achituba, brata Ikaboda, syna Pinchasa, syna Helego, kapłana Jahwe w Szilo. Cały lud nie wiedział nic o tym, że Jonatan oddalił się od nich. Pomiędzy wąwozami, którymi Jonatan usiłował dotrzeć do straży filistyńskich, było urwisko skalne z jednej i z drugiej strony. Jedno nazywało się Boses, a drugie Senne. Jedno z tych urwisk ciągnęło się w stronę północną aż pod Mikmas, drugie na południe w pobliże Gibea. Powiedział Jonatan do swojego giermka: Chodź, podejdziemy aż pod pierwsze straże tych nieobrzezańców. Może Jahwe stanie po naszej stronie. Nic bowiem nie stoi na przeszkodzie, żeby Jahwe dokonał ocalenia zarówno przez wielu, jak i przez niewielu ludzi. Odpowiedział mu na to jego giermek: Rób, co nakazuje ci serce; idź, dokąd chcesz, ja jestem gotów wszędzie iść za tobą. Rzekł na to Jonatan: Ruszamy zatem w stronę tych ludzi; niech nas zobaczą. Jeżeli, dostrzegłszy nas, powiedzą: Zatrzymajcie się, aż podejdziemy do was - to pozostaniemy na miejscu i nie będziemy się zbliżali do nich. Ale jeśli powiedzą: Chodźcie, przybliżcie się do nas - to pójdziemy, bo Jahwe wyda ich w nasze ręce. To będzie dla nas znak. Kiedy zbliżyli się obaj do straży filistyńskich, powiedzieli Filistyni: Oto Hebrajczycy wychodzą z kryjówek, w których się pochowali. I zawołali strażnicy do Jonatana i jego giermka: Chodźcie tu bliżej, powiemy wam coś. Wtedy rzekł Jonatan do swojego giermka: Idź za mną. Jahwe już wydał ich w nasze ręce. Zaczął się tedy wspinać Jonatan na czworakach po urwisku, a za nim jego giermek. I padali Filistyni od ciosów Jonatana, a giermek, idąc za nim, ich dobijał. W czasie tej pierwszej masakry, której dokonali Jonatan i jego giermek, poległo około dwudziestu ludzi; leżeli na połowie długości bruzdy jednej morgi pola. Strach padł wtedy na cały obóz Filistynów, na pole walki i gdziekolwiek przebywali. Przerażenie ogarnęło także strażników i oddziały niszczycielskie. Drżała cała ziemia. Owładnęła nimi prawdziwa bojaźń Boga. Ludzie wysłani przez Saula na zwiad do Gibea w pokoleniu Beniamina widzieli, jak tłum Filistynów biegał w rozproszeniu, to w jedną, to w drugą stronę. Wtedy powiedział Saul do ludzi, którzy z nim byli: Dokonajcie przeglądu wszystkich oddziałów, żebyśmy wiedzieli, kto od nas odszedł. Przeprowadzili przegląd i przekonali się, że nie było wśród nich Jonatana i jego giermka. Powiedział tedy Saul do Achiasza: Dostarczcie mi tu arkę Bożą. Arka Boża znajdowała się bowiem wtedy u synów Izraela. Gdy Saul wydawał to polecenie kapłanowi, powstał wzrastający z każdą chwilą tumult w obozie Filistynów. Powiedział wtedy Saul do kapłana: Wstrzymaj się! Następnie Saul zebrał cały lud, który był z nim, i razem udali się na miejsce walki. Tam zaś jeden zaczął godzić mieczem w drugiego i powstało ogromne zamieszanie. Hebrajczycy, którzy byli przedtem z Filistynami i razem z nimi przebywali w obozowisku, przeszli teraz na stronę tych Izraelitów, którzy byli razem z Saulem i Jonatanem. Ponadto wszyscy Izraelici, którzy się ukrywali w górach Efraima, na wieść o ucieczce Filistynów przyłączyli się do pościgu i pogromu uciekających. I w ten sposób ocalił Jahwe tego dnia całego Izraela. Bitwa rozciągnęła się aż do Bet-Awen. Izraelici byli jednak tego dnia także już u kresu sił. Tymczasem Saul wzywał lud, mówiąc: Niech będzie przeklęty człowiek, który by wziął coś do ust, nim dokonam pomsty nad moimi wrogami. I nikt nie tknął jedzenia. Potem dotarł cały lud do lasu, w którym ziemia była pokryta miodem. I wszedł lud do lasu, gdzie miód spływał, ale nikt nie podniósł ręki do ust, gdyż ludzie bali się złamać przysięgę. Tylko Jonatan nie słyszał groźby przekleństwa wygłaszanej przez jego ojca do ludu. Wyciągnął tedy laskę, którą trzymał w ręku, i zanurzywszy jej koniec w warstwie miodu, ręką włożył trochę miodu do ust. I natychmiast zaiskrzyły się jego oczy. Wtedy ktoś z ludzi powiedział do niego: Twój ojciec ostrzegł cały lud, mówiąc, że będzie przeklęty każdy, kto dziś weźmie coś do ust. Tymczasem ludzie byli już całkowicie wyczerpani. Rzekł na to Jonatan: Mój ojciec ściąga nieszczęście na cały naród. Popatrzcie, jak rozjaśniły się moje oczy, skoro tylko skosztowałem miodu. Och, gdybyż tak lud mógł się dziś pożywić łupem zdobytym na wrogach! Klęska Filistynów byłaby wtedy po wielekroć większa. I nękali Filistynów przez całą drogę, od Mikmas aż do Ajjalonu, chociaż lud był już bardzo wyczerpany. Ludzie rzucili się na łupy i biorąc owce, woły i cielce, zabijali je na ziemi i spożywali razem z krwią. Doniesiono Saulowi, że lud grzeszy przeciwko Jahwe, spożywając mięso razem z krwią. Powiedział wtedy Saul: Dopuszczacie się niewierności. Przytoczcie tu natychmiast wielki kamień. Potem rozkazał Saul: Rozejdźcie się między ludzi i powiedzcie, żeby każdy przyprowadził tu swojego wołu i barana i niech je zabijają tu na moich oczach, i jedzą, nie dopuszczając się grzechu, jakim jest spożywanie mięsa z krwią. Przez całą noc sprowadzali więc wszyscy swoje woły i zabijali je. Tymczasem Saul zbudował ołtarz dla Jahwe. Był to pierwszy ołtarz z tych, jakie zbudował on dla Jahwe. Powiedział Saul: Ruszajmy, póki jeszcze jest noc, w dalszy pościg za Filistynami; nękajmy ich aż do rana i ani jednego z nich nie pozostawmy przy życiu. A ludzie odpowiedzieli: Czyń wszystko, co uznasz za słuszne. Lecz kapłan rzekł: Zbliżmy się tu do Boga. Wtedy Saul zapytał Jahwe: Czy mam dalej ścigać Filistynów? Czy wydasz ich w ręce Izraela? Ale Jahwe nie dał mu tego dnia żadnej odpowiedzi. I rzekł Saul: Niech podejdą tu wszyscy przywódcy ludu; niech się dobrze zastanowią i niech zobaczą sami, na czym polegał grzech, którego dopuszczono się dzisiaj. Albowiem, na życie Jahwe, wybawcy Izraela, choćby się tego grzechu dopuścił sam mój syn, Jonatan, też musiałby umrzeć. I nikt spośród ludu nic na to nie odpowiedział. Wtedy rzekł on do całego ludu: Stańcie wy wszyscy po jednej stronie, a ja z moim synem Jonatanem stanę po drugiej. A cały lud odpowiedział Saulowi: Czyń wszystko, co uznasz za słuszne. Powiedział tedy Saul do Jahwe: Boże Izraela, daj nam poznać prawdę! I zostali wskazani jako winowajcy Jonatan i Saul. Tym samym cały lud stał się wolny. Wtedy rzekł Saul: Rozstrzygnijmy jeszcze losem, kto winien: ja czy mój syn Jonatan. I padł los na Jonatana. Powiedział wtedy Saul do Jonatana: Powiedz mi, coś uczynił? Na to Jonatan: Wziąłem na koniec laski, którą miałem w ręku, trochę miodu i skosztowałem - i oto będę musiał umrzeć. Rzekł na to Saul: Niech Bóg ześle na mnie najsurowszą karę, gdybyś ty, Jonatanie, nie miał umrzeć! Powiedział wówczas cały lud do Saula: Ma więc umrzeć Jonatan, ten, który dokonał wielkiego dzieła ocalenia Izraela? Nigdy, na życie Jahwe! Nawet jeden włos nie może mu spaść z głowy. Bóg bowiem był z nim we wszystkim, czego ostatnio dokonał. W ten sposób lud ocalił Jonatana. I nie musiał umrzeć. Saul zaprzestał dalszego ścigania Filistynów i wrócił do siebie, a Filistyni spokojnie już dotarli do swojego kraju. Objąwszy władzę nad całym królestwem Izraela, rozpoczął Saul walkę ze wszystkimi wrogami dokoła: z Moabem, z Ammonitami, z Edomem, z królami Soby, z Filistynami. I kogokolwiek zaatakował, odnosił zwycięstwo. Dokonywał bohaterskich czynów, bijąc na głowę Amalekitów i wyzwalając Izraela z rąk tych, którzy go łupili. Synami Saula byli: Jonatan, Jiszwi i Malkiszua. Miał też Saul dwie córki, z których starsza miała na imię Merab, a młodsza Mikal. Żoną Saula była Achinoam, córka Achimasa, wojskami Saula zaś dowodził Abner, syn Nera, krewnego Saula. Kisz, ojciec Saula, oraz Ner, ojciec Abnera, byli synami Abiela. Przez wszystkie dni swego życia prowadził Saul wojnę z Filistynami. Gdzie tylko spotkał jakiegoś dzielnego wojownika, zaraz zaciągał go do swojej służby. Powiedział Samuel do Saula: To mnie posłał Jahwe, żebym cię namaścił na króla Izraela, Jego ludu. Posłuchaj tedy, co mówi Jahwe. To mówi Jahwe Zastępów: Widziałem wszystko, co Amalekici uczynili Izraelitom, zagradzając im drogę, gdy wychodzili z Egiptu. Idźcie teraz, zaatakujcie Amalekitów i obłóżcie klątwą całe ich mienie. Nie miejcie nad nimi żadnej litości. Wymordujcie wszystkich mężczyzn i kobiety, młodzież i niemowlęta jeszcze przy piersi, woły i owce, wielbłądy i osły. Saul zwołał cały lud i dokonał przeglądu wszystkich oddziałów w Telam. Było tam dwieście tysięcy wojowników pieszych z jego pokolenia i dziesięć tysięcy ludzi z pokolenia Judy. Potem doszedł Saul aż do stolicy Amalekitów i urządził na nich zasadzkę w dolinie pod miastem. Równocześnie wydał takie oto polecenie Kenitom: Zbierzcie się, wycofajcie się, odłączcie się od Amalekitów, bo inaczej spotka was to samo, co ich. Chcę was oszczędzić, bo okazywaliście wiele życzliwości wszystkim synom Izraela, kiedy wychodzili z Egiptu. I odłączyli się Kenici od Amalekitów. Tymczasem Saul poraził Amalekitów w okolicy od Chawila aż po Szur, które leży po wschodniej stronie Egiptu. Żywcem wziął do niewoli Agaga, króla Amalekitów, a na cały lud rzucił klątwę, zabijając wszystkich ostrzem swojego miecza. Saul, a z nim cały lud, ulitował się jednak nad Agagiem, nad najlepszymi sztukami owiec, wołów, drobniejszych zwierząt, baranów i wszystkiego, co było bardziej dorodne. Postanowili nie rzucać na to klątwy. Natomiast wszystkie sztuki o mniejszej wartości lub całkiem bezwartościowe obłożyli klątwą. Potem przemówił Jahwe do Samuela w te słowa: Żałuję, że uczyniłem Saula królem, bo odwrócił się ode Mnie i nie wykonał moich rozkazów. Zasmucił się tedy Samuel i wołał przez całą noc do Jahwe. Wstał wczesnym rankiem i poszedł, żeby spotkać się z Saulem. Ale nadesłano Samuelowi takie oto ostrzeżenie: Saul przybył do Karmelu i tam samemu sobie wystawił pomnik zwycięstwa. Potem opuścił Karmel i posuwając się dalej, przybył aż do Gilgal. Kiedy Samuel już się spotkał z Saulem, Saul powiedział: Jahwe niech cię błogosławi! Wypełniłem wszystkie słowa Jahwe. A Samuel na to: Tak? A co to za beczenie owiec dochodzi do moich uszu? A co to za woły, których porykiwanie słyszę? Rzekł na to Saul: Zwierzęta te zostały zabrane Amalekitom. Ludzie oszczędzili bowiem najlepsze sztuki spośród owiec i wołów, aby złożyć je na ofiarę dla Jahwe, twojego Boga. Na całą resztę rzuciliśmy klątwę. Wtedy rzekł Samuel do Saula: Dosyć już tego! Powiem ci teraz, co tej nocy przekazał mi Jahwe. Na to Saul: Mów! Zaczął tedy Samuel mówić: Czyż nie jest prawdą, że gdy jeszcze nic nie znaczyłeś we własnych oczach, ciebie właśnie uczynił Jahwe przywódcą pokoleń izraelskich i namaścił cię na króla Izraela? Ciebie to wysłał Jahwe w drogę, mówiąc: Idź, rzuć klątwę na tych grzeszników Amalekitów i nękaj ich tak długo, aż wyniszczysz wszystkich. Dlaczego nie usłuchałeś głosu Jahwe, lecz rzuciłeś się na łup i dopuściłeś się tego, co złe w oczach Jahwe? Powiedział wtedy Saul do Samuela: Ależ to nieprawda! ja zawsze słuchałem głosu Jahwe i chodziłem drogami, które mi Jahwe wskazywał. Wziąłem do niewoli Agaga, króla Amalekitów, a na Amalekitów rzuciłem klątwę. Jako łup zabrali ludzie tylko owce, woły oraz pierwociny spośród tego, co zostało obłożone klątwą. Chcieli bowiem złożyć z tego w Gilgal ofiarę na cześć Jahwe, twojego Boga. Rzekł na to Samuel: Czy Jahwe znajdzie w całopaleniu i ofiarach takie samo upodobanie jak w uległości wobec Jego głosu? Przecież posłuszeństwo znaczy więcej niż ofiara, a uległość więcej niż tłuszcz baranów. Bunt jest tak samo grzechem jak czary, a nieposłuszeństwo - jak służenie bożkom. Ponieważ ty wzgardziłeś słowem Jahwe, On również odrzucił cię jako króla. Wtedy powiedział Saul do Samuela: To prawda, zgrzeszyłem! Rzeczywiście złamałem nakaz Jahwe i sprzeniewierzyłem się swoim słowom, a to dlatego, że bałem się ludzi i uległem ich namowie. Teraz jednak błagam cię, przebacz mi mój grzech, pójdź razem ze mną, a ja oddam chwałę Jahwe. Rzekł na to Samuel: Nie pójdę z tobą, bo wzgardziłeś słowem Jahwe. Dlatego odrzuca cię teraz Jahwe i nie będziesz więcej panował nad Izraelem. Kiedy Samuel się odwrócił, żeby odejść, Saul uchwycił go za kraj jego płaszcza, tak że płaszcz się rozdarł. Wtedy powiedział Samuel: Jahwe zdarł dziś z ciebie szatę króla izraelskiego i przekazał ją innemu, godniejszemu od ciebie. Ten, który jest chwałą Izraela, nie kłamie i nie odwołuje niczego; nie jest On bowiem jak człowiek, żeby musiał żałować swoich czynów. Powiedział Saul: Zgrzeszyłem, to prawda, ale zechciej mnie przynajmniej uszanować wobec mojego ludu i na oczach całego Izraela. Chodź ze mną, a ja oddam chwałę Jahwe, twojemu Bogu. Wrócił tedy Samuel i poszedł z Saulem, i oddał Saul chwałę Jahwe. I powiedział Samuel: Przyprowadźcie mi tu Agaga, króla Amalekitów. Zaczął tedy zbliżać się ku niemu Agag. Szedł z rozradowaną twarzą i mówił sobie: Ominęła mnie gorycz śmierci. Lecz Samuel rzekł: Jak twój miecz pozbawiał matki ich dzieci, tak też twoja matka niech będzie, wśród innych kobiet, pozbawiona własnych dzieci. I poćwiartował Samuel Agaga na części w Gilgal, w obliczu Jahwe. Potem udał się Samuel do Rama, a Saul wrócił do swego domu w Gibea Saulowej. Od tego czasu Samuel już nigdy nie widział Saula za swego życia. I smucił się Samuel, dlatego że Jahwe żałował, iż wyniósł Saula do godności króla izraelskiego. Powiedział Jahwe do Samuela: Jak długo jeszcze będziesz rozpaczał z tego powodu, że pozbawiłem Saula władzy królewskiej nad Izraelem? Napełnij twój róg oliwą i ruszaj w drogę. Pójdziesz do Betlejemity Jessego, bo pośród jego synów upatrzyłem sobie króla. Rzekł na to Samuel: Jakże ja mam tam pójść? Przecież zaraz dowie się o tym Saul i mnie zabije. Odpowiedział mu Jahwe: Weźmiesz ze sobą jedną jałowicę i będziesz mówił: Przychodzę, żeby złożyć ofiarę na cześć Jahwe. Zaprosisz też na uroczystość składania ofiary Jessego, a Ja powiem ci wtedy, co masz czynić dalej. I namaścisz Mi na króla tego, którego ci wskażę. Uczynił Samuel wszystko tak, jak mu nakazał Jahwe, i udał się do Betlejem. Zaniepokojeni tym starsi miasta wyszli mu naprzeciw i powiedzieli: Czy twoje przybycie przynosi nam pokój? A on odpowiedział: Przynoszę wam pokój. Przychodzę, żeby złożyć ofiarę na cześć Jahwe. Oczyśćcie się i pójdźcie ze mną złożyć ofiarę. Sam dokonał oczyszczenia Jessego oraz jego synów i zaprosił ich do udziału w składaniu ofiary. Kiedy przybyli na miejsce, zobaczył Samuel Eliaba. I powiedział sobie zaraz: To z pewnością ten stoi przed Jahwe jako Jego pomazaniec. Lecz Jahwe rzekł do Samuela: Nie bierz pod uwagę ani jego wyglądu, ani wysokiego wzrostu. Ja też nie jego wybrałem. Nie jest ważne to, co widzi człowiek. Człowiek patrzy na wygląd, Jahwe czyta w sercu. Następnie zawołał Jesse Abinadaba i pokazał go Samuelowi, ale Samuel powiedział: Nie tego wybrał sobie Jahwe. Potem wezwał Szammę, lecz Samuel znów oświadczył: To jeszcze nie ten, którego wybrał sobie Jahwe. I tak Jesse przedstawił Samuelowi siedmiu swoich synów, lecz Samuel powiedział: Żadnego z tych nie wybrał Jahwe. Następnie zapytał Samuel: Czy byli tu już wszyscy twoi młodzieńcy? A on odpowiedział: Jest jeszcze najmłodszy, który pilnuje teraz stada owiec. Powiedział Samuel do Jessego: Poślij po niego. Nie zasiądziemy do stołu, dopóki on tu nie przyjdzie. Posłał tedy Jesse kogoś po niego, żeby go poszukano. Był on rudy i miał piękne oczy i pociągający wygląd. Wtedy powiedział Jahwe: Wstań i namaść tego. To on. Wziął więc Samuel róg napełniony oliwą i namaścił owego młodzieńca pośród jego braci. Duch Jahwe spłynął wtedy na Dawida i pozostał na nim w owym dniu i później. Potem wstał Samuel i udał się do Rama. Duch Jahwe opuścił Saula, a owładnął nim duch zły, przysłany przez Jahwe. Słudzy Saula powiedzieli do niego: Oto zstąpił na ciebie zły duch przysłany przez Boga. Niech tedy pan nasz rozkaże swoim sługom, którzy przed nim stoją, żeby sprowadzili jakiegoś męża umiejącego grać na harfie. Niech człowiek ów zagra ci, gdy zacznie cię dręczyć duch przysłany przez Jahwe. Na pewno przyniesie ci to ulgę. Rzekł tedy Saul do swoich sług: Dobrze, poszukajcie człowieka dobrze grającego na harfie i sprowadźcie go tu. Wówczas jeden ze sług odezwał się w te słowa: Spotkałem kiedyś jednego z synów Jessego Betlejemity. Gra on pięknie na harfie, jest silny i bardzo odważny w walce, a przy tym pięknie przemawia. Ma poza tym pociągający wygląd i Jahwe jest z nim. Wysłał zatem Saul swoich ludzi do Jessego z prośbą, żeby mu przysłał swego syna Dawida, który pasł wtedy owce. Wziął Jesse jednego osła, nieco chleba, bukłak wina oraz jedno koźlątko i przez swego syna Dawida wszystko to posłał Saulowi. Kiedy Dawid przybył i stanął przed Saulem, uściskał go Saul z całą serdecznością i uczynił swoim giermkiem. Potem posłał Saul swoich ludzi z prośbą do Jessego, żeby Dawid został u niego, gdyż bardzo mu się spodobał. Kiedy duch wysłany przez Boga zaczynał nękać Saula, wtedy Dawid brał harfę i grał na niej. Saul zazwyczaj wtedy odzyskiwał spokój, zaczynał czuć się lepiej i odstępował od niego zły duch. Filistyni, przygotowawszy swoje oddziały do boju, zgromadzili się w Soko, które należy do pokolenia Judy. Rozbili swoje obozy pomiędzy Soko a Azeka, niedaleko Efes-Dammim. Zebrał też Saul wojowników izraelskich i rozbił z nimi obozowisko w Dolinie Terebintu. Ustawili się w szyku bojowym naprzeciw Filistynów, którzy zajęli pozycje na zboczu góry. Izraelici, oddzieleni od nich doliną, znajdowali się po drugiej stronie góry. W pewnej chwili z obozu Filistynów wyszedł jeden z wojowników. Nazywał się Goliat, pochodził z Gat, a jego wzrost wynosił sześć łokci i jedną piędź. Na głowie miał hełm z brązu, a jego ciało okrywała zbroja, wykonana jakby z łusek z brązu i ważąca pięć tysięcy sykli. Na nogach miał nagolenniki, również z brązu, a w ręku trzymał zakrzywiony miecz, także wykonany z brązu. Drzewce jego włóczni wyglądało tak potężnie jak wał tkacki, a samo ostrze, wykonane z żelaza, ważyło sześćset sykli. Przed nim szedł giermek, który niósł jego tarczę. W pewnej chwili Goliat zatrzymał się i zawołał w stronę oddziałów izraelskich: Po co ustawiacie się w szyku bojowym? Czyż ja nie jestem Filistynem, a wy czy nie jesteście sługami Saula? Wybierzcie sobie jednego wojownika i on tylko niech stanie do walki ze mną. Jeżeli on odniesie zwycięstwo, walcząc ze mną, niech mnie zabije, a my wszyscy staniemy się waszymi poddanymi. Ale jeśli ja zwyciężę i zabiję jego, wy staniecie się naszymi poddanymi i będziecie nam służyć. Na koniec powiedział Filistyn: Rzucam dziś wyzwanie wojskom Izraela. Wystawcie mi jednego wojownika, żebym mógł z nim walczyć. Słysząc słowa Filistyna, Saul i wszyscy Izraelici przerazili się. Lęk ogarnął wszystkich. Dawid był synem Jessego, tego Efratejczyka z Betlejem judzkiego, który miał ośmiu synów. Za dni Saula człowiek ten był już stary, podeszły w latach. Trzej najstarsi synowie Jessego poszli z Saulem na wojnę. Oto imiona tych trzech synów, którzy poszli na wojnę: najstarszy nazywał się Eliab, drugi Abinadab, a trzeci Szamma. Dawid był najmłodszy. Otóż trzej najstarsi poszli z Saulem, a Dawid odchodził często od Saula i przychodził do Betlejem, żeby pilnować owiec swego ojca. Tymczasem Filistyn ów wychodził przez czterdzieści dni rano i wieczorem. Pewnego razu rzekł Jesse do swego syna Dawida: Weź dla swych braci jedną efę prażonego ziarna oraz dziesięć chlebów i pobiegnij do swoich braci, którzy są w obozie. Zanieś też dziesięć serów dowódcy ich oddziałów, zobacz, jak się czują twoi bracia, i przynieś ich żołd. Saul razem z twoimi braćmi i wszystkimi wojownikami Izraela znajduje się w Dolinie Tarebintu, gdzie prowadzi wojnę z Filistynami. Wstał tedy Dawid wczesnym rankiem, przekazał opiekę nad owcami jednemu z pasterzy, wziął jedzenie i wyruszył w drogę, tak jak mu nakazał Jesse. Kiedy przybył do obozu, wojownicy właśnie wychodzili i zaczęli ustawiać się w szyku bojowym, wznosząc przy tym wojenne okrzyki. Izraelici i Filistyni znaleźli się naprzeciwko siebie, wojsko przeciw wojsku. Dawid oddał to wszystko, co ze sobą przyniósł, pod opiekę strażnikowi taboru i udał się w stronę wojska. Gdy tylko przybył na miejsce, zaczął wypytywać, jak czują się jego bracia. W czasie jego rozmowy z braćmi od szeregów filistyńskich odłączył się pewien wojownik - nazywał się Goliat i pochodził z Gat - i zaczął przemawiać tak jak za każdym razem, czemu przysłuchiwał się także Dawid. Tymczasem wszyscy Izraelici, zobaczywszy tego człowieka, cofnęli się bardzo przerażeni. Ale jeden z Izraelitów powiedział: Widzicie tego wojownika, który idzie w naszą stronę? Idzie, żeby urągać całemu Izraelowi. Tego, kto go zgładzi, król obsypie wszelkimi bogactwami. Ponadto da mu swoją córkę za żonę i uwolni od wszystkich ciężarów cały ród jego ojca w Izraelu. Zapytał tedy Dawid jednego ze stojących obok niego ludzi: Co spotka człowieka, który zgładzi tego Filistyna i uwolni w ten sposób od hańby wszystkich Izraelitów? Kim jest ten nieobrzezaniec filistyński, że ośmiela się tak lżyć zastępy Boga żywego? Powtórzyli mu więc ludzie to, co było powiedziane przedtem. I dodano także: Oto, co spotka tego, kto go zgładzi. Posłyszał słowa Dawida Eliab, jego starszy brat. Rozgniewał się na Dawida i powiedział: Po coś tu przyszedł i pod czyją opieką zostawiłeś to małe stadko owiec na pustyni? Znam twoją pychę i przewrotność twego serca. Przyszedłeś, żeby tylko popatrzeć na bitwę. A Dawid na to: A cóż ja takiego teraz zrobiłem? Czyż nie są to zwykłe słowa? I odwrócił się od niego i z tymi samymi pytaniami zwracał się do innych. A ludzie odpowiadali mu tak jak poprzednio. Kiedy szeroko się rozeszło to, co powiedział Dawid, doniesiono o wszystkim Saulowi, który kazał przywołać do siebie Dawida. Wtedy powiedział Dawid do Saula: Niech nikt nie lęka się niczego. Sługa twój jest gotów stanąć do walki z tym Filistynem. Rzekł więc Saul do Dawida: Nie możesz stanąć do walki z tym Filistynem, bo przecież ty jesteś jeszcze dzieckiem, on natomiast jest wojownikiem od najwcześniejszej młodości. Powiedział na to Dawid: Kiedy sługa twój pilnował owiec swojego ojca i zdarzało się, że przychodził lew albo niedźwiedź i porywał jakąś owcę ze stada, to ruszałem w pościg za dziką bestią, atakowałem ją i wydzierałem owcę z jej pyska. Jeżeli dzikie zwierzę broniło się, chwytałem je za gardło, zadawałem cios i zabijałem je. Sługa twój zabijał już i lwy, i niedźwiedzie. To samo uczyni z tym filistyńskim nieobrzezańcem za to, że ośmielił się urągać zastępom Boga żywego. Na koniec Dawid dodał: Jahwe, który wyrwał mnie z paszczy lwa i niedźwiedzia, wyzwoli mnie również z rąk tego Filistyna. Rzekł tedy Saul do Dawida: Idź, niech cię prowadzi Jahwe! Saul przyodział Dawida w swoje własne szaty, założył mu na głowę hełm z brązu, a ciało jego okrył zbroją. Potem przypasał Dawid, już na szaty, miecz i spróbował, czy będzie mógł się poruszać, bo brak mu było wprawy. I zrzuciwszy z siebie zbroję, wziął w rękę swój kij, wybrał ze strumienia pięć gładkich kamyków, włożył je do pasterskiej torby, która służyła mu za kieszeń. Potem w drugą rękę wziął procę i ruszył w stronę Filistyna. Filistyn zaś podchodził coraz bliżej Dawida, poprzedzany przez giermka, który niósł tarczę. Filistyn patrzył z pogardą na Dawida, bo Dawid był jeszcze bardzo młody; miał rude włosy i pociągający wygląd. W pewnej chwili rzekł Filistyn do Dawida: Czy ja jestem psem, że idziesz na mnie z kijem? Złorzeczył Filistyn Dawidowi, wzywając swoich bogów. Potem rzekł Filistyn do Dawida: Podejdź tu bliżej, żebym mógł wydać zaraz twoje ciało na żer ptakom niebieskim i dzikim zwierzętom. A Dawid odpowiedział Filistynowi: Stajesz do walki ze mną uzbrojony w miecz, włócznię i tarczę, natomiast ja wychodzę przeciw tobie w imię Jahwe Zastępów, Boga wojowników izraelskich, których ty tak znieważasz. Dziś jeszcze Jahwe wyda cię w moje ręce, a ja zadam ci cios śmiertelny i odetnę ci głowę. Dziś trupy żołnierzy filistyńskich wydam na żer ptakom powietrznym i dzikim zwierzętom. I wszyscy mieszkańcy ziemi dowiedzą się, że Izrael ma Boga. Niech się też wszyscy przekonają, że Jahwe ocala nie za pomocą miecza ani włóczni. Od Jahwe zależą losy całej wojny i to On wyda was w nasze ręce. Tymczasem Filistyn wstawszy zaczął zbliżać się coraz bardziej do Dawida. Dawid zaś wysunął się również pospiesznie na czoło wojowników, stając przeciw Filistynowi. Potem włożył Dawid rękę do swej pasterskiej torby, wydobył z niej kamyk, który następnie wyrzucił za pomocą procy. Trafił Filistyna w samo czoło, tak że kamyk utkwił w czole głęboko. I zwalił się Filistyn twarzą na ziemię. Tak oto Dawid, mając tylko procę i kamyk, pokonał Filistyna. Zadał mu cios śmiertelny. Dawid nie miał w rękach żadnego miecza. Następnie Dawid podbiegł, zatrzymał się koło Filistyna, chwycił za jego miecz, wyciągnął go z pochwy i zabił Filistyna, odcinając mu głowę. Filistyni, zobaczywszy, że poległ ich największy wojownik, rzucili się do ucieczki. Wtedy żołnierze Izraela oraz Judy, wydając okrzyki zwycięstwa, rzucili się w pościg za Filistynami i nękali ich aż do Gat i bram Ekronu. Trupy Filistynów leżały na całej drodze do Szaaraim aż do Gat i Ekronu. W drodze powrotnej z pościgu za Filistynami synowie Izraela złupili ich obozowisko. A Dawid wziął głowę Filistyna i kazał ją zanieść do Jerozolimy, całe zaś uzbrojenie Filistyna złożył w swoim namiocie. Tymczasem Saul, widząc, jak Dawid wychodził na spotkanie z Filistynem, zapytał dowódcy swoich wojsk, Abnera: Abnerze, czyim synem jest ten młody człowiek? Lecz Abner odpowiedział: Na życie twojej duszy, królu, nie wiem. Rzekł na to król: Dowiedz się więc, czyim synem jest ten młodzieniec. Kiedy Dawid powrócił po zwycięstwie nad Filistynem, wziął go Abner i zaprowadził do Saula. Dawid jeszcze trzymał w rękach głowę Filistyna. I zapytał go Saul: Młody człowieku, czyim jesteś synem? Odpowiedział mu Dawid: Jestem synem twojego sługi, Jessego Betlejemity. Kiedy Dawid skończył rozmowę z Saulem, Jonatan na dobre już przylgnął sercem do Dawida i pokochał go jak siebie samego. Tego samego dnia Saul zabrał Dawida do siebie i nie pozwolił mu już wrócić do domu jego ojca. Tymczasem zacieśniały się coraz bardziej więzy przyjaźni między Jonatanem i Dawidem, bo kochał Jonatan Dawida jak siebie samego. Doszło nawet do tego, że Jonatan zdjął z siebie własny płaszcz i oddał go Dawidowi, przekazał mu też całe swoje uzbrojenie, łącznie z mieczem, łukiem i własnym pasem. Kiedy Dawid wyruszał gdzieś, posłany przez Saula, wszystko mu się udawało. Postawił go tedy Saul na czele swoich wojowników. Cieszył się Dawid życzliwością całego ludu, a także sług królewskich. Kiedy po zwycięstwie Dawida nad Filistynem wojownicy izraelscy wracali z pola walki, ze wszystkich miast izraelskich wychodziły kobiety, śpiewając i tańcząc z radością przed królem Saulem, przy wtórze bębnów i dźwięku harf. Kobiety tańcząc odśpiewywały sobie nawzajem takie słowa: Saul pobił tysiące, ale Dawid dziesiątki tysięcy. Rozdrażniło to bardzo Saula, nie podobały mu się słowa tej pieśni. Zaczął się oburzać, mówiąc: Dawidowi przypisano zabicie dziesiątek tysięcy, a mnie tylko tysięcy! Brakuje już tylko, żeby mu przyznano całe królestwo. I od tego dnia patrzył Saul krzywym okiem na Dawida. Następnego dnia zły duch, wysłany przez Jahwe, owładnął Saulem, który zaczął szaleć w swoim domu. Dawid jak zazwyczaj w podobnej sytuacji grał na harfie. Saul trzymał akurat w ręku włócznię. W pewnej chwili rzucił Saul włócznią. Wcześniej bowiem postanowił przygwoździć Dawida włócznią do ściany. Dawid jednak dwa razy na jego oczach uchylił się od ciosu. Saul wyraźnie bał się Dawida, gdyż odszedłszy od Saula, Jahwe był z Dawidem. Odsunął tedy Saul od siebie Dawida i uczynił go dowódcą oddziału złożonego z tysiąca ludzi. Tak więc Dawid wyruszał na wojny i wracał z nich na oczach całego ludu. Udawało mu się wszystko, czego tylko się podjął, i Jahwe był z nim. Saul widział, że Dawidowi wiedzie się we wszystkim, i dlatego bał się go bardzo. Natomiast wszyscy synowie Izraela i Judy kochali Dawida; widzieli bowiem, jak szedł na wojny i wracał z nich na ich oczach. Pewnego razu powiedział Saul do Dawida: Dam ci za żonę moją najstarszą córkę, Merab, jeśli będziesz nadal dzielnym wojownikiem i nie przestaniesz walczyć po stronie Jahwe. Mówił sobie bowiem Saul tak: Niech zaciąży nad nim ręka nie moja, lecz Filistynów. Odpowiedział Dawid Saulowi: A kimże ja jestem, czym jest moje życie, czym jest ród mojego ojca w Izraelu, żebym miał stać się zięciem samego króla? Ostatecznie jednak, gdy nadeszła stosowna pora, zamiast dać Dawidowi za żonę Merab, córkę Saula, dano ją za żonę Adrielowi z Mecholi. Tymczasem w Dawidzie zakochała się inna córka Saula, Mikal. Na wieść o tym Saul się ucieszył i tak sobie w duchu mówił: Dam mu ją, niech mu posłuży za pułapkę, żeby go w końcu dosięgła ręka Filistynów. Powiedział więc Saul - już po raz drugi - do Dawida: Jeszcze dziś staniesz się moim zięciem. A sługom swoim wydał Saul taki rozkaz: Donieście Dawidowi, że serce Saula znów zwróciło się ku niemu, że są mu też bardzo życzliwi wszyscy słudzy Saula. Niechże tedy Dawid tym razem zgodzi się zostać zięciem Saula. Kiedy słudzy przekazali Dawidowi tę wiadomość, Dawid odpowiedział: Czy według was to taka błaha rzecz być zięciem króla? Przecież ja jestem biednym człowiekiem i pochodzę z bardzo niskiego rodu. Słudzy Saula powtórzyli to, co im oznajmił Dawid, mówiąc: Tak i tak powiedział Dawid. Rzekł na to Saul: Donieście Dawidowi, że król nie żąda od niego żadnego posagu. Chce jedynie, żeby mu dostarczył sto napletków filistyńskich, które byłyby dowodem zemsty na wrogach króla. Saul bowiem spodziewał się, że w ten sposób Dawid wpadnie w ręce Filistynów. Gdy słudzy Saula powiadomili o tym Dawida, zgodził się on zostać zięciem króla. Nie upłynęły jeszcze nawet wyznaczone dni, a Dawid przygotowawszy się wyruszył ze swymi ludźmi przeciw Filistynom i zabił ich aż dwustu. Zebrał ich napletki, przyniósł wszystkie i przekazał królowi, chcąc zostać jego zięciem. Dał mu przeto Saul za żonę swoją córkę Mikal. Ale zobaczył też Saul i zrozumiał, że Jahwe był z Dawidem, a Mikal, córka Saula, kochała Dawida. Bał się tedy Saul coraz bardziej i okazywał mu wrogość przez wszystkie dni swojego życia. Za każdym razem, kiedy przywódcy filistyńscy zapuszczali się w kraj Izraelitów, Dawid dzięki swojemu męstwu odnosił nad nimi większe zwycięstwa niż wszyscy słudzy Saula. A imię jego okrywało się coraz większą sławą. Saul namawiał Jonatana i wszystkie swoje sługi, żeby zgładzili Dawida. Lecz Jonatan, syn Saula, bardzo kochał Dawida. Dlatego też o wszystkim powiadomił Dawida. Mówił: Mój ojciec, Saul, szuka sposobności, żeby cię zabić. Miej się więc na baczności, szczególnie jutro rano. Oddal się gdzieś i pozostań w jakiejś kryjówce. Ja też wyjdę z domu, aby być w pobliżu mojego ojca na polu, gdzie ty będziesz przebywał. Spróbuję porozmawiać z moim ojcem o tobie; zobaczę, co mi powie, i zaraz powiadomię cię o wszystkim. Sam Jonatan wyrażał się przed Saulem z całą życzliwością o Dawidzie. Mówił mu między innymi tak: Niech król nie dopuszcza się żadnego złego czynu przeciw swojemu słudze Dawidowi, bo i on nie uczynił nic złego tobie, o królu. Przeciwnie, wszystko, co robi, przyczynia się do twojego dobra. Przecież narażał swoje życie na tak wielkie niebezpieczeństwo, zgładził Filistyna i przez jego to ręce Jahwe dokonał dzieła wyzwolenia całego Izraela. Sam to widziałeś i radowałeś się tym. Dlaczego chcesz obarczyć się odpowiedzialnością za tę niewinną krew, wydając bez powodu Dawida na śmierć? Wysłuchał Saul wszystkich słów Jonatana, a potem poprzysiągł na życie Jahwe, że Dawid nie będzie skazany na śmierć. Zawołał więc Jonatan Dawida i powtórzył mu wszystko, co powiedział Saul. Potem przyprowadził Dawida do Saula i pozostawał Dawid przy boku Saula znowu tak jak dawniej. Kiedy ponownie rozpoczęła się wojna, wyruszył Dawid przeciw Filistynom i stanął z nimi do walki. Zadał im dotkliwą klęskę, tak że ratowali się przed nim ucieczką. I znów zły duch opanował Saula. Siedział on w swoim domu i trzymał w ręku włócznię, a Dawid grał na harfie. I znów szukał Saul sposobności, żeby ugodzić włócznią Dawida i przygwoździć go do ściany. Dawid jednak znów odskoczył na bok i uniknął ciosu Saula, który ugodził włócznią w ścianę. Wtedy uciekł Dawid i ukrywał się przez całą noc. Wysłał więc Saul swoich ludzi do domu Dawida, aby go zaskoczyli i wczesnym rankiem zgładzili. Tymczasem Mikal, żona Dawida, powiadomiła go o wszystkim, mówiąc: Jeżeli nie uciekniesz jeszcze tej nocy, jutro cię zabiją. I spuściła Mikal Dawida przez okno. Uciekł tedy Dawid i tak się uratował. A Mikal wzięła swoje terafim, ułożyła je w łóżku, umieściła u wezgłowia poduszkę ze skóry kozła i nakryła łóżko płaszczem. Kiedy przybyli wysłannicy Saula, żeby pochwycić Dawida, powiedziała: Jest chory. Wtedy Saul ponownie wysłał swoich ludzi, żeby koniecznie na własne oczy zobaczyli Dawida. Powiedział im: Przynieście mi go razem z jego łóżkiem. Ja muszę go zgładzić. Przyszli więc wysłannicy Saula ponownie i zobaczyli, że na łóżku jest posążek, a u wezgłowia poduszka z koźlej skóry. I powiedział Saul do Mikal: Dlaczego tak wprowadziłaś mnie w błąd i pozwoliłaś zbiec mojemu wrogowi, żeby się uratował? A Mikal odpowiedziała Saulowi: On mi zagroził, mówiąc: Albo pozwolisz mi uciec, albo cię zabiję. W ten sposób zbiegł Dawid i uratował się. Dotarł on do Samuela, który przebywał w Rama, i opowiedział o wszystkim, co mu uczynił Saul. Później poszedł i zamieszkał razem z Samuelem w Najot. Doniesiono też wkrótce Saulowi, że oto Dawid znajduje się w Najot koło Rama. I natychmiast posłał Saul swoich ludzi, żeby pochwycili Dawida. Gdy przyszli, zobaczyli kilku nauczających proroków, którym przewodził Samuel. Duch Boży zstąpił na wysłanników Saula, tak że oni również zaczęli prorokować. Kiedy dowiedział się o tym Saul, wysłał innych ludzi, ale i oni zaczęli prorokować. Wysłał tedy po raz trzeci jeszcze innych ludzi, ale ci także przyłączyli się do prorokujących. Wobec tego Saul udał się sam do Rama. Dotarłszy do wielkiej cysterny, znajdującej się w Seku, zapytał: Gdzie są Samuel i Dawid? Odpowiedziano mu, że są w Najot koło Rama. Ruszył zatem w kierunku Najot koło Rama. Duch Boży jednak zstąpił i na niego, tak że idąc prorokował aż do samego Najot koło Rama. Tam, zdjąwszy już swoje szaty, nadal prorokował w obecności Samuela. I tak pozostał nagi, leżąc na ziemi przez cały dzień i całą noc. Dlatego jest powiedziane: Saul także znalazł się pomiędzy prorokami. Tymczasem Dawid zbiegł z Najot koło Rama i odnalazłszy Jonatana, zapytał: Cóż ja takiego uczyniłem? Jakiej dopuściłem się zbrodni, czym zawiniłem twojemu ojcu, że tak nastaje na moje życie? Odpowiedział mu Jonatan: Bądź całkiem spokojny! Nie zginiesz. Mój ojciec nie czyni nic bez mojej wiedzy - ani rzeczy bardzo ważnych, ani mniej ważnych. Dlaczego miałby ukrywać przede mną to jedno? Nie jest tak, jak ty mówisz. Na to rzekł, zaklinając się, Dawid: Twój ojciec wie dobrze, ze znalazłem łaskę w twoich oczach. Na pewno więc powie sobie: Niech się tylko nie dowie o tym Jonatan, bo bardzo będzie cierpiał. Ale na życie Jahwe i na twoje życie, śmierć jest naprawdę tylko o krok ode mnie. Wtedy rzekł Jonatan do Dawida: Czego tylko zapragniesz, uczynię dla ciebie. Rzekł więc Dawid do Jonatana: Jutro przypada nów księżyca. Powinienem zasiąść z królem do wspólnego posiłku. Ale pozwól mi, proszę, oddalić się i ukryć gdzieś w polu na trzy dni. Jeżeli twój ojciec zauważy moją nieobecność, powiesz mu tak: Dawid prosił, żeby mu wolno było udać się do jego rodzinnego miasta, Betlejem. Chciał bowiem tego dnia razem z całą rodziną złożyć doroczną ofiarę. Jeżeli on da do zrozumienia, że nie ma nic przeciwko temu, twój sługa może być spokojny. Ale jeżeli się rozgniewa, to wiedz, że już powziął jakieś złe postanowienie. Okaż wtedy, proszę, życzliwość twemu słudze, bo to przecież na mocy przymierza zawartego w imię Jahwe sprowadziłeś swojego sługę do siebie. Jeżeli masz mi coś do zarzucenia, sam wydaj mnie na śmierć. Po co masz mnie prowadzić do twego ojca? Na to odrzekł Jonatan: Niech będzie od ciebie jak najdalej nawet myśl taka! Gdybym się dowiedział, że jakieś zło rzeczywiście ci zagraża ze strony mojego ojca, przysięgam, że zaraz bym cię o tym powiadomił. Powiedział zatem Dawid do Jonatana: A kto powiadomi mnie o tym, jeśli twój ojciec potraktuje cię bardzo surowo? Powiedział Jonatan do Dawida: Chodź, wyjdźmy nieco w pole. I wyszli obaj w pole. Rzekł tedy Jonatan do Dawida: Niech mi będzie świadkiem Jahwe, Bóg Izraela, że jutro, a najpóźniej pojutrze wybadam mojego ojca, czy nie grozi nic Dawidowi, i zaraz poślę kogoś do ciebie, żeby cię o wszystkim powiadomił. Niech Jahwe ześle na mnie wszystko, co najgorsze, jeśli miałbym cię nie powiadomić i nie pozwolić ci odejść w pokoju, gdybym się dowiedział, że ojciec mój knuje coś złego przeciw tobie. Niech Jahwe będzie z tobą tak, jak był z moim ojcem! Jeśli będę jeszcze żył, zechciej obejść się ze mną według życzliwości Jahwe! A jeśli już nie będę żył, to nie odwracaj na wieki twego dobrego oblicza od mego domu, nawet gdy się okaże, że Jahwe usunął z powierzchni ziemi wszystkich nieprzyjaciół Dawida. W ten sposób Jonatan zawarł przymierze z domem Dawida, spodziewając się, że Jahwe dokona pomsty na jego wrogach. I jeszcze raz potwierdził Jonatan wszystko, co powiedział, przysięgą, powołując się na miłość do Dawida, którego rzeczywiście kochał jak samego siebie. Potem powiedział Jonatan: Jutro jest nów księżyca. Zauważą na pewno, że twoje miejsce jest puste. Trzeciego dnia szybko wyruszysz stąd i udasz się tam, gdzie się już ukrywałeś kiedyś, gdy zdarzyło się coś podobnego. Będziesz się trzymał w pobliżu kamieniadrogowskazu. W pewnej chwili ja wypuszczę w kierunku tego kamienia trzy strzały, tak jakbym celował w sam kamień. I zaraz poślę chłopca, żeby przyniósł strzały. Jeżeli powiem chłopcu, że strzały są tuż przed nim i że ma je zebrać i przynieść, będzie to znaczyło, że możesz śmiało przychodzić, że nic ci nie zagraża, na życie Jahwe. Jeśli jednak powiem chłopcu, że strzały są trochę dalej, będzie to oznaczało, że masz uciekać. Sam Jahwe poprowadzi cię dalej. Co zaś do przyrzeczeń, któreśmy złożyli, ty i ja, to niech Jahwe będzie na zawsze świadkiem między mną a tobą. I ukrył się Dawid na polu. Kiedy nastał nów księżyca, król zasiadł do stołu biesiadnego. Jak zazwyczaj król usiadł na podwyższeniu pod ścianą, naprzeciw króla zajął miejsce Jonatan, Abner zaś usiadł koło Saula. Miejsce przeznaczone dla Dawida było puste. Ale tego dnia Saul nic jeszcze nie mówił. Był pewny, że mu Dawidowi coś się przydarzyło; być może popadł w jakąś nieczystość i jeszcze się nie oczyścił. Lecz nazajutrz, drugiego dnia nowiu księżycowego, kiedy miejsce przeznaczone dla Dawida było nadal puste, zapytał Saul swojego syna Jonatana: Dlaczego syn Jessego nie przyszedł na ucztę ani wczoraj, ani dziś? Odpowiedział Jonatan Saulowi: Dawid prosił mnie bardzo, żeby mógł pójść do Betlejem. Mówił: Pozwól mi, proszę cię, bo składamy dziś w naszym mieście wspólnie rodzinną ofiarę i mój brat polecił mi wziąć udział w tej uroczystości. Jeżeli znalazłem łaskę w twoich oczach, pozwól mi tam iść i zobaczyć się z moimi braćmi. I dlatego właśnie nie ma go przy stole królewskim. Rozgniewał się Saul na Jonatana i powiedział: Ach, synu kobiety przewrotnej i zbuntowanej! Czy ty myślisz, że ja nie wiem o twojej przyjaźni z synem Jessego, co jest powodem hańby i dla ciebie, i dla łona twojej matki? Jak długo bowiem syn Jessego będzie chodził żywy po ziemi, nie zaznasz spokoju ani ty, ani całe twoje królestwo. Poślij teraz kogoś, żeby go schwytano, i przyprowadź mi go tutaj. Ten człowiek musi umrzeć. Odpowiedział Jonatan swojemu ojcu, Saulowi: Dlaczego skazałeś go na śmierć? Cóż on takiego zrobił? Wtedy Saul cisnął włócznię w jego stronę. Zrozumiał wówczas Jonatan, że jego ojciec nieodwołalnie postanowił zgładzić Dawida. Wstał tedy Jonatan bardzo zagniewany od stołu, nie tknąwszy owego drugiego dnia nowiu księżycowego nic z jedzenia. Był bardzo przygnębiony tym, że jego ojciec tak zelżył Dawida. Nazajutrz rano udał się Jonatan na pole, tak jak się umówił z Dawidem. Towarzyszył mu mały chłopiec. W pewnej chwili powiedział Jonatan do chłopca: Pójdziesz i poszukasz strzał, które wypuszczę za chwilę. Pobiegł tedy chłopiec, a Jonatan wystrzelił pierwszą strzałę tak, żeby spadła daleko przed chłopcem. Kiedy chłopiec przybiegł już na miejsce, gdzie według jego przewidywań mogła spaść strzała wystrzelona przez Jonatana, Jonatan zawołał do chłopca: Czy strzała nie jest dalej, niż ty stoisz? I przynaglał Jonatan chłopca, wołając: Szybko, pośpiesz się, nie zatrzymuj się! Dotarł tedy do strzały chłopiec, wziął ją i wrócił do swego pana. Chłopiec nie wiedział, o co chodzi, tylko Jonatan i Dawid wiedzieli, co to oznaczało. Jonatan oddał swoją broń chłopcu, który z nim był, i powiedział: Idź, zanieś tę broń do miasta. Gdy tylko chłopiec odszedł, pojawił się od strony południowej Dawid i padłszy na kolana, złożył trzy pokłony przed Jonatanem. Potem uściskali się i płakali jeden nad drugim, a Dawid aż zalewał się łzami. I powiedział Jonatan do Dawida: Idź w pokoju, tak jakeśmy to sobie wzajemnie poprzysięgli na imię Jahwe, mówiąc: niech Jahwe będzie nam świadkiem, między mną a tobą, między potomstwem moim a potomstwem twoim na wieki. Wstał Dawid i odszedł, a Jonatan wrócił do miasta. Dawid udał się do Nob, do kapłana Achimeleka, który przerażony wybiegł Dawidowi na spotkanie i powiedział do niego: Dlaczego jesteś sam, czemu nikt nie przychodzi z tobą? A Dawid tak odpowiedział Achimelekowi: Król wydał mi taki oto rozkaz: Nikt nie może się dowiedzieć o sprawie, w której cię posyłam i którą ci powierzyłem. Wyznaczyłem moim ludziom pewne miejsce na spotkanie. A teraz masz może pod ręką coś do jedzenia? Daj mi pięć chlebów albo cokolwiek znajdziesz. Kapłan zaś odpowiedział Dawidowi: Nie mam pod ręką zwykłych chlebów, lecz jest tu chleb święty. Mógłbym go dać, ale czy ci ludzie powstrzymali się chociaż od współżycia z kobietami? Rzekł na to Dawid do kapłana: Od trzech dni już jesteśmy w drodze i nie zbliżaliśmy się do kobiet. Ciała moich ludzi są więc czyste. I choć sama wyprawa jest zwyczajna, to przecież jest niejako uświęcona czystością tych ludzi. Wtedy kapłan dał mu święty chleb, bo nie było innego, tylko chleb pokładny, który miano usunąć sprzed Jahwe, aby jeszcze w tym samym dniu, w którym go zabierano, zastąpić go chlebem świeżym. I oto jeszcze tego samego dnia zatrzymał się tam, w sanktuarium Jahwe, jeden ze sług Saula. Nazywał się Doeg, pochodził z Edomu i był przełożonym pasterzy Saula. Powiedział Dawid do Achimeleka: Czy nie masz tu pod ręką włóczni albo miecza? Nie zdążyłem zabrać ze sobą własnego miecza ani żadnej innej broni, gdyż król usilnie nalegał na pośpiech. Odpowiedział na to kapłan: Jest tu miecz Goliata, Filistyna, którego zabiłeś w Dolinie Terebintu. Leży tu oto, za efodem, zawinięty w płaszcz. Jeżeli chcesz, możesz go sobie wziąć. Innego tu nie ma. A Dawid na to: Nie ma sobie równego! Daj mi go! Wstał Dawid i jeszcze tego samego dnia uciekł daleko od Saula, udając się do Akisza, króla Gat. A słudzy Akisza zaczęli pytać: Czy to nie jest Dawid, władca tego kraju? Czy to nie jest ten, na którego cześć śpiewano tańcząc: Saul pobił tysiące, a Dawid dziesiątki tysięcy? Dawid wziął sobie do serca te słowa i przeląkł się bardzo Akisza, króla Gat. Zaczął tedy udawać chorego na umyśle i zachowywał się na ich oczach jak szalony: tłukł pięściami w bramy, a z ust spływała mu po brodzie piana. I rzekł Akisz do swoich sług: Widzicie przecież, że to jakiś szaleniec. Po coście go tu sprowadzili? Czy ja mam za mało własnych obłąkańców, że przyprowadzacie mi jeszcze i tego, żeby się tu popisywał przede mną swoimi szaleństwami? I takiego chcecie wprowadzić do mojego domu? Uciekł więc Dawid stamtąd i ukrywał się w jaskini Adullam. Gdy dowiedzieli się o tym jego bracia i wszyscy domownicy jego ojca, przyszli tam do niego. Z czasem zgromadzili się wokół niego wszyscy uciśnieni, dłużnicy ścigani przez swoich wierzycieli, ludzie złamani na duchu, a on stał się przywódcą ich wszystkich. Przyłączyło się do niego w ten sposób około czterystu mężczyzn. Po jakimś czasie udał się Dawid do Mispe w Moabie i powiedział do króla moabickiego: Pozwól, proszę cię, mojemu ojcu i mojej matce schronić się u was i pozostać tu tak długo, aż będę wiedział, co Bóg zamierza ze mną uczynić. I przyprowadził ich do króla moabickiego, u którego pozostali przez cały czas ukrywania się Dawida. Ale pewnego razu prorok Gad powiedział do Dawida: Nie musisz się już ukrywać. Wstań i wróć do krainy judzkiej. Ruszył tedy Dawid w drogę i udał się do lasu Cheret. Saul dowiedział się, że wyśledzono gdzieś Dawida i otaczających go ludzi. Siedział Saul pewnego dnia w Gibea pod drzewem tamaryszkowym na małym wzniesieniu. Trzymał w ręku włócznię, a wszyscy jego podwładni stali przed nim w szeregach. I powiedział Saul do podwładnych, którzy stali w szeregach przed nim: Posłuchajcie, Beniaminici! Czy syn Jessego da wam wszystkim pola i winnice? Czy uczyni was wszystkich przywódcami oddziałów liczących po tysiąc i po stu ludzi? Czy wyświadczy wam to wszystko i dlatego tak sprzysięgliście się przeciw mnie? Czy dlatego nikt nie chce mi powiedzieć, że mój syn zaprzyjaźnił się z synem Jessego? Czy dlatego też nic was nie obchodzi, że cierpię, i nikt mnie nie powiadamia o tym, że mój syn zbuntował przeciwko mnie mojego sługę, by urządził na mnie zasadzkę, co też dziś uczynił? Zabrał głos Doeg, Edomita, przełożony sług Saula, i powiedział: Widziałem, jak syn Jessego szedł do Nob, do kapłana Achimeleka, syna Achituba. Achimelek zwrócił się w tej sprawie o radę do Jahwe i zaopatrzył syna Jessego w żywność. Wręczył mu także miecz po Goliacie, Filistynie. Wezwał tedy król do siebie kapłana Achimeleka, syna Achituba, z cały domem jego ojca i z wszystkimi kapłanami, jacy byli w Nob. Wszyscy stawili się przed królem. Wtedy rzekł Saul: Posłuchaj, synu Achituba. A on odpowiedział: Słucham, panie mój! Powiedział Saul: Dlaczego sprzysięgliście się przeciwko mnie, ty i syn Jessego? Dałeś mu chleba i miecz, radziłeś się w jego sprawie samego Boga, a wszystko po to, żeby on się zbuntował przeciwko mnie i urządził na mnie zasadzkę, co też dziś uczynił. Achimelek tak odpowiedział królowi: Pokaż mi choć jednego spośród twoich sług, który byłby ci tak wierny jak Dawid, zięć królewski, przełożony twojej straży przybocznej, powszechnie szanowany w całym twoim domu! Czy to dopiero dziś zacząłem się radzić Boga w jego sprawie? Na pewno nie! Niech król nie wkłada na barki swojego sługi ciężaru, który musiałby odczuć cały dom mojego ojca. Sługa twój bowiem nic o tym nie wiedział, ani w sprawach ważnych, ani mniej ważnych. Rzekł na to król: Musisz umrzeć, Achimeleku, ty sam i cały dom twojego ojca. Strażnikom zaś, którzy znajdowali się koło niego, wydał król taki rozkaz: Otoczcie i pozabijajcie kapłanów Jahwe. Stoją oni bowiem po stronie Dawida i choć wiedzieli o ucieczce, nic mi o tym nie powiedzieli. Ale słudzy króla nie odważyli się podnieść ręki na kapłanów Jahwe. Wtedy powiedział król do Doega: Ty dobądź miecza i uderz na nich. Zwrócił się więc Doeg, Edomita, w stronę kapłanów i zaczął ich razić mieczem. Zabił tego dnia osiemdziesięciu pięciu mężów, noszących lniany efod. Ponadto Saul zaatakował mieczem miasto kapłańskie Nob i zgładził wszystkich mężczyzn i kobiety, młodzież i niemowlęta, woły, osły i owce. Zdołał się uratować tylko jeden jedyny syn Achimeleka, syna Achituba. Nazywał się Abiatar i znalazł schronienie u Dawida. To właśnie Abitar doniósł Dawidowi, że Saul pozabijał kapłanów Jahwe. Powiedział wtedy Dawid do Abiatara: Wiedziałem już wówczas, że Doeg, Edomita, który tam przebywał, nie omieszka powiadomić o wszystkim Saula. To ja jestem przyczyną śmierci całego domu twojego ojca. Zostań ze mną, nie bój się niczego. Ten, który czyha na moje życie, nastaje również na twoje. Przy mnie będziesz bezpieczny. Pewnego razu doniesiono Dawidowi, że oto Filistyni zaatakowali mieszkańców Keili i grabią ich zagrody. Radził się tedy Dawid Jahwe, czy ma iść i walczyć z tymi Filistynami. A Jahwe tak odpowiedział Dawidowi: Idź, pokonasz Filistynów i oswobodzisz Keilę. Lecz ludzie Dawida powiedzieli: Już tu, na ziemi judzkiej, żyjemy w bojaźni. O ileż bardziej będziemy musieli się lękać, gdy wyruszymy do Keili przeciwko wojskom filistyńskim. I znów radził się Dawid Jahwe. A Jahwe tak mu odpowiedział: Wstań i idź do Keili, bo Ja wydam dziś Filistynów w twoje ręce. Poszedł tedy Dawid ze swoimi ludźmi do Keili i uderzył na Filistynów. Zabrał wszystkie ich trzody i zadał im dotkliwą klęskę. W ten sposób uwolnił Dawid mieszkańców Keili. Abiatar, syn Achimeleka, gdy zbiegł do Dawida, a potem razem udawali się do Keili, miał w ręku efod. Kiedy Saulowi doniesiono, że Dawid poszedł do Keili, Saul powiedział: Bóg wydaje go w moje ręce, bo zamknął się w mieście, które ma bramy i zamki. Zgromadził więc Saul wszystkich swoich wojowników, aby pójść z nimi do Keili i uderzyć na Dawida i jego ludzi. Dawid zaś, wiedząc, że Saul knuje takie zło przeciw niemu, powiedział do kapłana Abiatara: Przynieś mi tu efod. I zaraz dodał: Jahwe, Boże Izraela! Sługa Twój się dowiedział, że Saul próbuje dotrzeć do Keili i zamierza - z mego powodu - zniszczyć całe miasto. Czy mieszkańcy Keili wydadzą mnie w jego ręce? Czy Saul rzeczywiście przyjdzie, tak jak to słyszał Twój sługa? O Jahwe, Boże Izraela, zechciej powiedzieć to Twojemu słudze. I odpowiedział Jahwe: Tak, przyjdzie. Znów tedy zapytał Dawid: A mieszkańcy Keili czy wydadzą mnie i moich ludzi w ręce Saula? Odpowiedział Jahwe: Tak, wydadzą. Wstał więc Dawid razem ze swymi ludźmi - łącznie było ich około sześciuset - i wyszli z Keili, i chodzili tu i tam bez celu. Saul dowiedziawszy się, że Dawid uciekł z Keili, poniechał marszu na to miasto. Tymczasem Dawid pozostawał na pustyni, w miejscach niedostępnych i pośród wzniesień pustyni Zif. Szukał go Saul przez cały czas, ale Bóg nie wydał Dawida w ręce Saula. Dawid wiedział dobrze, że Saul czynił wszystko, aby pozbawić go życia. Dlatego pozostawał na pustyni Zif, ukrywając się po lasach. Wtedy to Jonatan, syn Saula, wstał i poszedł, żeby spotkać się w Chorsza z Dawidem. Umocnił tam w Bogu jego prawicę, mówiąc: Nie lękaj się niczego, bo nie dosięgnie cię ręka mojego ojca, Saula. Ty będziesz kiedyś królem całego Izraela, a ja będę drugim po tobie. Mój ojciec Saul również wie o tym dobrze. I zawarli ze sobą przymierze wobec Jahwe: Dawid pozostał nadal w Chorsza, a Jonatan wrócił do siebie. Mieszkańcy Zif przyszli do Gibea i powiedzieli Saulowi: Dawid ukrywa się u nas w miejscach niedostępnych na pustyni Zif, w Chorsza, między wzgórzami Chakila, w południowej części kraju. Przybywaj więc, królu, jeśli tylko chcesz. My sami już wydamy go w ręce króla. Rzekł na to Saul: Niech będzie błogosławiony Jahwe, że ulitowaliście się nade mną. Wracajcie, proszę, do siebie, upewnijcie się jeszcze raz gdzie przebywa; sprawdźcie też i zobaczcie, dokąd obecnie zmierza i kto go tam widział. Mówiono mi bowiem, że jest on bardzo przebiegły. Zobaczcie sami i sprawdźcie wszystkie miejsca, w których się ukrywa. Gdy przyniesiecie mi potem już całkiem pewne wieści, ja pójdę z wami. Jeżeli tylko znajduje się w kraju, będę go szukał wśród wszystkich pokoleń judzkich. Powstawszy tedy mieszkańcy Zif wyruszyli przed Saulem. Tymczasem Dawid wycofał się razem ze swoimi ludźmi w stronę pustyni Maon, na równinę w południowej części kraju. Wyruszył też Saul razem ze swoimi ludźmi na poszukiwanie Dawida. Dawid jednak, dowiedziawszy się o tym, usunął się w stronę rozpadlin skalnych na pustyni Maon. Gdy Saul się o tym dowiedział, ruszył przez pustynię Maon w pościg za Dawidem. Saul ze swoimi ludźmi posuwał się z jednej strony gór, a Dawid ze swoimi oddziałami - z drugiej strony. Dawid przyśpieszał, pragnąc ujść przed Saulem, który usiłował otoczyć Dawida i jego ludzi, żeby ich schwytać. W pewnej chwili przybył jakiś goniec do Saula i powiedział: Wracaj szybko, bo Filistyni zaatakowali nasz kraj. Zaniechał tedy Saul dalszego pościgu za Dawidem i wyruszył przeciwko Filistynom. Dlatego miejsce to nazwano Skałą Rozłączeń. Zbiegł Dawid stamtąd i ukrywał się w Engaddi, w miejscach niedostępnych. A kiedy Saul powrócił z pościgu nad Filistynami, powiedziano mu: Dawid znajduje się na pustyni Engaddi. Wybrał tedy Saul trzy tysiące mężczyzn z najlepszych wojowników Izraela i wyruszył na poszukiwanie Dawida i jego ludzi, zapuszczając się aż na wschodnią stronę Skał Dzikich Kóz. W pewnej chwili zobaczył niedaleko drogi zagrody dla owiec. Była tam jaskinia, do której Saul wszedł, by załatwić własne potrzeby. Tymczasem w tej właśnie jaskini, w jej głębi, znajdował się ze swymi ludźmi Dawid. Natychmiast powiedzieli do Dawida jego ludzie: Oto nadszedł dzień, o którym Jahwe ci powiedział: Dziś wydaję twojego nieprzyjaciela w twoje ręce. Postąp z nim, jak ci się podoba. A Dawid wstał i tylko po cichu odciął kawałek poły płaszcza Saula. Potem wyrzucał sobie nawet to, że odciął kawałek poły płaszcza Saula. I powiedział do swoich ludzi: Niech mnie Jahwe strzeże, bym miał uczynić coś złego panu mojemu, pomazańcowi Jahwe. Obym nie odważył się nigdy podnieść rękę na niego, bo jest pomazańcem Jahwe. Takimi to słowy Dawid skarcił swoich ludzi i nie pozwolił im rzucić się na Saula. Tymczasem Saul powstawszy wyszedł z jaskini i ruszył w dalszą drogę. Zaraz też wyszedł i Dawid z jaskini i zaczął wołać za Saulem: O królu, panie mój! Obejrzał się Saul za siebie, a Dawid pokłonił się nisko, a potem, upadłszy na ziemię, powiedział do Saula: Czemu słuchasz plotek ludzkich, jakoby Dawid zamierzał uczynić ci coś złego? Dziś na własne oczy zobaczyłeś, że Jahwe oddał cię w moje ręce w tej oto jaskini. Radzono mi, żebym cię zabił, ale moje serce ulitowało się nad tobą i powiedziałem: Nie odważę się podnieść ręki na mojego pana, bo jest on pomazańcem Jahwe. Popatrz więc teraz, mój ojcze, na moje ręce, zobacz tę połę własnego płaszcza w moim ręku. Ponieważ odciąłem połę twojego płaszcza, a ciebie nie zabiłem, musisz chyba uznać to za dowód, że w moim postępowaniu nie ma ani przewrotności, ani buntu i że w niczym nie wykroczyłem przeciwko tobie. Tymczasem ty ciągle czyhasz na moje życie i chcesz mnie zabić. Niech sam Jahwe rozsądzi sprawę między mną a tobą; niech Jahwe dokona za mnie pomsty na tobie. Ja sam nigdy nie podniosę mojej ręki na ciebie. Przewrotność zawsze pochodzi od przewrotnych - mówi stare przysłowie. Tak więc nigdy nie podniosę na ciebie mojej ręki. Za kimże więc król Izraela ruszył w pościg? Kogóż ty ścigasz? Jakiegoś tam zdechłego psa? Pchłę marną? Niech Jahwe sam rozsądzi nasze sprawy. Niech wejrzy na moją sprawę i niech jej broni, a Jego wyrok niech mnie wybawi z rąk twoich. Kiedy Dawid skończył przemawiać w ten sposób do Saula, Saul powiedział: Czy to rzeczywiście twój głos, synu mój, Dawidzie? A potem zaczął Saul płakać. Wreszcie powiedział do Dawida: Jesteś sprawiedliwszy ode mnie, bo ty wyświadczyłeś mi dobro, a ja zapłaciłem ci za to złem. Udowodniłeś dziś, że postępujesz wobec mnie z całą życzliwością, bo oto Jahwe wydał mnie w twoje ręce, ty jednak mnie nie zabiłeś. Jeżeli ktoś już pochwyci swego wroga, to czyż pozwala mu pójść spokojnie w dalszą drogę? Niech Jahwe wynagrodzi ci za to, co mi uczyniłeś owego dnia. Teraz już wiem, że ty właśnie będziesz królem i że królestwo Izraela utrwali się na długo w twoich rękach. Przysięgnij mi tedy, proszę, na imię Jahwe, że nie wyniszczysz w przyszłości mojego potomstwa, a mojego imienia nie będziesz usiłował wymazać z dziejów domu mego ojca. I złożył Dawid taką przysięgę Saulowi. Wtedy udał się Saul do swego domu, a Dawid ze swymi ludźmi wrócili na miejsca trudno dostępne. Tymczasem zmarł Samuel. Zebrał się cały Izrael, aby opłakiwać jego śmierć. Pochowano go w miejscu jego zamieszkania, w Rama. Powstał wtedy Dawid i udał się na pustynię Paran. Żył w Maon człowiek mający swoje dobra w Karmelu. Był bardzo bogaty, miał trzy tysiące owiec i tysiąc kóz, a do Karmelu przybył, aby dopilnować strzyżenia owiec. Człowiek ten nazywał się Nabal, a jego żona miała na imię Abigail. Kobieta była pełna rozsądku i bardzo piękna, natomiast jej mąż odznaczał się surowością i przewrotnością. Pochodził z rodu Kaleba. Kiedy Dawid dowiedział się na pustyni, że Nabal dogląda strzyżenia owiec, wysłał do niego dziesięciu młodych ludzi z takim poleceniem: Udacie się do Karmelu, odnajdziecie Nabala, pozdrowicie go ode mnie i powiecie mu, mojemu bratu, tak: Pokój z tobą, pokój twojemu domowi, pokój wszystkiemu, co do ciebie należy. Dowiedziałem się, że odbywa się u ciebie strzyżenie owiec. Otóż, twoi pasterze byli z nami. Nie wyrządziliśmy im żadnej krzywdy, nie zginęło im też nic z trzód przez cały czas ich pobytu w Karmelu. Zapytaj zresztą twoich sług; sami ci powiedzą. Niechże tedy owi młodzi ludzie znajdą łaskę w twoich oczach. Przychodzimy bowiem do ciebie w dniu wielkiej radości. Daj, proszę cię, twoim sługom oraz synowi twojemu, Dawidowi, cokolwiek będziesz miał pod ręką. Kiedy młodzi ludzie, wysłannicy Dawida, przybyli do Nabala, powtórzyli Nabalowi wszystko, co powiedział Dawid, i czekali na odpowiedź. A Nabal tak odpowiedział sługom Dawida: Któż to taki ten Dawid? Kim jest sługa Jessego? Dużo jest dzisiaj takich sług, co pouciekali od swoich panów. Czy mam może wziąć chleb, wodę i zwierzęta pobite na posiłek dla zajętych strzyżeniem, by wszystko to dać ludziom, którzy przychodzą nie wiadomo skąd? Odwrócili się tedy młodzi ludzie, wysłannicy Dawida, i ruszyli w drogę powrotną. A kiedy już znaleźli się u siebie, powtórzyli Dawidowi wszystko, co usłyszeli. Wtedy wydał Dawid swoim ludziom rozkaz, żeby każdy przypasał miecz. Wziął zatem każdy swój miecz. Także Dawid przypasał własny miecz. Około czterystu ludzi ruszyło w drogę za Dawidem. Dwustu ludzi pozostało do pilnowania taborów. W tym czasie jeden ze służących Nabala taką wiadomość przyniósł jego żonie, Abigail: Dawid przysłał z pustyni swoich ludzi z pozdrowieniami dla naszego pana, który jednak kazał ich zaatakować. A przecież ci ludzie byli tak dobrzy dla nas! Nigdy nie wyrządzili nam najmniejszej krzywdy, nic nie ubyło z naszych trzód przez cały czas, gdy przybywaliśmy wspólnie z nimi na tych samych pastwiskach. Służyli nam jakby za mur ochronny zarówno w nocy, jak i za dnia, przez cały czas naszego pobytu z nimi, kiedy wspólnie wypasaliśmy nasze trzody. Zastanów się teraz, pomyśl, co powinnaś zrobić. Zło zawisło bowiem nad naszym panem i nad całym jego domem. Ale on sam - to istny syn Beliala i nie można z nim o tym mówić. Natychmiast wzięła Abigail dwieście chlebów, dwa bukłaki wina, pięć baranów, przygotowanych już do spożycia, pięć miar prażonego ziarna, rodzynków ze stu gron i dwieście ciastek z figami. Wszystko to kazała załadować na osły i wydała swoim ludziom taki rozkaz: Idźcie przodem. Ja będę szła za wami. Swojemu mężowi Nabalowi nic o tym nie powiedziała. Kiedy się zbliżała, siedząc na ośle, w pewnym miejscu, zasłoniętym przez góry, zobaczyła, jak z drugiej strony nadchodził Dawid ze swymi ludźmi. Tam ich spotkała. Dawid zaś mówił: Na próżno pilnowałem na pustyni wszystkiego, co ma ten człowiek, tak że nic mu nie ubyło z tego, co posiadał. Odpłacił mi złem za moje dobro! Niech Bóg uczyni mi wszystko, co najgorsze, jeśli ze wszystkiego, co posiada, zostawię mu do rana choćby jedno najmarniejsze chłopię. Tymczasem Abigail, skoro tylko spostrzegła Dawida, szybko zsiadła z osła, pokłoniła się nisko i upadła na twarz przed Dawidem. Potem, obejmując go za nogi, powiedziała: Panie mój, niech na mnie, na mnie niech spadnie cała wina! Pozwól też twojej służebnicy przemówić do ciebie, racz wysłuchać twojej służebnicy. Niech pan mój nie zważa na Nabala, tego potomka Beliala, bo jest on rzeczywiście tym, co oznacza jego imię, a Nabal oznacza tyle, co szalony. Jest to prawdziwie szaleniec. Ja sama zaś, służebnica twoja, wcale nie spotkałam młodych ludzi, których pan mój zechciał do nas wysłać. A teraz, panie mój, na życie Jahwe i na twoje własne życie, Jahwe ustrzegł cię od rozlewu krwi i od pomsty, dokonywanej twoimi własnymi rękami. Niech więc od tej chwili wszyscy twoi wrogowie oraz ci, którzy chcieliby wyrządzić jakąkolwiek krzywdę mojemu panu, staną się jak Nabal. Racz tedy przyjąć te podarki, które twoja służebnica przynosi swojemu panu. Niech zostaną rozdzielone pomiędzy młodych ludzi, którzy towarzyszą mojemu panu. Wybacz, proszę, winę twojej służebnicy! Jahwe z pewnością zbuduje dom trwały dla mojego pana, bo pan mój prowadzi wojny z polecenia Jahwe. Nikt nie dopatrzy się w tobie żadnego zła przez wszystkie dni twojego życia. Jeśliby jednak znalazł się ktoś, kto by czyhał na twoje życie, to niech życie mojego pana ma w swej szczególnej opiece Jahwe, twój Bóg; niech będzie starannie strzeżone w zamkniętym skarbcu życia. Życie zaś twoich wrogów niech Jahwe odrzuci od siebie jak kamień wyrzucony z procy. A kiedy już Jahwe obdarzy mojego pana wszelkim obiecanym mu dobrem i uczyni go władcą całego Izraela, niech mój pan nie ma żadnych wyrzutów sumienia ani niech nie odczuwa w swoim sercu żadnego niepokoju z tego powodu, że bez potrzeby doszło do rozlewu krwi, a on sam dopuścił się zemsty. A kiedy Jahwe okaże już całą swoją życzliwość mojemu panu, wspomnij, proszę, na twoją służebnicę. Powiedział wtedy Dawid do Abigail: Niech będzie błogosławiony Jahwe, Bóg Izraela, za to, że wysłał cię dziś na moje spotkanie. Niech będzie błogosławiona twoja mądrość; i ty sama bądź błogosławiona za to, żeś mnie powstrzymała od rozlewu krwi i od zbrukania moich rąk krwią zemsty. W przeciwnym bowiem razie, na życie Jahwe, Boga Izraela, który mnie powstrzymał od wyrządzenia ci jakiejkolwiek krzywdy - gdybyś nie pośpieszyła się i nie przybyła do mnie na czas, dziś o wschodzie słońca nikt by nie pozostał z ludzi Nabala; nie ocalałoby nawet najnędzniejsze chłopię. Potem wziął Dawid z rąk Abigail wszystko, co przyniosła, i powiedział: Wracaj w pokoju do swojego domu! Widzisz więc, że wysłuchałem twojej prośby i postąpiłem z tobą łaskawie. Abigail, wróciwszy do Nabala, trafiła na wielką, niczym królewską, ucztę w ich domu. Nabal wyglądał na bardzo rozradowanego, był całkiem pijany. Nie rozmawiała więc z nim wcale aż do rana. Ale rano, kiedy Nabal już wytrzeźwiał, jego żona opowiedziała mu o wszystkim, zadając w ten sposób śmiertelny cios jego sercu. Stał się nagle obojętny jak głaz. Około dziesięciu dni później Nabal umarł porażony przez Jahwe śmiertelną chorobą. Kiedy Dawid dowiedział się o śmierci Nabala, zawołał: Niech będzie błogosławiony Jahwe, który stanął w obronie mojej sprawy i pomścił zniewagi, jakich doznałem od Nabala, i uchronił swego sługę od popełnienia czegoś złego. Jahwe sprawił, że cała przewrotność Nabala spadła na jego własną głowę. Potem kazał Dawid powiadomić Abigail, że pragnie wziąć ją sobie za żonę. Przybywszy do Abigail, która była w Karmelu, słudzy Dawida powiedzieli tak: Dawid przysłał nas do ciebie z wiadomością, że chce wziąć cię za żonę. Wtedy powiedziała: Przecież wasza służebnica jest zaledwie niewolnicą, godną co najwyżej obmywać nogi sług mojego pana! Potem podniósłszy się wsiadła na osła, a za nią ruszyło w drogę pięć młodych dziewcząt. Podążyła za wysłannikami Dawida i została jego żoną. Dawid wziął sobie za żonę ponadto Achinoam z Jizreel, tak więc obie kobiety były jego żonami. Saul swoją córkę Mikal, która była żoną Dawida, oddał za żonę Paltiemu z Gallim, synowi Lajisza. Mieszkańcy Zif przybyli do Saula, który był w Gibea, i powiedzieli: Dawid ukrywa się na wzgórzu Chakila, gdzie kończy się pustynia. Wstał tedy Saul i wyruszył z trzema tysiącami doborowych Izraelitów w stronę pustyni Zif na poszukiwanie Dawida. Saul rozbił namioty na wzgórzu Chakila, na skraju stepu, w pobliżu drogi, a Dawid przebywał na pustyni. Posłyszawszy, że Saul wyruszył na jego poszukiwanie w stronę pustyni, Dawid wysłał własnych zwiadowców i stwierdził, że Saul rzeczywiście przybył. Wyruszył zatem Dawid w drogę i dotarł na miejsce, gdzie Saul rozbił swoje namioty. Zobaczył też, gdzie spali Saul i Abner, syn Nera, dowódca oddziałów wojskowych. Namiot Saula znajdował się w samym środku obozowiska, namioty zaś wojowników były ustawione dokoła. Zwracając się do Achimeleka Chetyty i do Abiszaja, syna Serui, a brata Joaba, Dawid zapytał: Kto z was na ochotnika chce pójść ze mną do obozowiska Saula? Odpowiedział Abiszaj: Ja pójdę z tobą! Dawid i Abiszaj jeszcze nocą weszli do obozu i zobaczyli Saula, który spał w środku obozowiska. Jego włócznia była przy nim, wbita w ziemię u wezgłowia. Abner i cały lud spali rozłożeni dokoła. Abiszaj powiedział do Dawida: Bóg oddaje dziś twojego wroga w twoje ręce. Pozwól mi, proszę, zadać mu cios włócznią i za jednym pchnięciem przygwoździć go do ziemi, bez zamierzania się po raz drugi. Ale Dawid powiedział do Abiszaja: Nie zabijaj go! Jakże bowiem mógłby ujść kary ten, kto odważyłby się podnieść rękę na pomazańca Bożego? Ponadto powiedział Dawid: Na życie Jahwe! Niech ugodzi go sam Bóg albo niech nadejdzie wkrótce jego dzień i sam umrze, albo pójdzie na wojnę i zginie. Ale mnie niech Bóg broni, abym miał podnieść rękę na pomazańca Jahwe. Zabierz tylko włócznię, która znajduje się u jego wezgłowia, oraz bukłak z wodą i ruszamy stąd. Wziął Dawid od wezgłowia Saula włócznię oraz bukłak z wodą i odeszli. Nikt ich nie spostrzegł, nikt o niczym nie wiedział, nikt się nie obudził. Wszyscy spali, bo Jahwe zesłał na nich bardzo twardy sen. Dawid przeprawił się na drugą stronę i trzymał się z daleka, pozostając jednak na szczycie góry. Dzieliła ich dość duża przestrzeń. W pewnej chwili Dawid zawołał do wojowników z drugiej strony i do Abnera, syna Nera: Abnerze, czy udzielisz mi odpowiedzi? Zapytał tedy Abner: Kim ty jesteś, że ośmielasz się wołać do króla? Odpowiedział Dawid Abnerowi: Czy ty nie jesteś mężczyzną? Kto jest ci równy w Izraelu? Dlaczego nie upilnowałeś króla, twojego pana? Oto wdarł się tu ktoś z ludu, aby zabić króla, twojego pana. To, co uczyniłeś, jest godne najwyższego potępienia. Na życie Jahwe, zasłużyliście na śmierć, bo nie strzegliście dobrze waszego pana, pomazańca Jahwe. Popatrz no teraz, gdzie są włócznia króla i bukłak z wodą, które znajdowały się u wezgłowia króla? Głos Dawida rozpoznał Saul, który też zapytał: Czy to twój głos, synu mój, Dawidzie? A Dawid odpowiedział: Tak, to mój głos, królu, panie mój. I zaraz dodał: Dlaczego to pan mój ściga swojego sługę? Cóż ja takiego uczyniłem? Jakiej to zbrodni dokonały moje ręce? Niech król i pan mój raczy posłuchać słów swojego sługi: Jeżeli to Jahwe pobudza cię do występowania przeciw mnie, niech zechce przyjąć z upodobaniem woń ofiary. Lecz jeśli czynią to ludzie, niech będą przeklęci przed obliczem Jahwe! Zostałem bowiem przez nich wypędzony, bym nie miał prawa do dziedzictwa Jahwe. Powiedziano mi: Idź i służ obcym bogom! Obyż moja krew nie została wylana na ziemię daleko od oblicza Jahwe! Sam król Izraela wyruszył by złapać jedną pchłę, i ściga mnie tak, jak poluje się na kuropatwę w górach. Saul powiedział: Zgrzeszyłem! Wróć, synu mój, Dawidzie, nie uczynię ci już nic złego, gdyż dowiodłeś w tych dniach, że moje życie jest drogie w twoich oczach. Postępowałem dotychczas bardzo niemądrze; byłem w wielkim błędzie. Dawid odpowiedział: Oto twoja włócznia, królu. Niech podejdzie jeden z twoich giermków, żeby ją zabrać. Jahwe odpłaci każdemu według swojej sprawiedliwości i wierności. Dziś Jahwe wydał cię w moje ręce, ale ja nie śmiałem podnieść ręki na pomazańca Jahwe. Oto jak wielką wartość ma dziś twoje życie w moich oczach. Niech też taką wartość przedstawia moje życie w oczach Jahwe i niech On raczy już uwolnić mnie od wszelkiego ucisku. Powiedział tedy Saul do Dawida: Bądź błogosławiony, synu mój, Dawidzie! Na pewno powiedzie ci się w twoich poczynaniach. I udał się Dawid w swoją drogę, a Saul wrócił do siebie. Dawid znów zaczął sobie mówić: A jednak zginę któregoś dnia z ręki Saula. Nie pozostaje mi nic innego, jak natychmiast szukać schronienia w kraju Filistynów, żeby Saul przestał wreszcie szukać mnie na ziemi izraelskiej. Tylko tak będę mógł się uratować. I powstawszy wyruszył Dawid razem z sześciuset swymi ludźmi w drogę. Udał się do Akisza, syna Maoka, króla Gat. U Akisza w Gat pozostawał Dawid razem ze swymi ludźmi. Każdy miał ze sobą własną rodzinę. Z Dawidem były jego dwie żony, Achinoam z Jizreel i Abigail z Karmelu, dawna żona Nabala. Gdy tylko doniesiono Saulowi, że Dawid schronił się w Gat, zaniechał pościgu. Pewnego razu powiedział Dawid do Akisza: Jeżeli znalazłem łaskę w twoich oczach, przydziel mi, proszę, jedno osiedle lub jakieś miejsce, gdzie mógłbym zamieszkać. Po cóż bowiem sługa twój ma mieszkać razem z tobą w królewskim mieście? I dał mu wówczas Akisz Siklag. To dlatego właśnie aż po dzień dzisiejszy Siklag należy do królów judzkich. I pozostawał Dawid w krainie Filistynów przez cały rok i cztery miesiące. Potem wyruszył Dawid ze swoimi ludźmi i udał się do kraju Geszurytów, Girzytów i Amalekitów. Ludy te od najdawniejszych czasów zamieszkiwały ową krainę, od Telam w stronę Szur aż po ziemię egipską. Kiedy Dawid uderzał na jakąś krainę, nie pozostawiał przy życiu ani mężczyzn, ani kobiet; zabierał owce, woły, osły, wielbłądy i wszelkie odzienie. Potem wracał do Akisza. Pytał go Akisz: Dokąd zapuściliście się dzisiaj? A Dawid odpowiadał: Do Negebu judzkiego, do Negebu jerachmeelickiego, do Negebu kenickiego. Nie pozostawiał Dawid przy życiu żadnego mężczyzny ani kobiety; nikogo nie przywiódł ze sobą do Gat w obawie - tak sobie mówił - by nie doniosło się przez kogoś, że tak oto postępował Dawid; że tak zachowywał się przez cały czas swego pobytu na ziemi filistyńskiej. Akisz darzył jednak Dawida zaufaniem i mówił: Znienawidzili go jego współbracia, Izraelici. Tym łatwiej pozostanie na zawsze moim sługą. Filistyni zgromadzili wszystkie swoje oddziały, by wyruszyć na wojnę z Izraelitami. Wtedy powiedział Akisz do Dawida: Wiedz, że musisz pójść ze mną na wojnę, ty i wszyscy twoi ludzie. Rzekł na to Dawid do Akisza: Sam wkrótce zobaczysz, czego twój sługa potrafi dokonać. Akisz zaś na to: Ustanawiam cię więc na zawsze strażnikiem mojej osoby. Umarł Samuel i cały Izrael opłakiwał jego śmierć. Pochowano go w jego rodzinnym mieście, w Rama. Saul zaś kazał przepędzić z kraju wszystkich wróżbitów i czarnoksiężników. A Filistyni, zebrawszy się, przybyli, by rozbić namioty koło Szunem. Tymczasem Saul zgromadził wszystkich Izraelitów i rozbił obozowisko w Gilboa. Na widok namiotów filistyńskich przeraził się Saul i trwoga ogarnęła jego serce. Zwrócił się Saul po radę do Jahwe, ale Jahwe nic mu nie odpowiedział, ani żadnym snem, ani przez urim, ani przez proroków. Wtedy rzekł Saul do swoich sług: Poszukajcie mi jakiejś kobiety, która wywołuje duchy; do niej się udam i ją poproszę o radę. Odpowiedzieli mu na to jego słudzy: W Endor jest pewna kobieta, która wywołuje duchy. Saul, chcąc, by nikt go nie rozpoznał, wdział na siebie inne szaty i wyruszył w drogę, mając ze sobą dwóch ludzi. Nocą przybyli do owej kobiety. Saul powiedział do niej: Przepowiedz mi przyszłość, wywołując duchy, i spraw, żeby przyszedł do mnie ten, którego ci wymienię. Kobieta odpowiedziała: Wiadomo ci, że Saul wypędził z kraju wszystkich wróżbitów i czarnoksiężników. Dlaczego zastawiasz na mnie tę pułapkę i chcesz mnie zgubić? Ale Saul przysięgał na Jahwe, mówiąc: Na życie Jahwe, nie spotka cię za to nic złego. Zapytała więc kobieta: Kogo mam ci wywołać? A on odpowiedział: Przywołaj mi, proszę, Samuela. Kiedy już ukazał się Samuel, kobieta zawołała głośno w stronę Saula: Dlaczego mnie oszukałeś? Przecież ty jesteś Saulem! Król zaś powiedział: Nie bój się! Powiedz mi, co zobaczyłaś. Kobieta odpowiedziała Saulowi: Widzę coś jakby bóstwo wyłaniające się z ziemi. Zapytał ją: Jak wygląda? A ona odpowiedziała: Ma wygląd wchodzącego na górę starca, okrytego płaszczem. Wtedy Saul przekonał się, że był to Samuel. Skłonił się tedy nisko i upadł na twarz. A Samuel powiedział do Saula: Dlaczego mnie niepokoisz, każąc mi się pojawić? Odpowiedział Saul: Znalazłem się w wielkim niebezpieczeństwie. Oto Filistyni rozpoczęli ze mną wojnę, a Bóg odsunął się ode mnie, nie udzielił mi żadnej odpowiedzi ani przez proroków, ani przez sny. Wywołałem cię, żebyś mi powiedział, co mam robić. Rzekł na to Samuel: Dlaczego mnie pytasz o radę, skoro Jahwe odsunął się od ciebie, stając się twoim przeciwnikiem? Jahwe postąpił tak, jak zapowiedział przeze mnie jako swego pośrednika: zabrał władzę królewską z twojej ręki i przekazał ją Dawidowi. Ponieważ nie posłuchałeś głosu Jahwe i z Amalekitami nie postąpiłeś według zagniewania Bożego, Jahwe tak właśnie postąpił w tych dniach z tobą. Jahwe wyda w ręce Filistynów całego Izraela, łącznie z tobą. Jutro ty pozostaniesz razem ze swymi synami przy mnie, całe zaś obozowisko Izraelitów wyda Jahwe w ręce Filistynów. Wtedy Saul padł jak gromem rażony na ziemię, tak go bowiem przeraziły słowa Samuela. Zresztą zabrakło mu także sił, bo nic nie jadł przez cały dzień i przez całą noc. Przyszła do Saula kobieta wywołująca duchy i widząc jego przerażenie, powiedziała: Twoja służebnica tylko posłuchała twojego rozkazu. Lecz, wypełniając twoje polecenie, wystawiłam na niebezpieczeństwo moje własne życie. Posłuchaj teraz twojej służebnicy i pozwól, że przyniosę ci kawałek chleba. Zjedz trochę, nabierz sił, abyś mógł ruszyć w drogę. On jednak się nie zgodził, mówiąc: Nie będę jadł. Ale po dłuższym naleganiu - zarówno jego sług, jak i kobiety - usłuchał. Podniósł się z ziemi i usiadł na łóżku. Kobieta miała jedno utuczone cielę. Natychmiast kazała je zabić. Potem wzięła mąki, zrobiła ciasto i upiekła przaśne chleby. Rozłożyła chleby przed Saulem i jego sługami. Posiliwszy się powstali i jeszcze tej nocy ruszyli w drogę. Filistyni ściągnęli wszystkie swoje wojska pod Afek, natomiast Izraelici rozbili swoje namioty koło źródeł na nizinie Jizreel. Kiedy dowódcy filistyńscy ze swymi oddziałami złożonymi z tysiąca lub stu ludzi ruszyli przodem, a Dawid i jego ludzie szli na końcu, osłaniani przez Akisza, dowódcy filistyńscy zaczęli wykrzykiwać: Co to za Hebrajczycy? Akisz odpowiedział dowódcom filistyńskim: To Dawid, sługa Saula, króla izraelskiego; jest on ze mną już całe lata. Od dnia jego przyjścia do nas aż po dzień dzisiejszy nie mam mu nic do zarzucenia. Lecz dowódcy filistyńscy rozgniewali się na Akisza i powiedzieli: Odeślij zaraz tego człowieka Niech wraca na miejsce, które mu wyznaczyłeś. Niech go nie będzie przy nas podczas tej wojny, bo może jeszcze okazać się naszym wrogiem. A przecież jest tylko jeden sposób, aby mógł wrócić do łask swego pana: ofiarować mu nasze głowy. Czyż to nie Dawida wychwalano w pieśni, którą śpiewano przy tańcach: Saul pobił tysiące, ale Dawid dziesiątki tysięcy? Akisz przywołał Dawida i powiedział do niego: Na życie Jahwe, ty jesteś naprawdę prawym człowiekiem! Patrzę życzliwym okiem na wszystkie twoje poczynania w obozie, bo od czasu twojego przyjścia do nas aż po dzień dzisiejszy nie znalazłem w tobie nic godnego nagany. Nie podobasz się jednak starszyźnie narodu. Ruszaj więc z powrotem do siebie; idź w pokoju i staraj się nie czynić niczego, co byłoby złe w oczach przywódców filistyńskich. Powiedział na to Dawid do Akisza: Ale cóż ja takiego uczyniłem? Co złego znalazłeś w postępowaniu twego sługi od czasu jego przybycia do ciebie aż po dzień dzisiejszy? Dlaczego nie mogę pójść na wojnę przeciwko wrogom mojego pana i króla? Rzekł na to Akisz Dawidowi: Powiedziałem ci już, że dla mnie byłeś zawsze dobry jak sam anioł Boży. Jednakże przywódcy filistyńscy domagają się, żebyś nie szedł z nami na wojnę. Tak więc wstań wczesnym rankiem, niech wstaną z tobą również słudzy twojego pana, którzy przybyli z tobą. Wszyscy wstańcie wczesnym rankiem, a kiedy zacznie świtać, ruszajcie w drogę. Wstał tedy Dawid wczesnym rankiem razem ze swoimi ludźmi, żeby o świcie ruszyć w drogę powrotną do kraju Filistynów. Tymczasem Filistyni wyruszyli ku dolinie Jizreel. Kiedy Dawid przybył trzeciego dnia razem ze swymi ludźmi do Siklag, okazało się, że Amalekici napadli na Negeb i Siklag. Siklag zdobyli i spalili. Uprowadzili też ze sobą kobiety oraz wszystko, co było - od najmniejszego po największe - ale nie zabili nikogo. Wziąwszy takie łupy, ruszyli w drogę powrotną. Kiedy więc Dawid przybył ze swymi ludźmi do miasta, zobaczyli, że wszystko zostało spalone, a ich żony, synowie i córki - uprowadzeni do niewoli. Dawid i jego ludzie podnieśli wielki lament i płakali, dopóki im sił starczało. Zostały też wtedy uprowadzone obydwie żony Dawida: Achinoam z Jizreel i Abigail, była żona Nabala z Karmelu. Dawid był bardzo przygnębiony, a lud chciał go nawet ukamieniować. Wszyscy byli bardzo rozgoryczeni z powodu utraconych synów i córek. Lecz Dawid nie przestał ufać Jahwe, swojemu Bogu. Powiedział Dawid do kapłana Abiatara, syna Achimeleka: Przynieś mi efod. Abitar przyniósł Dawidowi efod. Radził się tedy Dawid Jahwe, pytając: Czy mam ruszać w pościg za tymi łotrami? Czy ich dogonię? Jahwe odpowiedział: Ruszaj w pościg za nimi. Dopędzisz ich i uwolnisz uprowadzonych. Ruszył więc Dawid w drogę z sześciuset ludźmi, którzy z nim byli. Kiedy dotarli nad potok Besor, w dalszą drogę udał się Dawid z czterystoma ludźmi; dwustu zostało nad brzegiem, gdyż byli zbyt słabi, żeby się przeprawić przez potok Besor. W pewnej chwili spotkali na polach jakiegoś Egipcjanina, którego przyprowadzili do Dawida. Dali owemu Egipcjaninowi chleba, którym się posilił, oraz wody do picia. Dali mu także kawałek ciastka figowego i dwa ciastka z rodzynkami. Kiedy to zjadł, ożywił się nieco, bo już od trzech dni nic nie jadł ani nie pił. Zwrócił się do niego Dawid: Do kogo należysz i skąd jesteś? A on odpowiedział: Jestem niewolnikiem egipskim, pozostającym na służbie u pewnego Amalekity. Przed trzema dniami mój pan zostawił mnie samego, ponieważ byłem chory. To myśmy wyprawili się na Negeb Kaleba. To myśmy również spalili Siklag. Zapytał go tedy Dawid: Czy mógłbyś nas zaprowadzić do tych łotrów? A on odpowiedział: Jeśli przysięgniesz mi na Boga, że mnie nie zabijesz ani nie wydasz w ręce mojego pana, to zaprowadzę cię do nich. Kiedy już prowadził Dawida, spotykali wszędzie Amalekitów, którzy jedli, pili i oddawali się wszelkim rozkoszom, pełni radości z powodu łupów, które wzięli w kraju Filistynów i w ziemi judzkiej. Spotykanych po drodze Amalekitów zabijał Dawid od zmroku aż do dnia następnego, tak że nikt z nich nie zdołał się uratować. Uciekło jedynie czterystu młodych ludzi, którzy zbiegli, dosiadając wielbłądów. Dawid odzyskał wszystko, co zrabowali Amalekici. Odnalazł także obydwie swoje żony. Nie brakowało nikogo, ani spośród dzieci, ani spośród dorosłych, ani spośród synów, ani spośród córek; w całości też odzyskano łupy, nic nie brakowało z tego, co zostało zabrane. Wszystko Dawid odzyskał. Nawet wszystkie owce i bydło zabrał Dawid ze sobą; pędzono wszystko przodem i powtarzano: Oto zdobycz Dawida! Dotarł Dawid znów do owych dwustu ludzi, którzy byli zbyt słabi, by iść dalej z Dawidem, i dlatego zostali nad potokiem Besor. Wyszli teraz naprzeciw Dawida i całego ludu, który był razem z nim. Dawid też zbliżył się do nich i pozdrowił ich po przyjacielsku. Natomiast różni źli i zawistni ludzie znajdujący się między tymi, co poszli z Dawidem, zaczęli szemrać, mówiąc: Ponieważ nie poszli z nami, nie powinni otrzymać nic z łupów, któreśmy odzyskali. Co najwyżej niech każdy z nich weźmie z powrotem swoją żonę i dzieci. Niech je sobie zabiorą i odejdą. Lecz Dawid na to: Nie wolno wam, moi bracia, tak obchodzić się z tym, co zostało nam dane przez Jahwe. To On nas chronił i wydał w nasze ręce tę zgraję, która wystąpiła przeciwko nam. Kto w tej sprawie da wam posłuch? Taka sama część powinna przypaść w udziale zarówno tym, którzy poszli, aby walczyć, jak i tym, którzy zostali, by pilnować taborów. Wszyscy będą uczestniczyli na równi w podziale. I tak już było od tego dnia w przyszłości. Uczynił Dawid z tego prawo i zwyczaj, które przetrwały aż po dzień dzisiejszy. Po powrocie do Siklag posłał Dawid część zdobyczy starszym z Judy, swoim przyjaciołom, i tak kazał im powiedzieć: Oto przeznaczona dla was część łupu, zdobytego na wrogach Jahwe. Po trosze z zabranych łupów posłał także mieszkańcom Betel, Rama, Negebu, Jattir, Arara, Sifemot, Esztemoa, Karmelu, mieszkańcom miast Jerachmeelitów i Kenitów, Chorma, Bor-Aszan, Eter, Hebronu oraz wszystkich tych miejscowości, przez które przechodził Dawid ze swoimi ludźmi. Filistyni stanęli do kolejnej bitwy z Izraelitami. Tym razem Izraelici ratowali się ucieczką przed Filistynami. Wielu rannych i zabitych pozostało w górach Gilboa. Filistyni ruszyli w pościg za Saulem i jego synami, zabijając po drodze Jonatana, Abinadaba i Malkiszue, synów Saula. Wreszcie przypuszczono atak na samego Saula. Wypatrzyli go łucznicy. Na ich widok Saul zadrżał z przerażenia i powiedział do swojego giermka: Dobądź miecza i przebij mnie, bo inaczej ci nieobrzezańcy ugodzą mnie mieczem i pohańbią. Ale jego giermek nie chciał tego uczynić, bo bardzo się lękał. Wtedy Saul zwrócił ostrze miecza przeciwko samemu sobie i rzucił się na niego. Giermek, zobaczywszy, że Saul nie żyje, również rzucił się na swój miecz i zginął. W ten sposób tego samego dnia zginęli: Saul, jego trzej synowie, jego giermek i wszyscy jego ludzie. Mieszkańcy Izraela, którzy znajdowali się po tej samej stronie równiny, oraz ci wszyscy, którzy mieszkali wzdłuż Jordanu, widząc, że synowie Izraela ratują się ucieczką, a Saul i jego synowie nie żyją, zaczęli opuszczać swoje miasta, szukając ratunku także w ucieczce. Tymczasem Filistyni przyszli i zajęli kraj. Następnego dnia Filistyni, wyruszywszy, by złupić zabitych, natrafili na wzgórzu Gilboa na ciało Saula i jego trzech synów. Odcięli Saulowi głowę i zabrali jego broń, a potem roznieśli przez gońców tę radosną wieść po całej ziemi filistyńskiej; ogłosili ją we wszystkich sanktuariach ich bożków i wśród całego ludu. Broń Saula umieścili w świątyni Asztarte, a jego ciało powiesili na murze Bet-Szean. Tymczasem mieszkańcy Jabesz w Gileadzie, dowiedziawszy się o tym, co Filistyni uczynili z Saulem, zebrali się wszyscy co najwaleczniejsi i po całonocnym marszu dotarli do Bet-Szean, zdjęli z murów ciało Saula i ciała jego trzech synów i wrócili do Jabesz, gdzie spalili ciała zabitych. Popiół i resztki kości pogrzebali pod tamaryszkiem w Jabesz. Potem pościli przez siedem dni.